I.3.6 A co z konkurencją pomiędzy syndykatami?

  faq

To często zadawane pytanie, szczególnie ze strony obrońców kapitalizmu. Twierdzą oni, że syndykaty nie będą ze sobą współpracować, chyba że zostaną do tego zmuszone i będą miedzy sobą konkurować o surowe materiały, wykwalifikowanych pracowników i tak dalej. Jak twierdzą, efektem tego procesu będą bogate i biedne syndykaty, nierówności w społeczeństwie i w miejscu pracy i (być może) powstanie klasy bezrobotnych pracowników syndykatów, które poniosły porażkę zatrudnianych przez te, które odniosły sukces. Inaczej mówiąc, twierdzą, że wolnościowy socjalizm musiałby stać się bardziej autorytarny, w przeciwnym razie szybko stanie się kapitalistyczny.

Indywidualistyczni anarchiści i mutualiści nie widzą konkurencji jako problem. Sądzą, że konkurencja, oparta na kooperatywach i wspólnych bankach, minimalizowałaby ekonomiczne nierówności tak, jak nowa struktura ekonomiczna oparta na wolnym kredycie i współpracy znosiłaby niewypracowany (tj. niezasłużony) przychód, jak zysk, odsetki i czynsz i dawałaby pracownikom wystarczającą siłę przetargową, by znieść wyzysk. Według tych anarchistów to kapitalizm wypacza konkurencję, nie są więc przeciwni konkurencji jako takiej. Inni anarchiści sądzą, że cokolwiek możnaby zyskać dzięki konkurencji (zakładając, że cokolwiek) byłoby kompletnie przykryte przez jej negatywne efekty, nakreślone w sekcji I.1.3. To tym anarchistom najczęściej jest zadawane to pytanie.

Zanim przejdziemy dalej, chciałybyśmy zaznaczyć, że indywidualistyczne pragnienie poprawy własnego losu nie jest sprzeczne z anarchistycznymi zasadami. Jak mogłoby być? „Egoizm to nie zbrodnia„, odnotowali John Most i Emma Goldman, „staje się zbrodnią dopiero, gdy warunki pozwalają jednostce zaspokoić swój egoizm ze szkodą dla innych. W anarchistycznym społeczeństwie każdy będzie dążyć do zaspokojenia swojego ego” ale w tym celu „będzie wspierać tych, którzy wspierają jego a egoim przestanie być przekleństwem i stanie błogosławieństwem” [“Talking about Anarchy”, Black Flag, no. 228, s. 28]. Tak więc anarchiści widzą współpracę i wzajemną pomoc jako przejaw „interesowności”, praca z innymi równymi sobie jest w naszym wspólnym interesie. Słowami Johna O’Neila:

[B]o instytucje same określają, co jest interesem jednostki. Szczególnie rynek dopinguje egoizm, w pierwszej kolejności nie dlatego, że zachęca jednostę, by „działała we własnym interesie” – byłoby nierealistyczne oczekiwać, by jednostki nie działały w dużym stopniu ‚interesownie’ – ale raczej dlatego, że określa interes jednostki szczególnie wąsko, przede wszystkim jako posiadanie konkretnych dóbr materialnych. W efekcie tam, gdzie mechanizcm rynkowy wchodzi w jakąś strefę życia, dążenie do dóbr poza tym wąskim zakresem dóbr rynkowych jest instytucjonalnie określane jako akt altruizmu.” [The Market, s. 158]

Dlatego anarchiści sugerują, że nie należy mylić konkurencji z działaniem we własnym interesie i że kooperatywne społeczeństwo promowałoby instytucje i zwyczaje zapewniające, że ludzie rozumieliby, jak współpraca między równymi maksymalizuje wolność jednostki i interes własny dużo bardziej niż indywidualistyczne podążanie ze materialnym bogactwem kosztem jakichkolwiek innych celów. Ostatecznie jaki byłby sens zdobyć cały świat, a stracić to, co czyni życie wartościowym?

Takie społeczeństwo oczywiście nie opierałoby się na dokładnie równym podziale wszystkiego. Oznaczałoby raczej równe szanse i darmowy, lub równy, dostęp do zasobów (na przykład to, że tylko chorzy korzystają z zasobów medycznych nie jest problemem dla wolnościowców!). Społeczeństwo z nierównym podziałem zasobów nie jest więc automatycznie nieanarchistyczne. Sprzeczne z anarchistycznymi zasadami są scentralizowana władza, ucisk i wyzysk, wszystkie wynikające z dużych różnic w dochodach i własności prywatnej. To źródło anarchistycznych trosk o równość – trosk, które nie opierają się na jakiejś „polityce zazdrości”. Anarchiści sprzeciwiają się nierówności, bo szybko prowadzi do ucisku mas przez nielicznych (relacji, która zakłóca indywidualność i wolność wszystkich, a także zdrowie i samo życie uciskanych).

Anarchiści pragną stworzyć społeczeństwo, w którym takie relacje byłyby niemożliwe i wierzą, że najlepszym sposobem, by to osiągnąć jest upoważnienie wszystkich, stworzenie egoistycznego zatroskania o wolność i równość wśród uciskanych i stworzenie społecznych organizacji zachęcających do samozarządzania. A dla indywidualistów starających się poprawić własny los, anarchiści utrzymują, że najlepszym sposobem, by to osiągnąć jest współpraca, nie konkurencja. I są znaczące dowody na poparcie takiej tezy (zobacz na przykład No Contest: The Case Against Competition Alfiego Kohna i The Evolution of Co-operation Roberta Axelroda prezentujące liczne dowody, że współpraca jest w naszym długofalowym interesie i daje lepsze efekty niż krótkoterminowa konkurencja). To sugeruje, że, jak twierdził Kropotkim, pomoc wzajemna, nie wzajemna walka, będzie w interesie jednostki, a więc konkurencja w wolnym, rozsądnym społeczeństwie zostałaby zminimalizowana i ograniczałaby się do sportów i innych indywidualnych rozrywek. Jak twierdził Stirner, współpraca jest równie egoistyczna jak konkurenca (fakt przez wielu czasem zapominamy z powodu oczywistej etycznej wyższości współpracy):

Ale jeśli konkurencja kiedyś zniknie, bo wspólne wysiłki zostaną uznane za bardziej korzystne od izolacji, czy każda osoba w tych stowarzyszeniach nie będzie nadal równie egoistyczna i nie będzie nadal kierować się własnym interesem?” [No Gods, No Masters, vol. 1, s. 22]

Teraz co do obiekcji „konkurencyjnej”, na którą odpowiedź zaczniemy od zaznaczenie, że ignoruje kilka kluczowych kwestii.

Po pierwsze założenie, że wolnościowe społeczeństwo „stałoby się kapitalistyczne” pod nieobecność państwa jest w oczywisty sposób błędne. Gdyby występowała konkurencja między kolektywami i gdyby doprowadziła do masowych nierówności majątkowych nowa klasa bogatych musiałaby stworzyć państwo, by chroniło ich własność prywatną przed zawiedzionymi. Więc to nierówności, nie równość, prowadzi do powstawania państw. To nie przypadek, że anarchistyczne społeczności istniejące od tysiącleci były również równościowe.

Po drugie, jak zaznaczyłyśmy w sekcji A.2.5, anarchiści nie uznają, że „równe” to „identyczne”. Dlatego twierdzenie, że różnice w zarobkach oznaczają koniec anarchizmu ma sens tylko, jeśli ktoś sądzi, że „równość” oznacza, że każdy dostaje dokładnie równy przydział. Ponieważ anarchiści nie hołdują takiemu twierdzeniu, różnice w zarobkach w we wszystkich innych kwestiach anarchistycznie zorganizowanym syndykacie nie oznaczają braku równości. Dużo ważniejsze jest to, jak syndykat jest zorganizowany, bo z anarchistycznego punktu widzenia najbardziej zgubnym rodzajem nierówności jest nierówność władzy, tj. nierówny wpływ na decyzje polityczne i ekonomiczne.

W kapitalizmie nierówności majątkowe oznaczają nierówności władzy i na odwrót, ponieważ bogactwo może kupić własność prywatną (i państwową ochronę tej własności), co daje właścicielom władzę nad tą własnością i nad tymi, którzą są zatrudniani by produkować za jej pomocą; ale w wolnościowym socjalizmie pomniejsze lub nawet umiarkowane różnice w dochodach między poza tym równymi pracownikami nie prowadziłyby do takich nierówności władzy ponieważ samozarządzanie i socjalizacja zrywają powiązania pomiędzy bogactwem i władzą. Ponadto kiedy praca staje się wolna w społeczeństwie buntowników (a anarchistyczne społeczeństwo z pewnością nie mogłoby być niczym innym) mało kto pozwoliłby, by względnie niewielkie różnice w zarobkach stały się źródłem władzy.

Po trzecie anarchiści nie udają, że anarchistyczne społeczeństwo będzie doskonałe. Mogą więc być okresy, szczególnie krótko po zastąpieniu kapitalizmu samozarządzaniem, kiedy kiedy różnice w umiejątnościach itd. będą prowadziły niektórych ludzi do wykorzystywania swojej pozycji i zysiwania większych zarobków, lepszych godzin i warunków pracy i tak dalej. Ten problem pojawiał się w przemysłowych kolektywach rewolucji hiszpańskiej. Jak zaznaczył Kropotkin, „[a]le, kiedy już wszystko zostanie powiedziane i zrobione, pewne nierówności, pewna nieunikniona niesprawiedliwość, z pewnością pozostanie. Są w naszych społeczeństwach jednostki, których żaden wielki kryzys nie wyciągnie z głębokiego błota egoizmu, w jakim toną. Chodzi jednak nie o to, czy niesprawiedliwość będzie czy nie, tylko o to, jak ją zminimalizować.[The Conquest of Bread (Zdobycie chleba), s. 94]

Inaczej mówiąc te problemy będą istniały, ale anarchiści mogą zrobić wiele rzeczy, by zminimalizować ich wpływ. Będzie „okres ciąży” przed narodzinami anarchistycznego społeczeństwa, w którym walki społeczne, nowe formy edukacji i wychowania i inne metody rozbudzania świadomości zwiększą liczebność anarchistów a zmniejszą autorytarystów.

Najważniejszym elementem tej ciąży jest walka społeczna. Własny udział w tej walce będzie miał wielki wływ na tych, którzy się w nią zaangażują (zobacz sekcje J.2). Poprzez akcje bezpośrednie i solidarność zaangażowane osoby budują więzi przyjaźni i wsparcia, tworzą nowe formy etyki, nowe idee i ideały. Ten proces radykalizacji pomoże upewnić się, że jakiekolwiek różnice w wykształceniu i umiejętnościach nie doprowadzą do różnic we władzy w anarchistycznym społeczeństwie zmniejszając pradopodobieństwo, że ludzie będą nadużywać swojej przewagi ani, co ważniejsze, że inni będą to tolerować!

Dodatkowo edukacja w ramach ruchu anarchistycznego powinna mieć na celu, między innymi, zapoznawanie jego członków z umiejętnościami technologicznymi, aby nie byli zależni od „ekspertów”, zwiększając przez to ilość wykwalifikowanych pracowników, którzy byliby mogliby być szczęśliwi pracując w warunkach wolności i równości. W ten sposób możnaby zagwarantować, że różnice między pracownikami byłyby minimalizowane. Jednak na dłuższą metę nieautorytarne metody wychowywania dzieci i edukacji (zobacz sekcję J.6) są szczególnie ważne, ponieważ, jak sugerowałyśmy w sekcji B.1.5, drugorzędne napędy takie jak chciwość i pragnienie egzekwowania władzy nad innymi są produktami autorytarnego wychowania opartego na karach i strachu. Tylko ograniczenie powszechności wśród ogólnej populacji może dać nas upewnić, że anarchistyczna rewolucja nie zdegeneruje się w jakąś nową formę władzy i wyzysku.

Są jednak inne powody, dla których nierówności ekonomiczne – powiedzmy, różnice w przychodach lub warunkach pracy, które mogą powstać w efekcie konkurencji o „lepszych” pracowników – byłyby znacznie mniej drastyczne w jakiejkolwiek formie anarchistycznego społeczeństwa, niż są w kapitalizmie.

Po pierwsze syndykaty byłyby zarządzane demokratycznie. W efekcie byłyby znacznie mniejsze różnice w zarobkach, nie byłoby zarządu bogatych dyrektorów ustalających poziomy zarobków według własnych interesów. Tak więc bez hierarchii w miejscu pracy nikt nie byłby w pozycji, by zmonopolizować cudzą pracę i stać się przez to bogaty:

Bieda jest objawem: niewolnictwo jest chorobą. Ekstrema bogactwa i ubóstwa to nieuniknione efekty ekstremów przyzwolenia i zniewolenia. Masy nie są zniewolone bo są biedne, są biedne bo są zniewolone. Jednak Socjaliści zbyt często skupiają się na materialnej niedoli biedoty nie zdając sobie sprawy, że opiera się ona na duchowej degradacji niewolnika.” [G.D.H. Cole, Self-Government in Industry, s. 41]

Empiryczne dowody wspierają twierdzenia anarchistów, kooperatywy mają znacznie bardziej równościową strukturę płac od kapitalistycznych firm. Widać to w doświadczeniach kooperatyw Mondragon, gdzie najlepiej zarabiający pracownik zarabiał cztery razy więcej od najmniej zarabiającego pracownika. Ta różnica zwiększała się tylko, kiedy musieli konkurować z dużymi kapitalistycznymi firmami, a nawet wtedy ta różnica wynosiła 9 do 1, znacznie mnie, niż w kapitalistycznych firmach (w Ameryce ta różnica wynosi 200 do 1 i więcej!). Tak więc, nawet w kapitalizmie, „[s]ą dowody, że metody dystrybucji wybrane przez firmy zarządzane przez pracowników lub samozarządzane są znacznie bardziej równościowe, niż dystrybucja według założeń rynkowych” [Christopher Eaton Gunn, Workers’ Self-Management in the United States, s. 45]. Co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że założenia rynkowe nie biorą pod uwagę różnic we władzy. Możemy więc przewidywać, że całkowicie samozarządzana ekonomia byłaby równie, jeśli nie bardziej, egalitarna po zniesieniu różnic w posiadanej władzy, podobnie jak bezrobocia (James K. Galbraith w swojej książce Created Unequal przedstawia szerokie dowody, że bezrobocie, jak możnaby się spodziewać, zwiększa nierówności).

To powszechny mit, że menadżerowie, kierownicy i tak dalej dostają tak wysokie płace z powodu ich unikalnych umiejętności. W rzeczywistości dostają tak wysokie płace bo są biurokratami u władzy dużych, hierarchicznych instytucji. To hierarchiczna struktura kapitalistycznej firmy gwarantuje nierówności, nie wyjątkowe umiejętności. Nawet entuzjastyczni zwolennicy kapitalizmu zapewniają dowody na poparcie tej tezy. W latach 40. Peter Drucker, zwolennik kapitalizmu, odrzucił twierdzenie, że korporacje wynoszą menadżerów o wyjątkowych umiejętnościach na szczyty, kiedy odnotował, że „[ż]adna instytucja nie mogłaby przetrwać, jeśli potrzebuje geniuszy i supermanów, by nią zarządzali. Musi być zorganizowana tak, by mogli nią kierować przeciętni ludzie.” Dla Druckera, „to, co naprawdę się liczy, to nie pojedynczy członkowie ale relacje władzy i odpowiedzialności między nimi” [Concept of the Corporation, s. 35 i s. 34]. Niewiele się zmieniło poza PR-owymi usiłowaniami spersonalizowania biurokratycznych struktur korporacji.

Po drugie, odrzucając niewypracowane dochody (jak czynsz, odsetki czy prawa własności intelektualnej) anarchizm znacznie zmiejszy różnice w dochodach.

Po trzecie, stanowiska kierownicze byłyby rotacyjne, zapewniając, że każdy będzie miał doświadczenie pracy, zmniejszając przez to sztuczne niedobory powstałe przez podział pracy. Byłaby też szeroka edukacja, zapewniająca, że inżynierowie, lekarki i inni wykwalifikowani pracownicy wykonywaliby pracę, bo lubią to robić, nie dla finansowego wynagrodzenia.

Po czwarte, powinnyśmy zaznaczyć, że ludzie pracują z wielu powodów, nie tylko dla wysokich zarobków. Poczucie solidarności, empatii, przyjaźni z innymi pracownikami również pomogłoby zmniejszyć konkurencję pomiędzy syndykatami.

Oczywiście obiekcje „konkurencyjne” zakładają, że syndykaty i ich członków interesowałyby po pierwsze kwestie finansowe. Tak nie jest, niewiele jednostek jest też ekonomicznymi robotami przyjmującymi kapitalistyczne dogmaty. Dowody płynące z kooperatyw obalają podobne twierdzenia (chwilowo ignorując szerokie dowody płynące z naszych własnych zmysłów i doświadczeń z prawdziwymi ludźmi, a nie szalonym „człowiekiem ekonomicznym” ideologii kapitalistycznej). Jak odnotowałyśmy w sekcji I.3.1 neoklasyczna teoria ekonomii, wnioskując z jej podstawowych założeń, twierdzi, że członkowie kooperatyw dążyliby do maksymalizacji zysków na jednego pracownika, więc, przewrotnie, wyrzucałyby swoich członków w dobrych okresach. Rzeczywistość zaprzecza tym twierdzeniom. Innymi słowy, nie można utrzymać podstawowego założenia, że człowiek jest ekonomicznym robotem – są szerokie dowody zwracającę uwagę na fakt, że inne formy organizacji społecznej wytwarzają inne problemy, adekwatnie motywujące ludzi.

Tak więc, choć przyznają, że konkurencja mogłaby istnieć, anarchiści sądzą, że są liczne powody, by nie martwić się powstaniem wielkich nierówności ekonomicznych, co skutkowałoby powrotem państwa. Apologeci kapitalizmu podkreślający ten argument zapominają, że dążenie do własnego interesu jest powszechne, co oznacza, że każda osoba chciałaby maksymalizacji własnej wolności, więc jest mało prawdopodobne, by pozwoliła na rozwój nierówności zagrażających tej wolności. W interesie komun i syndykatów byłoby dzielenie się z innymi zamiast naliczać wysokie ceny, bo inni mogliby zacząć ich bojkotować, odbierając im korzyści płynące ze społecznej współpracy. Ponadto sami mogliby stać się obiektatmi takich działań, więc mądrze z ich strony byłoby pamiętać, by „traktować innych tak, jak sami chcieliby być traktowani w podobnych warunkach„. Ponieważ anarchizm może powstać tylko, jeśli ludzie będą go pragnęli i zaczną organizować własne życia, jest jasne, że anarchistyczne społeczeństwo składałoby się z jednostek kierujących się tą zasadą etyczną.

Jest więc wątpliwe, by ludzie inspirujący się anarchistycznymi ideami zaczęli naliczać sobie nawzajem wysokie ceny, szczególnie, że syndykaty i zgromadzenia społeczne prawdopodobnie głosowałyby za szeroką dystrybucją nadwyżek, właśnie po to, by uniknąć tego problemu i by upewnić się, że produkcja będzie przeznaczona do użytku, a nie będzie powstawała dla zysku. Dodatkowo, ponieważ społeczności i syndykaty prawdopodobnie bojkotowałyby syndykaty i komuny działające w niekooperatywny sposób, presja społeczna zapewne spowodowałaby, że ci, którzy chcieliby wyzyskiwać innych, wkrótce przemyśleliby swoje stanowisko. Współpraca nie oznacza zgody na akceptowanie tych, którzy chcieliby cię wykorzystać. Innymi słowy, ani pomoc wzajemna ani teoria anarchistyczna nie twierdzi, że ludzie są naiwnymi, niewybrednymi atrustami ale raczej ludźmi, którzy, pracując wspólnie z innymi, będą działać, by powstrzymać wykorzystanie ich przez innych. Pomoc wzajemna, inaczej mówiąc, opiera się na wzajemnych relacjach. Jeśli ktoś lub jakiś syndykat nie współpracuje ale raczej stara się innych wykorzystywać, inni mają pełne prawo ich bojkotować i w inny sposób przeciw nim protestować. Wolne społeczeństwo opiera się na dążeniu do własnych interesów przez wszystkich ludzi, nie małą grupkę. To oznacza, że anarchiści odrzucają założenie, że ci, którzy przegrają w konkurencji powinni zachować się altruistycznie i pozwolić, by konkurencja zniszczyła ich życie.

Ponadto, biorąc pod uwagę doświadczenia neoliberalnego okresu, jaki zaczął się w latach 80. (z rosnącymi nierównościami łączącymi się ze spadkiem wzrostu, wolniejszym wzrostem pensji, rosnącym bezrobociem i zwiększeniem niestabilności ekonomicznej) efekty zwiększonej konkurencji i nierówności dotykają szczerej większości. To wątpliwe, by ludzie świadomi takich tendencji (i że, jak stwierdzamy w sekcji F.3, „wolny przepływ kapitału” w społeczeństwie pełnym nierówności zwiększa, a nie zmniejsza, nierówności) stworzyli taki reżim.

Co wcale nie dziwi, przykłady anarchizmu w działaniu pokazują, że można wspólnie pracować, by zmniejszyć niebezpieczeństwa wyobcowania i konkurencji. Jedno, o czym należy pamiętać, to że anarchia nie powstanie „z dnia na dzień”, a potencjalne problemy będą rozwiązywane z czasem. Podstawą wszystkich tych obiekcji jest założenie, że współpraca nie będzie bardziej zyskowna dla wszystkich zaangażowanych niż konkurencja. Jednak, jeśli chodzi o jakość życia, współpraca wkrótce będzie widziana jako lepszy system, nawet przez najlepiej płatnych pracowników. W życiu chodzi o dużo więcej niż romiar koperty z wypłatą, a anarchizm istnieje, by upewnić się, że życie to dużo więcej niż tydzień nudnej roboty i kilka godzin szaleńczej konsumpcji, którą ludzie starają się zapełnić „duchową pustkę” powstałą przez sposób życia stawiający zyski ponad ludźmi.

LEAVE A COMMENT