D.10 Jak kapitalizm wpływa na technologię?

  faq

Technologia posiada niepodważalny wpływ na osobistą wolność,
pod pewnymi względami ją zwiększając, a pod innymi ograniczając.
Jednak ponieważ kapitalizm jest ustrojem społecznym opartym na
nierówności posiadanej władzy, truizmem jest stwierdzenie, że
technologia będzie odzwierciedlała te nierówności, ponieważ
nie rozwija się ona w próżni społecznej.

Żadna technologia nie jest rozwijana ani rozpowszechniana dopóki
nie znajdą się ludzie, którzy będą czerpać z niej korzyści
i mieć wystarczające środki do jej rozpowszechniania. W społeczeństwie
kapitalistycznym na ogół rozpowszechniane są technologie
przydatne bogatym i potężnym. Można to zobaczyć na przykładzie
kapitalistycznego przemysłu, gdzie technologia jest wprowadzana
w szczególnych celach – pozbawiania pracownika jego umiejętności,
przez co wykwalifikowany, wartościowy rzemieślnik jest zastępowany
„masowym robotnikiem”, którego łatwo wyszkolić (i łatwo
wyrzucić!). Podejmując próby uczynienia każdego pojedynczego
pracownika łatwym do zastąpienia przez innych, kapitalista
liczy na pozbawienie pracowników środków kontrolowania zależności
między ich wysiłkiem w pracy a otrzymywaną zapłatą. Mówiąc
słowami Proudhona, „maszyna, czy też zakład pracy, po
poniżeniu wyrobnika poprzez nadanie mu pana, dopełnia jego
upodlenia wyrzucając go z szeregu rzemieślników do szeregu
zwykłych robotników”
[System of Economical
Contradictions
(System ekonomicznych sprzeczności),
s. 202].

Tak więc nic dziwnego, że technologia w społeczeństwie
hierarchicznym będzie miała na celu utrzymywanie hierarchii i
dominacji. Kapitaliści i menedżerowie będą wybierali takie
technologie, które chronią i rozszerzają ich władzę (i związane
z nią zyski), a nie takie, które ją osłabiają. Zatem choć
często się twierdzi, że technologia jest „neutralna”,
to wcale tak nie jest (i nigdy być nie może). Ujmując sprawę
prosto, „postęp” w obrębie systemu hierarchicznego będzie
odzwierciedlał struktury władzy tego systemu.

Jak zauważa George Reitzer, innowacje technologiczne w
systemie hierarchicznym szybko doprowadzają do „wzrostu
kontroli i zastępowania technologii z udziałem człowieka
technologiami bez jego udziału. Tak naprawdę to zastępowanie
jest bardzo często motywowane pragnieniem większej kontroli, które
oczywiście jest wywoływane potrzebą maksymalizacji zysków.
Ludzie są wielkim źródłem niepewności i niemożności
przewidywania w każdym systemie racjonalizacji (…)
McDonaldyzacja obejmuje poszukiwanie sposobów, aby sprawować
coraz większą kontrolę zarówno nad pracownikami, jak i nad
klientami”
[George Reitzer, The McDonaldisation of
Society (McDonaldyzacja społeczeństwa)
, s. 100]. Według
Reitzera kapitalizm jest naznaczony „nieracjonalnością
racjonalności”
, w ramach której ten proces
obejmowania kontrolą doprowadza do wykształcenia się systemu tłumienia
indywidualności i człowieczeństwa tych, którzy w nim żyją.

Podczas tego procesu obejmowania kontrolą pracowników w
celach maksymalizowania zysków pojawia się zjawisko utraty ich
umiejętności, ponieważ wykwalifikowana siła robocza jest droższa
niż niewykwalifikowana bądź częściowo wykwalifikowana, a
wykwalifikowani pracownicy mają więcej do powiedzenia w
sprawach swoich warunków pracy i samej pracy – z powodu trudności
w ich zastąpieniu. Na dodatek łatwiej jest wtedy „racjonalizować”
proces produkcyjny przy pomocy metod takich jak tayloryzm –
system sztywnych schematów produkcyjnych i działań w oparciu o
wyliczoną ilość czasu (wyznaczoną przez kierownictwo), jakiej
robotnicy „potrzebują”, aby przeprowadzać różne
czynności w miejscu pracy, co wymaga wykonywania prostych, łatwych
do analizy i pochłaniających dokładnie wyliczoną ilość
czasu ruchów ciała. A ponieważ przedsiębiorstwa znajdują się
w nieustannej konkurencji, w celu pozostania rentownym każde z
nich musi przyswoić sobie „najskuteczniejsze” (tzn.
najbardziej maksymalizujące zysk) techniki produkcyjne
wprowadzane przez innych, nie oglądając się na to, jak bardzo
może to odczłowieczać pracowników. Dlatego złe skutki podziału
pracy i zatraty swoich umiejętności wszędzie stają się
powszechne. Zamiast kierować swoją własną pracą, robotnicy
zostają obróceni w żywe maszyny w toku pracy, której nie
kontrolują. Za to sami są kontrolowani przez tych, którzy
posiadają wykorzystywane przez nich maszyny (patrz też Harry
Braverman, Labour and Monopoly Capital: The Degradation of
Work in the Twentieth Century
, Monthly Review Press, 1974).

Jak zauważył Max Stirner (wtórując Adamowi Smithowi), ten
proces odzierania ludzi z ich umiejętności i kontrolowania ich
pracy oznacza, że „Każdy ma kształtować siebie jako
człowieka, potępiając wizję człowieka wykonującego
pracę
maszyny,
zaliczając ją do tego samego, czym jest
niewolnictwo. (…) Każda praca powinna mieć na celu, aby człowiek
był usatysfakcjonowany. Dlatego to on musi być również jej
panem,
być w stanie wykonywać ją jako całość. Ten, kto w fabryce
szpilek tylko nakłada główki, tylko przeciąga drucik, pracuje
jak gdyby mechanicznie, tak jak maszyna; pozostaje wyszkolony
tylko w połowie, nie staje się panem swojej pracy: jego praca
nie może go
usatysfakcjonować,
może jedynie go
zmęczyć. Jego
praca sama w sobie jest niczym, nie ma żadnego celu
sama
w sobie
, nie jest też sama w sobie niczym
kompletnym; pracuje on jedynie po to, aby przekazać swoją pracę
w ręce innego, i jest
wykorzystywany
(wyzyskiwany) przez tego innego”
[The Ego and Its Own
(Jedyny i jego własność)
, s. 121]. Kropotkin wysuwa
podobne argumenty przeciwko podziałowi pracy („praca jak
maszyny”
) w Zdobyciu chleba (patrz rozdział XV
„Podział pracy”), tak samo jak wcześniej
Proudhon (patrz rozdziały III i IV Systemu ekonomicznych
sprzeczności
).

Nowoczesny przemysł tak jest zorganizowany, aby zapewnić, że
pracownicy nie staną się „panami” swojej pracy, ale
za to będą wypełniać nakazy kierownictwa. Klucz do ewolucji
technologii leży więc w stosunkach władzy wewnątrz społeczeństwa.
Dzieje się tak dlatego, że „prawdopodobieństwo
realizacji danego projektu nie jest po prostu wynikiem
technicznego czy nawet ekonomicznego oszacowania, ale raczej
politycznego. Dana technologia zostaje oceniona jako możliwa do
urzeczywistnienia, jeżeli pasuje do istniejących stosunków władzy”

[David Noble, Progress without People (Postęp bez ludzi),
s. 63]

To zjawisko poddawania ludzkiej pracy kontroli i restrykcjom
oraz odbierania jej indywidualnego charakteru jest kluczową cechą
kapitalizmu. Praca, która wymaga umiejętności i jest
kontrolowana przez pracowników uwłasnowolnia ich na dwa sposoby.
Po pierwsze, daje im dumę ze swoich wytworów i z siebie samych.
Po drugie, utrudnia ich zastąpienie przez innych czy też
wyssanie z nich profitów. Dlatego też w celu usunięcia z
procesu pracy czynnika „subiektywnego” (tzn.
indywidualności i kontroli pracownika) kapitał potrzebuje
sposobów kontrolowania siły roboczej, aby zapobiec umacnianiu
swojej indywidualności przez pracowników, a przez to zapobiec
układaniu przez nich ich życia i pracy po swojemu i w
konsekwencji stawianiu oporu władzy szefów.

Tę potrzebę kontrolowania pracowników można dostrzec
obserwując rodzaje maszyn wprowadzanych podczas rewolucji
przemysłowej. Według Andrew Ure, doradcy właścicieli fabryki,
„w fabrykach przerabiających surową przędzę (…) prządkowie
[wykwalifikowani robotnicy] nadużywali swojej pozycji poza
wszelkie granice cierpliwości, w najbardziej arogancki sposób
tyranizując (…) swoich panów. Wysokie płace (…) w zbyt
wielu przypadkach wypieściły pychę i dostarczyły funduszy na
wspieranie krnąbrnych dusz podczas strajków. (…) W czasie
katastrofalnego zgiełku [tego] rodzaju (…) kilkunastu
kapitalistów (…) uciekło się do pomocy sławnych konstruktorów
maszyn (…) z Manchesteru (…) [prosząc, by zbudowali]
samoczynną przędzarkę. (…) Wynalazek ten potwierdza już
wysuniętą przemożną doktrynę, mówiącą, że gdy kapitał
przyjmie naukę do swojej służby, krnąbrne ręce świata pracy
zawsze zostaną nauczone posłuszeństwa”
[Andrew Ure, Philosophy
of Manufactures (Filozofia przemysłowców)
, ss. 336-368 —
cytowany przez Noble’a, Op. Cit., s. 125].

Dlaczego jest konieczne, aby robotnicy zostali „nauczeni
posłuszeństwa”
? Ponieważ „przez niestałość
ludzkiej natury zdarza się, że im zręczniejszy robotnik, tym
bardziej samowolny i nie daje się traktować tak, jak to jest słuszne,
i oczywiście jest mniej pasującym składnikiem mechanicznego
systemu, w którym… może uczynić wielki uszczerbek całości”

[Ibid.]. Proudhon cytuje angielskiego przemysłowca,
argumentującego w podobny sposób:

„Niesubordynacja naszych robotników naprowadziła
nas na pomysł pozbycia się ich. Poczyniliśmy i pobudzaliśmy
wszelkie wyobrażalne wysiłki, aby zastąpić służbę
ludzi służbą posłuszniejszych narzędzi, i osiągnęliśmy
nasz cel. Maszyny wydobyły kapitał z ucisku ze strony świata
pracy”
[System of Economical Contradictions (System
ekonomicznych sprzeczności)
, s. 189].

David Noble streszcza, że podczas rewolucji przemysłowej „Kapitał
inwestował w maszyny, które wzmocniły system dominacji [w
miejscu pracy], i ta decyzja o inwestycji, która dopiero na dłuższą
metę mogła spowodować zwrócenie się kosztów wyboru nowej
techniki, sama w sobie nie była decyzją ekonomiczną, lecz
polityczną, usankcjonowaną kulturowo”
[Op. Cit.,
s. 6].

Podobne zjawisko funkcjonowało w Stanach Zjednoczonych, gdzie
wzmożenie się działalności związków zawodowych zaowocowało
tym, że „dyrektorzy w przemyśle jeszcze bardziej
nalegali, aby nie pozostawiać w halach fabrycznych umiejętności
i inicjatywy oraz żeby, w myśl tej samej zasady, szeregowi
robotnicy nie mieli kontroli nad przekazywaniem ważnych umiejętności
poprzez regulowane zasadami rzemiosła szkolenie uczniów. Zakłopotani,
że wykwalifikowani robotnicy z hal fabrycznych wykorzystają
swoje rzadkie atuty aby zmniejszyć swój wysiłek i zwiększyć
płacę, kierownictwo orzekło, że wiedza o procesach
produkcyjnych w halach fabrycznych musi spoczywać w rękach
struktur zarządzających”
[William Lazonick, Organisation
and Technology in Capitalist Development (Organizacja i
technologia w rozwoju kapitalistycznym)
, s. 273].

Amerykańscy menedżerowie z radością powitali tayloryzm (znany
także jako „naukowy system zarządzania”),
zgodnie z którym zadaniem kierownika było zebrać w swoim ręku
całą dostępną wiedzę o nadzorowanej przez siebie pracy i
zreorganizować jej wykonywanie. Taylor przyznał osobiście, że
zadaniem pracowników jest „szybko robić to, co im się
mówi i to bez zadawania pytań ani czynienia sugestii”

[cytat podawany przez Davida Noble’a, American By Design (Amerykanin
zaprojektowany)
, s. 268]. Taylor ponadto opierał się wyłącznie
na schematach typu bodziec-zapłata, które wiązały
mechanicznie wynagrodzenie z wydajnością pracy i w ogóle nie
brały pod uwagę żadnych subtelności psychologicznych czy
socjologicznych (dzięki którym dowiedziałby się on, że
zadowolenie z pracy i kreatywność są ważniejsze dla ludzi niż
samo wyższe wynagrodzenie). Nic więc dziwnego, że robotnicy
odpowiedzieli na wprowadzenie tych schematów nieposłuszeństwem,
sabotażem i strajkami oraz „wydało się (…) że
eksperci od ‚czasu i ruchów ciała’ często wiedzieli bardzo
niewiele o właściwych czynnościach podczas pracy pod ich
nadzorem, że często po prostu zgadywali, w jakim tempie powinny
być wykonywane dane działania (…) oznaczało to, że
arbitralna władza kierownictwa została po prostu wprowadzona na
nowo w mniej wyrazistej formie”
[David Noble, Op. Cit.,
s. 272]. Ale teraz władza kierownictwa mogła zostać
zatuszowana „obiektywnością naukową”.

Katherine Stone przekonuje ponadto (w swoim opracowaniu „The
Origins of Job Structure in the Steel Industry”
o początkach
struktury zawodowej w przemyśle stalowym w Ameryce), że „przejście
umiejętności [od pracownika do kierownictwa] nie było
odpowiedzią na wymogi produkcji, ale raczej strategią, by
obedrzeć robotników z ich siły”
przez „zabranie
wiedzy i władzy wykwalifikowanym pracownikom i stworzenie kadry
menedżerskiej w celu kierowania produkcją”.
Stone
podkreśla, że ten proces pozbawiania umiejętności był połączony
z polityką „dziel i rządź”, prowadzoną przez
zarządy za pomocą motywacji płacowych i nowych systemów
awansu. To stworzyło system nagród, w którym pracownicy, którzy
postępowali zgodnie z nowymi regułami otrzymywali wymierne
korzyści w postaci lepszych dochodów i lepszego statusu. Z
biegiem czasu taka struktura miała stać się postrzegana jako „naturalny
sposób organizowania pracy, taki, który dawał pracownikom możliwość
osobistego awansu”
, pomimo że „gdy ten system
był ustalany, nie był ani oczywisty, ani racjonalny. Drabina
kariery została stworzona właśnie wtedy, gdy wymogi posiadania
określonych umiejętności, aby wykonywać pracę w przemyśle
zostały zmniejszone w wyniku wprowadzenia nowych technologii, a
miejsca pracy stawały się coraz bardziej równe sobie pod względem
czasu niezbędnego do nauki zawodu i obciążenia odpowiedzialnością”.

Nowoczesna struktura kapitalistycznego miejsca pracy została
stworzona, aby złamać opór robotników i była rozmyślnie „nakierowana
na zmianę sposobu myślenia i odczuwania pracowników — co
zostało urzeczywistnione przez uczynienie ‚obiektywnego’
interesu własnego pojedynczego pracownika zbieżnym z interesem
pracodawców, a sprzecznym ze zbiorowym interesem własnym
pracowników”.
Były to metody „dyscypliny pracy”
i „motywowania pracowników do pracy na korzyść
pracodawców i zapobiegania jednoczeniu się pracowników w celu
odzyskania kontroli nad produkcją”.
Stone zauważa, że
„rozwój nowego systemu pracy w przemyśle stalowym był
powielany w całej gospodarce, w innych gałęziach przemysłu.
Tak jak w przemyśle stalowym, rdzeniem tych nowych systemów
pracy było stworzenie sztucznej hierarchii miejsc pracy i przejęcie
umiejętności pracowników przez menedżerów”
[Root
& Branch (ed.), Root and Branch: The Rise of the Workers’
Movements
, ss. 152-5].

W owym czasie zjawisko to zostało rozpoznane przez wolnościowców.
Na przykład IWW przekonywało, że „robotnicy nie są już
klasyfikowani według fachowych umiejętności, lecz pracodawca
wyznacza ich stosownie do maszyny, do której są oni przywiązani.
Podziały te, dalekie od reprezentowania różnic w umiejętnościach
czy interesach między robotnikami, są narzucane przez pracodawców
tak, żeby robotnicy mogli być podjudzani przeciwko sobie
nawzajem i pobudzani do większego wysiłku w miejscu pracy, i żeby
wszelki opór wobec kapitalistycznej tyranii mógł być osłabiany
sztucznymi różnicami”
[cytat podany przez Katherine
Stone, Op. Cit., s. 157]. Z tego powodu anarchiści i
syndykaliści argumentowali na rzecz związków zawodowych w
przemyśle i budowali je — jeden związek w każdym miejscu
pracy i w każdej gałęzi przemysłu — w celu zwalczania tych
podziałów i stawiania skutecznego oporu kapitalistycznej
tyranii..

Nie trzeba przypominać, że takie schematy zarządzania nigdy
nie utrzymywały się na dłuższą metę, ani też tak całkiem
nie funkcjonowały nawet na krótką metę — co tłumaczy,
dlaczego hierarchiczne zarządy kontynuują swoje wysiłki na
rzecz wprowadzania nowych technologii, i pozbawianie umiejętności
posługiwania się nimi pracowników postępuje nadal (ci ostatni
zawsze znajdują sposoby, aby wykorzystać nowe technologie do
zwiększania swojej siły w miejscu pracy, a przez to do
podkopywania decyzji zarządów na swoją korzyść).

Ten proces odzierania pracowników z ich umiejętności był
uzupełniany wieloma czynnikami — rynkami chronionymi przez państwo
(w formie ceł i nakazów rządowych — „postęp w
dziedzinie innowacji technologicznych zajął wiodące miejsce
tam, gdzie dyrektywy rządowe zapewniały usprawiedliwienie dla
inwestycji o wysokich kosztach stałych”
);
wykorzystywanie „zarówno politycznej, jak i ekonomicznej
władzy [przez amerykańskich kapitalistów] do udaremniania i
rozpraszania pracowniczych prób zapewnienia sobie kontroli nad
halą fabryczną”
; oraz „zarówno prywatnie, jak
i publicznie podżegane i finansowane represje w celu
wyeliminowania elementów radykalnych [a musimy dodać, że często
również i nie aż tak bardzo radykalnych] w amerykańskim ruchu
robotniczym”
[William Lazonick, Competitive Advantage
on the Shop Floor (Przewaga w konkurencji w halach fabrycznych)
,
s. 218, s. 303]). Zatem działania państwa pełniły kluczową
rolę w zniszczeniu kontrolowania przemysłu przez rzemieślników,
wespół z ogromnymi zasobami finansowymi kapitalistów (w porównaniu
z robotnikami).

Doprowadzając tę smutną opowieść do końca, odkrywamy, że
„wielu, jeżeli nie większość, amerykańskich menedżerów
jest niechętnych rozwijaniu umiejętności [i inicjatywy] w
halach fabrycznych ze strachu przed utratą kontroli nad przepływem
pracy”
[William Lazonick, Organisation and Technology
in Capitalist Development (Organizacja i technologia w rozwoju
kapitalistycznym)
, ss. 279-280]. Zważywszy, że istnieje
nierówny podział wiedzy w społeczeństwie (i oczywiście w
miejscu pracy też), znaczy to, że kapitalizm wybrał zestaw
zarządzania i technologii, prowadzący do nieefektywności i
marnotrawienia wartościowej wiedzy, doświadczenia i umiejętności.

Tak więc kapitalistyczne miejsce pracy jest zarówno
produktem walki klasowej, jak i bronią do jej prowadzenia.
Odzwierciedla przesunięcia w stosunkach władzy między
pracownikami a pracodawcami. Tworzenie sztucznych hierarchii
zawodowych, odbieranie umiejętności pracownikom na rzecz menedżerów
i rozwój technologiczny – wszystko to są wytwory walki klasowej.
Dlatego postęp technologiczny i sposób organizacji miejsca
pracy w kapitalizmie mają niewiele wspólnego z „efektywnością”,
a dużo więcej z zyskami i władzą.

Oznacza to, że chociaż samorządność przez cały czas
okazuje się efektywniejsza (i bardziej uwłasnowolniająca) niż
hierarchiczne struktury zarządzania (patrz sekcja J.5.12), kapitalizm dokonuje aktywnego
wyboru przeciwko niej. Dzieje się tak dlatego, że wyłączną
motywacją kapitalizmu jest zwiększanie zysków, a zyski
maksymalizuje się najlepiej ubezwłasnowolniając pracowników i
uwłasnowolniając szefów (tzn. maksymalizując władzę) —
nawet jeśli ta koncentracja władzy szkodzi efektywności
wypaczając i ograniczając przepływ informacji oraz gromadzenie
i wykorzystywanie szeroko rozpowszechnionej wiedzy w obrębie
firmy (tak jak w każdej gospodarce nakazowo-rozdzielczej).

Dlatego ostatnia linia obrony kapitalisty-technofila (mianowicie,
że przyrost wydajności pracy uzyskany dzięki nowym
technologiom przeważa szkody wynikłe z ludzkich kosztów lub środków
użytych do stworzenia tych technologii) opiera się na dwu błędach.
Po pierwsze, ubezwłasnowolniająca technologia może
maksymalizować zyski, ale nie musi zwiększać efektywności
wykorzystywania zasobów czy czasu pracowników, ich umiejętności
czy potencjału (jak będziemy przekonywać bardziej szczegółowo
później, w sekcji J.5.12,
efektywność i maksymalizacja zysków to dwie różne rzeczy, a
takie odzieranie pracowników z ich umiejętności czy kontrola
kierownictwa tak naprawdę zmniejszają efektywność — w
porównaniu z pracowniczą kontrolą — ale ponieważ pozwalają
menedżerom na maksymalizację zysków, kapitalistyczny rynek
wybiera właśnie je). Po drugie, „skoro inwestycje
rzeczywiście rodzą innowacje, to czy takie innowacje owocują
większą wydajnością pracy? (…) Po przeprowadzeniu ankiety wśród
członków zarządów firm przemysłowych na temat tendencji w
automatyzacji,
Business Week doszedł do
wniosku w 1982 r., że ‚istnieje potężne wsparcie dla
inwestycji kapitałowych w najróżnorodniejsze technologie zastępujące
ludzką pracę, których przeznaczeniem jest tuczenie zysków bez
niezbędnego odpowiednika w postaci dodatkowych wyrobów'”
.
David Noble dochodzi do wniosku, że „ilekroć menedżerowie
mogą wykorzystywać automatyzację do ‚tuczenia zysków’ i
umacniania swojej władzy (eliminując miejsca pracy i wymuszając
ustępstwa i posłuszeństwo od pozostających pracowników) bez
jednoczesnego wzrostu produktu społecznego, okazują się oni
niezwykle skorzy do tego”
[David Noble, Progress
Without People (Postęp bez ludzi)
, ss. 86-87, s. 89]

Oczywiście twierdzi się, że za wzrostem inwestycji i
innowacji technologicznych także i płace pójdą w górę
(„na dłuższą metę” — aczkolwiek zazwyczaj nadejściu
tej „dłuższej mety” muszą dopomóc walki i protesty
pracownicze!). Zostawiając na boku pytanie, czy odrobinę większa
konsumpcja rzeczywiście wyrównuje straty wynikłe z odczłowieczenia
i mało kreatywnej pracy, musimy odnotować, że to właśnie
kapitalista jest tym, który naprawdę czerpie korzyści
pieniężne ze zmian technologicznych. Na przykład w okresie od
1920 do 1927 r. (w czasach, kiedy to bezrobocie spowodowane przez
technologię stało się powszechne) przemysł samochodowy (który
był gałęzią przodującą pod względem zmian technologii)
odnotował wzrost płac o 23,7%. Zatem, powiedzą zwolennicy
kapitalizmu, technologia leży w interesie nas wszystkich. Jednakże
nadwyżki kapitalistów urosły o 192,9% w tym samym okresie — 8
razy bardziej! Nic dziwnego, że i płace wzrosły! Podobnie w ciągu
ostatnich 20 lat w Stanach Zjednoczonych i wielu innych krajach
przedsiębiorstwa przeprowadzały „redukcję” i „restrukturyzację”
zatrudnienia i wprowadzały nowe technologie. Skutek? Ujmując
rzecz prosto, w latach siedemdziesiątych rozpoczęła się „ekspansja
bez wzrostu płac”
. Aż do początku lat siedemdziesiątych
„wzrost płac realnych podążał w ślad za wzrostem
wydajności pracy i produkcji w całej gospodarce. Po tym okresie
(…) przestało tak być (…) Wzrost płac realnych spadł gwałtownie
poniżej mierzonego wzrostu wydajności pracy”
[James K.
Galbraith, Created Unequal (Stworzeni nierównymi), s. 79].
Tak więc chociaż płace realne stoją w miejscu, zyski wzrastają
wraz ze wzrostem wydajności pracy, a bogaci bogacą się jeszcze
bardziej — i jeszcze raz się okazuje, po czyjej stronie jest
technologia.

W ujęciu całościowym, jak zauważa David Noble (odnosząc
się do przemysłu):

„W ciągu ostatnich trzydziestu lat w amerykańskim
przemyśle (…) wartość kapitału trwałego (maszyn) w
stosunku do pracy podwoiła się, odzwierciedlając tendencję
do mechanizacji i automatyzacji. W konsekwencji (…) bezwzględna
wytwórczość jednej roboczogodziny wzrosła o 115%, czyli
więcej niż dwukrotnie. Ale w tym samym okresie realne
zarobki godzinowe pracowników (…) wzrosły tylko o 84%, a
więc mniej niż dwukrotnie. Dlatego po trzech dekadach postępu
opierającego się na automatyzacji pracownicy zarabiają
teraz mniej w stosunku do swojej wytwórczości niż przedtem.
To znaczy – produkują więcej za mniej; pracują więcej dla
swoich szefów, a mniej dla siebie”
[Op. Cit.,
ss. 92-3]

Noble kontynuuje:

„Zaś skoro wpływ automatyzacji na pracowników
nie był niejasny, nie był też niejasny jej wpływ na zarządy
i tych, którym one służą — straty świata pracy są ich
zyskami. Podczas tych samych pierwszych trzydziestu lat
naszej ery automatyzacji zyski korporacji po odliczeniu
podatków wzrosły o 450%. Jest to więcej niż pięć razy
tyle co wzrost realnych zarobków pracowniczych”
[Op.
Cit.
, s. 95]

Ale dlaczego? Ponieważ siła robocza posiada zdolność
produkowania zmiennej ilości wytworu (wartości użytkowej) za
daną płacę. W przeciwieństwie do węgla czy stali, pracownika
można zmusić do intensywniejszej pracy w danym okresie
roboczym, a więc technologia może zostać spożytkowana na
zmaksymalizowanie tego wysiłku, jak również zwiększenie
zasobu potencjalnych następców pracownika przez uczynienie jego
pracy nie wymagającą specjalnych umiejętności (a przez to
zmniejszając siłę przetargową pracowników wykorzystywaną do
zdobywania wyższych płac za ich pracę). Zatem technologia jest
kluczowym sposobem zwiększania władzy szefa, co z kolei może
zwiększać wytwórczość w przeliczeniu na jednego pracownika,
zapewniając jednocześnie, że pracownicy otrzymają stosunkowo
mniejszą część tej wytwórczości w postaci płac — „Maszyny”,
przekonywał Proudhon, „obiecywały nam wzrost bogactwa i
dotrzymują słowa, ale zarazem przyoblekają nas we wzrost ubóstwa.
Obiecywały nam wolność (…) [ale] przyniosły nam niewolę”

[Op. Cit., s. 199]

Ale nie dajmy się wprowadzić w błąd. Postęp
technologiczny nie opiera się na założeniu, że jesteśmy
ofiarami. Bynajmniej, dużo innowacji to bezpośredni skutek
naszego oporu wobec hierarchii i jej narzędzi. Na przykład
kapitaliści zwrócili się ku tayloryzmowi i „naukowym
metodom zarządzania” w odpowiedzi na uprawnienia
wykwalifikowanych robotników-fachowców do kontrolowania swojej
pracy i środowiska pracy (sławny strajk w Homestead w 1892 roku
był na przykład bezpośrednim wynikiem zapędów przedsiębiorstwa,
aby ukrócić siłę wykwalifikowanych robotników i ich kontrolę
nad halami fabrycznymi).W odpowiedzi na to robotnicy fabryczni i
inni pracownicy stworzyli całkowicie nową strukturę walczącą
o interesy klasy pracującej — nowy rodzaj związków zawodowych
działających na poziomie całej branży. Można to też było
zobaczyć i w wielu innych krajach. Na przykład w Hiszpanii CNT
(związek anarcho-syndykalistyczny) przyjął zasadę sindicato
unico
(jeden związek) w 1918 roku. Jednoczył wszystkich
pracowników z tego samego miejsca pracy w tym samym związku. W
Wielkiej Brytanii ruch „mężów zaufania” wyłonił się
podczas pierwszej wojny światowej, opierając się na
organizacji w miejscu pracy jednoczącej wszystkich pracowników
w tym samym związku (jednocząc wykwalifikowanych i
niewykwalifikowanych w tej samej organizacji, związek zwiększał
swoją siłę bojową). Ruch ten, inspirowany przez przedwojenną
rewoltę syndykalistyczną, wciągnął wielu działaczy
syndykalistycznych. W Niemczech rewolucyjna sytuacja 1919 roku
obejmowała tworzenie związków i rad w miejscach pracy (i
wielki rozrost anarcho-syndykalistycznego związku FAU,
zorganizowanego według gałęzi przemysłu). W Stanach
Zjednoczonych lata trzydzieste były okresem ogromnego, bojowego
pędu do organizowania się w związki zawodowe, nadawanego przez
opierający się na przemyśle CIO, prowadzący zbiorowe
rewindykacje (co było częściowo inspirowane przez przykład
IWW i jego masową organizację robotników niewykwalifikowanych).

W nowszych czasach (lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte)
odpowiedzią pracowników na narastający reformizm i
biurokratyczny charakter takich związków jak CIO i TUC było
bezpośrednie organizowanie się w halach fabrycznych w celu
przejęcia kontroli nad swoją pracą i jej warunkami. Ten
nieformalny ruch wyraził się w dzikich strajkach, skierowanych
zarówno przeciw zarządom, jak i przeciw związkom zawodowym, w
sabotażach i nieoficjalnej pracowniczej kontroli produkcji (przeczytaj
rozprawę Johna Zerzana „Organised Labour and the Revolt
Against Work”
w: Elements of Refusal). W Wielkiej
Brytanii powrócił do życia ruch „mężów zaufania”,
organizując wiele spośród nieoficjalnych strajków i protestów
mających miejsce w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.
Podobna tendencja była widoczna w wielu krajach w tym okresie.

Zatem w odpowiedzi na nowe kierunki rozwoju technologii i
organizacji miejsca pracy pracownicy rozwinęli nowe formy oporu,
które z kolei wywołują odpowiednie reakcje ze strony zarządów.
Zatem technologia i jej (nad)używanie są bardzo często
wytworem walki klasowej, walki o wolność w miejscu pracy.

Mając daną technologię pracownicy i radykałowie szybko uczą
się, jak ją wykorzystywać do stawiania oporu swoim szefom i państwu,
na takie sposoby, o jakich nigdy im się nie śniło (co stwarza
konieczność przekształceń w obrębie tej technologii, ażeby
spróbować uczynić, by interesy szefów znowu stały się górą!).
Klasycznym przykładem tego zjawiska jest wykorzystywanie
Internetu do organizowania się, rozpowszechniania informacji i
koordynowania walki i oporu (szczegóły zobacz w pracy Jasona
Wehlinga, „‚Netwars’ and Activists Power on the Internet”,
Scottish Anarchist no. 2). Zawsze istnieje „wojna
podjazdowa” towarzysząca technologii, w której pracownicy
i radykałowie rozwijają swoją własną taktykę, aby zdobyć
dla siebie przewagę w sprawowaniu kontroli. Zatem wiele zmian
technologicznych odzwierciedla naszą siłę i
aktywność na rzecz zmiany naszego życia i warunków pracy. Nie
wolno nam o tym zapominać.

Wprawdzie niektórzy mogą odrzucać nasze rozważania jako
„luddystowskie” [tj. w stylu ruchu burzycieli maszyn z
XIX wieku], ale taka postawa jest robieniem z „technologii”
bożka, którego należy czcić, zamiast czegoś, co ma zostać
poddane krytycznej analizie. Ponadto jest ona przeinaczaniem idei
samych luddystów — oni tak naprawdę nigdy nie zwalczali wszystkich
technologii czy maszyn. Raczej zwalczali „wszelką
Maszynerię czyniącą szkodę Społeczności”
(jak to
zostało ujęte w liście z marca 1812 roku do znienawidzonego
przemysłowca). Zamiast oddawać cześć postępowi
technologicznemu (albo patrzeć nań bezkrytycznie) luddyści
poddali technologię krytycznej analizie i ocenie. Zwalczali te
rodzaje maszyn, które czyniły szkodę im samym lub społeczeństwu.
W przeciwieństwie do tych, którzy wyzywają innych od „luddystów”,
robotnicy burzący maszyny nie byli przytłoczeni nowoczesnym
pojmowaniem postępu. Ich rozróżnianie dobra i zła nie było
zaciemnione przez koncepcję, że technologia to coś
nieuchronnego albo neutralnego. Nie uważali oni, że ludzkie
wartości (czy też ich własne interesy) są nieistotne przy
ocenianiu zalet i wad danej technologii i jej wpływu na
pracowników i na całe społeczeństwo. Nie uważali też, że
ich umiejętności i siły życiowe są mniej ważne niż zyski i
władza kapitalistów. Mówiąc inaczej, zgodziliby się oni z
komentarzem Proudhona, że maszyny „odgrywają wiodącą
rolę w przemyśle, rola człowieka jest drugorzędna”
i
tak postępowali, aby zmienić tę relację [Op. Cit., s.
204]. Rzeczywiście, kusiłoby nas, aby przekonywać, że
czciciele postępu technologicznego w rezultacie namawiają nas
do tego, żebyśmy nie myśleli i żebyśmy poświęcili
się dla nowej abstrakcji podobnej państwu czy kapitałowi.
Luddyści byli przykładem ludzi pracy samodzielnie decydujących
o tym, jakie są ich interesy i działających w ich obronie za
pomocą swoich własnych akcji bezpośrednich — w tym przypadku
zwalczając technologię przynoszącą korzyści klasie rządzącej,
dającą jej oręż w walce klasowej. Anarchiści kontynuują ten
krytyczny stosunek do technologii, przyznając, że nie jest ona
neutralna ani nie powinna stać poza wszelką krytyką.

Źródłem kłopotów w przemyśle dla kapitału są ludzie. W
przeciwieństwie do maszyn ludzie mogą myśleć, czuć, marzyć,
mieć nadzieję i działać. „Ewolucja” technologii z
tego powodu będzie odzwierciedleniem walki klasowej w społeczeństwie,
walki o wolność przeciwko siłom władzy. Technologia, daleka
od neutralności, odzwierciedla interesy znajdujących się u władzy.
Dopiero wtedy stanie się ona naszym prawdziwym przyjacielem, gdy
sami przejmiemy nad nią kontrolę i zaczniemy ją tak
modyfikować
, aby odzwierciedlała ludzkie
wartości (może to znaczyć, że pewne formy technologii będą
musiały zostać wymazane z powierzchni ziemi i zastąpione
nowymi jej formami w wolnym społeczeństwie). Dopóki tak się
nie stanie, większość procesów technologicznych — niezależnie
od zalet, jakie mogą mieć poza tym — będzie wykorzystywana do
wyzyskiwania i kontrolowania ludzi.

Stąd komentarze Proudhona, że „w warunkach obecnego
społeczeństwa, zakładu pracy z jego hierarchiczną organizacją
i maszynami”
te ostatnie mogą służyć „wyłącznie
interesom najmniej licznej, najmniej pracowitej, za to
najbogatszej klasy”
zamiast „być uruchamiane
dla dobra wszystkich”
[Op. Cit., s. 205].

Chociaż stawianie oporu „postępowi”
technologicznemu (aż do burzenia maszyn włącznie) jest istotne
tu i teraz, to kwestia technologii może naprawdę zostać rozwiązana
dopiero wtedy, gdy wykorzystujący daną technologię będą
kontrolowali jej rozwój, wprowadzanie i zastosowanie. Nic zatem
dziwnego, że anarchiści uważają samorządność pracowniczą
za kluczowy środek do rozwiązywania problemów stwarzanych
przez technologię. Na przykład Proudhon przekonywał, że rozwiązanie
problemów wytworzonych przez podział pracy i technologię można
jedynie by znaleźć dzięki „stowarzyszaniu się”
i „szerokiej edukacji, zobowiązaniu do uczenia się i
współpracy wszystkich biorących udział w kolektywnej pracy”.

To zapewniłoby, że „podział pracy nie mógłby być już
więcej przyczyną poniżenia robotnika [albo robotnicy]”

[The General Idea of the Revolution (Ogólna idea rewolucji),
s. 223].

Co do technologii – chociaż pozbycie się szefa może być
niewystarczające, jest to konieczny pierwszy krok do stworzenia
technologii, która będzie umacniała wolność, zamiast
kontrolowania i urabiania pracownika (czy w ogóle użytkownika)
oraz umacniania władzy i zysków kapitalisty (patrz też sekcja
I.4.9 — Czy postęp technologiczny
powinien być postrzegany jako antyanarchistyczny?
).

LEAVE A COMMENT