D.9.6 Czego chce prawica?

  faq

W swojej książce Post-Conservative America (Pokonserwatywna
Ameryka)
Kevin Phillips, jeden z najlepiej wykształconych i
najpoważniejszych ideologów konserwatywnych, omawia możliwość
przeprowadzenia fundamentalnych przemian w amerykańskim rządzie,
które – jego zdaniem – byłyby pożądane. Propozycje Phillipsa
nie pozostawiają cienia wątpliwości co do tego, w jakim
kierunku prawica zamierza dalej kierować swe kroki. „Władza
rządu jest zbyt rozproszona, co utrudnia podejmowanie trudnych,
acz niezbędnych decyzji ekonomicznych i technicznych”
,
utrzymuje Phillips. „Odpowiednio do tego, charakter tejże
władzy musi zostać ponownie przemyślany. Władza na poziomie
federalnym musi zostać umocniona, i ulokowana w większym
zakresie w rękach organów wykonawczych”
[s. 218].

W modelowym państwie opisywanym przez Phillipsa, Kongres
zostałby zredukowany do zwykłego narzędzia w rękach
prezydenckich, a prezydentura urosłaby do jeszcze bardziej
„imperialnej” niż jest obecnie, z przywódcami
Kongresu służącymi w rządzie i dwupartyjnym systemem
stopionym w jednopartyjną koalicję. Zanim odrzucimy ten pomysł
jako niemożliwy do spełnienia, nie zapominajmy, że różnica
między dwiema głównymi partiami już została całkowicie
zatarta, gdyż każda z nich jest kontrolowana przez korporacyjną
elitę, aczkolwiek przez odmienne frakcje w jej obrębie.

Pomimo wielu sporów co do taktyki, dosłownie wszyscy członkowie
tej elity podzielają podstawowy zasób zasad, skłonności, ideałów
i wartości. Czy to demokraci, czy też republikanie, większość
z nich jest absolwentami tych samych elitarnych uczelni, należy
do tych samych ekskluzywnych klubów, pracuje w tych samych
posprzęganych ze sobą radach nadzorczych tych samych głównych
korporacji, i wysyła swoje dzieci do tych samych prywatnych szkół
z internatami [Patrz G. William Domhoff, Who Rules America
Now? (Kto dziś rządzi Ameryką?)
, 1983; C. Wright Mills, The
Power Elite (Elita władzy)
, 1956]. I, co może jest najważniejsze,
łączą ich takie same cechy psychiczne, co znaczy, że posiadają
oni takie same priorytety i interesy: mianowicie, priorytety i
interesy korporacyjnej Ameryki.

Tak więc już teraz tak naprawdę mamy tylko jedną partię w
Ameryce — Partię Biznesu — która nakłada dwie odmienne
maski, aby ukryć swoją prawdziwą twarz przed ogółem. Podobne
uwagi stosują się też do rządów liberalno-demokratycznych w
pozostałych wysoko rozwiniętych państwach kapitalistycznych.
Nieobecność partii naprawdę opozycyjnej, sama w sobie będąca
główną cechą charakterystyczną reżimów autorytarnych, jest
więc już teraz faktem dokonanym. I była nim już od wielu lat.

Oprócz fuzji dwu głównych partii politycznych, również i
inne siły prowadzą nas nieubłaganie w kierunku scenariusza
nakreślonego przez Phillipsa. Na przykład, władza wykonawcza w
dalszym ciągu zwiększa swoje uprawnienia, ponieważ autorytet
Kongresu jest stopniowo osłabiany przez skandale, zwady
partyjne, odgradzanie się od społeczeństwa i ujawnianie
korupcji podczas działań ustawodawczych. I rzeczywiście,
branie łapówek, handlowanie wpływami, rzucanie czekami na
prawo i lewo, konflikty interesów, podejrzane inwestycje,
skandale seksualne i powszechna niekompetencja wydają się być
teraz prawie rutyną na Kapitolu. O ile coś nie zostanie
zrobione w celu przywrócenia szacunku dla Kongresu, to klimat w
dalszym ciągu będzie sprzyjał konsolidacji władzy w rękach
prezydenta.

Phillips zapewnia nas, że wszystkie zmiany przedstawione w
jego wizji można zrealizować bez poprawiania konstytucji. Takie
cuda są rzeczywiście możliwe. Cezar Oktawian August
scentralizował całą realną władzę w swoich własnych rękach
bez rozwiązywania rzymskiego Senatu czy też Republiki
rzymskiej; Hitler urzeczywistnił swój nazistowski program,
pozostawiając konstytucję Republiki Weimarskiej bez uszczerbku;
Stalin rządził przy pomocy rewolucyjnej konstytucji, która była
teoretycznie demokratyczna; Bierut wprowadził w Polsce rządy
totalitarne mocą bardzo demokratycznej konstytucji marcowej z
1921 roku.

Fakty cytowane tutaj na poparcie tezy o stopniowym narastaniu
autorytaryzmu w Stanach Zjednoczonych były już w przeszłości
poprzedzane podobnymi, którym czasami towarzyszyły ostrzeżenia
o zagrażającej dyktaturze. Jak dotąd te ostrzeżenia okazywały
się przedwczesne. Tym, co dzisiaj jest szczególnie alarmujące,
jest to, że wiele przeanalizowanych powyżej oznak narastającego
autorytaryzmu współistnieje obecnie z objawami rozpadu społeczeństwa
— a jest to „zbieg okoliczności”, który w przeszłości
obwieszczał rychłe nadejście tyranii.

W pełni autorytarne reżimy w Stanach Zjednoczonych i innych
krajach Pierwszego Świata oznaczałyby coś o wiele więcej niż
tylko zwykłe zagrożenie dla swobód obywatelskich i dla nadziei
obywateli na lepsze społeczeństwo. A to dlatego, że
autorytarne reżimy mają skłonność do łączenia się z
bezwzględnym wojennym awanturnictwem, prowadzonym przez
autokratyczne głowy państw. Dlatego w świecie wyposażonym w
broń jądrową, w którym Europa i Japonia poszłyby za amerykańskim
pędem ku rządom autorytarnym, prawdopodobieństwo agresji
nuklearnej z rąk nieodpowiedzialnych polityków w dalszym ciągu
by wzrastało. W takim przypadku, dawny niepokój z czasów
„zimnej wojny” wydawałby się bardzo łagodny w porównaniu
z obecną sytuacją. Stąd się bierze pilna potrzeba realizacji
anarchistycznego programu antyautorytaryzmu, politycznej
decentralizacji i demokracji u podstaw — i jest to jedyne
rzeczywiste antidotum na niepokojące tendencje opisywane powyżej.

A tak odchodząc nieco od tematu, powinniśmy zaznaczyć, że
wielu ludzi przekornych i obrońców klasy rządzącej często
zaprzecza temu, że narasta autorytaryzm i twierdzi, że mówienie
o tym to „paranoja” albo „tworzenie spiskowych
teorii”. Powszechną repliką tych ludzi jest: „Jeżeli
sprawy stoją aż tak źle, jak mówicie, to jakim cudem rząd
pozwala wam na pisanie tych wywrotowych FAQ?”

Powód, dla którego możemy pisać tę pracę bez szykan,
jest świadectwem braku władzy w rękach szerokich rzesz ludności
w istniejącej kulturze politycznej — to znaczy tego, że ruchy
kontrkulturowe nie muszą być powodem do niepokoju dla rządu, o
ile nie zyskają szerszego poparcia i nie staną się zdolne do
rzucenia wyzwania istniejącemu porządkowi ekonomicznemu — i
dopiero wtedy zachodzi „konieczność” pracy
represyjnych sił autorytarnych nad podkopaniem ruchu.

Dopóki nie dochodzi do skutecznego organizowania się większości
i nie ma zagrożenia dla interesów rządzącej elity, ludziom
pozwala się na mówienie, co im tylko ślina na język
przyniesie. To stwarza złudzenie, że społeczeństwo jest
otwarte na wszystkie idee, podczas gdy tak naprawdę nie jest.
Ale, jak ukazało zdziesiątkowanie ruchu robotniczego i
anarchistycznego po pierwszej wojnie światowej, rząd będzie
pragnął zetrzeć z powierzchni ziemi każdy ruch, stanowiący
istotne zagrożenie.

Odpowiednie traktowanie opozycyjnych ideologii może sprawić,
że ludziom będzie się wydawało, iż żadne alternatywy
wobec obecnego systemu „w ogóle nie mogą się sprawdzić”
albo „wszystkie są utopijne”, nawet wtedy, gdyby
alternatywy tego rodzaju leżały w interesie własnym ogółu
ludności. Takie ideologiczne „prostowanie myślenia”
tworzy w ludzkich umysłach błędne wrażenie, że radykalne
teorie nie zostały dotąd pomyślnie wprowadzone w życie,
ponieważ są one błędne z samej swej natury — i oczywiście
obecna autorytarna ideologia jest przedstawiana jako jedyny
„zdrowy” sposób działania, według którego ludzie
mają postępować.

Na przykład większość Amerykanów całkowicie odrzuca
socjalizm, w ogóle nie rozumiejąc, co to takiego, ani nawet nie
chcąc zrozumieć, czego cała rzecz tak naprawdę dotyczy. Nie
dzieje się tak dlatego, że (wolnościowy) socjalizm jest zły;
jest to bezpośrednim rezultatem kapitalistycznej propagandy w ciągu
minionych siedemdziesięciu lat (i jej zapewnień, że „socjalizm”
równa się stalinizmowi).

Rozszerzając te skłonności na samych ludzi, autorytaryści
(z hojną pomocą korporacyjnej prasy) odmalowują dysydentów
jako „świrów” i „ekstremistów”, jednocześnie
przedstawiając siebie samych jako racjonalnych i „umiarkowanych”,
niezależnie od tego, jak względem innych ludzi przedstawia się
stanowisko, którego są oni rzecznikami. W ten sposób społeczności
sprzeciwiającej się budowie spalarni odpadów toksycznych w
swoim rejonie można w prasie natrzeć uszu jako wrednym facetom,
podczas gdy tak naprawdę to lokalna społeczność realizuje
zasady demokracji, ośmielając się rzucić wyzwanie
korporacyjnym lub (i) rządowym autorytarystom!

W Trzecim Świecie ludzie mający odmienne zdanie są
zazwyczaj brutalnie mordowani i zwalani do bezimiennych masowych
grobów; w Pierwszym Świecie musi mieć miejsce subtelniejsza
działalność na rzecz ich wyniszczenia. „Niewidzialna ręka”
wysoko rozwiniętych autorytarnych społeczeństw
kapitalistycznych jest nie mniej skuteczna; nawet jeżeli metody
się różnią, końcowe rezultaty są takie same —
wyeliminowanie alternatyw wobec obecnego porządku społeczno-ekonomicznego.

LEAVE A COMMENT