B.2.4 Jak centralizacja państwa wpływa na wolność?

  faq

Idea, że głosując co cztery czy ileś lat, aby wybrać
publiczną osobę w silnie scentralizowanym i biurokratycznym
aparacie, zwykli ludzie kontrolują państwo, jest powszechna,
lecz fałszywa. Oczywiście, mówienie, że ta idea jest fałszywa,
wcale nie zakłada braku różnicy między liberalną republiką
a państwem faszystowskim czy monarchią absolutną. Zdecydowanie
nie!

Prawo do głosowania to ważne zwycięstwo wydarte władzom,
jakie by nie były. To jeden mały krok na drodze do libertariańskiego
socjalizmu. Niemniej jednak wszystkie formy hierarchii, nawet te,
w których najwyżsi urzędnicy są wybierani, są naznaczone
autorytaryzmem i centralizmem. Władza jest skoncentrowana w ośrodku
(czyli na „szczytach”), co znaczy, że społeczeństwo
staje się „kupą śmieci ożywianą z zewnątrz przez
podporządkowującą, centralistyczną ideę”
[P.J.
Proudhon, cytowany przez Martina Bubera, Ścieżki utopii].
Ponieważ kiedy już zostaną wybrani, najwyżsi urzędnicy mogą
robić, co im się podoba. A we wszystkich politycznych
biurokracjach wiele ważnych decyzji jest podejmowanych przez
nieobieralnych funkcjonariuszy.

Istotą centralizacji jest ulokowanie władzy w rękach
nielicznych. Demokracja przedstawicielska opiera się na takim
przekazaniu władzy. Wyborcy wyznaczają innych, aby nimi rządzili.
To nie może stworzyć niczego innego, jak tylko sytuację, w której
wolność jest zagrożona — powszechne prawo wyborcze „nie
zapobiega uformowaniu się grupy polityków, faktycznie, choć
nie według prawa, uprzywilejowanych, którzy, poświęcając się
wyłącznie zarządzaniu publicznymi sprawami narodu, kończą
stając się czymś na kształt politycznej arystokracji czy
oligarchii”
[Bakunin, Filozofia polityczna Bakunina].

Centralizm pozbawia demokrację znaczenia, gdyż podejmowanie
decyzji politycznych zostaje odstąpione zawodowym politykom w
odległych stolicach. Bez lokalnej autonomii ludzie zostają
odizolowani od siebie nawzajem (zatomizowani), nie mając żadnego
forum politycznego, gdzie mogliby przyjść razem, żeby omawiać,
spierać się i decydować między sobą o sprawach, które uznają
za ważne. Wybory nie opierają się na naturalnych,
zdecentralizowanych zgromadzeniach, a więc przestają być ważne.
Jednostka jest tylko jeszcze jednym „głosem” w masie,
politycznym „wyborcą” i niczym więcej. Bezkształtne
zasady wyborów w nowoczesnym państwie „nie mają na
celu niczego więcej, jak tylko zniesienia życia politycznego w
miastach, komunach i departamentach, a przez to zniszczenia
wszelkiej lokalnej i regionalnej autonomii w celu zatrzymania
dalszego rozwoju powszechnych praw obywatelskich”
[Proudhon,
Ibid.]. Zatem ludzie zostają ubezwłasnowolnieni przez te
same struktury, które twierdzą o sobie, że pozwalają tymże
ludziom wyrażać siebie samych. Cytując Proudhona raz jeszcze,
w scentralizowanym państwie „obywatel wyzuwa się z
suwerenności, miasto, departament i prowincja ponad nim, pochłonięte
przez władzę centralną, nie są już niczym innym, jak tylko
agendami pod bezpośrednią kontrolą ministerialną”
.
Proudhon kontynuuje:

„Konsekwencje szybko stają się odczuwalne:
obywatel i miasto zostają pozbawione wszelkiej godności, łupiestwo
państwa mnoży się, a obciążenie podatnika rośnie
proporcjonalnie. Dalej to już nie rząd istnieje dla ludu;
to właśnie lud istnieje dla rządu. Władza wkracza we
wszystko, panuje nad wszystkim, pochłania wszystko. .
.”
[Zasada federacji].

Ponieważ ujednoliceni, odizolowani ludzie nie są żadnym
zagrożeniem dla istniejących władz. Ten proces marginalizacji
można dostrzec na przykład w historii Ameryki, gdy miejskie
zgromadzenia zostały zastąpione przez obieralne organa, a
obywatelom przyznano rolę biernych obserwatorów jako
zwyczajnych „wyborców” (zobacz sekcję B.5 „Czy kapitalizm uwłasnowolnia i opiera
się na ludzkim działaniu?”
). Bycie zatomizowanym
wyborcą trudno określać jako wyidealizowaną „wolność”,
pomimo retoryki polityków o zasługach „wolnego społeczeństwa”
i „wolnego świata” — jak gdyby głosowanie jeden raz
co cztery albo pięć lat można było w ogóle zaklasyfikować
jako „wolność” czy nawet „demokrację”.

W ten sposób sprawy społeczne i władza zostają odebrane
zwykłym obywatelom i scentralizowane w rękach garstki.
Marginalizacja ludu to kluczowy mechanizm kontroli w państwie i
autorytarnych organizacjach w ogóle. Rozważając na przykład
Wspólnotę Europejską (EC), odnajdujemy, że „mechanizm
podejmowania wspólnych decyzji państw Wspólnoty Europejskiej
pozostawia władzę w rękach urzędników (z ministerstw spraw
wewnętrznych, policji, urzędów imigracyjnych, celnych i służb
specjalnych) poprzez niezliczone mnóstwo grup roboczych. Wyżsi
urzędnicy. . . odgrywają kluczową rolę przy zapewnianiu
porozumień między urzędnikami rożnych państw. Spotkania na
szczycie Wspólnoty Europejskiej, gromadzące dwunastu premierów,
obejmują po prostu przybijanie pieczątek pod decyzjami
uzgodnionymi przez ministrów spraw wewnętrznych i sprawiedliwości.
I to dopiero wtedy, podczas tych rozmów międzyrządowych,
ludzie i parlamenty są informowane (a dopiero później o samych
szczegółach)”
[Tony Bunyon, Śledzenie nadużyć
Nowej Europy
].

Na równi z naciskami ekonomicznymi ze strony elit, rządy doświadczają
także nacisków w obrębie samego państwa ze strony
biurokracji, która pojawia się wskutek centralizmu. Istnieje różnica
między państwem a rządem. Państwo to trwały zespół
instytucji, osłaniających struktury i interesy władzy. Rząd
składa się z różnych polityków. I to właśnie te instytucje
mają władzę w państwie przez swoją trwałość, nie zaś
przedstawiciele, którzy przychodzą i odchodzą. Jak wskazuje
Clive Ponting (były urzędnik państwowy), „funkcją
systemu politycznego w jakimkolwiek kraju… jest regulowanie,
ale nie radykalna zmiana istniejącej struktury gospodarczej i
powiązanych z nią stosunków władzy. Wielkim złudzeniem
polityków jest wrażenie, że mają oni zdolność
przeprowadzania wszelkich zmian, jakie im się tylko podobają. .
.”
[cytat z Alternatives, no.5, p. 19].

Dlatego na równi z marginalizacją ludu, państwo także
doprowadza w końcu do marginalizacji „naszych”
przedstawicieli. Ponieważ władza nie spoczywa w rękach
wybieralnych organów, lecz w rękach biurokracji, kontrola ludu
staje się coraz bardziej bez znaczenia. Jak wskazał Bakunin, „wolność
może być ważna dopiero wtedy, gdy. . . kontrola [ludu nad państwem]
jest skuteczna. W przeciwnym razie, tam, gdzie ta kontrola jest
fikcyjna, ta wolność ludu również staje się zwykłą fikcją”

[Filozofia polityczna Bakunina].

Znaczy to, że państwowy centralizm może stać się poważnym
źródłem zagrożeń dla wolności i pomyślności większości
ludzi żyjących w danym państwie. Natomiast niektórzy
ludzie rzeczywiście czerpią korzyści z centralizacji państwa,
mianowicie ci, którzy mają władzę i chcą być „zostawieni
w spokoju”, aby ją wykorzystywać – to znaczy dwie grupy rządzącej
elity: biurokraci kapitalistyczni i państwowi (co zostanie
szerzej przedyskutowane w następnej
sekcji
).

LEAVE A COMMENT