C.2.2 Czy przywłaszczanie sobie przez kapitalistów wartości dodatkowej (tj. czerpanie zysku) jest usprawiedliwione?

  faq

Jednym słowem, nie. Będziemy próbowali wykazać, że przywłaszczanie
sobie wartości dodatkowej od robotników przez kapitalistów nie
jest usprawiedliwione. Niezależnie od tego, jak to przywłaszczanie
jest wyjaśniane przez kapitalistyczną ekonomię, odkrywamy, że
nierówność bogactwa i władzy to prawdziwe powody tego zawłaszczania
– a nie jakieś rzeczywiste twórcze działanie. W istocie
ekonomia neoliberalna odzwierciedla ten truizm. Według słów
znanej lewicowej ekonomistki Joan Robinson:

„teoria neoliberalna nie stworzyła rozwiązania
dla problemu zysków czy wartości kapitału. Za to wzniosła
niebotyczną budowlę twierdzeń matematycznych na
fundamentach, które nie istnieją w rzeczywistości”

[Przyczynek do nowoczesnej ekonomii].

Jeżeli zyski rezultatem własności prywatnej i
tworzonej przez nią nierówności, to nie jest niespodzianką,
że neoliberalna teoria nie znajduje dla nich podstaw, tak jak
przekonuje Robinson. Ostatecznie, jest to kwestia polityczna,
a ekonomia neoliberalna została rozwinięta w celu pominięcia
takich spraw. Wskażemy tutaj, dlaczego tak się dzieje i omówimy
rozmaite uzasadnienia dla kapitalistycznego zysku, aby pokazać,
dlaczego są one fałszywe.

Niektórzy uznają, że zysk to „wkład” kapitalisty
do wartości towaru. Jednak, jak wyjaśnia David Schweickart, „‚dostarczanie
kapitału’ nie oznacza niczego więcej niż ‚pozwalania na jego używanie’.
Ale akt zagwarantowania pozwolenia sam w sobie nie jest działalnością
produkcyjną. Jeśli robotnicy przestaną pracować, produkcja
ustanie w każdym społeczeństwie. Ale jeżeli właściciele
przestaną dawać pozwolenie, produkcja zostanie dotknięta
dopiero jeśli ich
władza nad środkami
produkcji będzie przestrzegana”
[Przeciw
kapitalizmowi
]. Ta władza, jak omówiono wcześniej,
pochodzi od mechanizmów przymusu państwowego, których nadrzędnym
celem jest zapewnienie, by kapitaliści mieli tę możność
zapewniania lub odmawiania dostępu pracownikom do środków
produkcji. Dlatego „dostarczanie kapitału” nie tylko
nie jest działalnością produkcyjną, ale jeszcze jest zależne
od systemu zorganizowanego przymusu, który wymaga przywłaszczenia
sobie znacznej części wyprodukowanej przez świat pracy wartości
poprzez podatki, a więc w istocie jest pasożytniczy. Nie trzeba
przypominać, że rentę dzierżawną można także uznać za
„zysk”, opierający się wyłącznie na „zapewnianiu
pozwolenia”, a więc nie na działalności produkcyjnej. To
samo można powiedzieć o odsetkach, chociaż argumenty są tutaj
nieco inne (patrz sekcja C.2.6).

Argument o „wkładzie kapitalisty do produkcji”
sprawia jeszcze inny kłopot – taki, że albo należy przyjąć (a)
ścisłą definicję, mówiącą, że wkład ma ten, kto coś
produkuje, w takim razie trzeba przypisywać to tylko
robotnikowi; albo (b) luźniejszą definicję, opierającą się
na tym, które osoby przyczyniły się do powstania okoliczności,
umożliwiających pracę produkcyjną. Skoro działalność
produkcyjna robotnika została umożliwiona po części przez
wykorzystanie własności dostarczonej przez kapitalistę, można
więc przypisać mu „wkład do produkcji”, a przez to
twierdzić, że jest on(a) uprawniony (uprawniona) do nagrody, tj.
do zysku.

Ale jeżeli ktoś przyjmie założenie (b), to wtedy musi też
wyjaśnić, dlaczego łańcuch zaufania powinien zakończyć się
na kapitaliście. Skoro wszelka ludzka działalność ma miejsce
w skomplikowanej sieci społeczeństwa, to wiele czynników można
by wymienić jako przyczyniające się do stworzenia okoliczności,
które pozwoliły robotnikom produkować — np. ich wychowanie i
wykształcenie, utrzymywaną przez rząd infrastrukturę,
pozwalającą działać ich zakładowi pracy itp. Oczywiście własność
kapitalisty przyczynia się też do produkcji w tym rozumieniu.
Ale jego wkład był akurat tu mniej ważny niż praca,
powiedzmy, matki robotnika. Ale jeszcze żaden kapitalista, z
tego co wiemy, nie zaproponował matkom swoich pracowników
rekompensat w postaci jakichś udziałów w dochodach firmy, a już
w szczególności w postaci większych udziałów niż
przejmowane przez kapitalistów! Lecz jest jasne, że gdyby
kapitaliści postępowali konsekwentnie według swojej własnej
logiki, musieliby się zgodzić, że taka rekompensata byłaby
uczciwa.

Ponieważ kapitał sam z siebie nie jest produktywny i jest
wytworem ludzkiej pracy (umysłowej i fizycznej), anarchiści
odrzucają koncepcję, że dostarczanie kapitału to akt
produkcyjny. Jak to przedstawił Proudhon, „Kapitał,
narzędzia i sprzęt są tak samo bezproduktywne. . . Właściciel,
który domaga się nagrody za użytkowanie narzędzi lub za
urodzajność swojej ziemi, z góry zatem zakłada coś, co jest
całkowicie fałszywe; mianowicie, że kapitał produkuje przy
pomocy swojego własnego wysiłku – i pobierając opłatę za ten
urojony produkt, otrzymuje dosłownie coś za nic”
[Op.
Cit.
].

Oczywiście, można by przekonywać (i często tak się robi),
że kapitał czyni pracę bardziej wydajną, a więc właściciel
kapitału powinien zostać „wynagrodzony” za zezwolenie
na jego użytkowanie. Jednakże jest to fałszywy wniosek,
ponieważ dostarczanie kapitału nie jest podobne do normalnego
wytwarzania towarów. Dzieje się tak dlatego, że kapitaliści,
w przeciwieństwie do pracowników, dostają wielokrotną zapłatę
za jedną cząstkę pracy (w porównaniu z tym, co według
wszelkiego prawdopodobieństwa zapłaciliby innym za jej
wykonanie) i zatrzymują owoce tej pracy. Jak przekonywał
Proudhon:

„Ten [robotnik], kto wytwarza coś dla farmera
albo reperuje jego narzędzia, otrzymuje swe wynagrodzenie
raz
jeden
– albo w chwili spełnienia usługi, albo w
kilku ratach; a odkąd ta suma zostanie raz zapłacona wytwórcy,
narzędzia, których dostarczył farmerowi, już więcej do
robotnika nie należą. Nie może on nigdy żądać
dwukrotnej zapłaty za to samo narzędzie czy za tę samą
naprawę. Jeśli corocznie ma swój udział w plonach
farmera, jest to zasługą faktu, że corocznie coś robi dla
niego.

„Właściciel, przeciwnie, nie oddaje swego sprzętu;
wiecznie dostaje za niego zapłatę, wiecznie go zatrzymuje
przy sobie”
[Op. Cit.].

Dlatego dostarczanie kapitału nie jest aktem
produkcyjnym, a zatrzymywanie zysków, które zostają wytworzone
przez naprawdę wykorzystujących kapitał to akt kradzieży. To
oczywiście nie znaczy, że tworzenie dóbr stanowiących kapitał
nie jest twórcze, czy też że nie pomaga ono produkcji.
Bynajmniej! Ale posiadanie wytworów takiej działalności i
dzierżawienie ich nie usprawiedliwia kapitalizmu ani zysków.

Niektórzy zwolennicy kapitalizmu twierdzą, że zyski
reprezentują produktywność kapitału. Przekonują, że
pracownicy dlatego mówi się, iż otrzymała dokładnie tyle,
ile wyprodukowała, że (według neoliberalnej teorii) jeśli
przestanie pracować, całkowity produkt zmniejszy się dokładnie
o wartość jej wynagrodzenia. Jednak ten argument zawiera w
sobie błąd. A to dlatego, że całkowity produkt zmniejszy się
o coś znacznie więcej od takiej wartości, jeśli dwóch lub więcej
pracowników odejdzie. Dzieje się tak dlatego, że płacę, jaką
otrzymuje każdy pracownik w warunkach doskonałej konkurencji, w
teorii neoliberalnej przyjmuje się za równą produktowi
wypracowanemu przez ostatniego robotnika. Ta neoliberalna
argumentacja przyjmuje „zmniejszającą się produktywność
krańcową”, tzn. zakłada się, że krańcowy produkt
ostatniego robotnika jest mniejszy niż przedostatniego itd.

Ujmując to inaczej, w neoklasycznej ekonomii wszyscy
pracownicy oprócz mitycznego „ostatniego robotnika”
nie otrzymują pełnej wartości swojej pracy. Otrzymują jedynie
to, o czym się twierdzi, że zostało wyprodukowane przez ostatniego
robotnika, a więc każdy prócz niego nie otrzymuje dokładnie
tego, co wyprodukował. Wygląda to tak, że neoliberalna teza o
braku wyzysku w kapitalizmie zdaje się być unieważniona przez
swoją własną teorię.

Jest to uznawane przez teoretyków. Z powodu owej zmniejszającej
się produktywności krańcowej wkład pracy jest mniejszy od całkowitego
produktu. Różnica między nimi jest uważana za dokładną
wartość wkładu kapitału. Ale czymże jest ten „wkład”
kapitału? Bez robotników nie byłoby żadnej wytwórczości. W
dodatku, od strony fizycznej, produkt krańcowy kapitału to po
prostu ilość, o jaką produkcja by się zmniejszyła, gdyby
jedna cząstka kapitału została odebrana produkcji. Nie
odzwierciedla ona w żaden sposób żadnej działalności
produkcyjnej ze strony właściciela (właścicielki) rzeczonego
kapitału. Dlatego wcale ona nie mierzy jego lub jej wkładu
do produkcji.
Mówiąc inaczej, kapitalistyczna ekonomia próbuje
wprowadzić bałagan rozmyślnie myląc właścicieli kapitału z
maszynami, jakie posiadają.

W istocie, mniemanie, że zyski reprezentują wkład kapitału,
zostaje zniweczone przez praktykę „podziału zysków”.
Gdyby zyski były wkładem kapitału, wówczas dzielenie
zysków oznaczałoby, że kapitał nie odzyskuje swojego pełnego
„wkładu” do produkcji (a więc jest wyzyskiwany przez
pracę!). Ponadto, zważywszy, że dzielenie zysków jest
zazwyczaj wykorzystywane jako technika zwiększania
wydajności pracy i zysków, wydaje się dziwne, że taka
technika byłaby niezbędna, gdyby zyski naprawdę
reprezentowały „wkład” kapitału. Mimo wszystko,
maszyny wykorzystywane przez robotników pozostają te same, co
przed wprowadzeniem podziału zysków — jak to niezmienione
wyposażenie kapitałowe mogłoby wytworzyć większy „wkład”?
Może tak się stać tylko wtedy, gdy kapitał faktycznie jest
bezproduktywny, a to właśnie nieopłacony wysiłek, energia i
umiejętności pracowników są tak naprawdę źródłami zysków.
Dlatego teza, że zysk równa się „wkładowi” kapitału
nie ma żadnego oparcia w faktach.

Chociaż jest prawdą, że wartość zainwestowana w
nieruchomy kapitał z biegiem czasu jest przenoszona na towary,
produkowane przy jego pomocy, a poprzez ich sprzedaż upłynniana
w postaci pieniędzy, to w niczym to nie dowodzi żadnej
faktycznej pracy właścicieli kapitału. Anarchiści odrzucają
ideologiczne kuglarstwo, sugerujące inaczej, i uważają, że (umysłowa
i fizyczna) praca to jedyna forma wkładu, jaką ludzie
mogą wnieść do procesu produkcyjnego. Bez pracy niczego nie można
wyprodukować, ani też wartości zawartej w nieruchomym kapitale
nie można przenieść na dobra. Jak wykazał Charles A. Dana w
swoim popularnym wprowadzeniu do idei Proudhona, „robotnik
bez kapitału wkrótce nadrobiłby jego brak, produkując go. . .
ale kapitał bez robotników do jego wykorzystania może tylko leżeć
bezużytecznie i gnić”
[Proudhon i jego „Bank
Ludu”
]. Jeżeli robotnikom nie wypłaca się pełnej
wartości ich wkładu do wyrobów, jakie produkują, to są
wyzyskiwani, a więc, jak ukazaliśmy, kapitalizm opiera się na
wyzysku.

Zatem stałe koszty same z siebie nie tworzą wartości. To,
czy wartość jest wytwarzana, zależy od rozwoju inwestycji i
ich wykorzystania, gdy już zostaną ulokowane. Angielski
socjalista Thomas Hodgskin powiedział:

„Użyteczność kapitału trwałego nie wywodzi się
z minionej, lecz z obecnej pracy; i nie przynosi on swojemu właścicielowi
zysku dlatego, że został zgromadzony, ale dlatego, że jest
środkiem do uzyskiwania dowództwa nad pracą”
[Obrona
pracy przed żądaniami kapitału
].

Przypomina nam to znów o pracy (i istniejących w gospodarce
stosunkach społecznych) jako o fundamentalnym źródle zysków.
Ponadto tak ukochana przez prokapitalistyczną ekonomię
koncepcja, że płaca pracownicy jest równowartością
tego, co ona produkuje, jest codziennie przekreślana w
rzeczywistości. Pewien krytyczny wobec neoliberalnych dogmatów
ekonomista ujął to tak:

„Zarząd kapitalistycznego przedsiębiorstwa nie
zadawala się zwykłym odpowiadaniem na wytyczne rynku, równającym
płacę z wartością krańcowego produktu pracy. Odkąd
pracownik wchodzi do procesu produkcyjnego, siły rynkowe,
przynajmniej na pewien czas, zostają wyparte. Stosunek wysiłku
do zapłaty będzie zależał nie tylko od stosunków wymiany
na rynku, ale też. . . od hierarchicznych stosunków
produkcji – od proporcji sił kierownictwa i pracowników w
przedsiębiorstwie”
[William Lazonick, Organizacja
biznesu a mit gospodarki rynkowej
].

A więc znowu kapitalistyczna ekonomia bardziej troszczy się
o usprawiedliwianie status quo niż o kontakt z realnym światem.
Twierdzenie, że pensja robotnicy przedstawia jej wkład, a zysk
wkład kapitału, jest po prostu fałszywe. Kapitał nie może
wyprodukować niczego (nie wspominając już o nadwyżce), jeśli
nie zostanie wykorzystany przy pomocy pracy, a więc zyski nie
reprezentują produktywności kapitału.

Inne rozpowszechnione usprawiedliwienia zysku opierają się
na twierdzeniach o „szczególnych zdolnościach”
garstki wybrańców – na przykład „zdolności do
podejmowania ryzyka” albo „zdolności twórczych”
– i są równie wadliwe, jak to, które przed chwilą
naszkicowaliśmy.

Jeżeli chodzi o podejmowanie ryzyka, to dosłownie każde
ludzkie działanie obciążone jest ryzykiem. Twierdzić, że
kapitalistom powinno się płacić za ryzyko towarzyszące
inwestycjom, to oświadczać między wierszami, że pieniądze są
cenniejsze niż ludzkie życie. Ostatecznie, to robotnicy ryzykują
swoim zdrowiem, a często życiem w pracy, i bardzo często
najniebezpieczniejsze stanowiska pracy są tymi, którym
towarzyszą najniższe zarobki (bezpieczne warunki pracy mogą pożreć
zyski, a więc by wynagrodzić kapitaliście „ryzyko”,
ryzyko, ponoszone przez robotników, może tak naprawdę wzrosnąć).
W przewrotnym świecie kapitalistycznej etyki zastąpienie
pojedynczego robotnika innym jest zwykle tańsze (czyli „efektywniejsze”)
niż zastąpienie inwestycji kapitałowej nową.

Ponadto teoria zysków opowiadająca o ryzyku nie bierze pod
uwagę różnych szans podejmowania ryzyka, wynikających z nierównego
podziału społecznego bogactwa. Jak to ujmuje James Meade, choć
„posiadacze własności mogą zwiększać swoje ryzyko
umieszczając niewielkie cząstki swojej własności w dużej
liczbie koncernów, robotnikowi nie przychodzi łatwo
umieszczanie niewielkich cząstek swojego wysiłku w dużej
liczbie różnych posad. To przypuszczalnie jest główny powód,
dla którego obciążony ryzykiem kapitał zatrudnia pracę”
,
a nie odwrotnie [cytat z Davida Schweickarta, Op. Cit.].
Nie trzeba przypominać, że najpoważniejsze konsekwencje „ryzyka”
to zazwyczaj cierpienia ludzi pracy, którzy mogą stracić swoje
posady, zdrowie, a nawet życie. Tak więc to raczej nie
indywidualne rachuby określą „chęć podjęcia ryzyka”,
ale te rachuby będą zależeć od pozycji klasowej danych
jednostek. Dlatego ryzyko nie jest niezależnym czynnikiem, a więc
nie może być źródłem zysku. W rzeczywistości, jak
przedstawiliśmy, inne działania mogą pociągać za sobą o
wiele większe ryzyko i być mniej nagradzane.

Jeżeli zaś chodzi o ducha „twórczego”, który
wprowadza w życie nowe źródła zysków, to jest prawdą, że
jednostki istotnie widzą nowe możliwości i działają
nowatorskimi sposobami, by wytworzyć nowe produkty czy
technologie. Ale – jak omówiliśmy w następnej
sekcji
, nie jest to źródło zysków.

LEAVE A COMMENT