D.9.4 Dlaczego rośnie stopień tajności działań rządu i inwigilacji obywateli?

  faq

Rządy autorytarne cechują się pełnym rozwojem sił tajnej
policji, powszechną inwigilacją obywateli przez rząd, wysokim
poziomem tajności oficjalnych działań i cenzury, i dobrze
wypracowanym systemem przemocy państwa, mającej na celu
zastraszanie i uciszanie opozycjonistów. Wszystkie te zjawiska
istnieją w Stanach Zjednoczonych od przynajmniej osiemdziesięciu
lat, ale po drugiej wojnie światowej przybrały one bardziej
ekstremalne formy, zwłaszcza w okresie lat osiemdziesiątych. W
tej sekcji zbadamy działania tajnej policji.

Tworzenie skomplikowanego aparatu „bezpieczeństwa
narodowego” Stanów Zjednoczonych miało miejsce stopniowo
od 1945 roku mocą dekretów Kongresu, zarządzeń prezydentów i
szeregu decyzji Sądu Najwyższego, które nadwątliły moc praw
obywatelskich wynikających z pierwszej poprawki do konstytucji.
Natomiast polityka administracji Reagana wzorowała się na
drastycznych nadużyciach z przeszłości, co zostało dobitnie
pokazane nie tylko przez wszechstronny zakres tych nadużyć, ale
też przez instytucjonalizację tajności działań rządu,
cenzurę i represje, które będą bardzo trudne, jeśli nie wręcz
niemożliwe do wyplenienia. Jak wskazuje Richard Curry, sukces
administracji Reagana wyrasta „z zasadniczych zmian
technologicznych i strukturalnych, jakie nastąpiły w amerykańskim
społeczeństwie w ciągu dwudziestego wieku — a w szczególności
z ukształtowania się nowoczesnego biurokratycznego państwa i
wynalezienia przemyślnych narzędzi elektronicznych, umożliwiających
nowe i podstępne sposoby inwigilacji”
[Curry, Op.
Cit.
, s. 4].

FBI wykorzystuje techniki „przeciw-wywrotowej”
inwigilacji i prowadzi listy ludzi i grup uważanych za
potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego od czasów
Czerwonej Paniki w latach dwudziestych. Działania takie zostały
rozszerzone pod koniec lat trzydziestych, kiedy to Franklin
Roosevelt nakazał FBI zbierać informacje o działalności
faszystowskiej i komunistycznej na terenie Stanów Zjednoczonych
i przeprowadzać śledztwa w sprawach możliwości szpiegostwa i
sabotażu. Szef FBI J. Edgar Hoover zinterpretował te polecenia
jako upoważnienie do wszechstronnych śledztw w bardzo szerokiej
grupie potencjalnych „wywrotowców”; i ustawicznie
wprowadzając w błąd kolejnych niedbałych bądź obojętnych
prezydentów i prokuratorów generalnych w sprawie dokładnego
zakresu dyrektyw Roosevelta, Hoover przez ponad 30 lat potrafił
wyduszać cichą aprobatę władzy wykonawczej dla ciągłych
dochodzeń FBI w sprawach stale rozrastającej się klasy
politycznych dysydentów [Geoffrey R. Stone, „The Reagan
Administration, the First Amendment, and FBI Domestic Security
Investigations”
, w: Curry, Ibid.].

Nadejście „zimnej wojny”, zbliżające się
konflikty ze Związkiem Radzieckim i obawy przed „międzynarodowym
spiskiem komunistycznym”
dostarczyły usprawiedliwienia
nie tylko potajemnym operacjom CIA i zbrojnym interwencjom władz
amerykańskich na całym świecie, lecz także przyczyniły się
do uzasadniania przez FBI rozszerzania swoich działań
inwigilacyjnych wewnątrz kraju.

A więc w 1957 roku, bez żadnego upoważnienia ze strony
Kongresu czy któregokolwiek prezydenta, Hoover rozpoczął ściśle
tajną operację zwaną COINTELPRO:

„W okresie od 1957 do 1974 r., agencja ta otworzyła
archiwa śledcze dotyczące ponad połowy miliona ‚wywrotowych’
Amerykanów. W toku owych śledztw agencja, w imię ‚bezpieczeństwa
narodowego’ zaangażowała się w organizowanie szeroko
zakrojonych podsłuchów, zakładanie ‚pluskiew’, otwieranie listów
i włamywanie się do prywatnych mieszkań. Jeszcze podstępniejsze
było powszechne wykorzystywanie przez agencję informatorów i
ubranych po cywilnemu funkcjonariuszy w celu infiltrowania i składania
raportów o działalności i członkach ‚wywrotowych’ stowarzyszeń
politycznych, w zakres których wchodziły organizacje od
Socjalistycznej Partii Robotniczej poprzez Narodowe
Stowarzyszenie Podnoszenia Poziomu Kulturalnego Kolorowych,
Komisję Medyczną ds. Praw Człowieka aż do zastępu skautów z
Milwaukee”
[Stone, Ibid., s. 274].

Ale operacja COINTELPRO obejmowała swoim zasięgiem o wiele
więcej niż tylko śledztwa i inwigilację. Była wykorzystywana
do dyskredytowania, osłabiania, i w końcu do niszczenia ruchów
Nowej Lewicy i radykalnych ruchów czarnoskórej ludności w
latach sześćdziesiątych i wczesnych siedemdziesiątych – czyli
do uciszania głównych źródeł politycznego sprzeciwu i
opozycyjnych działań.

FBI podżegała do przemocy przy pomocy agentów-prowokatorów
i zniszczyła wiarygodność przywódców tych ruchów fabrykując
przeciwko nim różne oskarżenia, stawiając im fałszywe
zarzuty, rozpowszechniając obraźliwe materiały opublikowane w
ich imieniu, szerząc kłamliwe pomówienia, dokonując sabotażu
w ich sprzęcie, kradnąc im pieniądze i dokonując innych
nieuczciwych sztuczek. Takimi środkami agencja Hoovera rozjątrzyła
ich działaczy, wywołując wewnętrzne tarcia w obrębie tych
ruchów, obracając ich członków przeciwko sobie nawzajem, jak
również przeciwko innym grupom.

Dokumenty rządowe ukazują, jak FBI i policja zaangażowały
się w wywoływanie zjadliwych kłótni, które w ostateczności
doprowadziły do rozpadu takich grup jak Studenci Na Rzecz Społeczeństwa
Demokratycznego, Partia Czarnych Panter czy też Wyzwoleńcza Służba
Informacyjna. Agencja odegrała też poważną rolę w
niepowodzeniu tworzenia sojuszy przez takie grupy, przebiegających
w poprzek linii podziałów rasowych, klasowych czy regionalnych.
FBI była zamieszana w zamordowanie charyzmatycznego przywódcy
kolorowej ludności, Malcolma X, który został zabity podczas
„walk frakcyjnych” w organizacji Naród Islamu. Agencja
bardzo się chełpiła z rozpętania tychże walk. Była również
zamieszana w zabójstwo Martina Luthera Kinga juniora, będącego
celem skomplikowanego spisku FBI mającego zmusić go do samobójstwa,
zanim jeszcze dla wszelkiej wygody został zastrzelony przez
snajpera. Inni radykałowie byli przedstawiani jako kryminaliści,
cudzołożnicy czy rządowi agenci, podczas gdy jeszcze inni byli
mordowani w trakcie rzekomych „strzelanin”, podczas których
jedyne strzały padały ze strony policji.

Działania te w końcu dotarły do wiadomości opinii
publicznej na skutek śledztw w sprawie afery Watergate, przesłuchań
Kongresu, i dzięki informacjom uzyskanym na mocy FOIA (aktu
prawnego o wolności informacji). W odpowiedzi na ujawnienie nadużyć
FBI prokurator generalny Edward Levi w 1976 roku publicznie
przedstawił szereg wytycznych mających regulować wszczynanie i
zasięg śledztw FBI, surowo ograniczając możliwości śledzenia
przez nią politycznych dysydentów.

Wytyczne Leviego jednakże okazały się tylko tymczasowym
odwróceniem tendencji. Chociaż w ciągu całej swojej
prezydentury Ronald Reagan utrzymywał, że jest przeciwko zwiększaniu
uprawnień państwa w sprawach polityki wewnętrznej, to
faktycznie rozszerzał zakres władzy federalnej biurokracji dla
celów „bezpieczeństwa narodowego”, i to w sposób
systematyczny i nie mający wcześniej precedensu. Jednym z
najbardziej znaczących tego przejawów było natychmiastowe
zlikwidowanie zabezpieczeń przed nadużyciami FBI, którym miały
zapobiec wypracowane w tym celu wytyczne Leviego. Zostało to
zrealizowane za pomocą dwu wzajemnie powiązanych inicjatyw władzy
wykonawczej: zarządzenia prezydenta nr 12333, wydanego w 1981 r.,
i wytycznych prokuratora generalnego Williama Frencha Smitha, którymi
zostały zastąpione wytyczne Leviego w 1983 r.

Wytyczne Smitha pozwalały FBI na rozpoczynanie śledztw w
sprawach bezpieczeństwa wewnętrznego, jeżeli sprawy „racjonalnie
wskazują”
, że jednostki lub grupy są zamieszane w
działalność przestępczą. Ale jeszcze ważniejsze jest to, że
nowe wytyczne dały też FBI upoważnienie do „uprzedzania
przestępstw bądź zapobiegania im”
. W rezultacie FBI
może teraz śledzić grupy lub jednostki, których oświadczenia
„zalecają” działania przestępcze albo wskazują
na oczywisty zamiar popełnienia przestępstwa, szczególnie
przestępstwa z użyciem przemocy.

Jak zauważa Curry, język wytycznych Smitha dał
funkcjonariuszom FBI wystarczającą swobodę interpretacji, aby
śledzić dosłownie każdą grupę czy jednostkę, którą obiorą
sobie za cel, włącznie z aktywistami politycznymi zwalczającymi
politykę zagraniczną aktualnej administracji. Nic zatem
dziwnego, że kierując się nowymi wytycznymi Agencja
natychmiast zaczęła śledzić szeroką gamę politycznych
dysydentów, szybko nadrabiając zaległości powstałe po 1976
roku. Ze źródeł Kongresu dowiadujemy się, że w samym tylko
1985 roku FBI prowadziła 96 śledztw w sprawach grup i jednostek
przeciwnych polityce administracji Reagana w Ameryce Środkowej,
wliczając w to organizacje religijne wyrażające solidarność
z uchodźcami z tego regionu.

Wytyczne Smitha zaledwie zezwalały Agencji na śledzenie
dysydentów. Ale teraz szykuje się o wiele większe zagrożenie
dla amerykańskiej Karty Praw Obywatelskich: tak zwane
wszechstronne prawo antyterrorystyczne. Jeżeli zostanie ono
przeforsowane, pozwoli prezydentowi na ogłaszanie dowolnej osoby
czy organizacji „terrorystami”, ze swojej własnej
inicjatywy i według kryteriów ustalanych przez siebie samego.

Sekcja 301(c)6 owego ustawodawstwa stwierdza, że te
orzeczenia prezydenckie będą uważane za ostateczne i że nie będzie
można odwoływać się od nich w sądzie. Prokurator generalny
zostałby ponadto wyposażony w nowe uprawnienia, np. podejrzani
byliby uznawani za winnych dopóki by nie udowodnili swojej
niewinności, zaś źródła oskarżeń wysuniętych pod adresem
podejrzanych i ich charakter nie musiałyby być ujawniane, jeśli
by tylko Departament Sprawiedliwości ogłosił, że utajnienie
tych faktów leży w interesie „bezpieczeństwa narodowego”.
I oczywiście by to ogłaszał ustawicznie. Podejrzani mogliby być
również więzieni bez możliwości uwolnienia za kaucją i
deportowani z jakiegokolwiek powodu, jeśli są cudzoziemcami
odwiedzającymi Amerykę. Cudzoziemcom z prawem stałego pobytu
zostałoby przyznane prawo do rozprawy sądowej, ale i tak
mogliby być deportowani, nawet gdyby nie udowodniono im żadnego
przestępstwa! Obywatele amerykańscy mogliby być wtrącani do
więzień na okres do 10 lat i zmuszani do płacenia grzywny w
wysokości 250 000 dolarów, jeśliby ich ogłoszono winnymi.

Równie straszną klauzulą ustawodawstwa antyterrorystycznego
jest sekcja 603, która podciąga wszystkie przestępstwa „terrorystyczne”
pod kategorię ustaw o konfiskacie mienia obywateli związanych z
RICO (Organizacjami Przestępczymi Pod Wpływem Gangsterów). A
więc każdy zwyczajnie oskarżony o „przeszkadzanie”,
„utrudnianie”, czy też „zagrażanie”
obecnemu albo byłemu federalnemu pracodawcy mógłby zostać
poddany konfiskacie całego swojego mienia na podstawie oskarżeń
o „spisek w celach terrorystycznych”. Niektórzy
kongresmeni chcą teraz zakwalifikować wszystkie lokalne
dochodzenia związane z użyciem broni palnej jako dotyczące
federalnych przestępstw terrorystycznych. Oczywiście
ustawodawstwo antyterrorystyczne po prostu byłoby dodatkiem do
nadużyć, które już w chwili obecnej są szeroko
rozpowszechnione w przypadku posiadania narkotyków na mocy praw
o zajęciu i konfiskacie mienia. Trudno to uznać za niespodziankę,
skoro FBI i agencje stanowe oraz lokalna policja są zachęcane
do rekwirowania mienia i przetrzymywania go dla swego własnego użytku,
i skoro anonimowi informatorzy, wysuwający oskarżenia prowadzące
do rekwirowania, są uprawnieni do przywłaszczenia sobie części
zajętej własności.

Jeśli to ustawodawstwo zostanie przegłosowane, to jest
pewne, że będzie wykorzystywane przeciwko szeroko rozumianej
lewicy, tak jak niegdyś COINTELPRO. A to dlatego, że bardzo zwiększy
ono rozmiary i fundusze FBI i da jej uprawnienia do angażowania
się w działalność „antyterrorystyczną” w całym
kraju, bez nadzoru ze strony prawników. Skóra cierpnie na myśl
o tym, ze ten akt prawny dałby rządowi możliwość prześladowania
opozycjonistów czy krytyków kapitalizmu, którzy w
dotychczasowych dziejach byli ulubionym obiektem nadużyć FBI.
Na przykład, gdyby jakiś agent-prowokator przyniósł
nielegalnie laskę dynamitu na pokojowe spotkanie anarchistów poświęcone
kwestiom filozoficznym, to mógłby później wydać wszystkich
uczestników tego spotkania rządowi pod zarzutem spisku w celu
popełnienia aktu terroryzmu. Agent mógłby nawet tym dynamitem
wysadzić coś w powietrze i stwierdzić, że inni członkowie
grupy wiedzieli o jego planach. Całe mienie każdego z członków
tej grupy mogłoby zostać zarekwirowane, a oni sami wsadzeni do
więzień na okres do dziesięciu lat!

Nawet jeśli ustawodawstwo antyterrorystyczne nie przejdzie w
takim kształcie, sam fakt, że drakońskie środki w tym stylu są
w ogóle rozważane, mówi nam dosłownie wszystko o kierunku, w
jakim Stany Zjednoczone — a w konsekwencji i inne „wysoko
rozwinięte” państwa kapitalistyczne — są prowadzone.

LEAVE A COMMENT