B.2.3 Jak klasa rządząca utrzymuje kontrolę nad państwem?

  faq

Dla prostoty, rozważmy tylko państwo kapitalistyczne, którego
głównym celem jest ochrona wyzyskujących monopoli opisanych
poniżej. Ponieważ te monopole ekonomiczne są chronione przez
państwo, elity, których dochody z nich pochodzą — mianowicie
finansjera, przemysłowcy i ziemiaństwo — są w stanie
zgromadzić ogromne bogactwo kosztem wyzyskiwanych. Rozwarstwia
to społeczeństwo na hierarchiczne klasy ekonomiczne, z ogromną
nierównością bogactwa między małą elitą na górze,
posiadającą własność, a nie posiadającą własności większością
na dole hierarchii.

Zatem, ponieważ wygranie wyborów oraz przekupywanie
ustawodawców i wywieranie na nich nacisku wymaga ogromnego
bogactwa, uwłaszczona elita może kontrolować bieg wydarzeń
politycznych — a więc państwo — poprzez „potęgę
portfela”. Na przykład wyniesienie na stanowisko prezydenta
USA kosztuje dobrze ponad 20 milionów dolarów. Inaczej mówiąc,
kontrola elity nad polityką zabezpiecza kontynuację tych nierówności,
a przez to kontynuowanie kontroli elit. W ten sposób zasadnicze
decyzje polityczne tych na górze zostają odizolowane od znaczącego
wpływu tych na dole.

Ponadto, zdolność kapitału do wycofywania inwestycji (przepływ
kapitału) i odwrotnie – ich lokowania – wpływa na gospodarkę
jako potężna broń, służąca utrzymywaniu państwa jako sługi
kapitału. Jak zauważa Noam Chomsky:

„W kapitalistycznej demokracji interesy, które
muszą zostać zaspokojone to interesy kapitalistów; w
przeciwnym razie nie ma inwestycji, nie ma produkcji, nie ma
pracy, nie ma zasobów, chociażby skromnych, do poświęcenia
dla potrzeb ogółu ludności”
[Odwracanie się
fali
].

Zatem nawet rzekomo „demokratyczne” państwa
kapitalistyczne są w rezultacie dyktaturami propertariatu [tj.
posiadaczy własności]. Errico Malatesta ujął to w ten sposób:

„Nawet przy powszechnym prawie wyborczym – a
moglibyśmy powiedzieć śmiało, że nawet przy powszechnym
prawie wyborczym jeszcze bardziej – rząd pozostał sługą i
żandarmem burżuazji. Ponieważ gdyby
było inaczej, a rząd dopuścił cień myśli o przyjęciu
wrogiego stosunku do burżuazji, albo że demokracja mogłaby
kiedykolwiek być czymś więcej niż tylko pozorem w celu
oszukania ludu, burżuazja, czując zagrożenie dla swoich
interesów, szybko by zadziałała, i wykorzystałaby cały
swój wpływ i siły pozostające do swej dyspozycji, racją
swojego bogactwa, aby przywołać z powrotem rząd na swoje właściwe
miejsce jako
żandarma burżuazji”
[Anarchia].

Istnienie państwowej biurokracji jest kluczową cechą,
zapewniającą, że państwo pozostaje „policjantem”
klasy rządzącej. Zostanie omówione bardziej szczegółowo w
sekcji J.2.2 (Dlaczego anarchiści
odrzucają głosowanie w wyborach jako sposób przeprowadzania
zmian?
). Jeśli zaś chodzi o siły ekonomiczne, widzimy, że
zakłada się ich potęgę, gdy w wiadomościach słuchamy
relacji o tym, że zmiany w rządzie, polityce i prawie były
„pożądane przez rynki”. Skoro najbogatsze 1% rodzin w
Ameryce (około dwu milionów dorosłych ludzi) posiadało 35%
wszystkich oszczędności należących do osób fizycznych w 1992
roku – a najbogatsze 10% miało ponad 81% – możemy spostrzec, że
„opinia” rynków naprawdę oznacza władzę jednego do
pięciu procent ludności kraju (i ich doradców finansowych), władzę
pochodzącą z kontroli inwestycji i produkcji. Wiedząc, że
biedniejsze 90% amerykańskiej ludności ma mniejszy udział (23%)
we wszystkich rodzajach kapitału inwestycyjnego niż najbogatsze
0,5% (które posiada 29%), a własność akcji i obligacji jest
jeszcze bardziej skoncentrowana (górne 5% ma 95% wszystkich
udziałów), jest oczywiste, dlaczego Doug Henwood (autor Wall
Street
) przekonuje, że giełda to „droga do
posiadania produktywnego kapitału akcyjnego gospodarki w całości
przez bardzo bogatych jako klasę”
, źródło „władzy
politycznej”
i sposób wpływania na politykę rządu (patrz
sekcja D.2). [Wall Street: Class
Racket
].

Oczywiście, wcale to nie oznacza, że państwo zawsze zgadza
się we wszystkim z klasą kapitalistów. Na przykład najwyżsi
politycy są częścią rządzącej elity, ale pozostają w
konkurencji z innymi częściami. Do tego jeszcze różne sektory
klasy kapitalistów konkurują ze sobą nawzajem o zyski, wpływy
polityczne, przywileje itp. Burżuazja, przekonywał Malatesta, „znajduje
się zawsze w stanie wojny z samą sobą. . . a. . . rząd,
chociaż został wyłoniony przez burżuazję i jest jej obrońcą,
dąży. . . do zdominowania kogokolwiek, kogo chroni. Stąd się
biorą zabawy w popieranie na przemian to jednej, to drugiej
strony, manewry, ustępstwa i ich cofanie, próby znajdowania
sojuszników wśród ludu przeciw konserwatystom, a wśród
konserwatystów przeciwko ludowi”
[Op. Cit.].
Jako takie, państwo często znajduje się w konflikcie z różnymi
grupami klasy kapitalistów, tak samo jak grupy tej klasy
wykorzystują państwo, aby promować swoje własne interesy w ogólnych
ramach ochrony ustroju kapitalistycznego (tj. interesów klasy rządzącej
jako klasy). Takie konflikty czasami robią wrażenie, że
państwo jest organem „neutralnym”, ale to złudzenie
— istnieje ono w celu obrony władzy i przywilejów klasowych,
oraz aby pokojowo rozwiązywać spory w obrębie tej klasy
poprzez „demokratyczne” procedury (w ramach których
dostajemy szansę wybrania sobie przedstawicieli elity, którzy będą
uciskać nas najmniej).

Niemniej jednak, bez pieniędzy podatników z prosperujących
przedsiębiorstw, państwo zostałoby osłabione. Dlatego rolą
państwa jest zapewnianie najlepszych warunków dla kapitału jako
całości
, co znaczy, że kiedy trzeba, może ono działać i
działa przeciwko interesom pewnych części klasy kapitalistów.
I to jest właśnie to, co może nadawać państwu pozory niezależności
i ogłupiać ludzi, podsuwając im osąd, że reprezentuje ono
interesy społeczeństwa jako całości. (Więcej o rządzącej
elicie i jej stosunku do państwa zobacz w książkach: C. Wright
Mills, The Power Elite [Oxford, 1956]; Ralph Miliband, The
State in Capitalist Society
[Basic Books, 1969] i Divided
Societies
[Oxford, 1989]; G. William Domhoff, Who Rules
America?
[Prentice Hall, 1967]; Who Rules America Now? A
View for the ’80s
[Touchstone, 1983] oraz Toxic Sludge is
Good For You! Lies, Damn Lies and the Public Relations Industry

Johna Staubera i Sheldona Ramptona [Common Courage Press, 1995]).

LEAVE A COMMENT