D.5 Co powoduje imperializm?

  faq

Jednym słowem: władza. Imperializm to zjawisko, dzięki któremu
jeden kraj panuje nad innym krajem – bezpośrednio, pod względem
politycznym, albo pośrednio, pod względem ekonomicznym, w celu
kradzenia jego bogactw (naturalnych albo też wyprodukowanych).
Oznacza to automatycznie wyzysk ludzi pracy w podporządkowanym
kraju, co może też pomagać w wyzysku ludzi pracy i gdzie
indziej. Imperializmu jako takiego nie można rozpatrywać w
oderwaniu od panującego ustroju społecznego i ekonomicznego.
Fundamentalną przyczyną obu jest ta sama nierówność władzy,
która zostaje wykorzystana, by służyć wyzyskowi.

W następnych sekcjach będziemy omawiali jak imperializm się
zmieniał wraz z upływem czasu, zwłaszcza w okresie ostatnich
dwustu lat (kiedy to jego formy i metody wprowadzania ewoluowały
wraz ze zmieniającymi się potrzebami kapitalizmu). Ale nawet w
dniach budowania klasycznych imperiów podboje były napędzane
siłami i potrzebami o charakterze ekonomicznym. W celu dania
bezpieczeństwa swojemu państwu, w celu zwiększenia zasobów
bogactwa dostępnych jemu, rządzącej nim biurokracji i
towarzyszącej jej klasie panującej, przywódcy musieli się
opierać na silnej gospodarce i mieć dostateczną bazę surowcową.
Zwiększając obszar kontrolowany przez państwo, zwiększało się
i dostęp do bogactw.

Państwa ze swej natury, podobnie jak kapitał, są tworami
cechującymi się stałą ekspansją. Ci, którzy nimi kierują,
zawsze chcą zwiększać zakres swojej władzy i wpływów. Można
to zobaczyć najlepiej spoglądając na ogromną liczbę wojen,
jakie się wydarzyły w Europie w ciągu ostatnich pięciuset
lat, gdy państwa narodowe były tworzone przez królów, głoszących,
że ziemie są ich prywatną własnością. I wcale te konflikty
nie zakończyły się, gdy monarchie zostały zastąpione
bardziej demokratycznymi formami rządów. Jak przekonywał
Bakunin:

„doszukujemy się wojen prowadzonych w celach
eksterminacji, wojen między rasami i narodami, wojen dla
podbojów, wojen w celu utrzymania równowagi, wojen
politycznych i religijnych, wojen toczonych w imię ‚wielkich
idei’ /…/ A co znajdujemy pod powłoką tego wszystkiego,
pod powłoką wszystkich pięknych i obłudnych słów używanych,
aby dać tym wojnom pozory człowieczeństwa i słuszności?
Zawsze to samo zjawisko ekonomiczne:
dążenie
niektórych do życia i prosperowania kosztem innych

/…/ jedynie silni mężowie, którzy kierują losami Państwa,
wiedzą aż za dobrze, że podłożem wszystkich tych wojen
jest tylko jedna pobudka: grabież, zagarnięcie cudzego
bogactwa i zniewolenie cudzej pracy”
[The
Political Philosophy of Bakunin
, p. 170].

Jednak chociaż ekonomiczny bodziec do ekspansji pozostaje na
ogół ten sam, to system ekonomiczny, na którym opiera się
dany kraj ma określony wpływ na to, co napędza ten bodziec
oraz na charakter tegoż imperializmu. Tak więc budowanie imperiów
przez starożytny Rzym czy feudalną Anglię miało inne podłoże
ekonomiczne (a więc i kierujące nim potrzeby) niż, powiedzmy,
przez dziewiętnastowieczne Niemcy i Anglię albo też
dwudziestowieczne (czy nawet dwudziesto-pierwszo-wieczne) Stany
Zjednoczone. Skupimy się tutaj głównie na nowoczesnym
kapitalistycznym imperializmie, gdyż tylko on jest ważny w
dzisiejszym świecie.

Kapitalizm z samej swej natury opiera się na rozroście, a więc
cechuje się akumulacją i koncentracją kapitału. Przedsiębiorstwa
muszą się rozwijać, aby przetrwać konkurencję na
rynku. To zaś nieuchronnie prowadzi do wzmagania się działalności
o zasięgu międzynarodowym i rozwoju organizacyjnego jako skutków
konkurencji o rynki i zasoby w danym kraju. Rozszerzając swój
zasięg na nowe rynki spółka może zdobyć przewagę nad swoją
konkurencją, jak również przezwyciężyć ograniczenia rynków
i zasobów w rodzinnym kraju.

Tak więc kapitalizm jest nieodzownie imperialistyczny.
Niezależnie od tego, co się mówi obecnie, kapitał zawsze miał
zasięg globalny. Zawsze istniał międzynarodowy handel i tak
naprawdę zawsze odgrywał kluczową rolę w rozwoju kapitału (na
przykład osiemnastowieczny merkantylizm polegał na
manipulacjach międzynarodowym handlem, by nasilić akumulację
kapitału). System kapitalistyczny najlepiej umie się
przystosowywać do zmieniających się warunków i jest
najbardziej żarłoczny w dziejach świata. Od początku jego składniki
(pojedyncze przedsiębiorstwa, państwa i kapitały) były napędzane
potrzebą nieustannego rozrastania się, żeby uniknąć
bankructwa; zmiany, które nastąpiły w ostatnich latach są
wyrazem tej potrzeby. Jak przekonywał Bakunin:

„jak produkcja kapitalistyczna i spekulacje
bankowe, które na dłuższą metę połykają tę produkcję,
muszą, pod groźbą bankructwa, nieustannie się rozszerzać
kosztem małych przedsiębiorstw finansowych i produkcyjnych,
które pochłaniane są przez większe, a te ostatnie muszą
stawać się powszechnymi, monopolistycznymi przedsiębiorstwami
rozciągającymi się na cały świat — tak samo owo
nowoczesne i koniecznie zmilitaryzowane Państwo jest napędzane
niepohamowanym pędem, by stać się państwem uniwersalnym.
/…/ Hegemonia jest tylko skromną manifestacją możliwą w
tych warunkach nie dającego się zaspokoić popędu
przyrodzonego każdemu państwu. A pierwszym warunkiem tejże
hegemonii jest względna bezsilność i zależność
wszystkich państw sąsiednich”
[Op. Cit., p.
210].

Dlatego pod względem ekonomicznym i politycznym
imperialistyczna działalność zarówno państw
kapitalistycznych, jak i państwowo-kapitalistycznych (tzn. Związku
Radzieckiego i innych krajów „socjalistycznych”) nie
okazuje się niespodzianką. Zmieniający się charakter
nowoczesnego imperializmu można w przybliżeniu powiązać z
rozwojem w obrębie gospodarki kapitalistycznej (patrz następna sekcja). Natomiast rozrost
wielkiego biznesu w celu zdobycia przewagi nad konkurencją i
przetrwania ma tu kluczowe znaczenie, gdyż rozmiary przedsiębiorstw
wymagają, aby były one międzynarodowe.

Ponieważ w kapitalizmie władza zależy od zysków, znaczy
to, że nowoczesny imperializm jest powodowany bardziej przez
czynniki ekonomiczne niż przemyślenia czysto polityczne (chociaż
oczywiście i ten drugi czynnik odgrywa istotną rolę). Jak
zobaczymy w sekcji D.5.1,
imperializm służy kapitałowi zwiększając zasób zysków dostępnych
krajowi imperialistycznemu na światowym rynku, jak również
zmniejszając liczbę potencjalnych konkurentów. Jak podkreślał
Kropotkin:

„Kapitał nie zna żadnej ojczyzny; a jeżeli
wysokie zyski mogą pochodzić z pracy indyjskich kulisów,
których płace stanowią zaledwie połowę płac angielskich
robotników [czy robotnic], albo nawet jeszcze mniej, kapitał
wyemigruje do Indii, tak jak wyszedł do Rosji, chociaż to
przeniesienie może oznaczać głodowanie dla Lancashire i
Dundee”
[Fields, Factories and Workshops (Pola,
fabryki i warsztaty)
, p. 57].

Dlatego kapitał wywędruje tam, gdzie będzie mógł
zmaksymalizować swoje zyski — bez oglądania się na koszty dla
ludzi i środowiska w kraju ojczystym i za granicą. Stanowi to
ekonomiczną podstawę imperializmu, zapewniając, że
jakiekolwiek przeprowadzone transakcje handlowe przyniosą więcej
korzyści silniejszej stronie niż słabszej. I nie jest tu
istotne, czy jest to handel między krajami, czy też między
klasami. Celem imperializmu jest danie biznesowi przewagi na
rynku. Przenosząc się tam, gdzie praca jest tania, a ruch
robotniczy słaby (zwykle dzięki reżimom dyktatorskim), ustawy
chroniące środowisko nieliczne (albo w ogóle ich nie ma), i mało
co stoi na przeszkodzie władzy korporacji, wielki biznes może
maksymalizować swoje zyski. Ponadto eksport kapitału pozwala na
zmniejszenie nacisków konkurencji odczuwanych przez przedsiębiorstwa
na rynkach krajowych (przynajmniej przez krótki czas).

Ma to skutki dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, kraj o wysoko
rozwiniętym przemyśle (albo mówiąc poprawniej, korporacja mająca
swą siedzibę w tym kraju) może prowadzić wyzysk krajów mniej
rozwiniętych. W ten sposób dominująca potęga może
maksymalizować sobie korzyści stwarzane przez handel międzynarodowy.
Jeśli, jak twierdzą niektórzy, handel zawsze przynosi korzyść
każdej ze stron, to imperializm pozwala na to, by handel przepływał
w jedną stronę bardziej niż w drugą. Po drugie, daje to
wielkiemu biznesowi więcej oręża do wykorzystania w celu osłabiania
pozycji świata pracy w kraju imperialistycznym. A to znowu
pozwala na to, by korzyści z handlu (tym razem z handlowania
wolnością pracowników za płace) płynęły w większej ilości
raczej do świata biznesu niż do świata pracy.

To, w jaki sposób i jakimi metodami jest to wykonywane,
zmienia się i różni, ale cel zawsze pozostaje ten sam —
wyzysk.

Wyzysk ten można prowadzić na wiele sposobów. Na przykład,
zezwalając na import tańszych surowców i dóbr, eksport dóbr
na rynki chronione przed zagraniczną konkurencją, czy eksport
kapitału z obszarów obfitujących w kapitał na obszary, na których
jest niewiele kapitału. Inwestowanie kapitału w krajach o słabiej
rozwiniętym przemyśle pozwala omawianym kapitalistom na
czerpanie korzyści z na przykład z niższych płac, albo z
mniej licznych praw i kontroli dotyczących zanieczyszczeń środowiska
czy skutków społecznych. Wszystko to pozwala na zbieranie zysków
kosztem ludzi pracy w kraju uciskanym (władcy takich krajów na
ogół nieźle wychodzą na imperializmie, czego można było
oczekiwać). Pierwotnym źródłem eksportowanego kapitału jest
oczywiście wyzysk pracy najemnej w kraju rodzinnym, ale kapitał
jest eksportowany do słabiej rozwiniętych krajów, gdzie jest
większą rzadkością, ceny ziemi niższe, płace niższe, a
surowce tańsze. Wszystkie te czynniki przyczyniają się do
rozszerzania marży zysków:

„Stosunki tych globalnych korporacji z krajami
biedniejszymi od dawna były oparte na wyzysku /…/ Podczas
gdy amerykańskie korporacje między 1950 a 1965 r.
zainwestowały w Europie 8,1 miliarda dolarów i wyciągnęły
zyski w wysokości 5,5 miliarda dolarów, to w Ameryce Łacińskiej
zainwestowały one 3,8 miliarda dolarów, a uzyskały zyski w
wysokości 11,2 miliarda dolarów, zaś w Afryce zainwestowały
5,2 miliarda dolarów i wyciągnęły zyski w wysokości 14,3
miliarda dolarów”
[Howard Zinn, A People’s
History of the United States (Historia ludu Stanów
Zjednoczonych)
, p. 556].

Betsy Hartman, spoglądając na lata osiemdziesiąte, podziela
to zdanie. „Pomimo, że na Zachodzie pokutuje wyobrażenie
o Trzecim Świecie jako o bezdennej torbie żebraczej”
,
zauważa ona że „daje on dzisiaj uprzemysłowionemu światu
więcej niż sam od niego bierze. Napływ w postaci oficjalnej
‚pomocy’ oraz prywatnych pożyczek i inwestycji jest przewyższany
przez odpływ w postaci zysków wracających do krajów
ojczystych korporacji, spłat odsetek i prywatnego kapitału wysyłanego
za granicę przez elity Trzeciego Świata”
[cytat za
George’em Bradfordem, Woman’s Freedom: Key to the Population
Question (Wolność kobiety – klucz do rozwiązania kwestii
demograficznej)
, p. 77].

Do tego jeszcze imperializm umożliwia wielkiemu biznesowi zwiększanie
swojej siły w stosunku do własnej siły roboczej w
imperialistycznym kraju za pomocą groźby przeniesienia
produkcji do innych krajów albo też wykorzystując zagraniczne
inwestycje do przeczekania strajków (zobacz jeszcze sekcję D.5.3). Podczas gdy „rodzima”
klasa pracująca jest nadal wyzyskiwana i uciskana, jej ciągłe
próby organizowania się i stawiania oporu swoim wyzyskiwaczom
okazują się coraz bardziej pomyślne. Imperializm jako taki (podobnie
jak kapitalizm) nie tylko jest napędzany przez potrzebę zwiększania
zysków (oczywiście niezwykle ważną), ale też i przez walkę
klasową — potrzebę ucieczki kapitału przed siłą klasy
pracującej w danym kraju (proces ten odegrał kluczową rolę
przy narodzinach globalizacji — patrz sekcja
D.5.3
). Z tej perspektywy wywóz kapitału można postrzegać
na dwa sposoby. Po pierwsze – jako środek dyscyplinowania
zbuntowanych pracowników u siebie za pomocą „strajku
inwestycyjnego” (w rezultacie czego kapitał ucieka, powodując
przez to bezrobocie). Po drugie, jako sposób na zwiększenie
„rezerwowej armii” bezrobotnych, jakiej stawiają czoła
ludzie pracy w krajach imperialistycznych, na stworzenie nowej
konkurencji o ich miejsca pracy (tzn. dzieląc pracowników, a
tym samym rządząc nimi poprzez nastawianie jednych zbiorowisk
pracowników przeciwko innym). Obie te sprawy są ze sobą oczywiście
powiązane, i celem obu jest osłabienie siły klasy pracującej
groźbą bezrobocia.

Zatem imperializm, którego korzeniem jest poszukiwanie
dodatkowych zysków przez wielki biznes, stanowi także odpowiedź
na siłę klasy pracującej w ojczystym kraju. Wywóz kapitału
jest dokonywany przez nowo tworzone i renomowane spółki
ponadnarodowe w celu przezwyciężenia świadomości klasy pracującej,
która często jest zbyt silnie rozwinięta na to, aby był możliwy
ciężki wyzysk (tj. ogromne marże zysku), i kapitał finansowy
będzie mógł robić większe i łatwiejsze zyski inwestując
kapitał produkcyjny gdzieś indziej.

Imperializm ma jeszcze jedną funkcję, a mianowicie opóźnianie
albo kontrolowanie uprzemysłowienia innych krajów. Taka
industrializacja będzie oczywiście oznaczała wyłonienie się
nowych kapitalistów, którzy będą konkurowali z już istniejącymi
w krajach „mniej rozwiniętych” i na całym rynku światowym.
Dlatego imperializm zmniejsza konkurencję na światowym rynku. W
następnej sekcji omawiamy, jak w
wieku dziewiętnastym nastąpiło uprzemysłowienie wielu krajów
europejskich, jak również Ameryki, Japonii i Rosji. Jednakże
ten proces industrializacji, gdy był prowadzony przez inne
kraje, miał wadę. Oznaczał, że coraz więcej konkurentów mogło
wejść na światowy rynek. Ponadto, jak zauważył Kropotkin,
mieli oni tę przewagę, że „nowe fabryki /…/ wyrastają
tam, gdzie”
stare „doszły do siebie po stuleciu
eksperymentów i przegrupowań”
, a więc te nowe „są
budowane według najnowszych i najlepszych modelów, które zostały
wypracowane gdzie indziej”
[Op. Cit., p. 32, p.
49]. Stąd potrzeba powstrzymania nowej konkurencji, do której
doszedł kolonializm pod koniec dziewiętnastego wieku:

„Wszystkie gałęzie przemysłu decentralizują się
i są rozproszone po całym globie; i wszędzie rośnie
rozmaitość, zintegrowana rozmaitość handlu zamiast
specjalizacji /…/ każdy kraj wedle swojej kolejności
staje się krajem przemysłowym /…/ Dla każdego nowego
przybysza tylko pierwsze kroki są trudne /…/ Tak dobrze
odczuwa się fakt (nawet jeżeli się go nie rozumie), że wyścig
o kolonie stał się cechą charakterystyczną ostatnich
dwudziestu lat [Kropotkin pisze to w 1912 roku]. Każdy kraj
będzie miał swoje własne kolonie. Ale kolonie nie pomogą”

[Op. Cit., p. 75].

Imperializm jako taki może też być rozpatrywany jako środek
opóźniania (albo kontrolowania) uprzemysłowienia,
powstrzymywania na światowym rynku rozwoju nowych konkurentów
dla istniejącego wielkiego biznesu, działającego na rynku międzynarodowym.
Pomaga też we wzmacnianiu pozycji przetargowej biznesu,
przeciwstawiając pracowników z jednego kraju pracownikom
innego, przez co choć są oni wyzyskiwani przez tę samą drużynę
szefów, szefowie ci mogą wykorzystywać taką fikcyjną „konkurencję”
ze strony pracowników zagranicznych, aby wyciskać ustępstwa od
pracowników w swoim kraju.

Imperializm powstrzymuje uprzemysłowienie na dwa sposoby.
Pierwszym z nich była bezpośrednia kolonizacja. Drugi ma
miejsce za pomocą pośrednich metod — mianowicie ciągnięcia
zysków przez międzynarodowy wielki biznes.

Kraj opanowany bezpośrednio można powstrzymać przed
rozwijaniem przemysłu i zmusić do wyspecjalizowania się w
dostarczaniu surowców. Był to cel „klasycznego”
imperializmu, z jego podbojami i wojnami kolonialnymi. Taka
postawa została zastąpiona metodami pośrednimi (patrz następna sekcja).

Gdy kapitał zostaje zainwestowany w obcych krajach, wartość
dodatkowa wyciągnięta z pracowników w tych krajach nie zostaje
w nich ponownie zainwestowana. Zamiast tego znaczna jej część
wraca do kraju, w którym korporacja ma siedzibę (w formie zysków
tegoż przedsiębiorstwa). Rzeczywiście – należy tego oczekiwać,
gdyż pierwszorzędnym powodem inwestycji kapitału było
wydostanie więcej pieniędzy z danego kraju niż korporacja w
niego włożyła. Ta wartość dodatkowa, zamiast zostać
ponownie zainwestowana w przemysł kraju słabiej rozwiniętego (co
miałoby miejsce w przypadku rodzimych wyzyskiwaczy, którzy są
zależni od rynków lokalnych), ląduje w rękach wyzyskiwaczy
zagranicznych, którzy zabierają ją podporządkowanemu krajowi.
Oznacza to zahamowanie rozwoju przemysłu, gdyż pozostaje mniej
zasobów do wydobycia, czyniąc lokalną klasę rządzącą zależną
od obcego kapitału i jego kaprysów. Przy pomocy kolonizacji potęgi
imperialistyczne zapewniają sobie, aby słabiej rozwinięty kraj
pozostał takim nadal — a więc gwarantują sobie o jednego
konkurenta mniej, jak również uprzywilejowany dostęp do surowców
i taniej siły roboczej.

Globalizację można postrzegać jako nasilenie się tego
procesu. Zapisując w międzynarodowych porozumieniach prawo
korporacji do sądzenia państw narodowych za naruszenie zasad
„wolnego handlu” zmniejsza się możliwość rozwinięcia
się nowych krajów jako konkurencji. Uprzemysłowienie
pozostanie uzależnione od ponadnarodowych korporacji, a więc
rozwój zostanie powstrzymany i tak ukierunkowany, aby zapewniać
korporacjom zyski i władzę. Nie jest więc niespodzianką, że
te kraje, które dokonały uprzemysłowienia w ciągu
kilku ostatnich dziesięcioleci (takie jak wschodnioazjatyckie
„tygrysy gospodarcze”), uczyniły to wykorzystując państwo
do ochrony przemysłu i kontrolowania międzynarodowych finansów.

Nowy atak klasy międzynarodowych kapitalistów („globalizacja”)
ma na celu ograbienie lokalnych kapitalistów w krajach Trzeciego
Świata i zmniejszenie ich władzy oraz zasięgu ich kontroli.
Stopniowe słabnięcie i ostateczny krach bloku wschodniego (pod
względem funkcjonowania gospodarczego i politycznego oraz odzewu
ideologicznego ze strony reszty świata) odegrały również swoją
rolę w tym procesie. Koniec „zimnej wojny” oznaczał
ograniczenie pola manewru lokalnych elit. Wcześniej lokalne
klasy rządzące mogły przy odrobinie szczęścia wykorzystać
walkę między imperializmem amerykańskim a radzieckim do
zdobycia dla siebie przestrzeni swobodnego oddechu, którą mogły
wykorzystywać do podążania za swoimi własnymi celami (oczywiście
w pewnych granicach, i tylko za pozwoleniem tej imperialistycznej
potęgi, w strefie wpływów której się znajdowały).
Dalekowschodnie „tygrysy gospodarcze” to przykład działania
tego procesu. Zachód mógł je wykorzystywać w zimnowojennym
konflikcie ideologicznym jako przykład dobrodziejstw „wolnego
rynku” (co znacznie odbiegało od prawdy), a rządzące
elity, chociaż utrzymywały prozachodnią i sprzyjającą
biznesowi atmosferę (oczywiście przy pomocy siły wymierzonej w
swój własny naród), mogły realizować swoje własne strategie
gospodarcze. Wraz z zakończeniem „zimnej wojny”
czynnik ten przestał się liczyć, i elity te „zachęcono”
(przy pomocy ekonomicznego szantażu realizowanego przez Bank Światowy
i Międzynarodowy Fundusz Walutowy) do przyjęcia ideologii
ekonomicznej Stanów Zjednoczonych. Neoliberalizm, który atakuje
państwo opiekuńcze w krajach imperialistycznych, w taki sam
sposób powoduje zmniejszenie się tolerancji dla lokalnego
kapitału w krajach „słabiej rozwiniętych”.

A więc imperializm jest w zasadzie zdolnością państw do
lokalnego i globalnego dyktowania stosunków handlowych i
inwestycji obcym krajom, tak aby uzyskać nad nimi przewagę. Może
to być robione bezpośrednio (przy pomocy inwazji i kolonizacji)
albo pośrednio (przy pomocy władzy politycznej i ekonomicznej).
To, której metody się używa, zależy od specyficznych
okoliczności kształtujących się w omawianych krajach. Zależy
to jeszcze i od równowagi sił pomiędzy klasami w każdym z
krajów (na przykład będzie mniej prawdopodobne, że kraj z
bojową klasą pracującą poprowadzi politykę wojen – z powodu
związanych z tym kosztów społecznych). Natomiast celem
imperializmu zawsze jest wzbogacenie i uwłasnowolnienie klas
kapitalistów i biurokratów.

Ta walka o rynki i zasoby z konieczności musi prowadzić do
konfliktów. Mogą być nimi wojny zaborcze niezbędne do
zdominowania „zacofanego” gospodarczo kraju (takie jak
amerykańska inwazja na Filipiny, podbój Afryki przez państwa
zachodnioeuropejskie itp.) albo utrzymania swojego panowania, które
już zostało zdobyte (np. wojna wietnamska, wojna o Algierię,
wojna w Zatoce Perskiej). Albo też mogą to być wojny między głównymi
potęgami imperialistycznymi, kiedy konkurencja o rynki i kolonie
osiąga już taki punkt, w którym nie da jej się zaspokoić na
drodze pokojowej (jak to było w przypadku pierwszej i drugiej
wojny światowej).

Jak przekonywał Kropotkin, „ludzie nie walczą już
dla przyjemności królów, oni walczą o niepodzielność dochodów
i o rozrost majątku /…/ na korzyść baronów wielkiej
finansjery i przemysłu /…/ Przewaga polityczna /…/ jest w dość
prosty sposób kwestią przewagi gospodarczej na międzynarodowych
rynkach. Tym, co Niemcy, Francja, Rosja, Anglia i Austria próbują
zdobyć /…/ nie jest przewaga militarna: jest nim dominacja
ekonomiczna. Słuszne jest narzucanie ich dóbr i ich taryf
celnych ich sąsiadom; prawo do wyzysku ludów zacofanych w
dziedzinie przemysłu; przywilej budowania kolei /…/ przywłaszczenie
sobie od sąsiada portu, który pobudzi handel, albo prowincji, w
której będzie można rozładować nadmiar towarów”
.
Kropotkin podkreślał, że „gdy dzisiaj walczymy, dzieje
się to po to, aby zagwarantować naszym największym przemysłowcom
trzydziestoprocentowe zyski, zapewnić finansowym baronom
dominację w Bursie [tzn. na giełdzie], i dostarczać dochodów
udziałowcom kopalń i kolei”
[Words of a Rebel (Wyznania
zbuntowanego)
, pp. 65-6].

Streszczając – imperializm zawsze służył interesom kapitału.
Gdyby tak nie było, gdyby imperializm był zły dla prowadzenia
interesów, klasa biznesmenów by go zwalczała. To częściowo
wyjaśnia, dlaczego nie ma już dziewiętnastowiecznego
kolonializmu (inne powody to opór społeczny wobec obcego
panowania, który oczywiście pomógł również uczynić
imperializm złym dla biznesu, i potrzeba amerykańskiego
imperializmu, by zdobyć dostęp do rynków dawnych kolonii
innych państw po drugiej wojnie światowej). Teraz mamy sposoby
– pochłaniające mniej kosztów niż bezpośredni kolonializm –
na to, aby zapewnić sobie, że „niedorozwinięte”
kraje pozostaną otwarte na wyzysk ze strony zagranicznego kapitału.
Od kiedy koszty przewyższyły korzyści, kolonialny imperializm
zmienił się w neokolonializm wielonarodowych koncernów,
politycznych wpływów i grożenia użyciem siły (patrz następna sekcja). Ponadto nie wolno
zapominać, że każda przemiana imperializmu wiąże się ze
zmianami stanowiącego jego podłoże systemu ekonomicznego.

Jest oczywiste, że anarchiści są przeciwni imperializmowi i
wojnom imperialistycznym. Kubańscy anarchiści wypowiedzieli się
w imieniu nas wszystkich, stwierdzając, że są „przeciwko
wszystkim formom imperializmu i kolonializmu; przeciwko
ekonomicznej dominacji nad narodami /…/ przeciwko wojskowym
naciskom w celu narzucenia narodom ustroju politycznego i
gospodarczego obcego ich rodzimym kulturom, obyczajom i systemom
społecznym /…/ Wierzymy, że pośród narodów świata mały
jest tyle samo warty, co i wielki. Pozostajemy wrogami państw
narodowych, ponieważ każde z nich utrzymuje swój własny lud w
poddaństwie; i tak samo jesteśmy przeciwni supermocarstwom, które
wykorzystują swoją siłę polityczną, gospodarczą i wojskową
do narzucania swoich łupieżczych systemów wyzysku słabszym
krajom. Ponieważ jesteśmy przeciwni wszystkim formom
imperializmu, opowiadamy się za rewolucyjnym internacjonalizmem;
za stworzeniem wielkich konfederacji wolnych ludów na rzecz
wzajemnej realizacji ich interesów; za solidarnością i wzajemną
pomocą”
[cytat z Sama Dolgoffa, The Cuban Revolution:
A Critical Perspective
, p. 138].

Nie jest możliwe bycie wolnym, kiedy się zależy od siły
innego. Jeśli kapitał, którego ktoś używa, jest własnością
innego kraju, to ten ktoś nie ma warunków do odpierania żądań
tamtego kraju. Jeżeli jesteś zależny od zagranicznych
korporacji i międzynarodowej finansjery mających inwestować w
twoim kraju, wtedy musisz robić to, czego one chcą (a więc
klasa rządząca będzie tłumiła opozycję polityczną i społeczną,
aby zadowolić swoich opiekunów, jak również utrzymać się u
władzy). Aby rządzić się samemu w kapitalizmie, społeczność
czy kraj musi być niezależny ekonomicznie. Centralizacja kapitału,
stanowiąca założenie imperializmu, oznacza, że władza
spoczywa w rękach garstki innych, nie zaś tych, których bezpośrednio
dotyczą decyzje podejmowane mocą tej władzy. Zatem kapitalizm
szybko czyni zdecentralizowaną gospodarkę – a więc i wolne społeczeństwo
– niemożliwym. Anarchiści jako tacy kładą nacisk na
decentralizację przemysłu i jego integrację z rolnictwem (patrz
sekcja I.3.8) w ramach uspołecznienia
własności i z samorządnością pracowniczą w procesie
produkcji. Tylko to może zapewnić, że produkcja będzie podążała
raczej za potrzebami ogółu niż za wypracowywaniem zysków dla
nielicznych.

Oprócz tego anarchiści jeszcze dostrzegają, że ekonomiczny
imperializm jest ojcem imperializmu kulturalnego i społecznego.
Jak przekonuje Takis Fotopoulos, „urynkowienie kultury i
ostatnie liberalizacje i deregulacje rynków znacząco się
przyczyniły do obecnego ujednolicenia kulturowego, przy czym
tradycyjne społeczności i ich kultury zanikają na całym świecie,
a ludzie są przekształcani w konsumentów kultury masowej
wytwarzanej w wysoko rozwiniętych krajach kapitalistycznych, a
zwłaszcza w USA”
[Towards an Inclusive Democracy,
p. 40].

Nie znaczy to, że anarchiści ślepo popierają ruchy
narodowowyzwoleńcze czy jakąś formę nacjonalizmu. Anarchiści
zwalczają nacjonalizm równie mocno, jak imperializm – żaden z
nich dwóch nie proponuje drogi do wolnego społeczeństwa (zobacz
więcej szczegółów na ten temat w sekcjach D.6 i D.7).
Dlatego anarchiści nie są przeciwni globalizacji czy też więziom
i powiązaniom międzynarodowym jako takim. Wręcz przeciwnie,
zawsze byliśmy internacjonalistami i opowiadamy się za „globalizacją
oddolną”
, taką, która będzie szanowała różnorodność
i odmienność, chociaż będzie wspólna całemu światu.
Natomiast nie mamy ochoty żyć w świecie wygładzonym przez siłę
korporacji i imperializm gospodarczy. Jako tacy, jesteśmy
przeciwni kapitalistycznym tendencjom, czyniącym z kultury
towar, gdyż taka kultura robi też towar z więzi społecznych.
Chcemy uczynić świat interesującym miejscem do życia, a to
oznacza zwalczanie zarówno faktycznego imperializmu (tzn.
fizycznego, politycznego i ekonomicznego), jak i towarzyszących
mu form imperializmu kulturalnego i społecznego.

LEAVE A COMMENT