B.1.2 Czy kapitalizm jest hierarchiczny?

  faq

Tak. W kapitalizmie pracownicy nie wymieniają wytworów
swojej pracy. Za to wymieniają samą pracę na pieniądze.
Sprzedają samych siebie w określonym przedziale czasu i, w
zamian za płace, zobowiązują się być posłuszni swoim płatnikom.
Ci, którzy płacą i wydają rozkazy — właściciele i
dyrektorzy — znajdują się na szczycie hierarchii, ci którzy słuchają
— na dole. To znaczy, że kapitalizm, z samej swej natury, jest
hierarchiczny.

Jak przekonuje Carole Pateman, „aby zbierać owoce
zdolności czy możliwości pracy, nie można ich wykorzystywać
bez pobudzania woli pracownika, jego zrozumienia i doświadczenia.
Wykorzystywanie możliwości pracy wymaga obecności jej ‚właściciela’,
i pozostaje ona zwykłą teorią, dopóki nie zacznie on działać
w sposób niezbędny do zastosowania jej w praktyce, lub dopóki
nie zgodzi się albo nie zostanie zmuszony tak postąpić; to
jest — pracownik musi pracować. Umowa o wykorzystywaniu możliwości
pracy to marnotrawienie zasobów, o ile nie mogą one zostać użyte
w sposób, którego wymaga nowy właściciel. Fikcyjna ‚możliwość
pracy’ nie może zostać wykorzystana; niezbędne jest, ażeby
pracownik wykonywał to, czego się żąda. Dlatego umowa o pracę
musi tworzyć stosunek panowania i posłuszeństwa między
pracodawcą a pracownikiem. . . W skrócie, umowa, w której
pracownik rzekomo sprzedaje swoje możliwości pracy jest umową,
w której sprzedaje kierowanie wykorzystywaniem swojego ciała i
siebie samego, ponieważ nie może on być oddzielony od swoich
zdolności. Uzyskiwanie prawa do wykorzystywania kogoś innego
jest pełnieniem roli jego (cywilnego) pana”
[Kontrakt
płciowy
— porównaj z cytatem z Proudhona zamieszczonym
powyżej].

Ta hierarchiczna kontrola nad pracą najemną skutkuje
wyobcowaniem pracowników od swej własnej pracy, a więc od
siebie samych. Pracownicy już nie rządzą samymi sobą w
godzinach pracy, a więc nie są już wolni. Kapitalizm, traktując
pracę jak towar analogiczny do wszystkich innych towarów,
neguje kluczową różnicę między pracą a innymi „zasobami”
– a przynajmniej jej nierozdzielność od swego wykonawcy –
praca, w przeciwieństwie do innej „własności”, jest
obdarzona wolą i działaniem. Więc gdy się mówi o
sprzedawaniu pracy, niezbędne jest ujarzmienie woli (hierarchia).
Jak pisze Karl Polanyi:

„Praca to tylko inna nazwa ludzkiej działalności
towarzyszącej samemu życiu, które z kolei nie jest
tworzone na sprzedaż, ale z zupełnie innych powodów. Ta
działalność nie może też zostać oderwana od reszty
samego życia, być gromadzona i uruchamiana”
[Wielka
transformacja
].

Innymi słowy, praca jest czymś o wiele więcej niż towarem,
do którego kapitalizm próbuje ją zredukować. Twórcza,
samodzielnie zarządzana praca to źródło dumy i radości oraz
część tego, czym jest bycie w pełni człowiekiem. Wydarcie
kontroli nad pracą z rąk pracownika głęboko kaleczy jego
zdrowie umysłowe i fizyczne. Zaiste, Proudhon posunął się tak
daleko, że przekonywał, iż kapitalistyczne przedsiębiorstwa „plądrują
ciała i dusze pracowników najemnych”
i są „obrazą
dla ludzkiej godności i osobowości”
[Op. Cit.].

Oddzielanie pracy od innych aktywności życiowych i podporządkowywanie
jej prawom rynku oznacza unicestwienie jej naturalnej,
organicznej formy istnienia — formy, która ewoluowała wraz z
ludzką rasą przez tysiąclecia działalności gospodarczej
opartej na współpracy, dzieleniu się i wzajemnej pomocy — i
zastąpieniu jej przez atomistyczną i indywidualistyczną formę
opartą na kontrakcie i konkurencji.

Stosunek pracy najemnej, który jest bardzo niedawnym
odkryciem, jest więc uważany przez kapitalistów za źródło
„wolności”, podczas gdy tak naprawdę jest to forma
przymusowej służby (zobacz sekcje B.4 i
A.2.14). Dlatego libertarianin, który
nie popiera wolności gospodarczej (tj. samorządności w przemyśle,
socjalizmu) nie jest wcale libertarianinem, ani też zwolennikiem
wolności.

Dlatego kapitalizm opiera się na hierarchii i jest
zaprzeczeniem wolności. Inne przedstawianie tego przeczy naturze
pracy najemnej. Chociaż zwolennicy kapitalizmu próbują forsować
ideę, że praca najemna opiera się na jakiegoś rodzaju „naturalnej”
wolności, to – jak wskazuje Karl Polanyi – idea ta jest fałszywa:

„Przedstawianie tej zasady [pracy najemnej] jako
opartej na nieingerencji [czyli wolności], jak to zwykli
czynić ekonomiczni liberałowie, jest po prostu wyrazem
zakorzenionych uprzedzeń na rzecz określonego rodzaju
ingerencji, mianowicie takiego, który by zniszczył
niezakontraktowane stosunki między jednostkami i zapobiegł
ich spontanicznemu odtworzeniu się”
[Op. Cit.].

Zastąpienie ludzkich stosunków przez ekonomiczne szybko
skutkuje zastępowaniem ludzkich wartości przez ekonomiczne, dającym
nam „etykę” księgi rachunkowej, w której ludzie są
oceniani po tym, ile zarabiają. Prowadzi ono także, jak
przekonuje Murray Bookchin, do deprecjonowania ludzkich wartości:

„Gospodarka rynkowa jest tak głęboko
zakorzeniona w naszych umysłach, że jej parszywy język
zastąpił nasze najświętsze moralne i duchowe wyrażenia.
Obecnie ‚inwestujemy’ w swoje dzieci, małżeństwa i
osobiste stosunki. Jest to określenie zrównane z takimi słowami,
jak ‚miłość’ czy ‚troska’. Żyjemy w świecie ‚towarów’ i
szukamy ‚najniższych kosztów’ jakiejś emocjonalnej
‚transakcji’. Używamy raczej terminologii kontraktów niż
związanej z lojalnością i duchowym pokrewieństwem”

[Nowoczesny kryzys].

Gdy ludzkie wartości zostają zastąpione przez etykę
kalkulacji, a tylko prawa rynku i państwa „wiążą”
ludzi ze sobą nawzajem, załamanie się społeczeństwa jest
nieuniknione. Jak przekonuje Karl Polanyi, „niszcząc potęgę
pracy ludzkiej, system [rynkowy] niechcący pozbyłby się związanej
z tym dodatkiem fizycznej, psychologicznej i moralnej istoty ‚człowieka'”

[Op. Cit.].

Trudno jest więc się dziwić, że w nowoczesnym kapitalizmie
widać gwałtowny wzrost liczby przestępstw i postępujące odczłowieczenie
w warunkach bardziej wolnego rynku, ustanowionego przez „konserwatywne”
rządy, takie jak rząd Thatcher czy Reagana, i ich panów z
ponadnarodowych korporacji. Żyjemy teraz w społeczeństwie, w
którym ludzie przebywają we wzniesionych przez samych siebie
fortecach, „wolni” za ich ścianami i umocnieniami (zarówno
emocjonalnymi, jak i fizycznymi).

Oczywiście niektórzy ludzie lubią „etykę”
matematyki. Ale dzieje się tak głównie dlatego, że —
podobnie jak wszyscy bogowie — daje ona czcicielowi księgę łatwych
nakazów do spełniania. „Pięć to więcej niż cztery,
dlatego pięć jest lepsze” jest ślicznie proste do
zrozumienia. John Steinbeck zauważył to, pisząc:

„niektórzy z nich [właścicieli] nienawidzili
tej matematyki, która kierowała nimi [aby wyrzucali farmerów
precz z ich ziemi], niektórzy byli zaniepokojeni, a niektórzy
czcili matematykę, bo stanowiła dla nich ucieczkę od myślenia
i czucia”
[Grona gniewu].

LEAVE A COMMENT