I.3.1 Co to jest „syndykat”?

  faq

Syndykat”, w znaczeniu w jakim będziemy używać tego określenia tutaj (zwany także „kooperatywą produkcyjną”, lub w skrócie „kooperatywą”, czasem też „kolektywem”, „komuną produkcyjną”, „zrzeszeniem wytwórców”, „fabryką cechu” lub „miejscem pracy cechu”) jest demokratycznie samozarządzanym przedsiębiorstwem, którego zasoby są kontrolowane przez pracowników. To przydatne ogólne określenie opisujące sytuację, do której dążą anarchiści, w której „zrzeszenia kobiet i mężczyzn, które […] uprawiają ziemię, pracują w fabrykach, kopalniach itd. same kierują produkcją.” [Kropotkin, Evolution and Environment, str. 78]

To znaczy, że tam gdzie praca jest kolektywna, „własność środków produkcji również powinna być kolektywna.” „Każdy warsztat, każda fabryka”, jak słuszne sugeruje James Guillaume, „zorganizuje się w stowarzyszenie pracowników, którzy będą mogli samodzielnie zarządzać produkcją i organizować swoją pracę tak jak to uznają za słuszne, tak długo jak prawa każdego pracownika są przestrzegane a zasady równości i sprawiedliwości są zachowane.” To tyczy się też ziemi, bo anarchizm dąży do rozwiązania „kwestii tego, jak najlepiej uprawiać ziemię i jaka forma własności jest najlepsza”. Nie ma znaczenia, czy chłopi „zachowują swoje pola i dalej uprawiają je z pomocą swoich rodzin” czy „przejmują kolektywnie własność nad potężnymi obszarami ziemi i wspólnie ją uprawiają”, jako, że „główny cel rewolucji” pozostaje wypełniony, czyli, że „ziemia należy do wszystkich tych, którzy ją uprawiają, a chłopi nie pracują już dla zysku bezczynnego wyzyskiwacza, który bogaci się na ich znoju”. Wszelcy „dawni pomocnicy” staną się wspólnikami i dzielić będą się […] produktami, które wspólną pracą pobierają z uprawianej ziemi” gdyż „Rewolucja obali rolnicze niewolnictwo płacowe i pańszczyznę a rolniczy proletariat będzie składał się w całości z wolnych pracowników żyjących w pokoju i dobrobycie”. W przypadku zakładów przemysłowych, wewnętrzna organizacja […] nie musi być identyczna; formy organizacji i procedury będą różnić się w zależności od preferencji zrzeszonych pracowników”. „Administrowanie społecznością” mogłoby być powierzone „pojedynczej osobie lub komisji wielu osób”, jednak zawsze wybranej przez wszystkich członków”. [“On Building the New Social Order”, str. 356–79, Bakunin on Anarchism, str. 363, str. 359, str. 360 and str. 361]

Należy pamiętać, że wolnościowy cel obalenia hierarchicznego kapitalistycznego miejsca pracy i położenia kresu pracy najemnej, poprzez zrzeszenie i zdemokratyzowanie przemysłu, jest tak stare jak sam anarchizm. Dlatego Proudhon w 1840 roku głosił, że celem jest społeczeństwo „posiadaczy pozbawionych panów” (a nie pracowników najemnych i lokatorów „kontrolowanych przez właścicieli”) z „przywódcami, instruktorami, nadzorcami” i innymi pozostającymi „wybieranymi spośród pracowników przez samych pracowników”. [What is Property?, str. 167 i str. 137]

Wzajemność, obopólność istnieje” twierdził Proudhon, „wtedy, gdy wszyscy pracownicy danego przemysłu, zamiast pracować na przedsiębiorcę, który opłaca ich i zatrzymuje dla siebie owoce ich pracy, pracują jedni na drugich, a zatem współpracują w celu stworzenia wspólnych produktów, z których zyski dzielą między sobą. Rozszerzając zasadę obopólności do jednoczenia pracy wszystkich grup społecznych, do Społeczności Pracowników jako jednostek, stworzymy cywilizację, w której wszystkie koncepcje – polityczne, ekonomiczne i estetyczne – radykalnie różnią się od wszystkich cywilizacji istniejących przed nią.” W skrócie: „Wszyscy zjednoczeni i wszyscy wolni”. [cyt. np. Martin Buber, Paths in Utopia, str. 29–30 i str. 30]

Ta koncepcja nie została wynaleziona przez Proudhona czy innych anarchistów. Została najpierw zaproponowana przez samych pracowników, a później podchwycona przez myślicieli takich jak Proudhon czy Bakunin. Zatem, ludzie pracujący sami doszli do tego fundamentalnego założenia libertariańskiego socjalizmu. Idea, że praca najemna powinna zostać zastąpiona przez pracę wspólną była głoszona w wielu różnych krajach w XIX wieku. We Francji stało się to podczas fali strajków i protestów, które rozpoczęły rewolucję z 1830 roku. W tamtym roku, paryscy drukarze wydawali gazetę (L’Artisan: Journal de la classe ouvriere), która głosiła, że jedynym sposobem na położenie kresu wyzyskowi pracowników przez klasę panów jest zakładanie kooperatyw. Podczas strajków z 1833 roku zostało to podłapane przez innych wykwalifikowanych robotników i kooperatywy zaczęły być postrzegane przez większość pracowników jako metoda wyzwolenia od pracy najemnej. Proudhon przejął nawet termin Mutualisme od pracowników z Lyonu na początku lat 40. XIX w., a ich idee kooperatywnych kredytów, wymiany i produkcji z pewnością wpłynęły na niego tak samo, jak on wpłynął na nie. W USA, jak zauważa Chomsky, „jeżeli cofniemy się do ruchu robotniczego z początków rewolucji przemysłowej, do prasy klasy pracującej w latach 1850, i późniejszych, ma ona silne nacechowanie anarchistyczne. Ci ludzie nigdy nie słyszeli o europejskim anarchizmie […] To było spontaniczne. Przyjęli za oczywistość, że praca najemna nie różni się wiele od niewolnictwa, że do pracowników powinny należeć fabryki”.[Anarchism Interview] Jak wykazaliśmy w sekcji F.8.6, była to typowa reakcja ludzi pracy na formujący się kapitalizm.

W wielu aspektach syndykat jest podobny do kooperatywy działającej w kapitalizmie. Proudhon wskazywał na takie eksperymenty jako przykłady tego, czego się domagał, z „kooperatywnymi stowarzyszeniami” jako kluczowy element jego powszechnej likwidacji” społeczeństwa kapitalistycznego. [General Idea of the Revolution, str. 203] Bakunin także dowodził, że anarchiści „są przekonani o tym, że kooperatywa będzie główną formą organizacji społecznej przyszłości, w każdej branży pracy czy nauki.”[Basic Bakunin, str. 153] Zatem, nawet na przykładzie ograniczonej liczby przykładów kooperatyw funkcjonujących na rynku kapitalistycznym, można dostrzec podstawy libertariańsko-socjalistycznej ekonomii. Podstawowa jednostka ekonomiczna, czyli miejsce pracy, będzie wolnym zrzeszeniem jednostek, które zorganizują swoją wspólną pracę jako równe sobie. Cytując znów Bakunina, „jedynie współpraca, czyli praca zorganizowana na zasadach wzajemności i kooperacji, jest odpowiednia w utrzymaniu […] cywilizowanego społeczeństwa.” [The Political Philosophy of Bakunin, str. 341]

Kooperacja w tym sensie oznacza, że decyzje związane ze zrzeszeniem pracowników będą podejmowane w oparciu o zasadę „jeden członek, jeden głos”, z pracownikami administracyjnymi wybieranymi przez wszystkich pracowników, i przed nimi odpowiedzialnymi. Słowami ekonomisty Davida Ellermana: „Każdy zakład pracy powinien zostać legalnie przekonstruowany jako spółka partnerska wszystkich, którzy w nim pracują. Każde przedsiębiorstwo powinno być demokratyczne i należeć do pracowników.” [The Democratic Worker-Owned Firm, str. 43] Anarchiści, co zrozumiałe, odrzucają Leninowską ideę, głoszącą, że przejęcie własności przez państwo oznacza koniec kapitalizmu, jako uproszczoną i mylną. Własność to relacja prawna. Prawdziwym zagadnieniem jest zarządzanie. Czy użytkownicy danego zasobu zarządzają nim? Jeśli tak, mamy do czynienia z prawdziwym (innymi słowy wolnościowym) socjalistycznym społeczeństwem. Jeśli nie, mamy do czynienia z formą społeczeństwa klasowego (np. w Związku Radzieckim państwo zastąpiło klasę kapitalistyczną, lecz pracownicy nadal nie mieli żadnej kontroli nad swoją pracą czy jej owocami).

Samozarządzanie pracownicze nie oznacza, jak twierdzą niektórzy apologeci kapitalizmu, że wiedza i umiejętności będą ignorowane, a wszystkie decyzje podejmowane przez wszystkich. To ewidentny sofizmat, jako, że np. inżynierowie mają szersze pojęcie o wykonywanej przez siebie pracy niż nie-inżynierowie, a w systemie samozarządzania pracowniczego będą ją bezpośrednio kontrolować:


Musimy jasno zrozumieć co dokładnie oznacza demokracja Rad pracowniczych, a przede wszystkim jak odbija się na relacjach pomiędzy różnymi klasami pracowników zrzeszonych w ramach jednej Rady. Skoro Rada zrzesza wszystkich pracowników, zarówno fizycznych jak i umysłowych wykonujących wspólny produkt lub usługę, jasne jest, że pomiędzy jej członkami będą występować duże rozbieżności w funkcjach, umiejętnościach technicznych, jak i rolach administracyjnych. Rada jako całość jak i fabryka do niej należąca nie mogą podejmować wszystkich decyzji poprzez masowe głosowanie, a demokracja Rad pracowniczych nie może oznaczać, że w każdym zagadnieniu wszyscy członkowie mają dokładnie taki sam głos. Powszechne głosowanie w kwestii technicznej, zrozumiałej tylko dla garstki ekspertów, byłoby absurdem, a nawet jeśli pominiemy kwestie bardziej zaawansowane, fabryka zarządzana poprzez ciągłe powszechne głosowania nie byłaby ani efektywna, ani nie stanowiłaby przyjemnego miejsca pracy. Będą w radach istnieć technicy zajmujący specjalne stanowiska ze względu na ich wiedzę i będzie też administracja posiadająca pewne przywileje ze względu zarówno na jej umiejętności, jak i osobiste kwalifikacje.”[G.D.H. Cole, Guild Socialism Restated, str. 50–51]

Fakt, że część decyzyjności zostaje w ten sposób oddelegowana, skłania niektóre osoby do pytania czy syndykat nie byłby zatem kolejną formą hierarchii. Odpowiedź jest taka, że nie byłoby to hierarchiczne, gdyż zebrania pracowników i ich rady, otwarte dla wszystkich pracujących, decydowałyby jakie rodzaje decyzji byłyby oddelegowane, zapewniając zatem utrzymanie ostatecznej kontroli przez ogół. Ponadto, władza nie byłaby oddelegowywana. Malatesta jasno podkreśla różnicę między decyzjami administracyjnymi, a politycznymi:

Oczywiście, w każdym dużym kolektywnym przedsięwzięciu, podział pracy, zarządzania technicznego, administracji itd. jest niezbędny. Jednakże autorytaryści niezdarnie usiłują grać na słowach, by stworzyć usprawiedliwienie dla istnienia rządu z jak najbardziej realnej potrzeby organizacji pracy. Rząd, jak warto powtórzyć, to zrzeszenie jednostek, które posiadły lub zdobyły możliwość tworzenia praw i zmuszenia innych do podporządkowania się; jednakże koordynator, inżynier itd. zostali wybrani lub przejęli odpowiedzialność za wykonanie pewnej pracy. Istnienie rządu oznacza oddelegowanie władzy, czyli pozbawienie inicjatywy i niezależności większości i oddanie ich w ręce mniejszości; administracja oznacza delegację pracy, czyli otrzymanych i powierzonych zadań, wolnej wymiany usług opartej na dobrowolnej umowie […] Nie należy mylić funkcji rządu z funkcją administracji, bo są one zupełnie różne, a jeśli dziś są ze sobą mylone to tylko ze względu na ekonomiczne i polityczne uprzywilejowanie.” [Anarchy, str. 41–2]

Jako, że władza pozostaje w rękach wszystkich pracowników, oczywistością jest, że organizacja wymagana dla każdego kolektywnego działania, nie może być zrównana z rządem. Pamiętajmy także, że kadry administracyjne są wybierane i rozliczane przez resztę zrzeszenia. Jeżeli na przykład okazałoby się, że jakiś rodzaj oddelegowanej roli decyzyjnej jest nadużywany, może być odwołany przez całokształt pracowników. Ze względu na tą oddolną formę kontroli, kluczowe role decyzyjne, które mogłyby stać się źródłem władzy (a zatem mogłyby mieć negatywny wpływ na życia wszystkich pracowników) nie byłyby oddelegowywane, lecz pozostałyby w rękach wszystkich pracowników. Na przykład role, które w kapitalizmie są egzekwowane w sposób autorytarny przez szefów, takie jak zatrudnianie i zwalnianie, wprowadzanie nowych metod produkcji i technologii, zmienianie linii produktów, przemieszczanie zakładów produkcyjnych, narzucanie natury i tempa pracy itd. pozostałyby w rękach pracowników i nie byłyby oddelegowane komukolwiek innemu.

Nowe syndykaty tworzone byłyby z inicjatywy jednostek spośród społeczeństwa. Byłyby to inicjatywy ze strony pracowników zrzeszonych już w syndykat, którzy chcieliby rozszerzyć produkcję, lub członków lokalnej społeczności, którzy zauważą, że obecnie istniejące syndykaty nie odpowiadają potrzebom w danej dziedzinie. Tak czy owak, syndykat byłby dobrowolnym zrzeszeniem mającym na celu produkcję użytecznych dóbr lub usług i pojawiałby się lub znikał w zależności od potrzeb. Zatem w anarchistycznym społeczeństwie syndykaty rozwijałby się spontanicznie w miarę zrzeszania się jednostek chcących sprostać swoim potrzebom, zarówno na poziomie lokalnym jak i międzyfederacyjnym.

Mając wspólny rdzeń w kooperatywnych miejscach pracy, różne formy anarchizmu widzą pracę na różne sposoby. W mutualizmie pracownicy organizują się w syndykaty i współdzielą ze sobą przychody i straty. Oznacza to że „w zarządzanej przez pracowników firmie nie ma czegoś takiego jak zysk, jedynie przychód dzielony pomiędzy jej członków. Bez pracowników najemnych taka firma nie posiada wynagrodzeń, a koszty zatrudnienia nie są wliczane w wydatki mające być odjęte od zysku, tak jak to jest w firmie kapitalistycznej […] Firma zarządzana przez pracowników nie opłaca najemników. Jest kolektywem pracowników którzy sami opłacają fundusze i potrzebne materiały.[Christopher Eaton Gunn, Workers’ Self-Management in the United States, str. 41–2] W ten sposób, jak twierdził Proudhon i jego zwolennicy, nie byłoby wyzysku a pracownicy otrzymywaliby cały owoc ich pracy. Należy zaznaczyć, że nie oznacza to, że pracownicy samodzielnie konsumują wszelkie przychody na własny rachunek (czyli brak inwestycji). Oznacza to, że pracownicy kontrolują co zrobić z przychodem ze sprzedaży, np. jak dużo zainwestować w firmę, a jak dużo rozdysponować między siebie do osobistej konsumpcji:

Gdyby pracownicy przejęliby całokształt produkcji, to oznaczałoby także przejęcie przez nich odpowiedzialności za własność użytkowaną w procesie produkcyjnym wraz z przejęciem wyprodukowanego przychodu. Nowi pracownicy musieliby opłacać dostawców pracy (np. dawnych pracowników), by dopełnić tej odpowiedzialności.” [Ellerman, Op. Cit., p. 24]

Zatem, w mutualizmie, nadwyżki (zyski) musiałyby być dzielone po równo między wszystkich członków kooperatywy lub dzielone nierównomiernie w zależności od rodzaju wykonywanej pracy, gdzie procenty przychodu będą podlegały demokratycznemu głosowaniu na zasadzie jeden pracownik – jeden głos. Zaletą kooperatyw pracownicze tego typu jest to, że uniemożliwiają one opresję pracowników przez kapitał, bo pracownicy nie są zatrudniani jako najemnicy, którym wypłaca się pensję, lecz stają się pełnoprawnymi partnerami w firmie. To oznacza, że pracownicy kontrolują zarówno produkt swojej pracy (dzięki czemu wartość dodana którą wyprodukują nie jest zawłaszczana przez uprzywilejowaną elitę), jak i jej warunki (a zatem nie sprzedają już swojej wolności innym). Nie-mutualistyczni anarchiści głoszą, że to w najlepszym wypadku jedynie krok w dobrym kierunku, a ostatecznym celem jest dystrybucja produktów zgodnie z potrzebami.

Produkcja w celu użytku, nie dla zysku/pieniędzy, jest kluczową różnicą między kolektywistycznymi i komunistycznymi formami anarchizmu a kompetytywnym mutualizmem głoszonym przez Proudhona. Są ku temu dwa powody. Po pierwsze, z powodu negatywnych oddziaływań rynków, które opisaliśmy w sekcji I.1.3 mogłyby sprawić, że kooperatywy stałyby się w efekcie „kolektywnymi kapitalistami” i konkurowałyby ze sobą na rynku równie brutalnie co zwykli kapitaliści. Jak opisał to Kropotkin, mimo że kooperacja miała „u swych podstaw […] charakter pomocy wzajemnej […] jest często określana jako ‘indywidualizm spółek akcyjnych’” i „w swojej obecnej formie ma tendencję do tworzenia kooperatywnego egoizmu, nie tylko wobec szerszej społeczności, lecz również między samymi kooperantami.” [Mutual Aid, str. 214] Mimo iż opisywał on kooperatywy działające w ramach kapitalizmu, jego wątpliwości pasują również do mutualistycznego systemu konkurujących ze sobą syndykatów. To doprowadziłoby też do sytuacji, w której siły rynkowe zmusiłyby pracowników do podejmowania irracjonalnych decyzji (zarówno ze społecznego jak i indywidualnego punktu widzenia). by utrzymać się na rynku. Dla mutualistów, ta „irracjonalność racjonalności” jest ceną, którą trzeba zapłacić, by zapewnić pracownikom otrzymanie pełnego owocu ich pracy, a jakakolwiek próba obejścia tego problemu niesie za sobą rozmaite zagrożenia wobec wolności. Inni anarchiści społeczni nie zgadzają się z tym. Głoszą, że współpraca między miejscami pracy może zwiększyć, nie ograniczyć wolność. Po drugie, jak to zostało opisane w sekcji I.1.4, dystrybucja oparta tylko i wyłącznie o pracę nie bierze pod uwagę różnorodności potrzeb pracowników (ani osób niepracujących, np. chorych, za młodych lub za starych). Z tego powodu mutualizm nie tworzy społeczeństwa, które satysfakcjonowałoby większość anarchistów, w którym ludzie kooperowaliby by poprawić życie wszystkich.

A co z dołączeniem do syndykatu? Słowami Cole, rady (syndykaty) są „otwartymi zrzeszeniami, do których dołączyć może każdy lub każda”, lecz „nie oznacza to oczywiście, że dowolna osoba może domagać się absolutnego prawa do dołączenia do wybranej przez siebie Rady.” Oznacza to, że mogą istnieć np. pewne wymagania szkoleniowe i oczywistym jest, że „osoba nie może dołączyć do Rady, chyba, że ta potrzebuje nowych rekrutów do pracy. [Pracownik] będzie miał wolny wybór, ale tylko spośród wolnych stanowisk.” [Op. Cit., str. 75] Jak zaznacza David Ellerman, należy podkreślić, że „rynek pracowników nie istniałby” w samozarządzanej gospodarce, jako, że pracownicy „zawsze byliby szczątkowymi petentami” To oznacza, że kapitał nie zatrudniałby pracowników jak w kapitalizmie, lecz pracownicy szukaliby spółek do których mogliby dołączyć. „Istniałby rynek pracy w znaczeniu, w którym ludzie szukaliby przedsiębiorstw, w których mogliby pracować, jednakże nie byłby to rynek pracowników, w znaczeniu sprzedaży pracy w ramach umowy o pracę.” [Op. Cit., str. 91]

Wszystkie szkoły anarchizmu społecznego zatem oparte są na założeniu, że dany syndykat ma prawo do użytkowania zakładu pracy, podczas gdy jego własność byłaby uspołeczniona, nie ograniczona jedynie do jego pracowników. To oznaczałoby swobodny dostęp do środków produkcji, jako, że nowi członkowie syndykatu mieliby te same prawa i możliwości co istniejący. Gdyby tak nie było, nowi członkowie byliby niewolnikami płacowymi starszych, a w końcu anarchiści dążą do uspołecznienia właśnie po to, by tego uniknąć (zob. sekcja I.3.3). Dzięki uspołecznieniu, swobodny dostęp jest zagwarantowany, a zatem wszyscy pracownicy są w tym samym położeniu, zapewniając samozarządzanie i uniemożliwiając powrót do hierarchii w miejscu pracy.

Oczywiście, tak jak w każdym innym społeczeństwie, jednostka może nie mieć możliwości pracowania w zawodzie, który najbardziej ją interesuje (chociaż ze względu na naturę anarchistycznego społeczeństwa, miałaby dość wolnego czasu, by podjąć się jej jako hobby). Jednakże, możemy przewidzieć, że anarchistyczne społeczeństwo dążyłoby do zapewnienia sprawiedliwej redystrybucji pracy, a zatem do zorganizowania rotacji pracy, jeżeli dane zajęcie okaże się popularne (zob. sekcję I.4.13 o kwestii tego kto wykonywałby nieprzyjemną pracę i szerzej o rozdziale pracy w anarchistycznym społeczeństwie).

Jasnym jest, że istnieje ryzyko sytuacji, w której syndykat lub rada będzie próbować ograniczyć wstęp do siebie z jakiegoś ukrytego zamiaru, takiego jak wykorzystanie siły swojego monopolu względem innych grup społecznych. Jednakże w społeczeństwie anarchistycznym, jednostki mogłyby swobodnie tworzyć własne syndykaty, a to zapewniłoby daremność takiego działania. Ponadto, w nieindywidualistycznym anarchizmie, syndykaty byłyby częścią federacji (zob. I.3.4). Międzysyndykatowe kongresy byłyby odpowiedzialne za pilnowanie, by członkostwo i zatrudnienie nie były ograniczane w sposób antyspołeczny. Jeżeli jednostka lub grupa jednostek uzna, że zostali niesprawiedliwie wykluczeni z syndykatu, kongres rozpocznie śledztwo w tej sprawie. W ten sposób, jakiekolwiek próby ograniczenia wstępu zostałyby ukrócone (zakładając, że w ogóle miały one miejsce). Jednostki mają też oczywiście możliwość formować nowe syndykaty lub opuścić federację wedle swojej woli.

Wraz z kwestią wstępu do syndykatów pojawia się także kwestia wystarczającej ilości miejsc dla szukających pracy (coś co można by określić jako „bezrobocie”). W końcu ilość dostępnych stanowisk zawodowych w danym miejscu pracy zawsze jest ograniczona: dołączanie się kolejnych osób do syndykatu nie miałoby większego sensu, jeżeli brakowałoby maszyn lub materiałów przy których miałyby pracować! Czy samozarządzana gospodarka zapewniłaby wystarczającą ilość miejsc dla tych, którzy ich pragną?

Co niezbyt zaskakujące, ekonomia neoklasyczna twierdzi, że nie i równie przewidywalnie, ten wniosek nie został wysnuty w oparciu o dowody empiryczne, lecz abstrakcyjny model opracowany w 1958 roku. Ten model oparty jest o implikację, że zarządzana przez pracowników spółka („Illyriańska”) będzie dążyć do maksymalizacji dochodu każdego z pracowników, nie, jak w firmie kapitalistycznej, maksymalizacji zysku netto. To skutkuje różnymi perwersyjnymi skutkami w porównaniu do firmy kapitalistycznej. Czyni to gospodarkę opartą na kooperatywach skrajnie niestabilną i nieefektywną, oraz prowadzi do zwalniania pracowników przez kooperatywy, gdy ceny idą w górę, gdyż to maksymalizuje dochód pozostałych zatrudnionych. Zatem, kooperatywny system kończy się „zmniejszoną produkcją i zmniejszonym nakładem pracy niż jego kapitalistyczny odpowiednik”.[Benjamin Ward, “The Firm in Illyria: Market Syndicalism”, pp. 566–589, The American Economic Review, Vol. 48, No. 4, str. 580]

Oczywiście grubiańskim byłoby zaznaczenie, że wbrew teorii, realny kapitalizm naznaczony jest powszechnym bezrobociem (jak zostało zaznaczone w sekcji C.1.5, nie jest to zaskakujące, skoro na tym opiera się władza szefów nad ich niewolnikami płacowymi). Równie grubiańskim byłoby przywołanie słów pewnego Jugosławiańskiego ekonomisty, opisującego jak „przewidywania tej teorii nie mają absolutnie nic wspólnego z zaobserwowanymi faktami.” [Branko Horvat, “The Theory of the Worker-Managed Firm Revisited”, str. 9–25, Journal of Comparative Economics, vol. 10, nr. 1, str. 9] Jak podsumowuje David Ellerman:

Nawiasem należy zaznaczyć, że istnieje cała literatura akademicka nt. tzw. ‘firmy Illyriańskiej’ […] Główną osobliwością tego modelu jest założenie przez niego, że ta firma zwalniałaby swoich pracowników, jeżeli miałoby to zwiększyć zyski pozostałych. Wynikające z tego krótkookresowe wypaczenia zaskarbiły sympatię do tego modelu kapitalistycznych ekonomistów. Jednak model Illyriański stanowi jedynie zabawkę akademicką w szerszej tradycji współczesnej ekonomii. Przewidziane przez niego krótkookresowe zachowanie nie zostało zaobserwowane ani w Jugosławii, ani nigdzie indziej, a zarządzane przez pracowników firmy, takie jak kooperatywy Mondragon traktują członkostwo jako krótkoterminowy współczynnik stały […] Stąd będziemy dalej traktować model Illyriański z zasłużoną pobłażliwością.” [Op. Cit., str. 150]

Potwierdzają to również doświadczenia samozarządzanych kolektywów w czasach Rewolucji Hiszpańskiej, wówczas kolektywy dzieliły się wzajemnie pracą, by uniknąć zwalniania pracowników w czasach ekonomicznych trudności spowodowanych Wojną Domową (np. jeden z kolektywów „ustanowił trzydniowy tydzień pracy, dzieląc dostępną pracę między wszystkich pracujących w fabryce – unikając tym bezrobocia – i dalej wypłacał wszystkim ich wynagrodzenia” [Martha A. Ackelsberg, Free Women of Spain, str. 101]).

Musimy zatem „odwoływać się do empirycznej rzeczywistości i zdrowego rozsądku” gdy analizujemy poglądy neoklasycznych ekonomistów na temat kooperatyw. „Dowody empiryczne podtrzymują” twierdzenie, że ten model jest wadliwy. „Nie było nigdy tendencji do zwalniania pracowników przez innych pracowników w dobrych czasach. Nawet w złych czasach, zwolnienia są rzadkością.” Co oczywiste, „na krótką metę, firma zarządzana przez pracowników zachowuje się podobnie co firma kapitalistyczna”. a pracownicy są przyjmowani do kolektywu by sprostać wzrostom popytu. [David Schweickart, Against Capitalism, str. 91, str. 92 i str. 93] Podsumowuje to ekonomista Geoffrey M. Hodgson:

Większość dowodów, które posiadamy na temat działania istniejących kooperatyw pracowniczych pokazuje, że reagują one na zmiany w cenach rynkowych podobnie do firm kapitalistycznych […] Co za tym idzie, podstawowe założenia tego modelu są sprzeczne z dowodami.” [Economics and Utopia, str. 223–4]

Zatem, jak zauważa Branko Horvat, mimo wykreowania przez analizę neoklasyczną konkretnych przewidywań, „sam fakt, że nic takiego nie zostało nigdy zaobserwowane w realnie istniejących gospodarkach nie wzrusza nimi”. Co najwyżej twierdzą, że „samozarządzana firma może nie zachowuje się tak, jak przewiduje to teoria, ale jest tak dlatego, że zachowuje się ona irracjonalnie. Jeżeli coś jest nie tak, to nie z teorią, lecz z rzeczywistością. Co ciekawe, jeżeli założymy, że kapitalistyczne firmy „maksymalizują współczynnik zysku, zysku od zainwestowanej kwoty”, a nie całkowity zysk, wówczas teoria neoklasyczna „generuje równie absurdalne rezultaty.” To dlatego wynaleziono różnicę między procesami krótkofalowymi i długofalowymi, tak, że w krótkofalowym ilość kapitału pozostaje stała. Jeżeli przełożymy to na kooperatywę, tak, że „w procesie krótkofalowym pracownicy pozostają stałą”, wówczas rzekome problemy ze spółkami zarządzanymi przez pracowników znikają. Nie trzeba wspominać, że realna kooperatywa działa w oparciu o założenie, że pracownicy są stałą, i kiedy „pracownicy nie są już zatrudniani” to oznacza, że pracownicy-zarządcy „nie zwalniają swoich kolegów i koleżanek kiedy interes idzie słabo; zmniejszają czas pracy albo pracują przy inwentaryzacji. Kiedy popyt tymczasowo się zwiększa, wyrabiają nadgodziny lub angażują pracowników z zewnątrz.” [Op. Cit., str. 11–13]

W skrócie, neoklasyczna teoria firmy zarządzanej przez pracowników ma tak wiele wspólnego z realną kooperatywą, co neoklasyczna ekonomia z realnym kapitalizmem. Co znaczące, austriaccy ekonomiści zazwyczaj popierają neoklasyczną teorię kooperatyw (po części z pewnością dlatego, że potwierdza ich niechęć do wszelkich form socjalizmu). Nawet ekonomiści przychylni samozarządzaniu, tacy jak David L. Prychitko akceptują ją, krytykując jedynie dlatego, że „redukuje firmę do krótkofalowej funkcji obiektywnej” i „tak długo jak wejście na rynek jest dozwolone, zarządzany przez pracowników rynek omija jakikolwiek potencjalny problem niestabilności.” [Markets, Planning and Democracy, str. 81] Mimo słuszności, ta krytyka zupełnie omija meritum sprawy. Tak, na dłuższą metę powstałyby inne kooperatywy i zwiększały podaż, zatrudnienie itp., jednak nie powinno przesłaniać nam to ograniczeń założeń teorii neoklasycznej.

Podsumowując, syndykaty są dobrowolnymi zrzeszeniami pracowników, którzy zarządzają własnym miejscem pracy i samą pracą. Wewnątrz syndykatów, decyzje, które wpływają na rozwój zakładu pozostają w rękach tych, którzy w nich pracują. Ponadto, oznacza to, że każda sekcja siły roboczej sama zarządza swoją działalnością i podziałem, oraz, że wszyscy pracownicy wybrani do pozycji kierujących (czyli np. „zarząd”) są podlegli wybraniu i odwołaniu przez wszystkich tych, na których odbijają się ich decyzje. Samozarządzanie pracownicze jest omówione w kolejnej sekcji.

Na koniec dwie rzeczy. Po pierwsze, jak zauważyliśmy w sekcji G.1.3 część anarchistów indywidualistycznych, chociaż nie wszyscy, nie sprzeciwiała się (bezwyzyskowej) pracy najemnej i nie podkreślała roli kooperatyw jako centralnej dla ich ideologii. Takie stanowisko stanowi znaczną mniejszość w tradycji anarchistycznej, ze względu na jej niespójność z ideałami wolnościowymi oraz małe prawdopodobieństwo na ukrócenie wyzysku klasy pracującej (zob. sekcja G.4.1), więc większość anarchistów uważa taką formę indywidualizmu za sprzeczną z anarchizmem (zob. sekcja G.4.2). Ponadto, należy zaznaczyć, że jednostki, które nie chcą dołączyć do syndykatów, będą mogły pracować same na siebie. Nie ma czegoś takiego jak „przymusowa kolektywizacja” w żadnej formie wolnościowego socjalizmu, bo zmuszanie ludzi jest nie do pogodzenia z podstawowymi założeniami anarchizmu. Te osoby, którzy chcą pozostać samozatrudnione, będą miały swobodny dostęp do zasobów produkcyjnych, których potrzebują, pod warunkiem, że nie będą próbowały zmonopolizować więcej niż sami potrafią wykorzystać wraz ze swoimi rodzinami ani nie próbują zatrudniać innych do pracy najemnej (zob. sekcja I.3.7).

LEAVE A COMMENT