C.1 Co wyznacza ceny w kapitalizmie?

  faq

Zwolennicy kapitalizmu zazwyczaj zgadzają się z czymś, co
jest nazywane subiektywną teorią wartości, wykładaną
przez większość głównonurtowych podręczników ekonomicznych.
Ten rodzaj ekonomii jest zwykle określany jako ekonomia „marginalistyczna”,
z powodów, które wyjaśnimy.

W paru słowach, subiektywna teoria wartości twierdzi, że
cena towaru jest określana przez jego użyteczność krańcową
dla producenta i konsumenta. Użyteczność krańcowa to punkt na
skali osobistej satysfakcji, w której pragnienie zdobycia danego
dobra przez jednostkę zostaje zaspokojone. Zatem cena jest
rezultatem indywidualnej, subiektywnej oceny na rynku. Można łatwo
dostrzec, dlaczego ta teoria mogła by być pociągająca dla
zainteresowanych osobistą wolnością.

Jednak subiektywna teoria wartości jest mitem. Podobnie jak
większość mitów, rzeczywiście zawiera w sobie ziarnko prawdy.
Ale jako wyjaśnienie tego, jak wyznaczyć cenę towaru, zawiera
poważne błędy.

Ziarnkiem prawdy jest to, że jednostki, grupy, spółki itd.
rzeczywiście oceniają dobra oraz produkują i konsumują je. Na
przykład tempo konsumpcji opiera się na wartości użytkowej dóbr
dla klientów (chociaż akurat to, czy ktoś kupuje dany produkt,
zależy od jego przemyśleń o cenie i swoich dochodach, jak
zobaczymy). Podobnie, produkcja jest wyznaczana przez pożytek z
dostarczania większej ilości dóbr przez producenta. Wartość
użytkowa dobra podlega niezwykle subiektywnej ocenie, a więc różni
się w poszczególnych przypadkach, zależąc od indywidualnych
gustów i potrzeb. Jako taka ma wpływ na cenę, co
zostanie pokazane, ale zastosowanie jej jako środka do określania
ceny produktu pomija dynamikę kapitalistycznej gospodarki i
stosunki produkcji stanowiące podłoże dla rynku. W rezultacie
subiektywna teoria wartości traktuje wszystkie towary jak dzieła
sztuki, a te wytwory ludzkiej działalności (przez swoją wyjątkowość)
nie są kapitalistycznym towarem w zwykłym tego słowa
znaczeniu (tzn. nie mogą być odtwarzane, a więc praca nie może
zwiększyć ich ilości). Dlatego subiektywna teoria wartości
pomija charakter produkcji w kapitalizmie. I właśnie to będzie
omawiane w następnych sekcjach.

Oczywiście nowocześni ekonomiści próbują przedstawiać
ekonomię jako „naukę powstrzymującą się od oceniania
faktów”. I rzadko świta im w głowach, że zwykle tylko
przyjmują za oczywiste istniejące struktury społeczne i
budowane wokół nich ekonomiczne dogmaty, a przez to
usprawiedliwiają je. Jak zauważył Kropotkin:

„Wszystkie tak zwane prawa i teorie ekonomii
politycznej są w rzeczywistości niczym więcej jak tylko
twierdzeniami następującej natury:

‚Jeśli założymy, że w kraju zawsze będzie
znaczna liczba ludzi, którzy nie będą mogli utrzymać
się przy życiu przez miesiąc, czy nawet przez dwa
tygodnie, bez zaakceptowania warunków pracy narzuconych
im przez państwo, albo zaproponowanych im przez tych, których
państwo uznaje za właścicieli ziemi, fabryk, kolei itd.,
to rezultaty będą takie a takie’

Do tej pory ekonomia polityczna klasy średniej jest
tylko wyliczaniem tego, co się dzieje w wymienionych właśnie
warunkach — bez odrębnego stwierdzenia samych warunków. A
potem, opisawszy
fakty, które powstają
w naszym społeczeństwie w tych warunkach, przedstawia się
nam te fakty jako stałe,
nieubłagane prawa
ekonomiczne
[Wspomnienia
rewolucjonisty
].

Inaczej mówiąc, ekonomiści zwykle biorą aspekty
gospodarcze społeczeństwa kapitalistycznego (takie jak prawa własności,
nierówności itd.) za pewniki i wokół nich budują swoje
teorie. W rezultacie marginalizm usunął „polityczne”
z „ekonomii politycznej” przyjmując kapitalistyczne
społeczeństwo za oczywistość, wraz z jego ustrojem klasowym,
hierarchiami i ich nierównościami. Koncentrując się na
indywidualnych wyborach, znajduje się on w oderwaniu od ustroju
społecznego, w którym takie wybory są podejmowane i który ma
na nie wpływ. Subiektywna teoria wartości została zbudowana na
oderwaniu jednostek od ich otoczenia społecznego i
wyprodukowaniu „praw” ekonomicznych stosujących się
do wszystkich osób we wszystkich społeczeństwach i we
wszystkich epokach. Skutkuje to tym, że wszystkie konkretne
przykłady, nieważne jak bardzo różne historycznie, są
traktowane jako wyrazy tego samego uniwersalnego pojęcia.
Dlatego w neoliberalnej ekonomii praca najemna staje się pracą
w ogóle, kapitał środkami produkcji, sposób pracy –
funkcjonowaniem produkcji, zachłanne postępowanie – ludzką
naturą. W ten sposób wyjątkowość współczesnego nam społeczeństwa,
mianowicie praca najemna jako jego podstawa, jest pomijana. („Okres,
przez który przechodzimy. . . wyróżnia się szczególną cechą
charakterystyczną — PŁACAMI”
[Proudhon, System
ekonomicznych sprzeczności
]). A to, co jest specyficzne dla
kapitalizmu, zostaje uznane za uniwersalne i zastosowane do
wszystkich czasów. Taki punkt widzenia nie może nie być
bardziej ideologiczny niż naukowy. Próbując tworzyć teorię
stosującą się do wszystkich czasów (a więc oczywiście wolną
od oceniania) tylko ukrywa się to, że ta teoria daje
usprawiedliwienie nierównościom kapitalizmu. Jak to ukazuje
Edward Herman:

„Jeszcze w 1849 roku brytyjski ekonomista Nassau
Senior zbeształ broniących związków zawodowych i
ustalania płacy minimalnej za wykładanie ‚ekonomii ubogich’.
Nigdy nie przyszła mu do głowy myśl, że on sam i jego
koledzy z establishmentu rozwijają ‚ekonomię bogatych’; myślał
on o sobie jako o naukowcu i rzeczniku zasad zgodnych z prawdą.
To oszukiwanie samych siebie przenikało główny nurt
ekonomii aż do czasu rewolucji Keynesowskiej w latach
trzydziestych. Keynesowska ekonomia, chociaż szybko oswojona
jako narzędzie w służbie państwa kapitalistycznego,
niepokoiła swoim podkreślaniem przyrodzonej niestabilności
kapitalizmu, tendencji do chronicznego bezrobocia i potrzeby
istotnej interwencji rządu w celu utrzymania zdolności
systemu do życia. Wraz ze wskrzeszeniem kapitalizmu
minionego półwiecza, Keynesowskie idee, i ukryte w nich
wezwanie do interwencji państwa, znalazły się w ogniu
nieustannych ataków, i w wyniku intelektualnej
kontrrewolucji przeprowadzonej przez szkołę chicagowską,
tradycyjna ekonomia bogatych, laissez-faire (ironicznie określana
jako ‚pozwól futru latać’) została ustanowiona na nowo
rdzeniem głównego nurtu ekonomii”
[Ekonomia
bogatych
].

Herman kontynuuje, pytając się „dlaczego ekonomiści
służą bogatym?”
i przekonuje, że „z jednego
powodu – czołowi ekonomiści znajdują się wśród bogatych, a
inni szukają awansu na podobne wyżyny. Ekonomista ze szkoły
chicagowskiej, Gary Becker, trafił w dziesiątkę przekonując,
że motywy ekonomiczne wyjaśniają bardzo wiele działań często
przypisywanych innym siłom. Oczywiście nigdy nie zastosował
tej myśli do ekonomii jako zawodu. . .”
[Ibid.].
Istnieje wielkie mnóstwo dobrze płacących korporacji mózgów,
placówek badawczych, biur doradców itd. Wytwarzają one „‚efektywny
popyt’, który musi wyzwolić podaż odpowiednich zasobów”

[Ibid.].

Wprowadzenie marginalizmu i jego przyjęcie za „ortodoksję”
posłużyło, i służy obecnie, odwracaniu uwagi od najbardziej
kluczowych pytań, jakim ludzie pracy stawiają czoła (na przykład
– co się dzieje podczas produkcji, jak stosunki władzy oddziałują
na społeczeństwo i zakład pracy). Zamiast patrzenia na to, jak
produkuje się przedmioty, na konflikty rodzące się w procesie
produkcyjnym, na wytwarzanie i podział nadwyżek, marginalizm
traktuje to, co zostało wyprodukowane jako rzecz stałą,
podobnie jak kapitalistyczny zakład pracy, podział pracy,
stosunki władzy itp.

Teorie mogą dążyć do prawdy albo służyć jako szaty dla
czyichś interesów. Jeśli występują w tym drugim charakterze,
to będą przyjmować tylko pojęcia, mające na celu uzyskanie
upragnionych rezultatów. Na przykład teoria ekonomiczna może
uwypuklać zyski, ilości wytworzonych towarów, liczbę
inwestycji i ceny, a pomijać walkę klasową, alienację,
hierarchię i pozycję przetargową. Wtedy teoria będzie służyła
kapitalistom, a ponieważ kapitaliści płacą ekonomistom pensje
i wyposażają ich uniwersytety, to ekonomiści i ci spośród
studentów, którzy się do nich dostosowują, będą również
czerpać korzyści z tej teorii.

Analiza ogólnej równowagi i marginalizm są uprawiane na zamówienie
klasy rządzącej. Marginalizm pomija kwestię produkcji i skupia
się na wymianie. Przekonuje on, że jakakolwiek próba, podjęta
przez ludzi pracy w celu poprawienia swego położenia w społeczeństwie,
jest bezproduktywna. Teoria ta prawi kazania, że „na dłuższą
metę” każdy polepszy swój byt, a więc problemy dnia
dzisiejszego są nieistotne (a wszelkie próby uporania się z
nimi to marnotrawstwo energii), i, oczywiście, kapitaliści mają
prawo do swoich zysków, pobierania odsetków i czynszów. Użyteczność
takiej teorii jest oczywista. Teoria ekonomiczna, która
usprawiedliwia nierówności, „udowadnia”, że zyski,
dzierżawy i odsetki nie są wyzyskiem i przekonuje, by
ekonomicznym mocarzom dano swobodę panowania będzie miała większą
wartość użytkową („użyteczność”) dla klasy rządzącej
niż taka, która tego nie czyni. Na rynku idei to właśnie
takie teorie zaspokajają popyt i stają się „bezwzględnie
uczciwe” intelektualnie.

Oczywiście nie wszyscy zwolennicy kapitalistycznej ekonomii są
bogaci (chociaż większość z nich pragnie stać się takimi).
Wielu z nich naprawdę wierzy w jej tezy, że kapitalizm opiera
się na wolności i że zyski, odsetki i czynsze stanowią „nagrodę”
za dostarczane usługi, a nie wynikają z wyzysku rodzonego przez
hierarchiczne zakłady pracy i społeczną nierówność. Ale
zanim weźmiemy się za odpowiadanie na pytania o zyski, odsetki
i dzierżawy musimy najpierw omówić, dlaczego subiektywna
teoria wartości jest zła.

LEAVE A COMMENT