C.5 Dlaczego wielki biznes zgarnia większą część zysków

  faq

Jak opisano w poprzedniej sekcji,
na skutek charakteru kapitalistycznego rynku wielkie firmy szybko
zaczynają dominować. Odkąd kilka wielkich przedsiębiorstw
opanuje dany rynek, formują one oligopol, z którego ogromna
liczba konkurencyjnych firm skutecznie zostaje wykluczona, co
ogranicza naciski konkurencji w ogóle. W takiej sytuacji
istnieje tendencja, żeby ceny wzrastały ponad wartość, która
byłaby poziomem „rynkowym”, gdyż oligopolistyczni
producenci nie muszą stawiać czoła potencjałowi nowego kapitału
wchodzącego na „ich” rynek (wskutek stosunkowo
wysokich kosztów kapitałowych i innych barier wejścia lub (i)
przemieszczania się). Taka forma konkurencji powoduje, że
wielki biznes zdobywa „nieuczciwą” porcję dostępnych
zysków. A ponieważ istnieje obiektywny poziom zysków
występujących w gospodarce w jakimkolwiek danym czasie,
oligopolistyczne zyski zostają „wytworzone kosztem
pojedynczych kapitałów wciąż doganianych w konkurencji”

[Paul Mattick, Ekonomia, polityka i wiek inflacji].

Jak przekonywaliśmy w sekcji C.1,
cena towaru będzie dążyła do jego ceny produkcji (którą są
koszty plus przeciętny zysk). W rozwiniętej gospodarce
kapitalistycznej to nie wygląda tak prosto — występują
rozmaite „przeciętne” zyski, w zależności od tego,
co Michał Kalecki określił jako „stopień monopolu”
na danym rynku. Ta teoria „wskazuje, że zyski rodzą się
z władzy monopolu, a więc zyski przypadają firmom o większej
władzy monopolistycznej. . . Wzrost stopnia monopolu spowodowany
przez rozrastanie się wielkich firm zaowocuje przesunięciem
zysków z drobnego biznesu do wielkiego biznesu”
[Malcolm
C. Sawyer, Ekonomia Michała Kaleckiego]. Zatem rynek o wyższym
„stopniu monopolu” będzie miał wyższy poziom przeciętnego
zysku (albo stopy zwrotów) niż taki, który jest bardziej
konkurencyjny.

„Stopień monopolu” odzwierciedla takie czynniki,
jak poziom koncentracji i władzy na rynku, udział w rynku,
stopień rozreklamowania, bariery wejścia/przemieszczenia, układy
personalne itp. Im te czynniki są większe, tym większy jest
stopień monopolu i wyższy narzut w cenach ponad koszty (a więc
i udział zysków w wartości dodanej). Nasze podejście do tej
kwestii jest podobne pod wieloma względami do stanowiska
Kaleckiego, chociaż podkreślamy, że stopień monopolu wpływa
na to, jak zyski są dzielone pomiędzy firmy, a nie
na to, jak są tworzone na samym początku (ta rzecz pochodzi,
jak wykazano w sekcji C.2, z „nieodpłatnej
pracy ubogich”
— używając słów Kropotkina).

Istnieją solidne dowody na poparcie takiej teorii. J.S Bain w
książce Bariery nowej konkurencji zauważył, że w gałęziach
przemysłu, gdzie poziom koncentracji dostawców był bardzo
wysoki, a bariery wejścia także znaczne, stopy zysku były wyższe
od przeciętnych. Badania zdają się potwierdzać spostrzeżenia
Baina. Keith Cowling streszcza te późniejsze dowody:

„Jeżeli chodzi o Stany Zjednoczone. . . mamy
podstawy by twierdzić, że istnieje znaczący, chociaż nie
aż tak bardzo silny związek między koncentracją a
rentownością. . . [wraz ze] znaczącym związkiem między
reklamą a rentownością [reklama to ważny czynnik
rynkowego „stopnia monopolu”]. . . [Ponadto tam]
gdzie ocena jest ograniczona do odpowiedniego przekroju [danej
branży]. . . zarówno koncentracja, jak i reklama okazały
się mieć znaczenie [w przypadku Wielkiej Brytanii]. Skupiając
się na wpływie zmian koncentracji z biegiem czasu. . . możemy
obejść główne problemy wywołane brakiem odpowiednich
oszacowań elastyczności ceny w zależności od popytu. . .
[aby odkryć] znaczący dodatni wpływ koncentracji. . . Na
podstawie materiałów dowodowych zarówno ze Stanów
Zjednoczonych, jak i z Wielkiej Brytanii wydaje się rozsądnym
wnioskować, że istnieje znaczące powiązanie między
koncentracją kapitału a marżami cen w stosunku do kosztów”

[Kapitalizm monopoli].

Musimy zwrócić uwagę, że zwykle używana w tych studiach
zmienna, jaką jest marża ceny w stosunku do kosztów odejmuje
rachunek płac i wynagrodzeń od wartości dodanej podczas
produkcji. To daje nam tendencję do zmniejszania marży, gdyż
nie uwzględnia ona tego, że większość wynagrodzeń
kierownictwa (a zwłaszcza tego ze szczytu hierarchii) ma więcej
wspólnego z zyskami niż z kosztami (a więc nie powinna
być odejmowana od wartości dodanej). A ponieważ jeszcze wiele
rynków ma charakter regionalny (szczególnie w USA), ogólnokrajowa
analiza może umniejszać poziom koncentracji istniejący na
danym rynku.

Oznacza to, że wielkie firmy mogą utrzymywać swoje ceny i
zyski powyżej „normalnych” (konkurencyjnych) poziomów
bez pomocy rządu, po prostu dzięki swoim rozmiarom i sile na
rynku (i nie zapominajmy ważnego faktu, że wielki biznes wyrósł
w okresie, kiedy to kapitalizm był najbliższy wzorcowi „laissez
faire”, a rozmiary i działania administracji państwowej były
niewielkie). O ile główny nurt ekonomii opiera się na idei
„doskonałej konkurencji” (i związanego z nią wyobrażenia,
że wolny rynek skutecznie rozmieszcza zasoby, kiedy się przybliża
do tego warunku), o tyle jest jasne, że takie odkrycie uderza w
samo sedno twierdzeń o kapitalizmie jako o ustroju opartym na równych
szansach, wolności i sprawiedliwości. Istnienie wielkiego
biznesu i jego wpływ na resztę gospodarki i społeczeństwa całkowicie
obnaża kapitalistyczną ekonomię jako dom zbudowany na piasku (patrz
sekcje C.4.2 i C.4.3).

Innym skutkiem ubocznym istnienia oligopolu jest to, że z
czasem liczba fuzji będzie dążyła do wzrostu – aż do kryzysu.
Podobnie jak kredyty są zwiększane podczas prób powstrzymania
kryzysu (zobacz w sekcji C.8), tak
samo firmy będą się łączyły, próbując zwiększać swoją
siłę na rynku, a więc poprawić swoje marże zysku powiększając
narzut ponad koszty. A ponieważ stopa zysku wyrównuje się do
niższego poziomu i spada, fuzje są próbą podwyższenia zysków
poprzez zwiększenie stopnia monopolu na rynku (albo nawet w całej
gospodarce). Ale jest to rozwiązanie na krótką metę. Może
tylko opóźnić kryzys, ale nie może go powstrzymać – gdyż
jego przyczyny leżą w procesie produkcji, nie na rynku (patrz
sekcja C.7) — istnieje wokół tylko
określona ilość wartości dodatkowej i nie można zasobów
kapitału zamienić na zyski siłą woli. Gdy tylko wystąpi
kryzys, rozpocznie się okres bezlitosnej konkurencji, a potem
powoli proces koncentracji kapitału zacznie się od nowa (bo słabe
firmy przepadną, a odnoszące sukces zwiększą swój udział w
rynku, zasoby kapitału itd.).

Rozwój oligopoli w kapitalizmie powoduje więc redystrybucję
zysków od drobnych kapitalistów do wielkiego biznesu (tzn.
drobny biznes jest uciskany przez rekiny wskutek rozmiarów i siły
na rynku tych ostatnich). Ponadto istnienie oligopolu może
owocować i owocuje zwiększeniem się kosztów doświadczanych
przez wielki biznes, które są przekazywane dalej w postaci
wzrostu cen, co może zmusić inne koncerny na zupełnie niepowiązanych
rynkach do podniesienia swoich cen w celu
urzeczywistnienia dostatecznych zysków. Dlatego oligopol
wykazuje tendencję do kreowania podwyżek cen na całym rynku, a
więc może rodzić inflację.

Z tych (i innych) powodów wielu drobnych biznesmenów i członków
klasy średniej nakręca nienawiść do wielkiego biznesu (chociaż
samemu próbuje zająć jego miejsce!) i sprzyja ideologiom
obiecującym jego starcie z powierzchni ziemi. A więc widzimy,
jak obydwie ideologie „radykalnej” klasy średniej —
libertarianizm i faszyzm — atakują wielki biznes, albo jako
„socjalizm wielkiego biznesu” znienawidzony przez
libertarianizm, albo jako „międzynarodową plutokrację”
[czy też „światowe żydostwo” albo „euromasonów”
itp.] znienawidzoną przez faszyzm.

Jak zauważa Peter Sabatini w książce Libertarianizm: fałszywa
anarchia
, „u zarania stulecia biznes lokalnych
przedsiębiorców (właścicieli i wspólników) [w USA] został
usunięty w cień i postawiony do kąta przez kapitalizm
ponadnarodowych korporacji. . . Różne warstwy należące do
klasy kapitalistów odpowiadały rozmaicie na te wydarzenia, gdy
wyszły one na jaw – odpowiedź ta była funkcją ich względnego
położenia w stosunku do możliwości czerpania korzyści.
Drobny biznes, który utrzymał się jako taki, w wielkiej mierze
poczuł się dotknięty ekonomiczną przewagą, jaką
korporacyjny kapitalizm zabezpieczył dla siebie i posuwającymi
się zmianami, jakie narzucił zakładanym z góry ugruntowanym
regułom burżuazyjnej konkurencji. Niemniej jednak, ponieważ
kapitalizm to dla liberalizmu racja bytu, kierujący drobnym biznesem
nie mieli innego wyboru, jak tylko winić państwo za swoją
finansową niedolę. W innym bowiem wypadku przechodzili oni
automatycznie do przeciwnego obozu ideologicznego (antykapitalistycznego).
Więc przyjęto, że to rozbudowany aparat państwowy jest
pierwszą przyczyną ‚zwyrodnienia’ kapitalizmu do formy
monopolistycznej, a zatem państwo stało się kozłem ofiarnym
dla narzekającego drobnego biznesu”

Jednakże pomimo narzekań drobnych kapitalistów tendencja
rynków do wykształcania dominacji kilku dużych firm jest
oczywistym efektem ubocznym samego kapitalizmu. „Jeżeli
dom „wielkiego biznesu” był kiedyś miejscem użyteczności
publicznej i przemysłu, to teraz zdaje się być jednakowo
wygodny w każdym otoczeniu”
[M.A. Utton, Op. Cit.].
Dzieje się tak dlatego, że w swoim pędzie do ekspansji (który
biznesmeni muszą wykazywać, ażeby przetrwać) kapitaliści
inwestują w nowe wyposażenie i nowe zakłady, aby zmniejszać
koszty produkcji, czyli zwiększać zyski (patrz sekcja C.2 i sekcje z nią powiązane). Dlatego
odnosząca sukces kapitalistyczna firma będzie się rozrastać i
wypierać konkurencję z rynku.

LEAVE A COMMENT