C.11.1 Ale czy Chile pod rządami Pinocheta nie jest dowodem na to, że „wolność ekonomiczna jest niezbędnym środkiem do osiągnięcia wolności politycznej”?

  faq

Pinochet istotnie wprowadził wolnorynkowy kapitalizm, ale to
oznaczało prawdziwą wolność tylko dla bogatych. Dla klas
pracujących „wolność ekonomiczna” nie istniała, gdyż
ich przedstawiciele nie kierowali swoją własną pracą, ani nie
kontrolowali swoich zakładów pracy, a do tego jeszcze żyli w
faszystowskim państwie.

Wolność podejmowania działań ekonomicznych (nie wspominając
już o politycznych) w postaci zakładania związków,
strajkowania, organizowania wieców itd. została surowo ukrócona
przez bardzo prawdopodobną groźbę represji. Oczywiście
zwolennicy chilijskiego „cudu” i jego „wolności
ekonomicznej” nie dręczyli się zastanawianiem nad tym, jak
zduszenie swobód politycznych wpływa na gospodarkę, ani jak w
niej zachowują się ludzie. Utrzymywali oni, że prześladowanie
świata pracy, szwadrony śmierci, czy strach wpajany zbuntowanym
robotnikom można pominąć, kiedy patrzy się na gospodarkę.
Ale w realnym świecie ludzie cierpliwie znoszą o wiele więcej,
gdy wycelowana jest w nich lufa armatnia, niż wtedy, gdy jej nie
ma.

Teza, że „wolność ekonomiczna” istniała w Chile
ma sens tylko wtedy, gdy uznamy za ważne to, że istniała prawdziwa
wolność tylko dla jednej klasy. Szefowie mogli być „pozostawieni
w spokoju”, ale pracownicy nie byli, dopóki nie podporządkowywali
się władzy (kapitalistycznej czy państwowej). Trudno oczekiwać,
że większość ludzi coś takiego określi jako „wolność”.

Jeżeli zaś chodzi o wolność polityczną, to została ona
przywrócona dopiero wtedy, gdy stało się oczywiste, że nie może
zostać wykorzystana przez zwyczajnych ludzi. Jak zauważa Cathy
Scheider, „wolność ekonomiczna” zaowocowała tym, że
większość Chilijczyków ma

„niewielki kontakt z innymi pracownikami czy ze
swoimi sąsiadami, i tylko bardzo niewiele czasu spędza ze
swoją rodziną. Ich styczność z organizacjami politycznymi
czy zawodowymi jest minimalna. . . brakuje im albo
politycznej pomysłowości, albo też skłonności do
konfrontacji z państwem. Rozdrobnienie grup opozycyjnych
spowodowało to, czego nie mogły zdziałać brutalne
represje wojskowych. Przekształciło ono Chile, zarówno pod
względem kulturalnym, jak i politycznym, z kraju aktywnych
obywatelskich społeczności u podstaw w ziemię nie powiązanych
ze sobą, apolitycznych jednostek. Łączny wpływ tych zmian
jest taki, że nie jest prawdopodobne, abyśmy ujrzeli
jakiekolwiek skoordynowane wyzwanie dla obecnej ideologii w
najbliższej przyszłości”
[Report on the
Americas
, (NACLA) XXVI, 4/4/93].

W takiej sytuacji można ponownie wprowadzić polityczną
wolność, gdyż nikt nie ma możliwości skutecznego jej
wykorzystania. Do tego jeszcze Chilijczycy mają w pamięci to,
że rzucenie wyzwania państwu w niedawnej przeszłości
doprowadziło do faszystowskiej dyktatury mordującej tysiące
ludzi, jak również stale powtarzającego się łamania praw człowieka
przez juntę, żeby już nie wymieniać „antymarksistowskich”
szwadronów śmierci — na przykład w 1986 roku „Amnesty
International oskarżyła chilijski rząd o zatrudnianie szwadronów
śmierci”
[P. Gunson, A. Thompson, G. Chamberlain, Op.
Cit.
, p. 86]. Zdaniem pewnej grupy obrońców praw człowieka
reżim Pinocheta jedynie w okresie między 1984 a 1988 był
odpowiedzialny za 11 536 naruszeń praw człowieka [obliczenia
przeprowadzone przez „Comite Nacional de Defensa do los
Derechos del Pueblo”
(Narodowy Komitet Obrony Praw Ludu),
podane przez Fortin, September 23, 1988].

Te fakty miały silnie powstrzymujący wpływ na ludzi
zastanawiających się nad wykorzystaniem wolności politycznej w
celu prawdziwej zmiany istniejącego stanu rzeczy w sposób,
jakiego wojskowe i gospodarcze elity by nie zaaprobowały. Na
dodatek takie próby niemalże uniemożliwiłyby praktykowanie
wolności słowa, strajkowanie i inne formy społecznego działania,
chroniąc i powiększając władzę pracodawcy nad swoimi płatnymi
niewolnikami oraz jego pozycję i bogactwo. Twierdzenie, że taki
ustrój opierał się na „wolności ekonomicznej”
sugeruje, że ci, którzy wysuwają takie tezy, nie mają
najmniejszego pojęcia o tym, czym naprawdę jest wolność.

Kropotkin przed laty zwrócił uwagę, że „wolność
prasy. . . i cała reszta swobód jest przestrzegana tylko wtedy,
gdy ludzie nie czynią z nich użytku przeciwko klasom
uprzywilejowanym. Ale tego dnia, kiedy lud zacznie wykorzystywać
je do podkopywania tychże przywilejów, te tak zwane swobody
zostaną wyrzucone za burtę”
[Wyznania zbuntowanego].
Chile to klasyczny przykład.

Ponadto Chile po Pinochecie nie jest typową „demokracją”.
Pinochet na przykład pozostaje dożywotnim senatorem, i wyznaczył
trzecią część senatorów (którzy mają prawo weta – i wolę
jego wykorzystania – aby powstrzymywać wysiłki w celu
wywalczenia zmian, jakie nie podobałyby się wojskowym). W
dodatku groźba interwencji armii znajduje się zawsze na czele
politycznych dyskusji. Zobaczyliśmy to w 1998 roku, kiedy to
Pinochet został aresztowany w Wielkiej Brytanii na podstawie
nakazu sądowego wydanego przez hiszpańskiego sędziego za
morderstwa popełnione na hiszpańskich obywatelach w czasie jego
rządów [a polscy politycy katoliccy pojechali pocieszać uwięzionego
dyktatora – przyp. tłum.]. Komentatorzy, szczególnie ci z
prawej strony, podkreślali, że aresztowanie Pinocheta może osłabić
„kruchą demokrację” w Chile przez sprowokowanie
wojskowych. Mówiąc inaczej, Chile było demokracją tylko do
takiego stopnia, do jakiego pozwalali na to wojskowi. Oczywiście,
nieliczni komentatorzy przyznawali, że znaczy to tylko tyle, że
Chile faktycznie nie jest jednak demokracją. Ale, jak pamiętamy,
Milton Friedman uważa, że Chile ma teraz „wolność
polityczną”.

Jest bardzo ciekawą rzeczą, że czołowy ekspert
chilijskiego „cudu gospodarczego” (używając słów
Miltona Friedmana) nie uważał, że polityczna wolność mogłaby
doprowadzić do „wolności ekonomicznej” (tzn.
wolnorynkowego kapitalizmu). Zdaniem Sergio de Castro, architekta
programu gospodarczego narzuconego krajowi przez Pinocheta,
faszyzm był niezbędny do wprowadzenia „wolności
ekonomicznej” ponieważ:

„ustanawiał trwały rząd; dawał władzom stopień
skuteczności, jaki nie był możliwy do uzyskania w
demokratycznym ustroju; umożliwiał też wprowadzenie modelu
rozwiniętego przez ekspertów i nie zależało to od społecznego
odzewu wywołanego jego zastosowaniem”
[cytat z
Silvii Bortzutzky, „Chłopcy z Chicago, bezpieczeństwo
socjalne i instytucje opiekuńcze w Chile”
, Skrajna
prawica a państwo opiekuńcze
, pod redakcją Howarda
Glennerstera i Jamesa Midgleya].

Innymi słowy, faszyzm był idealnym środowiskiem politycznym
do wprowadzenia „wolności ekonomicznej”, ponieważ
zniszczył polityczną wolność. Może więc powinniśmy dojść
do wniosku, że brak wolności politycznej jest zarówno niezbędny,
jak i wystarczający do stworzenia (i utrzymania) „wolnorynkowego”
kapitalizmu? A może utworzenie państwa policyjnego w celu
kontrolowania sporów zbiorowych w przemyśle, protestów społecznych,
związków zawodowych, stowarzyszeń politycznych itd. nie jest
niczym więcej jak tylko wprowadzeniem najmniejszej siły niezbędnej
do zapewnienia, że zasadnicze reguły, jakich wymaga
kapitalistyczny rynek do swojego działania, będą
przestrzegane?

Jak przekonuje Brian Barry w odniesieniu do rządu Thatcher w
Wielkiej Brytanii, który także znajdował się pod silnym wpływem
idei „wolnorynkowych” kapitalistów, takich jak Milton
Friedman i Frederick von Hayek, może tak jest:

„Niektórzy obserwatorzy twierdzą, że odkryli coś
paradoksalnego w fakcie, że rząd Thatcher łączy liberalną
indywidualistyczną retorykę z autorytarnym działaniem. Ale
nie ma tu żadnego paradoksu w ogóle. Nawet w warunkach
największych prześladowań. . . ludzie pragną działać
zbiorowo w celu poprawiania swoich spraw, i niezbędne są
potężne działania brutalnej siły, aby porozbijać te wysiłki
w skali organizacji i zmusić ludzi do realizowania swoich
interesów indywidualnie. . . pozostawieni sobie samym,
ludzie będą nieuchronnie dążyć do realizowania swych
interesów poprzez działania zbiorowe – w związkach
zawodowych, stowarzyszeniach dzierżawców, organizacjach społecznych
i władzach lokalnych. Dopiero dosyć bezwzględne
sprawowanie władzy centralnej może pokonać te dążenia:
stąd powszechne powiązania między indywidualizmem a
autorytaryzmem, dobrze zilustrowane przez fakt, że kraje
przedstawiane jako wzorcowe przez wolnorynkowców są, bez
wyjątku, autorytarnymi reżimami”
[„Utrzymujące
się znaczenie socjalizmu”
, w: Thatcheryzm,
pod redakcją Roberta Skidelsky’ego].

Nic zatem dziwnego, że reżim Pinocheta cechował się
autorytaryzmem, terrorem i rządami uczonych. Rzeczywiście, „wyszkoleni
w Chicago ekonomiści uwypuklali naukowy charakter swojego
programu i potrzebę zastąpienia polityki przez ekonomię, a
polityków przez ekonomistów. Dlatego podejmowane decyzje nie były
rezultatem woli władz, lecz zostały wyznaczone przez ich wiedzę
naukową. Wykorzystywanie wiedzy naukowej z kolei miało
ograniczyć władzę rządu, ponieważ decyzje będą podejmowane
przez technokratów i przez jednostki z sektora prywatnego”

[Silvia Borzutzky, Op. Cit.].

Oczywiście powierzenie władzy technokratom i siłom
prywatnym nie zmienia jej istoty – a tylko zmienia to, kto ją ma.
Reżim Pinocheta nie spowodował całkowitego zniesienia władzy
rządowej, ale raczej znaczące przesunięcie jej zakresu –
wycofanie się z ochrony indywidualnych praw na rzecz ochrony
kapitału i własności. Jak można było oczekiwać, tylko
bogaci na tym skorzystali. Klasy pracujące zostały poddane próbom
stworzenia „doskonałego rynku pracy” – a tylko terror
mógł obrócić ludzi w zatomizowane towary, jakich taki rynek
wymaga.

Może spoglądając na koszmar reżimu Pinocheta powinniśmy
zastanowić się nad słowami Bakunina, w których wskazuje on na
ujemne skutki kierowania społeczeństwem przez „ekspertów”
przy pomocy ksiąg naukowych:

„ludzka nauka jest zawsze i nieodzownie niedoskonała.
. . gdybyśmy mieli zmusić ludzi do praktycznego życia –
zarówno zbiorowego, jak i osobistego – w rygorystycznej i wyłącznej
zgodzie z najnowszymi przesłankami naukowymi, to skazalibyśmy
zarówno społeczeństwo, jak i jednostki na męczeńskie
cierpienia w łożu Madejowym, które wkrótce by ich zwichnęło
i udusiło, ponieważ życie zawsze jest nieskończenie większą
rzeczą niż nauka”
[Polityczna filozofia
Bakunina
].

Chilijskie doświadczenia rządów wolnorynkowych ideologów
potwierdzają słuszność stanowiska Bakunina bez cienia wątpliwości.
Chilijskie społeczeństwo zostało położone do Madejowego łoża
przy użyciu terroru, a jego życie zmuszone podporządkować się
założeniom wyczytanym w ekonomicznych podręcznikach. I, jak
udowodniliśmy w poprzedniej sekcji, tylko mający władzę albo
bogactwo wyszli dobrze na tym eksperymencie.

LEAVE A COMMENT