D.3.1 W jaki sposób rozmiar, koncentracja własności, bogactwo właściciela i nastawienie na zyski dominujących firm medialnych wpływa na zawartość mediów?

  faq

Nawet i sto lat temu liczba mediów o jakimś istotnym zasięgu
była ograniczona wielkimi rozmiarami niezbędnych inwestycji, i
to ograniczenie stawało się coraz skuteczniejsze z biegiem
czasu. Podobnie jak na każdym dobrze rozwiniętym rynku, znaczy
to, że istnieją bardzo skuteczne naturalne bariery wejścia
na rynek środków masowego przekazu. Na skutek tego procesu
koncentracji własność głównych mediów coraz bardziej się
koncentrowała w rękach coraz węższej garstki ludzi. Jak
podkreśla Ben Bagdikian w swojej książce Media Monopoly,
29 największych koncernów medialnych ma na swoim koncie ponad
połowę nakładu wszystkich dzienników i większą część
sprzedawanych czasopism i książek oraz słuchaczy radia i oglądających
filmy fabularne. Ich „szczytowa warstwa” — coś
pomiędzy 10 a 24 koncernami — wraz z rządem i usługodawcami
telekomunikacyjnymi „wyznacza porządek wiadomości i
dostarcza znaczną część informacji z kraju i z zagranicy niższym
warstwom mediów, a przez to ogółowi odbiorców”
[Ibid.,
p. 5].

Dwadzieścia cztery koncerny medialne szczytowej warstwy to
wielkie, goniące za zyskiem korporacje, posiadane i kontrolowane
przez bardzo bogatych ludzi. Wiele z tych przedsiębiorstw jest w
pełni zintegrowanych z rynkiem finansowym, czego rezultatem są
potężne naciski ze strony akcjonariuszy, prezesów i bankierów,
wymieniając tylko niektóre. Naciski te nasiliły się w
ostatnich latach, gdyż akcje koncernów medialnych stały się
ulubionymi akcjami graczy giełdowych, a deregulacja zwiększyła
ich zyskowność, a więc i groźbę przejęcia pakietów
kontrolnych.

Giganci medialni lokują swoje pieniądze także na innych
rynkach. Na przykład General Electric i Westinghouse, dwaj
posiadacze głównych sieci telewizyjnych, są olbrzymimi, wpływającymi
na wiele różnych rynków ponadnarodowymi przedsiębiorstwami
mocno zaangażowanymi w kontrowersyjne sprawy produkcji broni i
potęgi nuklearnej. GE i Westinghouse są zależne od rządu,
subsydiującego ich potęgę nuklearną oraz badania i rozwój w
dziedzinie militarnej, a także stwarzającego sprzyjający
klimat dla ich zamorskich rynków zbytu i inwestycji. Podobna
zależność od rządu wyciska swoje piętno i na innych mediach.

A ponieważ są one wielkimi korporacjami posiadającymi
interesy w inwestycjach na całym świecie, główne media
zmierzają do ulegania prawicowym skłonnościom politycznym. Do
tego jeszcze członkowie klasy biznesu posiadają większość środków
masowego przekazu, z których istnienie przygniatającej większości
zależy od dochodów z reklam (które z kolei pochodzą od
prywatnego biznesu). Świat biznesu dostarcza też istotnej części
„ekspertów” w programach informacyjnych i wytwarza potężne
„działa przeciwlotnicze”. Tezy, że środki masowego
przekazu są „lewicujące” to po prostu dezinformacja
produkowana przez organizacje tworzące opisane poniżej „działa
przeciwlotnicze”.

Więc Herman i Chomsky mówią:

„dominujące media tworzą całkiem duży biznes; są
one kontrolowane przez bardzo bogatych ludzi albo przez dyrektorów,
poddawanych surowym rygorom przez właścicieli i inne siły
nastawione na zyski na rynku; i są one ściśle sprzęgnięte ze
sobą nawzajem oraz posiadają ważne wspólne interesy z innymi
głównymi korporacjami, bankami i rządem. To jest pierwszy potężny
filtr, który wpływa na wybór prezentowanych wiadomości”

[Ibid., p. 14].

Nie trzeba przypominać, że reporterzy i wydawcy będą
selekcjonowani na podstawie tego, jak dobrze ich praca
odzwierciedla interesy i potrzeby ich pracodawców. Zatem zupełnie
inaczej będzie wyglądała kariera w tej branży radykalnego
reportera niż reportera bardziej głównonurtowego o takich
samych zdolnościach i umiejętnościach. O ile radykalny
reporter nie złagodzi swojego tekstu, mało jest prawdopodobne,
aby ujrzał go w druku bez poprawek czy zmian. Zatem struktura
firmy medialnej sprzyja karaniu radykalnych zapatrywań, zachęcając
do akceptowania istniejącego stanu rzeczy w celu kontynuowania
kariery. Ten proces selekcji zapewnia, że właściciele nie będą
musieli nakazywać wydawcom czy dziennikarzom, co mają robić —
aby odnieść sukces, wydawcy i dziennikarze będą musieli uznać
wartości swoich pracodawców za swoje własne.

LEAVE A COMMENT