B.2.5 Kto czerpie korzyści z centralizacji?

  faq

Żaden ustrój ani proces społeczny w ogóle by nie istniał,
gdyby nie dawał korzyści komuś czy jakiejś grupie. Nie
inaczej dzieje się z centralizacją, czy to w państwie, czy w
przedsiębiorstwie. We wszystkich przypadkach, centralizacja daje
bezpośrednie korzyści tym na górze, gdyż ochrania ich przed
znajdującymi się niżej, pozwalając na skuteczniejszą kontrolę
i rządzenie nimi. Dlatego to właśnie popieranie centralizmu leży
w bezpośrednim interesie biurokratów i polityków.

Jednakże w kapitalizmie różne części klasy biznesu także
popierają centralizm państwowy. Jest to symbiotyczny związek
między kapitałem a państwem. Jak zostanie omówione później,
(w sekcji F.8) państwo odgrywało ważną
rolę w „nacjonalizacji” rynku, tj. narzucaniu społeczeństwu
„wolnego rynku”. Dokonując centralizacji władzy w rękach
przedstawicieli, a przez to tworząc państwową biurokrację,
ubezwłasnowolniono zwykłych ludzi, a więc zmniejszono
prawdopodobieństwo szkodzenia interesom bogatych. „W
ustroju republikańskim”
, pisze Bakunin, „tak
zwany lud, lud w rozumieniu prawa, rzekomo reprezentowany przez
Państwo, tłamsi i będzie utrzymywał tłamszenie prawdziwego,
żyjącego ludu”
za pomocą „świata biurokracji”
mającego za cel „zarówno większe korzyści
uprzywilejowanych klas właścicieli, jak też i swoje własne
korzyści”
[Op. Cit.].

Przykłady wzrostu politycznej centralizacji, pobudzanego
przez interesy bogatego biznesu można zobaczyć w ciągu dziejów
kapitalizmu. „W rewolucyjnej Ameryce, ‚charakter rządu
miejskiego stał się przedmiotem gorącej dyskusji’, zauważa
Merril Jensen . . . Zgromadzenia miejskie. . .’były punktem
ogniskującym rewolucyjną działalność’. Antydemokratyczna
reakcja, jaka nastała po rewolucji amerykańskiej cechowała się
wysiłkami na rzecz pozbycia się rządów zgromadzeń miejskich.
. . Elementy konserwatywne podejmowały próby ustanawiania
‚formy korporacyjnej (rządu municypalnego), mocą której miasta
byłyby rządzone przez burmistrzów i rady miejskie’, wybrane z
dzielnic miast. . . Kupcy ‚konsekwentnie popierali nadawanie
miastom władz municypalnych, ażeby ujść władzy zgromadzeń
miejskich’. . .”
[Murray Bookchin, Ku społeczeństwu
ekologicznemu
].

Widzimy tutaj odbieranie ogółowi prawa do tworzenia polityki
lokalnej i jego centralizację w rękach garstki (którą zawsze
są bogaci). Francja stanowi inny przykład:

„Rząd uznał. . . zgromadzenia wiejskie [wszystkich
rodzin] za ‚zbyt hałaśliwe’, zbyt nieposłuszne, i w 1787
roku zamiast nich zostały wprowadzone obieralne rady, złożone
z wójta i sześciu pełnomocników, wybranych spośród
bogatszych chłopów”
[Piotr Kropotkin, Pomoc
wzajemna
].

Była to część ogólnego ruchu na rzecz ubezwłasnowolnienia
klas pracujących poprzez centralizowanie władzy podejmowania
decyzji w rękach nielicznych (tak, jak podczas rewolucji amerykańskiej).
Kropotkin pokazuje przebieg tego procesu:

„Klasy średnie, które dotąd szukały poparcia
ludu w celu uzyskania konstytucyjnych praw i uzyskania
przewagi nad wyższą szlachtą, teraz, kiedy zobaczyły i
poczuły siłę ludu, zaczęły dążyć do zrobienia
wszystkiego, co możliwe, aby zapanować nad ludem, rozbroić
go i przywrócić do stanu podporządkowania.

[. . .]

„Śpieszyły się, aby ustanawiać prawo w taki
sposób, żeby władza polityczna, wymykająca się z rąk
dworu, nie mogła wpaść w ręce ludu. Więc. . . [został]
zaproponowany. . . podział Francuzów na dwie klasy, z których
tylko jedna,
aktywni obywatele, powinna
brać udział w rządzeniu, podczas gdy druga, zawierająca
wielką masę ludu pod nazwą
biernych
obywateli, powinna zostać pozbawiona wszelkich praw
politycznych. . . Zgromadzenie Narodowe podzieliło Francję
na departamenty. . . zawsze utrzymując zasadę wykluczania
uboższych klas z rządu. . . Z podstawowych zgromadzeń
została wykluczona masa ludu. . . która nie mogła już
dalej brać w nich udziału, i skutkiem tego nie miała prawa
nominowania elektorów [którzy wybierali przedstawicieli do
Zgromadzenia Narodowego], ani zarządów miast, ani żadnych
władz lokalnych. . .

„I na koniec dalsze trwanie
zgromadzeń wyborczych zostało zabronione. Odkąd wyznaczono
gubernatorów z klasy średniej, zgromadzenia te nie miały
już się więcej zbierać. Odkąd wyznaczono gubernatorów z
klasy średniej, nie wolno było ich zbyt ściśle kontrolować.
Wkrótce nawet prawo składania petycji i podejmowania uchwał
zostało odebrane — ‚Głosujcie i trzymajcie język za zębami!'”
„Jeśli zaś chodzi o wsie. . . ogólne zgromadzenia
mieszkańców. . . [do których] należało zarządzanie
sprawami komunalnymi. . . zostały zabronione. . . mocą
prawa. Odtąd tylko dobrze sytuowani chłopi,
aktywni
obywatele, mieli prawo się spotykać
raz w roku,
aby mianować wójta i radę wsi, złożoną z trzech lub
czterech ludzi z klasy średniej danej wsi.

„Podobna organizacja władz municypalnych została
nadana miastom. . .

„[Więc] klasy średnie otaczały się wszelkimi
zabezpieczeniami w celu utrzymania władzy municypalnej w rękach
dobrze sytuowanych członków społeczności.”
[Wielka
Rewolucja Francuska
, tom I]

Zatem centralizacja miała na celu odebranie władzy masom
ludu i przekazanie jej bogatym. Władza ludu spoczywała w rękach
powszechnych zgromadzeń, takich jak „Sekcje”
i „Dzielnice” Paryża (wyrażające, według
słów Kropotkina, „zasady anarchizmu” i „realizujące
. . . bezpośredni samorząd”
[Op. Cit.]) i
zgromadzenia wiejskie. Jednakże Zgromadzenie Narodowe „próbowało
wszystkiego, co tylko było możliwe, aby umniejszyć władzę
dzielnic . . . [i] położyć kres tym rozsadnikom Rewolucji. . .
[pozwalając] jedynie
aktywnym obywatelom. .
. na branie udziału w zgromadzeniach administracyjnych i
wyborczych”
[Op. Cit.]. A więc „rząd
centralny usiłował stopniowo podporządkowywać swojej władzy
sekcje”
, a państwo „dążyło do skupiania
wszystkiego w swoich własnych rękach. . . Pozbawienie ludowych
organizacji. . . wszelkich. . . funkcji administracyjnych . . .
podporządkowanie ich swojej biurokracji w sprawach politycznych
oznaczało śmierć sekcji”
[Op. Cit.].

Jak można zauważyć, zarówno podczas rewolucji francuskiej,
jak i amerykańskiej wystąpił podobny proces, za którego pomocą
bogaci scentralizowali władzę w swoich własnych rękach. To
zapewniło, że ludzie z klas pracujących (tj. większość)
zostali wykluczeni z procesu podejmowania decyzji i poddani władzy
i prawom innych. Co oczywiście przynosi korzyści klasie
mniejszościowej, której przedstawiciele tę władzę posiadają.
(Tom pierwszy Trzeciej rewolucji Murraya Bookchina omawia
rewolucję francuską i amerykańską dość szczegółowo).

Po rewolucji w Stanach Zjednoczonych sprzyjano centralizacji
na poziomie stanowym i federalnym, ponieważ „większość
twórców Konstytucji miała jakiś bezpośredni interes
ekonomiczny w ustanowieniu silnego rządu federalnego. . . istniało
. . . wyraźne zapotrzebowanie na silny rząd centralny w celu
ochrony wielkich interesów gospodarczych”
[Howard Zinn,
Historia ludu Stanów Zjednoczonych]. W szczególności,
centralizacja państwa miała zasadnicze znaczenie przy nadawaniu
amerykańskiemu społeczeństwu kształtu zdominowanego przez
kapitalizm:

„W ciągu trzydziestu lat poprzedzających wojnę
secesyjną, sądy coraz bardziej interpretowały prawo tak,
aby dostosowywać je do rozwoju kapitalizmu. Studiując ten
proces, Morton Horwitz (
Przekształcenia amerykańskiego
prawa
) wskazuje, że angielskie prawo zwyczajowe
przestawało być święte, gdy stawało na drodze rozrostowi
biznesu. . . Prawo orzekania w sprawach wykroczeń przeciwko
biznesmenom zostało odebrane ławnikom, którzy byli
nieprzewidywalni, i przekazane zawodowym sędziom. . . Starożytna
idea uczciwej ceny za dobra ustąpiła w sądach miejsca idei
bezskutecznego sprzeciwu (pozwalającego kupcowi wystrzegać
się uczciwych cen). . . w dziedzinie kontraktów prawo
zmierzało do dyskryminowania ludzi pracy na korzyść
biznesu. . . Pozorem prawa było to, że robotnik i koleje żelazne
zawarły umowę dzięki równej sile przetargowej. . .
‚Ogniwa zostały połączone; prawo po prostu zaczęło
zatwierdzać te formy nierówności, które stworzył system
rynkowy'”
[Op. Cit.].

Państwo amerykańskie zostało stworzone według
elitarystycznej doktryny liberalnej. Czynnie dążyło do
ograniczania demokratycznych tendencji (w imię „wolności
jednostki”). Tym, co zdarzyło się w praktyce (a co raczej
nie jest niespodzianką), było to, że bogata elita wykorzystywała
państwo do podkopywania kultury ludowej i praw zbiorowości na
rzecz ochrony i rozszerzania swoich własnych interesów i władzy.
Z biegiem czasu, społeczeństwo Stanów Zjednoczonych zostało
zreformowane według pomysłu samej elity:

„W połowie dziewiętnastego wieku system prawny
został ukształtowany na nowo na korzyść ludzi handlu i
przemysłu, kosztem farmerów, robotników, klientów i
innych mniej potężnych grup społeczeństwa. . . czynnie
sprzyjał uprawomocnionemu podziałowi dóbr godzącemu w
najsłabsze grupy w społeczeństwie”
[Horwitz,
cytowany przez Zinna, Op. Cit.].

W nowszych czasach centralizacja i ekspansja państwa szły w
parze z gwałtownym uprzemysłowieniem i rozwojem biznesu. Jak
wskazuje Edward Herman, „to właśnie rozrost wielkości
i władzy przedsiębiorstw w bardzo dużym stopniu wywołał
niebezpieczeństwo stworzenia przeciwwagi w postaci związków
zawodowych i rozbudowy rządu. Wielkie rozmiary
poza
biznesem w dużym stopniu były odpowiedzią na wielkie rozmiary
w
biznesie”
[Korporacyjna kontrola, korporacyjna władza
— zobacz też: Stephen Skowronek, Budowa nowego państwa
amerykańskiego: rozszerzanie federalnych uprawnień
administracyjnych, 1877-1920
]. Centralizacja państwa była
niezbędna do stworzenia większych, dobrze uregulowanych rynków
i była popierana przez biznes, gdy następowała w jego
interesie (to znaczy – kiedy rynki się rozrastały, to samo
czyniło państwo w celu narzucenia praw własności, ich
standardyzacji i tak dalej). Z drugiej strony, ten rozwój w
kierunku „wszędobylskiego rządu” wytwarzał środowisko,
w którym mógł wzrastać wielki biznes (często zachęcany do
tego przez państwo za pomocą subwencji i protekcjonizmu – czego
można oczekiwać, kiedy państwo jest kierowane przez bogatych),
jak również coraz bardziej wyzwalał władzę państwową spod
wpływu mas i umieszczał ją bardziej zdecydowanie w rękach
bogatych. I trudno się dziwić, że dostrzegamy rozwój w takim
właśnie kierunku, ponieważ „kierownicze struktury dążą
do stapiania się wokół władzy krajowej – w ciągu ostatnich
kilku stuleci była to władza ekonomiczna”
[Noam
Chomsky, O starym i nowym porządku świata].

Centralizacja państwa ułatwia biznesowi kontrolowanie rządu,
zapewniając mu wpływ na przebieg wydarzeń politycznych oraz
to, że rząd pozostanie marionetką w jego rękach. Na przykład
Europejski Okrągły Stół (ERT), „elitarna grupa
nacisku złożona z. . . prezesów lub najwyższych dyrektorów
wykonawczych wielkich ponadnarodowych korporacji mających swe
siedziby głównie w Unii Europejskiej… łącznie z jedenastoma
spośród dwudziestu największych europejskich przedsiębiorstw,
których łączne obroty [w 1991 roku]. . . przekraczały 500
miliardów dolarów. . . co stanowi w przybliżeniu 60% produkcji
przemysłowej Unii”
robi dużo pożytku z Unii
Europejskiej. Jak odnotowują dwaj naukowcy, którzy badali
Europejski Okrągły Stół, organ ten „jest
wyspecjalizowany w wywieraniu nacisków. . . tak, żeby wiele
propozycji i ‚wizji’ ERT w tajemniczy sposób powracało w
dokumentach ze szczytów Komisji Europejskiej”
.
Europejski Okrągły Stół „żąda, by rynek pracy stał
się bardziej ‚elastyczny’, argumentując na rzecz
uelastycznienia wymiaru godzin pracy, kontraktów sezonowych,
dzielenia miejsca pracy przez kilka osób i pracy w niepełnym
wymiarze. W grudniu 1993 roku, siedem lat po tym, jak ERT poczynił
swoje sugestie [i zaraz po tym, jak większość państw zgodziła
się na traktaty z Maastricht i zawarty w nich „rozdział
społeczny”], Komisja Europejska opublikowała białą księgę.
. . [proponującą] uczynienie rynków pracy w Europie bardziej
elastycznymi”
[Doherty i Hoedeman, „Knights of
the Road”
, New Statesman, 4/11/94, p. 27].

Obecna gadanina o globalizacji, NAFTA i jednolitym rynku
europejskim wskazuje na podłoże tych transformacji, w których
rozwój państw podąża ścieżką wyznaczoną przez ekonomię.
Ujmując sprawę prosto, wraz z rozrostem ponadnarodowych
korporacji i globalnych rynków finansowych, granice państw
narodowych z ekonomicznego punktu widzenia stały się zbyteczne.
Ponieważ przedsiębiorstwa stały się ponadnarodowe, więc
zorganizowały naciski na państwa, żeby poszły za ich przykładem
i zreorganizowały swoje rynki, tak aby przekraczały one „narodowe”
podziały, tworząc ponadpaństwowe związki i porozumienia.

Noam Chomsky odnotowuje, że G7 [grupa siedmiu najbogatszych
państw świata – przyp. tłum.], Międzynarodowy Fundusz
Walutowy, Bank Światowy i tak dalej są „de facto światowym
rządem”
, a „instytucje ponadnarodowego państwa
w wielkiej mierze służą innym panom [niż lud], tak jak to
czyni typowa władza państwowa; w tym przypadku powstającym
ponadnarodowym korporacjom w dziedzinach finansów i innych usług,
przemysłu, mediów i komunikacji”
[Op. Cit.].

Skoro ponadnarodowe korporacje wzrastają i rozwijają się,
przełamując granice państw, to wymagany jest analogiczny rozwój
władzy państwowej. Ponadto „szczególnie wartościową
cechą powstających instytucji de facto rządowych jest ich
niepodleganie wpływom ludu, a nawet nieistnienie w jego świadomości.
Działają one po kryjomu, tworząc świat podporządkowany
potrzebom inwestorów, gdzie publiczność ‚uczy się moresu’, a
groźba demokracji zostaje ograniczona”
[Chomsky, Op.
Cit.
].

Nie znaczy to, że kapitaliści pragną centralizacji państwa
we wszystkim. Często, zwłaszcza w sprawach socjalnych,
preferowana jest względna decentralizacja (tj. oddawanie władzy
biurokratom lokalnym) w celu zwiększenia kontroli biznesu. Przez
przeniesienie kontroli na grunt lokalny, władza wielkich
korporacji, firm inwestujących i im podobnych nad lokalną władzą
proporcjonalnie wzrasta. W dodatku nawet przedsiębiorstwo średniej
wielkości może się do tego przyłączyć i wywierać wpływ,
stosować przymus wobec lokalnej władzy albo bezpośrednio
kontrolować lokalną politykę i nastawiać siłę roboczą z różnych
okolic przeciwko sobie nawzajem. Prywatna władza może zapewnić,
że „wolność” będzie bezpieczna, ich wolność.

Niezależnie od tego, która grupa biurokratów zostaje
wybrana, potrzeba centralizacji władzy społecznej, a więc
marginalizacji ludności, ma pierwszorzędne znaczenie dla klasy
biznesmenów. Jest także ważne, abyśmy pamiętali, że
sprzeciw kapitalistów wobec „wszędobylskiego rządu”
często ma charakter finansowy, ponieważ państwo pożera dostępną
nadwyżkę społecznego bogactwa, ograniczając przez to sumę
pozostawioną na rynku, mającym rozdzielić ją między różne
konkurencyjne branże kapitału.

W rzeczywistości tym, czemu kapitaliści się sprzeciwiają w
sprawie ustanowienia „wszędobylskiego rządu”, są
jego wydatki na programy socjalne, mające za zadanie przynieść
korzyści ubogim i klasom pracującym – „bezprawna”
funkcja państwa, która „marnotrawi” część nadwyżki,
jaka mogłaby zostać przeznaczona dla kapitału (a także czyni
ludzi mniej zdesperowanymi i mniej chętnymi do pracy za marne
grosze). Stąd ten nieustanny nacisk w celu ograniczenia państwa
do jego „klasycznej” roli jako niewiele więcej niż
tylko obrońcy własności prywatnej i ustroju. Pomimo mającego
pozory słuszności konfliktu z państwem opiekuńczym, kapitaliści
to najzagorzalsi poplecznicy rządu (i „prawidłowych”
form interwencjonizmu państwowego, takich jak wydatki na
zbrojenia), jak dowodzi tego fakt, że zawsze można znaleźć
fundusze na budowę nowych więzień i wysyłanie wojsk za granicę
w celu walki o interesy klasy rządzącej, nawet gdy politycy płaczą,
że „nie ma pieniędzy” w państwowej kasie na oświatę,
państwową służbę zdrowia czy świadczenia dla ubogich.

LEAVE A COMMENT