I.6 A co z “tragedią wspólnego pastwiska”?

  faq

Pojęcie “tragedii wspólnego pastwiska” to fraza, której niektórzy używają, by opisać dlaczego, ich zdaniem, wspólne zasoby będą destrukcyjnie nadużywane. Po raz pierwszy wprowadził to pojęcie Garret Hardin w grudniu 1968 [„The Tragedy of the Commons„, Science, Vol. 162, No. 3859, str. 1243-1248]. Szybko stało się popularne wśród tych, którzy optowali przeciw jakiejkolwiek formie wspólnej własności lub socjalizmowi i stało się podstawą wielu argumentów za prywatyzacją.

Co niezbyt zaskakujące, biorąc pod uwagę jego popularność wśród obrońców kapitalizmu i neoklasycznych ekonomistów, argument Hardia był czystym eksperymentem myślowym nie popartym żadnymi empirycznymi dowodami. Zaproponował scenariusz, w którym wspólne pastwisko było dostępne wszystkim lokalnym pasterzom, wypasali oni na nim swoje trzody. Hardin dodał do tego założenia kilka standardardowych dla neoklasycznej ekonomii założeń, twierdząc, że każdy pasterz starałby się trzymać jak najwięcej swojego bydła na wspólnym pastwisku, by maksymalizować swoje wpływy. Skutkowałoby to nadużywaniem pastwiska i niszczeniem środowiska, ponieważ koszty wypasania dodatkowych zwierząd ponosiliby wszyscy korzystający z pastwiska, podczas gdy zyski przypadałyby indywidualnym pasterzom. Jednak to, co jest racjonalne, gdy działa się w pojedynkę, staje się irracjonalne w grupie, kiedy każdy pasterz, działając w pojedynkę, robi to samo. Ostateczny efekt działań jednostek to utrata środków do życia wszystkich pasterzy, kiedy ziemia przestaje nadawać się do użytku.

Jego artykuł był wykorzystywany, by usprawiedliwiać zarówno nacjonalizację, jak i prywatyzację wspólnych zasobów (to pierwsze często poprzedzało to drugie). Ponieważ własność państwowa wypadła z łask, wnioski z tego eksperymentu logicznego są równie powszechne co proste: tylko prywatyzacja wspólnych zasobów może zapewnić, że będą wydajnie wykorzystywane i zapobiec ich nadużywaniu i zniszczeniu. Ponieważ esej Hardina powstał przed rozkwitem neoliberalizmu w latach 70-tych, często odnosili się do niego ci, którzy pragnęli prywatyzacji przemysłu państwowego i usunięcia instytucji komunalnych w społecznościach plemiennych w trzecim świecie. Fakt, że poskutkowało to koncentracją bogactwa w kilku parach rąk nie powinien nikogo dziwić.

To jasne, że jest wiele problemów z analizą Hardina. Po pierwsze był to czysty eksperyment myślowy i jako taki nie był poparty historyczną czy współczesną praktyką. Inaczej mówiąc, nie odzwierciedlało realiów pastwisk jako instytucji społecznej. Tak zwana „tragedia wspólnego pastwiska” nie opierała się na faktach. W rzeczywistości jest to nałożenie „tragedii darmowego dla wszystkich” na wspólnie posiadane zasoby (w tym przypadku, ziemię). Tak naprawdę pastwiska nigdy nie były zasobami „darmowymi dla wszystkich” i podczas gdy te drugie mogłyby być nadużywane i niszczone, te pierwsze przetrwały tysiące lat. Więc, na nieszczęście zwolenników własności prywatnej, którzy regularnie powołują się na „tragedię wspólnego pastwiska”, zwyczajnie pokazują własną ignorancję co do tego, czym tak naprawdę jest wspólna własność. Jak zauważa socjalista Allan Engler:

Zwolennicy kapitalizmu powołują się na to, co nazywają tragedią wspólnego pastwiska, by wyjaśnić bezmyślne grabieże lasów, ryb i dróg wodnych, ale to nie wspólna własność jest problemem. Kiedy własność należała do plemion, klanów i wsi, ludzie brali nie więcej niż ich przydział i szanowali prawa innych. Dbali o wspólną własność i, kiedy trzeba, działali razem, by bronić jej przed tymi, którzy by ją niszczyli. W kapitalizmie nie ma wspólnej własności (własność publiczna jest formą własności prywatnej, własności należącej do rządu jako osoby korporacyjnej). Kapitalizm uznaje tylko własność prywatną i własność darmową dla wszystkich. Nikt nie odpowiada za własność darmową dla wszystkich do momentu, kiedy ktoś nie uzna jej za własną. Ma on wtedy prawo robić z nią co chce, wybitnie kapitalistyczne prawo. W przeciwieństwie do własności wspólnej czy osobistej własność kapitalistyczna nie jest wyceniana za samą siebie lub za swoją użyteczność. Jest wyceniana za dochody, jakie może przynieść właścicielowi. Jeśli kapitalistyczny właściciel może zwiększyć swoje dochody usuwając ją, ma do tego prawo.” [Apostles of Greed, str. 58-59]

Dlatego, jak twierdził Colin Ward, „[l]okalna, ludowa kontrola jest najpewniejszym sposobem uniknięcia tragedii wspólnego pastwiska” [Reflected in Water, str. 20]. Biorąc pod uwagę, że społeczeństwo społecznych anarchistów to społeczeństwo komunalne i zdecentralizowane, nie musiałoby się bać nieracjonalnego nadużywania wspólnie posiadanych i wykorzystywanych zasobów.

Prawdziwy problem leży więc w tym, że wielu ekonomistów i socjologów łączy scenariusz Hardina, w którym niezarządzane zasoby są darmowe dla wszystkich z trwającą tysiące lat sytuacją, w której wspólne zasoby są zarządzane przez wiejskie i plemienne społeczności. Przykładowo, historyk E.P. Thompson zauważył, że Hardin „nie miał wiedzy historycznej„, kiedy zakładał, że wspólne pastwiska byłyby otwarte dla wszystkich. W rzeczywistości wspólna własność była zarządzana poprzez wzajemne umowy pomiędzy tymi, którzy z niej korzystali. W szerokim studium na ten temat Thompson ukazał, że „argument [mówi], że skoro wspólne zasoby do nikogo nie należą i nie są przez nikogo chronione, nieubłagana ekonomiczna logika skazuje je na nadużwanie […] mimo, że brzmi to sensowanie, zapomina, że posiadacze wspólnej własności też mieli zdrowy rozsądek. W różnych czasach i miejscach użytkownicy wspólnej własności wytworzyli szeroki wachlarz instytucji i sankcji społecznych, które nakładały ograniczenia i normy […] Z upadkiem starych […] instytucji wpadali w pustkę, w której wpływy polityczne, siły rynkowe i ludowe twierdzenia konkurowały ze sobą, bez wspólnych zasad” [Customs in Common, str. 108fn i str. 107]. Colin Ward zwraca uwagę na bliższy nam przypadek Hiszpanii po zwycięstwie Franco:

Historia wód hiszpańskich ukazuje, że tragedia wspólnego pastwiska to nie to, co przedtsawił Garrett Hardin. Wspólna kontrola wytworzyła złożyny i wyszukany system równych przydziałów dla wszystkich. Własność prywatna, którą preferuje Hardin, skutkowała w egoistycznym indywidualizmie, ktory uwazal za nieunikniony w przypadku publicznego dostępu lub wyniosłej obojętności dużych posiadaczy ziemskich.” [Op. Cit., str. 27]

Tak więc przez jakiś czas esej Hardina „był wykorzystywany jako argument za prywatyzacją wspólnej własności. Teraz dobrze wiadomo, że argument Hardina to wcale nie tragedia wspólnej własności […] Argument Hardina to problem nie wspólnej własności, ale otwartego dostępu w kontekście prywatnej własności konkretnych zasobów” [John O’Neill, Markets, Deliberation and Environment, str. 54]. Co ważne, później Hardin przyznał się do błędu i odnotował, że „to dla mnie jasne, że tytuł mojej oryginalnej pracy powinien brzmieć ‚Tragedia niezarządzanego pastwiska’ […] Rozumiem, dlaczego mogłem wprowadzić innych w błąd” [cytowany przez O’Neilla, Op. Cit., str. 199]. Ale, oczywiście, szkody zostały już wyrządzone.

Jest coś bardzo aroganckiego w twierdzeniach Hardina, ponieważ generalnie zakłada, że rolnicy nie potrafiliby zauważyć pewnej katastrofy i odpowiednio zmienić swojego zachowania. Tutaj, widocznie, wkraczają oświecone elity (rządowe i ekonomiczne). Jednak, w prawdziwym świecie, mali rolnicy (i inni) stworzyli własne instytucje i zasady mające konserwować zasoby i zapewniać, że ich społeczności będą miały zasoby potrzebne, by przetrwać. Innymi słowy Hardin zignorował to, co faktycznie dzieje się na prawdziwym wspólnym pastwisku, konkretnie kontrolę społeczną i samoregulacje zaangażowanych społeczności wytwarzających służące do tego odpowiednie instytucje ludowe.

Z pewnością bardzo osobisty fakt, że ludzie przez stulecia żyli w społecznościach ze wspólną własnością i nie nadużywali jej obala najbardziej podstawowe założenia Hardina. „Jeśli źle rozumiemy prawdziwą naturę wspólnej własności„, twierdzi uczona Susan Jane Buck Cox, „źle też rozumiemy skutki upadku tradycyjnego systemu wspólnej własności. Być może to, co rzeczywiście miało miejsce nie było ‚tragedią wspólnego pastwiska’, ale triumfem: przez setki lat – może tysiące, choć nie ma spisanych dokumentów udowadniających dłuższą epokę – ziemia była skutecznie zarządzana przez społeczności.” To wskazuje, że mamy do czynienia z „mitem tragedii wspólnego pastwiska„, wywodzącym się z argumentu, który jest „historycznie błędny” ponieważ „wspólna własność była uważnie i skrupulatnie regulowana„. Zwraca uwagę na szerszy problem, mianowicie na to, czy „nasze postrzeganie natury ludzkości nie jest skrzywione” ponieważ „wydaje się całkiem prawdopodobne, że gdyby ‚ekonomiczny człowiek’ zarządzał wspólną własnością naprawdę doszłoby do tragedii„, więc „być może zarządzał nią ktoś inny” [„No Tragedy on the Commons„, str. 49-61, Environmental Ethics, vol. 7, str. 60, str. 53, str. 56 i str. 61].

Jeden ekonomista zauważył, że „tragedia wspólnego pastwiska” ma sens tylko, jeśli założenia neoklasycznej ekonomii uzna się za pewne. Jeśli założymy zatomizowane jednostki korzystające z niezarządzanej ziemi, konkluzje Hardina automatycznie mają sens. Jednak „jeśli własność była rzeczywiście wspólna, sugerowałoby to konieczność instytucjonalnych umów […] pomiędzy współwłaścicielami, by ustalać decyzje co do zarządzania zasobami. By ująć to jaśniej, by wspólna własność była prawdziwie wspólną własnością musiałaby istnieć w formie instytucji„. To dokładnie takie rodzaje ludzkich instytucji neoklasyczna ekonomia ignoruje, więc „tak zwana ‚tragedia wspólnego pastwiska’ jest raczej ‚tragedią metodologicznego indywidualizmu’„. Jak zauważa wielu krytyków w artykule jest wiele „błędów konceptualnych” i były one „systematycznie powtarzane przez ekonomistów„. Podsumowując, „tak zwana tragedia wspólnego pastwiska nie ma nic wspólnego ze wspólną własnością, ale z niekontrolowanym i nieregulowanym dostępem” [F. Aguilera-Klink, „Some Notes on the Misuse of Classic Writings in Economics on the Subject of Common Property„, str. 221-8, Ecological Economics, No. 9, str. 223, str. 221, str. 224 i str. 226].

To samo można powiedzieć przeciw tym, którzy twierdzą, że doświadczenia stalinizmu w bloku wschodnim i gdzie indziej dowodzą, że własność publiczna prowadzi do zanieczyszczania i niszczenia zasobów naturalnych. Takie argumenty również pokazują brak świadomości czym wspólna własność właściwie jest (to nie przypadek, że propertariańska prawica korzysta z takiego argumentu). A to dlatego, że zasoby, o których mowa, jak powiedzieliśmy w sekcji B.3.5, nie były wspólnie posiadane ani zarządzane – fakt, że te państwa były dyktaturami wykluczał ludową kontrolę zasobów. Dlatego stalinizm tak naprawdę nie ukazuje zagrożeń posiadania wspólnej lub publicznej własności. Raczej pokazuje zagrożenia, jakie stawia nie poddawanie tych, którzy zarządzają takim czy innym zasobem, kontroli społecznej (i nie jest przypadkiem, że USA jest znacznie bardziej zanieczyszczone od zachodniej europy – w USA, podobnie jak w ZSRR, ci, którzy kontrolują zasoby nie podlegają społecznej kontroli, więc przerzucają zanieczyszczenie na społeczeństwo). Stalinizm ukazuje zagrożenia państwowej własności zasobów (nacjonalizacja) a nie wspólnie posiadanych zasobów (socjalizacja), szczególnie, kiedy państwo, o którym mowa, nie jest poddane nawet ograniczonej kontroli, jaką sugeruje demokracja reprezentatywna.

To zamieszanie wokół publicznej i państwowej własności zasobów było, oczywiście, wykorzystywane, by usprawiedliwiać kradzież wspólnej własności przez bogatych i państwo. Ciągłe przyzwalanie na to „zamieszanie” w debacie publicznej, jak dalsze powoływanie się na oryginalną i błędną „tragedię wspólnego pastwiska” Hardina, wynika z pożyteczności tej teorii dla bogatych i wpływowych, którzy mają konkretny interes w podważaniu przedkapitalistycznych form społecznych i kradzieży społecznych zasobów. Większość przykładów wykorzystywanych, by uzasadnić „tragedię wspólnego pastwiska”, to fałszywe przykłady, oparte na sytuacjach zakładających kontekst społeczny drastycznie inny od tego, jaki ma miejsce kiedy rzeczywiście korzysta się z wspólnej własności.

W rzeczywistości „tragedia wspólnego pastwiska” pojawia się dopiero, gdy bogactwo i własność prywatna, wspierane przez państwo, zaczynają wgryzać się w życie wspólnoty i je niszczyć. Wskazuje na to fakt, że wspólna własność istniała przez tysiące lat i zniknęła dopiero po tym, jak powstanie kapitalizmu – i silnego, scentralizowanego państwa, jakie jest mu potrzebne – zniszczyło wspólnotowe wartości i tradycje. Bez wpływów koncentracji bogactwa i państwa ludzie zbierają się razem i dochodzą do porozumienia co do wykorzystywania wspólnych zasobów i robili tak od tysięcy lat. Tak wspólna własność była skutecznie zarządzana, zanim bogaci podjęli próby zwiększenia swoich zasobów i odmówienia biednym dostępu do ziemi w celu uczynienia ich całkowicie zależnymi od władzy i zachcianek klasy posiadającej.

Tak więc, jak zaznaczył Kropotkin, państwo „systematycznie wypleniało wszelkie instytucje, w jakich wcześniej wyrażała się tendencja wzajemnej pomocy. Społeczności wiejskie były pozbawiane swoich instytucji ludowych, swoich sądów i niezależnej administracji; ich ziemie były konfiskowane.” [Mutual Aid, str. 182] Możliwości swobodnej dyskusji i umów zostały zniszczone w imię „absolutnych” praw własności i władzy, jaka się z nimi wiąże. Zarówno wpływy polityczne jak i siły rynkowe były, i są, zdominowane przez bogatych: „Były dwa przypadki wymagające abosolutnej precyzji: proces sądowy i proces wykluczenia. W obu ci, którzy mieli władzę i portfele byli uprzywilejowani w stosunku do pomniejszych użytkowników.” Popularne opinie niewiele znaczyły w obliczu państwa egzekwującego prawa własności w interesie zamożnych. Ostatecznie, „Parlament i prawo narzuciły kapitalistyczne definicje wyłącznej własności na grunty” [Thompson, Op. Cit., str. 134 i str. 163]. Jak sugerował Cox, wielu mieszkańcom „odmówiono prawnych rozwiązań w przypadku nielegalnych nadużyć potężniejszych właścicieli ziemskich” a „[s]ponsorowana przez bogatych właścicieli ziemskich, reforma rolna była często niczym innym, jak wyszukaną kradzieżą ziemi.” [Op. Cit., str. 58 i str. 59] Gerrard Winstanley, Digger (i proto-anarchista), wyrażał tylko szeroko rozpowszechnioną opinię, kiedy narzekał, że „w parafiach, gdzie leżą wspólne pastwiska, bogacze z Norman Freeholders lub nowi (bardziej pożądliwa) szlachta wpycha na wspólne ziemie za dużo owiec i bydła tak, że podrzędni mieszkańcy i biedni pracownicy mogą z trudem utrzymać krowę, a połowa z nich umiera z głodu.” [cytowany przez Maurice Dobb, Studies in the Development of Capitalism, str. 173]. Klasa pracująca jest „zostawiana sama” tylko, by głodować.

Jak mówiliśmy w sekcji F.8, podział był częścią szerszego programu państwowego narzucania kapitalizmu społeczeństwu. Oczywiście, zwolennicy kapitalizmu często usprawiedliwiali podział zwiększoną produktywnością, która miała, jak twierdzą, z niego wynikać (w efekcie, powtarzając wcześniejszy i błędny argument Locke’a – zobacz sekcję B.3.4). Są wobec tego trzy obiekcje. Po pierwsze, nie można założyć, że zwiększona produktywność nie mogła zostać osiągnięta poprzez zachowanie wspólnej własności i wprowadzenie na niej udaskonalonych rozwiązań i technologii, które przyczyniły się do zwiększania produktywności po podziale. Po drugie, ignoruje kluczową kwestię wolności i zastępuje ją własnością (uznaje zwiększanie bogactwa za ważniejsze niż ograniczanie wolności klasy pracującej). Po trzecie, i ważniejsze, to paternalistyczne uzasadnienie przymusu i działania państwa nie łączy się dobrze ze dzisiejszym sprzeciwem takich apologetów wobec (niektórych form) interwencji państwowej (takich jak podatki i społeczna reforma rolna). Jeśli „cel uświęca środki” (do czego sprowadzają się ich argumenty) w przypadku wiejskiej klasy pracującej, nie mają żadnych podstaw, by sprzeciwiać się opodatkowaniu bogatej elity lub pro-robotniczej reformie rolnej w demokracji lub powszechnej rewolucji społecznej.

Podsumowując. Argument tragedii wspólnego pastwiska” jest konceptualnie i empirycznie błędny (co nie dziwi, skoro nie został poparty żadnymi empirycznymi dowodami). Niestety nie powstrzymało to Hardina i innych, zainspirowanych jego argumentem, przed sugerowaniem rozwiązań opartych na raczęj wątpliwym rozumieniu historii i ludzkości. Być może to nie takie dziwne, biorąc pod uwagę, że założenia Hardina (które kierują jego konkluzjami) opierają się nie na realnych ludziach czy dowodach historycznych, ale raczej na fundamentalnych składnikach kapitalistycznej teorii ekonomii. W kapitalizmie i krótkoterminowości wymuszonej siłami rynkowymi łatwo sobie wyobrazić, że pragnienie zysku przeważyłoby nad interesem, jaki osoba ma w długoterminowym przetrwaniu jej społeczności, taka perspektywa jest stosunkowo nowa w historii ludzkości.

Tak naprawdę wspólna własność wytwarza silny bodziec, by chronić takie zasoby, bo ludzie wiedzą, że ich potomstwo będzie ich potrzebowało, są więc skłonni, by o nie dbać. Mając dostępnych więcej zasobów mogliby przeciwstawić się presji krótkoterminowości, tym samym sprzeciwiając się maksymalizowaniu obecnej produkcji nie patrząc na przyszłość. Kapitalistyczni właściciele mają przeciwne bodźce, o czym mówimy w sekcji E.3, jeśli nie zwiększą krótkoterminowych zysków, w dłuższej perspektywie nie przetrwają (więc jeśli drewno jest bardziej zyskowne od wiekowych lasów, drzewa są wycinane). Łącząc wspólną własność z decentralizacją i zfederowanym wspólnotowym samozarządzaniu anarchizm będzie mógł z łatwością efektywnie zarządzać zasobami, unikając pułapek zarówno prywatyzacji jak i nacjonalizacji.

LEAVE A COMMENT