C.9.4 Czy bezrobocie jest dobrowolne?

  faq

Pokażemy tutaj jeszcze jeden składnik neoliberalnej
argumentacji „winiącej pracowników”, w obrębie której
naświetlone powyżej diatryby przeciwko związom zawodowym i
prawom pracowniczym stanowią tylko cząstkę. Składnikiem tym
jest przekonywanie, że bezrobocie nie ma miejsca wbrew czyjejś
woli, lecz jest wolnym wyborem pracowników. Jak to ujął
lewicowy ekonomista Nicholas Kaldor, dla „wolnorynkowych”
ekonomistów bezrobocie wbrew woli „nie może istnieć,
ponieważ jest wykluczone z założenia”
[Dalsze
eseje o ekonomii stosowanej
]. Neoliberalni ekonomiści
twierdzą, iż bezrobotni kalkulują, że lepiej spędzać czas
szukając zatrudnienia z lepszymi zarobkami (lub żyjąc na zasiłkach)
niż pracując, a więc pragną pozostawać bez pracy. To, że
ten argument jest brany na serio mówi bardzo wiele o stanie
nowoczesnej kapitalistycznej teorii ekonomicznej, ale powinniśmy
go omówić, gdyż jest popularny w wielu prawicowych kręgach.

Po pierwsze, gdy rośnie bezrobocie, to dzieje się tak na
skutek narastania zwolnień grupowych, a nie dobrowolnego
wypowiadania umów o pracę. Kiedy przedsiębiorstwo zwalnia pewną
liczbę swoich pracowników, to trudno jest mówić, że
wyrzuceni z pracy wykalkulowali sobie, że lepiej spędzą czas
szukając nowej pracy. Nie mają żadnego wyboru. Po drugie,
bezrobotni na ogół akceptują pierwszą otrzymaną ofertę
pracy. Żaden z tych faktów nie pasuje do hipotezy, że w większości
przypadków bezrobocie jest „dobrowolne”.

Oczywiście w mediach są reklamowane bardzo liczne posady.
Czyż to nie dowodzi, że kapitalizm zawsze dostarcza pracy tym,
którzy jej chcą? Trudno to przyjąć, gdyż liczba
reklamowanych miejsc pracy musiałaby mieć jakieś odniesienie
do liczby bezrobotnych. Jeżeli sto posad jest reklamowanych na
obszarach, gdzie jest podawana liczba tysiąca bezrobotnych, to
trudno jest twierdzić, że kapitalizm dąży do pełnego
zatrudnienia.

Do tego jeszcze warto zauważyć, że prawicowa teza, iż wyższe
zasiłki dla bezrobotnych i zdrowe państwo opiekuńcze sprzyjają
bezrobociu nie znajduje żadnego oparcia w faktach. Jak zauważa
pewien umiarkowany członek brytyjskiej Partii Konserwatywnej, „OECD
przestudiowało siedemnaście krajów uprzemysłowionych i nie
znalazło żadnego związku między stopą bezrobocia w danym
kraju a poziomem jego świadczeń w ramach opieki socjalnej”

[Tańcząc z dogmatami]. Ponadto sporządzona dla wielu różnych
krajów przez ekonomistów Davida Blanchflowera i Andrew Oswalda
„krzywa płac” jest w przybliżeniu taka sama w
przypadku każdego z piętnastu badanych państw. Sugeruje to również,
że bezrobocie na rynku pracy jest niezależne od warunków
bezpieczeństwa socjalnego, gdyż „krzywą płac” można
uznać za miarę elastyczności płac. Obydwa te fakty wskazują,
że bezrobocie nie jest dobrowolne z natury, a obcięcie wydatków
socjalnych nie wpłynie na jego poziom.

Jeszcze innym czynnikiem mającym znaczenie dla rozważania
charakteru bezrobocia są skutki prawie dwudziestu lat „reform”
państwa opiekuńczego, wprowadzanych zarówno w Stanach
Zjednoczonych, jak i w Wielkiej Brytanii. W latach sześćdziesiątych
państwo opiekuńcze było hojniejsze niż w latach dziewięćdziesiątych
i bezrobocie było niższe. Gdyby bezrobocie było „dobrowolne”
i powodowane przez zbyt wysoki stopień bezpieczeństwa
socjalnego, spodziewalibyśmy się zmniejszenia bezrobocia, gdy
wydatki socjalne zostały obcięte (ostatecznie właśnie to było
najważniejszym uzasadnieniem ich obcięcia). Faktycznie zdarzyło
się coś odwrotnego – bezrobocie wzrosło, gdy państwo opiekuńcze
zostało ograniczone. Niższe zasiłki nie doprowadziły do niższego
bezrobocia, naprawdę stało się na odwrót.

W obliczu tych faktów niektórzy mogą wnioskować, że skoro
bezrobocie jest niezależne od świadczeń i osłon socjalnych,
to można ograniczyć państwo opiekuńcze. Ale tak nie jest, gdyż
zasięg państwa opiekuńczego istotnie wpływa na stopę ubóstwa
i na to, jak długo ludzie pozostają w tym stanie. W USA stopa
ubóstwa wynosiła 11,7% w 1979 roku i wzrosła do 13% w 1988, i
dalej urosła do 15,1% w 1993 r. Ubocznym skutkiem ograniczenia
państwa opiekuńczego było przyczynienie się do zwiększenia
ubóstwa. Cytując eks-thatcherystę Johna Graya, w Wielkiej
Brytanii w tym samym okresie podobnie „miał miejsce
rozrost najniższych warstw społeczeństwa. Odsetek brytyjskich
gospodarstw domowych (nie licząc emerytów i rencistów) w całości
niepracujących – to znaczy takich, w których żaden z członków
rodziny nie jest aktywny w gospodarce produkcyjnej – wzrósł z 6,5%
w 1975 roku do 16,4% w 1985 i 19,1% w 1994 r. /…/ Między 1992
a 1997 rokiem nastąpił piętnastoprocentowy wzrost bezrobocia wśród
samotnych rodziców /…/ Ten dramatyczny rozrost warstw
zdeklasowanych nastąpił w bezpośredniej konsekwencji
neoliberalnych reform osłon socjalnych, zwłaszcza w dziedzinie
mieszkalnictwa”
[Fałszywy brzask]. Jest to całkowite
przeciwieństwo tego, co zapowiadały prawicowe teorie i retoryka.
Jak słusznie przekonuje John Gray, „przesłaniem amerykańskiej
[i każdej innej] Nowej Prawicy zawsze było to, że ubóstwo i
elementy zdeklasowane są wytworem rozleniwiającego wpływu osłon
socjalnych, a nie wolnego rynku”
. Następnie zauważa,
że owe tezy „nigdy się nie zgadzały z doświadczeniami
krajów kontynentalnej Europy, gdzie zasięg świadczeń
socjalnych jest o wiele rozleglejszy niż w Stanach Zjednoczonych
i od dawna współistnieje z brakiem czegokolwiek przypominającego
warstwy zdeklasowane w stylu amerykańskim. Podobne twierdzenia
nie mają też dosłownie niczego wspólnego z żadnymi doświadczeniami
innych krajów anglosaskich”
[Op. Cit.]. Potem
zauważa, że:

„W Nowej Zelandii teorie amerykańskiej Nowej
Prawicy doprowadziły do rzadkiego i ciekawego wyczynu –
obalenia swoich własnych założeń na skutek ich
praktycznego zastosowania. Wbrew tezom Nowej Prawicy
zniesienie prawie wszystkich powszechnych świadczeń
socjalnych i rozwarstwienie dochodów w celu uderzenia w państwo
opiekuńcze wybiórczo wytworzyły neoliberalną otchłań
biedy”
[Ibid.].

Tak więc chociaż poziom zasiłków dla bezrobotnych i państwa
opiekuńczego może mieć niewielki wpływ na poziom bezrobocia (czego
należy oczekiwać, jeżeli charakter bezrobocia w istocie nie
jest dobrowolny), to ma on wpływ na charakter i trwałość
ubóstwa. Ograniczenie państwa opiekuńczego zwiększa zasięg
ubóstwa i długość czasu spędzonego w tym stanie (a hamując
redystrybucję powiększy też nierówności).

Patrząc na względne rozmiary przepływów pieniędzy na osłony
socjalne w danym kraju jako odsetków produktu krajowego brutto i
względną stopę ubóstwa w tym kraju, odkrywamy współzależność.
Kraje o wysokim poziomie wydatków mają niższą stopę ubóstwa.
Do tego jeszcze ma miejsce współzależność między poziomem
wydatków a liczbą chronicznie biednych. W krajach o wysokim
poziomie wydatków socjalnych więcej obywateli wydostaje się z
ubóstwa. Na przykład Szwecja w ciągu jednego roku ma stopę ubóstwa
wynoszącą 3% i odsetek wydostających się z ubóstwa wynoszący
45%. Dla Niemiec te cyfry wynoszą odpowiednio 8% (stopa ubóstwa
w ciągu jednego roku) i 24% (odsetek wydostających się z ubóstwa),
a odsetek chronicznego ubóstwa wynosi 2%. Dla kontrastu – Stany
Zjednoczone mają stopę ubóstwa w ciągu jednego roku w wysokości
20%, odsetek wydostających się z ubóstwa równy 15% i odsetek
chronicznego ubóstwa wynoszący 42% [Greg J. Duncan,
University of Michigan Institute for Social Research, 1994
].

Zważywszy, że silne państwo opiekuńcze funkcjonuje jako coś
w rodzaju dolnej granicy dla płac i warunków pracy, łatwo
dostrzec, dlaczego kapitaliści i zwolennicy „wolnego rynku”
dążą do jego podkopania. Osłabiając państwo opiekuńcze,
„uelastyczniając” rynek pracy można ochraniać zyski
i władzę przed ludźmi pracy występującymi w obronie swoich
praw i interesów. Nic więc dziwnego, że rzeczone
dobrodziejstwa „elastyczności” okazały się tak
nieuchwytne dla ogromnej większości, gdy tymczasem nierówności
się powiększyły w zawrotnym tempie. Innymi słowy – państwo
opiekuńcze ogranicza podejmowanie przez system kapitalistyczny
prób obrócenia pracy w towar i zwiększa liczbę możliwości
wyboru dostępnych przedstawicielom klas pracujących. Chociaż
nie ograniczyło ono potrzeby znajdowania pracy, to naprawdę osłabiło
zależność od pojedynczego pracodawcy, a przez to zwiększyło
niezależność i siłę pracowników. Nie jest zbiegiem
okoliczności, że ataki na związki zawodowe i państwo opiekuńcze
mieszczą się w obrębie retoryki na temat „prawa zarządu
do zarządzania” i wepchnięcia ludzi z powrotem w stan płatnego
niewolnictwa. Mówiąc inaczej, w obrębie prób zwiększenia
towarowego charakteru pracy przez stworzenie niepewności, tak,
aby pracownicy nie stanęli w obronie swoich praw.

Ludzkie koszty bezrobocia są doskonale udokumentowane.
Istnieje stabilna współzależność między stopą bezrobocia a
odsetkiem ludzi przyjmowanych do szpitali psychiatrycznych.
Istnieje związek między bezrobociem a ilością nieletnich i młodocianych
przestępców. Wpływ na szacunek jednostki dla samej siebie jest
ogromny, tak samo jak szersze konsekwencje dla jej społeczności
i narodu. David Schweickart wyciąga następujące wnioski:

„Koszty bezrobocia, czy to mierzone w kategoriach
zimnej gotówki jako straty w produkcji i brakujące podatki,
czy też w związku z gorętszymi sprawami – osamotnieniem,
przemocą i rozpaczą – według wszelkiego prawdopodobieństwa
będą ogromne w systemie Laissez Faire”
[Przeciw
kapitalizmowi
].

Oczywiście można przekonywać, że bezrobotni powinni szukać
pracy i porzucić swoich najbliższych, rodzinne miasta i społeczności
w celu jej znalezienia. Jednakże taka argumentacja po prostu
stwierdza, że ludzie powinni zmieniać całe swoje życie w zależności
od wymogów „sił rynkowych” (i życzeń — „animuszu”,
używając określenia Keynesa — tych, którzy posiadają kapitał).
Mówiąc inaczej, po prostu się przyznaje, że kapitalizm
doprowadza do utraty przez ludzi możliwości planowania z
wyprzedzeniem i organizowania swojego życia (i na dodatek, że
może również pozbawić ich poczucia tożsamości, godności i
szacunku dla samych siebie), przedstawiając to jako coś na
kształt wymagań życia (albo nawet w niektórych przypadkach
szlachetnych wymagań życia).

Wydaje się, że kapitalizm jest logicznie zaangażowany w złośliwe
zaprzeczanie tym samym wartościom, na których – jak się
twierdzi – ma być zbudowany, mianowicie szacunkowi dla wrodzonej
wartości i odrębności jednostek. Trudno się dziwić, gdyż
kapitalizm opiera się na sprowadzaniu osób do poziomu jeszcze
jednego towaru (zwanego „pracą”). Cytując jeszcze raz
Karla Polanyi’ego:

„W kategoriach czysto ludzkich taki postulat [rynku
pracy] zakłada skrajną niestabilność zarobków
pracownika, całkowity brak standardów zawodowych, nikczemną
gotowość bycia wciskanym i popychanym na oślep, zupełną
zależność od kaprysów rynku. [Ludwig von] Mises słusznie
przekonywał, że jeżeli pracownicy ‚nie będą zachowywać
się jak związkowcy, ale zmniejszą swoje potrzeby, cele, i
zmienią miejsca zamieszkania i zawody zgodnie ze zmieniającymi
się wymaganiami rynku, to w końcu znajdą pracę’. To
twierdzenie podsumowuje sytuację w systemie opartym na pracy
jako towarze. Nie towarowi decydować, gdzie powinien zostać
wystawiony na sprzedaż, do jakiego celu winien być używany,
za jaką cenę powinno się pozwalać na zmianę właściciela,
i w jaki sposób powinien zostać skonsumowany lub zniszczony”

[Wielka transformacja].

Jednakże ludzie nie są towarami, ale żyjącymi, myślącymi,
czującymi osobami. „Rynek pracy” jest bardziej
instytucją społeczną niż ekonomiczną, a ludzie i praca czymś
więcej niż zwykłymi towarami. Jeśli odrzucimy założenia
neoliberałów, ponieważ są one nonsensem, to ich argumentacja
upadnie. W ostatecznym rozrachunku kapitalizm nie może zapewnić
pełnego zatrudnienia, ponieważ praca nie jest towarem (jak
omówiliśmy w sekcji C.7, ten bunt
przeciwko obróceniu ludzi w towar ma kluczowe znaczenie dla
zrozumienia cyklu koniunkturalnego, a przez to i bezrobocia).

LEAVE A COMMENT