H.2.12 Czy anarchizm przeżywa tylko pod nieobecność silnego ruchu robotniczego?

Derek Howl twierdzi, że anarchizm „przetrwa tylko przy braku silnego ruchu robotniczego” i jest polityką „nie-proletariuszy”. Jak on to mówi, „jest ku temu podstawa klasowa. Tak jak ‘anarchizm’ Proudhona odzwierciedlał drobną burżuazję pod presją, tak i bakuninizm jako ruch opierał się na nieproletariuszach […] We Włoszech bakuninizm opierał się na wielkiejlumpen burżuazji’*, skazanej na drobne burżuazyjne warstwy. W Szwajcarii Federacja Jurajska […] składała się ze świata chałupnictwa uwięzionego między starym a nowym, podobnie jak kieszenie nowo proletariackich chłopów, które charakteryzowały się anarchizmem w Hiszpanii”. Z aprobatą cytuje twierdzenie Hala Drapera, że anarchizm „był ideologią obcą życiu współczesnych ludzi pracy”. [“The Legacy of Hal Draper,” s. 137-49, International Socialism, nr. 52, s. 148]

Ignorując oczywistą sprzeczność „nowo proletariackich chłopów” jako „nieproletariuszy”, mamy standardową marksistowską „klasową analizę” anarchizmu. To znaczy sugerującą że anarchizm jest „nieproletariacki”, a marksizm „proletariacki”. Na pierwszy rzut oka, takie twierdzenie wydaje się blednąć w obliczu faktów historycznych. Przecież kiedy Marks i Engels pisali Manifest Komunistyczny, proletariat był maleńką mniejszością w większości wiejskich, ledwo uprzemysłowionych Niemczech. Być może to doświadczenie Engelsa jako kapitalisty w Anglii pozwoliło mu na wgląd w „życie współczesnych ludzi pracy”? Należy również zauważyć, że ani Howel, ani Draper nie są oryginalni, po prostu powtarzają twierdzenie Marksa, że anarchizm „istnieje tylko tam, gdzie nie ma jeszcze odpowiedniego ruchu robotniczego. To jest fakt” [Collected Works, vol. 24, s. 247]

Poza tym istnieje kilka problemów z tego typu argumentami. Po pierwsze, istnieją rzeczywiste problemy. Mówiąc wprost, anarchizm przemawiał do „nowoczesnych” ludzi pracy, a marksizm przemawiał do grup i jednostek „nieproletariackich” (i oczywiście na odwrót). Widać to na przykładzie wyliczeń Howla, jak również na przykładzie pojawienia się idei syndykalistycznych po reformie pierwszego ruchu marksistowskiego (socjaldemokracji). W rzeczywistości wzrost marksizmu w ruchu robotniczym wiąże się z jego zejściem do reformizmu, a nie rewolucji. Po drugie, istnieje drobny problem ideologiczny, który sam Lenin twierdził, że klasa robotnicza własnymi siłami nie stworzyła idei socjalistycznych, które zostały wygenerowane daleko od „życia współczesnych ludzi pracy” przez inteligencję. Wreszcie, istnieje założenie, że dwóch długo nieżyjących Niemców, żyjących w środowisku, w którym „współcześni ludzie pracujący” (proletariusze) stanowili niewielką mniejszość ludności pracującej, mogło przez cały czas naprawdę determinować, co jest (a co nie jest) polityką „proletariacką”.

Biorąc pod uwagę kraje które Howl wymienia, widzimy, że każde twierdzenie, że anarchizm jest „obcy” klasie pracującej, jest po prostu fałszywe. Przyglądając się każdemu z nich, widać wyraźnie, że dla marksistów polityka zaangażowanych osób oznacza ich referencje klasy pracującej, a nie faktyczną klasę ekonomiczną czy społeczną. Mamy więc do czynienia z socjologicznym absurdem, który sprawia, że anarchistyczni robotnicy są „drobnomieszczańscy”, podczas gdy faktyczni członkowie mieszczaństwa (jak Engels) lub zawodowi rewolucjoniści (oraz synowie rodzin z klasy średniej jak Marks, Lenin i Trocki) są uważani za przedstawicieli „proletariackiej” polityki. Rzeczywiście, kiedy ci radykalni członkowie klasy średniej represjonują ludzi klasy robotniczej (tak jak Lenin i Trocki gdy byli u władzy), pozostają oni figurami do naśladowania, a ich czyny są uzasadnione w kategoriach „obiektywnych” potrzeb ciemiężonych przez nich ludzi pracy! Ostatecznie, dla większości marksistów, to, czy ktoś jest „nie-proletariuszem” zależy od ich ideologicznego punktu widzenia, a nie faktycznej klasy.

W ten sposób odkrywamy, że Marks i Engels (podobnie jak ich zwolennicy) winią sukces Bakunina w Międzynarodówce, jak zauważa jeden z historyków, „za przywództwo klasy średniej we włoskim ruchu socjalistycznym i zacofanie kraju. Ale jeśli przywódcy klasy średniej byli katalizatorami proletariackiej rewolucji we Włoszech, to dotyczyło to również każdego innego kraju w Europie, nie wyłączając Rady Generalnej w Londynie”. [T.R. Ravindranathan, Bakunin and the Italians, s. 168] A interpretując w ten sposób trudności dla marksizmu, Marks i Engels (podobnie jak ich zwolennicy) nie muszą kwestionować własnych idei i założeń. Jak zauważa Nunzio Pernicone, „od samego początku Engels konsekwentnie lekceważył Bakunina jako politycznego przeciwnika i nie wierzył, że włoscy robotnicy mogą przyjąć anarchistyczne doktryny”. Jednak „nawet przypadkowe zapoznanie się z internacjonalistyczną i dysydencką prasą demokratyczną ujawniłoby Engelsowi, że bakuninizm szybko rozwijał się wśród włoskich rzemieślników i robotników. Ale ta rzeczywistość wyszła naprzeciw jego niezachwianemu przekonaniu, że włoscy internacjonaliści byli ’odrzutkami klasowymi, odpadkiem burżuazji’”. Nawet po wzroście włoskiego marksizmu w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku, „ruch anarchistyczny był proporcjonalnie bardziej robotniczy niż PSI”, a „liczba mieszczańskich intelektualistów i profesjonalistów, którzy wspierali PSI [Włoską Partię Socjalistyczną] była znacznie większa” niż tych, którzy wspierali anarchizm. Rzeczywiście, „odsetek członków partii wywodzących się z burżuazji był znacznie wyższy w PSI niż wśród anarchistów”. [Italian Anarchism, 1864-1892, s. 82 i s. 282] Jak na ironię, biorąc pod uwagę diatryby Engelsa przeciwko włoskim anarchistom zatrzymującym robotników po „proletariackiej” (tj. marksistowskiej) polityce i kandydowaniu w wyborach, „w miarę jak PSI stawało się klasą robotniczą, tuż przed wybuchem wojny [w 1914 r.], jej Dyrekcja [wybrana przez kongres partyjny] stawała się coraz bardziej antyparlamentarna.” [Gwyn A. Williams, Proletarian Order, s. 29]

Jak zauważyliśmy w części A.5.5, rola anarchistów i syndykalistów w porównaniu z marksistami w okresie zbliżonym do rewolucji w 1920 roku sugeruje, że prawdziwymi „proletariackimi” rewolucjonistami byli w rzeczywistości ci pierwsi, a nie ci drudzy. Ogólnie rzecz biorąc, historia włoskiego ruchu robotniczego wyraźnie pokazuje, że dla większości marksistów to, czy grupa reprezentuje „proletariat”, zależy po prostu od ich ideologicznego zaangażowania, a nie od ich rzeczywistej klasy.

Jeśli chodzi o Federację Jurajską, odkrywamy, że jej wsparcie było większe niż sugerowano. Jak zauważył marksista Paul Thomas, „początkowe wsparcie Bakunina w Szwajcarii – podobnie jak Marksa w Anglii – pochodziło od przebywających tam obcych, uchodźców politycznych […] ale także zebrał poparcie wśród pracowników gościnnych**, dla których Genewa była już ośrodkiem, gdzie budowniczymi, stolarzami i pracownikami przemysłu ciężkiego byli zazwyczaj Francuzi lub Włosi […] Bakunin […] a także znaczne wsparcie wśród francuskojęzycznych pracowników domowych i zegarmistrzów w Jurze.[Karl Marx and the Anarchists, s. 390] Byłoby interesujące usłyszeć marksistowskie twierdzenie, że „przemysł ciężki” reprezentował przeszłość lub elementy „nieproletariackie”! Podobnie, E. H. Carr w swojej (nieprzychylnej) biografii Bakunina zauważył, że „sekcje Międzynarodówki w Genewie podzieliły się na dwie grupy”. Wykwalifikowani rzemieślnicy tworzyli „prawe skrzydło”, podczas gdy „budownicy, stolarze i robotnicy w cięższych zawodach, z których większość stanowili imigranci z Francji i Włoch, reprezentowali lewicę”. Co ciekawe, te różne grupy pracowników miały różną politykę. Rzemieślnicy „skoncentrowali się na […] reformowaniu”, podczas gdy inni „żywili nadzieję na całkowity przewrót społeczny”. Bakunin, jak można się było spodziewać, „rozpalił ducha buntu” wśród tych proletariackich robotników i wkrótce uzyskał „stanowisko dowódcy w Międzynarodowym Ruchu Genewskim”.[Michael Bakunin, s. 361] Należy zauważyć, że Marks i Rada Ogólna Międzynarodówki konsekwentnie wspierały reformatorskie skrzydło Międzynarodówki w Genewie, które podczas wyborów organizowało sojusze polityczne z liberałami z klasy średniej. Biorąc pod uwagę te fakty, nic dziwnego, że Howl koncentruje się na wsparciu, jakie Bakunin otrzymał od pracowników domowych produkujących zegarki. Wspominka o wsparciu dla Bakunina ze strony zorganizowanych, oczywiście proletariackich, pracowników podważyłaby jego stanowisko i dlatego jest ona ignorowana.

Na koniec Hiszpania. Wydaje się zabawne, że marksista użyłby Hiszpanii jako przykładu przeciwko klasowym korzeniom anarchizmu. Jest to przecież jeden z krajów, gdzie anarchizm zdominował ruch klasy robotniczej. Jak zauważa jeden z historyków, „dopiero w latach sześćdziesiątych XIX wieku – kiedy to wprowadzono anarchizm – zaczął powstawać istotny ruch klasy robotniczej” i „w całej historii hiszpańskiego anarchizmu jego przetrwanie zależało w dużej mierze od zdolności anarchistów do utrzymywania bezpośrednich związków z robotnikami”. [George R. Esenwein, Anarchist Ideology and the Working-Class Movement in Spain, 1868-1898, s. 6 i s. 207] Oprócz organizowania „nowo proletariackich chłopów”, „bakuniniści” organizowali także robotników przemysłowych – w rzeczy samej, o wiele bardziej skutecznie niż socjaliści. Jak na ironię, UGT zaczęło zbliżać się do wielkości CNT dopiero po tym, jak w latach 30. zaczęło organizować „nowo proletariackich chłopów” (tzn. związki anarchistyczne organizowały więcej robotników przemysłowych niż socjalistyczne). Z tego powodu zastanawiamy się, czy marksiści argumentowaliby, że socjalizm opierał się na elementach „nieproletariackich”?

Co więcej, logika odrzucenia anarchizmu jako „nieproletariackiego”, ponieważ organizował on „nowo proletariackich chłopów”, jest po prostu śmieszna. Przecież kapitalizm potrzebował bezrolnych robotników, aby zacząć. Oznaczało to, że pierwsi proletariusze mieszkali na terenach wiejskich i składali się z byłych chłopów. Kiedy ci byli chłopi przybyli do miast, byli jeszcze „nowo proletariackimi chłopami”. Ignorowanie tych grup pracowników oznaczałoby potencjalne szkody dla ruchu zawodowego. I oczywiście duża część wsparcia bolszewickiego w 1917 roku znajdowała się w „nowo proletariackich chłopach”, czy to w wojsku, czy w fabrykach. Jak na ironię, mienszewicy argumentowali, że bolszewicy zdobyli swoje wpływy od robotniczo-chłopskich „surowych rekrutów” przemysłowych, a nie od prawdziwej klasy robotniczej. [Orlando Figes, A People’s Tragedy, s. 830] W związku z tym odrzucenie anarchizmu, ponieważ zyskał on nawróconych z podobnych warstw społecznych jak bolszewicy, wydaje się, na pierwszy rzut oka, żartem.

Jak widać, próba Howla poddania anarchizmu „analizie klasowej” po prostu zawodzi. Wybiera on poszlaki, które pasują do jego teorii, a ignoruje te, które nie pasują. Jednak samo spojrzenie na przykłady, na których opiera swoją sprawę pokazuje, jak bezsensowne jest to działanie. Krótko mówiąc, idee anarchistyczne przemawiały do wielu typów pracowników, w tym typowo „proletariackich”, którzy pracowali w dużych zakładach przemysłowych. Wydaje się, że łączy ich pragnienie radykalnej zmiany społecznej, organizowanej przez nich samych w ich własnych bojowych klasowych organach (takich jak związki zawodowe). Ponadto, podobnie jak wczesny brytyjski ruch robotniczy, uważali oni, że związki te, oprócz tego, że są organami walki klasowej, mogą również stanowić ramy wolnego społeczeństwa socjalistycznego. Taka perspektywa prawie nie może być zacofana (w istocie, od 1917 roku leniniści składają gołosłowne deklaracje tej wizji!).

Co prowadzi nas do kolejnego ważnego problemu z argumentacją Howla, a mianowicie losów marksizmu i „silnego” ruchu robotniczego, do którego rzekomo się nadaje. Patrząc na jedyny naród, który przez większą część życia Marksa miał „nowoczesną” klasę robotniczą, Wielką Brytanię, „silny” ruch robotniczy tam stworzony nie był anarchistyczny, to prawda, ale nie był też (ani nie stał się) marksistowski. Była to raczej mieszanka sprzecznych idei, głównie reformatorskich, państwowo-socjalistycznych, które niewiele, jeśli w ogóle, zawdzięczają Marksowi. W największym stopniu Wielka Brytania rozwinęła na szeroką skalę rewolucyjny ruch klasy robotniczej podczas „syndykalistycznej rewolty” w latach 10. ubiegłego wieku. Jak na ironię, niektórzy marksiści przyłączyli się do tego ruchu tylko dlatego, że istniejące partie marksistowskie były tak reformatorskie lub nie miały znaczenia dla „życia współczesnych ludzi pracy”.

Patrząc na inne kraje, widzimy ten sam proces. Powstanie socjaldemokracji (marksizmu) w międzynarodowym ruchu robotniczym oznaczało po prostu wzrost reformizmu. Zamiast tworzyć rewolucyjny ruch robotniczy, marksizm pomógł stworzyć coś wręcz przeciwnego (choć początkowo ukrywał reformatorską aktywność za rewolucyjną retoryką). Kiedy więc Howl twierdzi, że anarchizm „przetrwa przy braku silnego ruchu robotniczego”, musimy się zastanowić, na jakiej planecie się znajduje.

Tak więc, aby doprecyzować, anarchizm kwitnie w tych okresach, kiedy ruch zawodowy i jego członkowie są radykalni, podejmując bezpośrednie działania i tworząc nowe formy organizacji, które nadal opierają się na samozarządzaniu pracowników. Należy się tego spodziewać, ponieważ anarchizm opiera się zarówno na, jak i jest wynikiem samowyzwolenia pracowników poprzez walkę. W mniej wojowniczych czasach skutki burżuazyjnego społeczeństwa i rola związków zawodowych w gospodarce kapitalistycznej mogą doprowadzić do zdeklasyfikowania ruchu robotniczego i zwiększenia biurokracji w jego obrębie. To właśnie wtedy, w okresach, gdy walka klasowa jest słaba, szerzyły się idee reformatorskie. Niestety, marksizm przyczynił się do tego, że rozprzestrzenił się dzięki swojej taktyce, polegającej na tym, że wyborcy koncentrowali się na walce z dala od bezpośredniego działania i do urny wyborczej, a więc na liderach, a nie na samodzielnym działaniu klasy robotniczej.

Co więcej, jeśli spojrzymy na obecny stan ruchu robotniczego, będziemy musieli stwierdzić, że marksizm jest „ideologią obcą życiu współczesnych ludzi pracy”. Gdzie są duże marksistowskie związki i partie klasy robotniczej? W Europie kontynentalnej istnieje kilka dużych reformatorskich partii socjalistycznych i stalinowskich, ale nie są to partie marksistowskie w żadnym sensownym znaczeniu tego słowa. Większość socjalistów była kiedyś marksistami, choć stosunkowo szybko przestali być rewolucyjni w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa (niektórzy, jak niemieccy socjaldemokraci, zorganizowali kontrrewolucyjne siły w celu stłumienia rewolty klasy robotniczej po I wojnie światowej). Jeśli chodzi o partie stalinowskie, to lepiej byłoby uznać za oznakę wstydu, że w ogóle otrzymują one jakiekolwiek wsparcie w klasie robotniczej. Jeśli chodzi o rewolucyjnych marksistów, to istnieją różne sekty trockistowskie, które spierają się między sobą o to, kto jest prawdziwą awangardą proletariatu, ale nie ma żadnego marksistowskiego ruchu robotniczego.

Co oczywiście prowadzi nas do kolejnego punktu, a mianowicie do problemów ideologicznych samych leninistów, które powstały w wyniku takiego stwierdzenia. Wszakże sam Lenin twierdził, że „życie współczesnych ludzi pracy” może wytworzyć tylko „świadomość związkową”, gdyż idee socjalistyczne były rozwijane niezależnie od ludzi pracy przez socjalistyczną (średnią) „inteligencję”. Jak omawiamy w części H.5.1, dla Lenina socjalizm był ideologią obcą życiu współczesnych ludzi klasy robotniczej.

Na koniec pojawia się pytanie, czy Marksa i Engelsa można naprawdę uważać za zdolnych do decydowania raz na zawsze, co jest, a co nie jest polityką „proletariacką”. Biorąc pod uwagę, że żaden z nich nie był z klasy robotniczej (jeden był kapitalistą!) sugeruje, że wiedzieliby o podejrzeniach wobec „proletariackiej” polityki. Co więcej, sformułowali oni swoje wyobrażenia o tym, co składa się na politykę „proletariacką”, zanim nowoczesna klasa robotnicza faktycznie rozwinęła się w jakimkolwiek kraju prócz Wielkiej Brytanii. Oznacza to, że na podstawie doświadczeń jednej z sekcji proletariatu w jednym kraju w latach czterdziestych XIX wieku Marks i Engels przez cały czas deklarowali, co jest, a co nie jest „proletariacką” polityką! Na pierwszy rzut oka nie jest to przekonujący argument, tym bardziej, że mamy ponad 150 lat doświadczeń z tymi taktykami, z którymi można je konfrontować!

Opierając się na tej perspektywie, Marks i Engels sprzeciwili się wszystkim innym grupom socjalistycznym nazywając je „sektami”, jeśli nie podpisali się pod ich ideami. Jak na ironię, argumentując, że wszyscy inni socjaliści propagują swoją sekciarską politykę na rzecz ruchu robotniczego, sami propagowali swoje własne spojrzenie na ten ruch. Pierwotnie, ponieważ poszczególne sekcje Międzynarodówki pracowały w różnych okolicznościach i osiągały różne stopnie rozwoju, teoretyczne ideały, które odzwierciedlały rzeczywisty ruch, również się różniły. Dlatego też Międzynarodówka była otwarta na wszystkie tendencje w klasie socjalistycznej i robotniczej, a jej ogólna polityka z konieczności opierałaby się na decyzjach konferencji, które odzwierciedlały tę rozbieżność. Decyzje te byłyby determinowane przez swobodną dyskusję w ramach i pomiędzy sekcjami wszystkich idei gospodarczych, społecznych i politycznych. Marks zastąpił jednak tę politykę wspólnym programem „działania politycznego” (tj. wybierania) przez masowe partie polityczne za pośrednictwem stałej Konferencji Haskiej z 1872 roku. Zamiast przyjąć to stanowisko w drodze normalnej wymiany poglądów i dyskusji teoretycznej w sekcjach kierujących się potrzebami walki praktycznej, Marks narzucił Międzynarodówce to, co uważał za przyszłość ruchu robotniczego – i potępił tych, którzy nie zgadzali się z nim jako z sekciarzami. Wyobrażenie, że to, co Marks uważał za konieczne, może być innym sekciarskim stanowiskiem narzuconym ruchowi robotniczemu, nie przyszło mu do głowy, ani tym bardziej do głów jego zwolenników: „Marks faktycznie nalegał, we wcześniejszych latach Pierwszej Międzynarodówki, na konieczność oparcia się na rzeczywistych ruchach, a nie na konstruowaniu dogmatu, do którego należało wówczas dostosować ruchy. Kiedy jednak rzeczywiste ruchy przybrały formy, które nie podobały mu się, jak to miało miejsce głównie w Hiszpanii i Włoszech, w Niemczech pod wpływem Lassalle’a, a w Wielkiej Brytanii, gdy tylko zostały spełnione najpilniejsze żądania związków zawodowych, potrafił zapomnieć o własnych przykazaniach i stać się wielkim inkwizytorem heretyckich wykroczeń.” [G.D.H. Cole, A History of Socialist Thought, vol. 2, s. 256]

To poparcie dla „działań politycznych” było tak samo „sekciarskie”, jak poparcie dla nieuczestniczenia w wyborach, co można zauważyć na przykładzie Engelsa z 1895 r. , który stwierdził, że „we Francji od dawna obowiązywały powszechne wybory, ale stały się one niesławne ze względu na nadużycia, do jakich dopuścił się rząd Bonapartego […]. Istniały również w Hiszpanii od czasów republiki, ale w Hiszpanii bojkot wyborów był zawsze regułą wszystkich poważnych partii opozycyjnych […] Rewolucyjni robotnicy z krajów łacińskich przyzwyczajeni byli dopatrzenia na wybory jak na sidła, instrument podstępu rządowego” [Marx-Engels Reader, s. 565] Nie trzeba dodawać, że nie wspomniał o tych małych szczegółach, kiedy atakował anarchistów za wyrażanie opinii „rewolucyjnych robotników krajów łacińskich” i „wszystkich poważnych partii opozycyjnych” w latach 70. ubiegłego wieku! Podobnie męczennicy z Haymarket przeszli z marksistowskiego stanowiska opartego na wyborach na anarchistyczne po własnych doświadczeniach przy urnach wyborczych, podobnie jak wielu brytyjskich socjalistów, którzy na początku XX wieku stali się syndykalistami. Dziwnym wydaje się wniosek, że te stanowiska nie są wyrazem walki klasy robotniczej, podczas gdy Marks i Engels są, zwłaszcza biorąc pod uwagę straszne wyniki tej strategii!

Tak więc marksiści twierdzą, że prawdziwe ruchy klasy robotniczej opierają się na masowych partiach politycznych opartych na hierarchii, centralizacji, przywództwie, a ci, którzy odrzucają ten model i działania polityczne (wyborcy) są sektami, a sekciarze to po prostu ich opcja i niewiele więcej. Kiedy spojrzymy na ruch robotniczy bez mrugnięć okiem stworzonych przez marksizm, widzimy, że anarchizm był ruchem ludzi klasy robotniczej, którzy używali, co uważali za słuszną taktykę, aby osiągnąć swoje własne cele społeczne, ekonomiczne i polityczne – taktykę i cele, które ewoluowały, aby sprostać zmieniającym się okolicznościom. Postrzeganie narastania anarchizmu i syndykalizmu jako politycznego wyrazu walki klasowej, kierując się potrzebami walki praktycznej, z którą się zetknęli w sposób naturalny wynika z uznania modelu marksistowskiego za to, czym on jest – tylko jedną z możliwych interpretacji przyszłości ruchu robotniczego, a nie przyszłości tego ruchu (a jak wskazuje historia Socjaldemokracji, prognozy Bakunina i anarchistów w ramach Pierwszej Międzynarodówki okazały się słuszne).

Ta tendencja do wciskania rewolucyjnego ruchu robotniczego w formy dekretowane przez dwie osoby w połowie XIX wieku okazała się dla niego katastrofalna. Nawet po całkowitej klęsce socjaldemokracji idea „rewolucyjnego” parlamentaryzmu była promowana na Trzeciej Międzynarodówce przez bolszewików, mimo że coraz więcej rewolucyjnych robotników w zaawansowanych krajach kapitalistycznych odrzucało ją na rzecz bezpośredniego działania i autonomicznej samoorganizacji klasy robotniczej. Anarchiści i marksiści wolnościowi oparli się na tym faktycznym ruchu ludzi pracy, na który wpłynęło niepowodzenie „działań politycznych”, podczas gdy bolszewicy oparli się na dziełach Marksa i Engelsa i własnych doświadczeniach w zacofanym, na wpół feudalnym społeczeństwie, którego robotnicy stworzyli już komitety fabryczne i sowietów poprzez działania bezpośrednie. Z tego właśnie powodu anarchosyndykalista Augustin Souchy powiedział, że odwołuje się do „tendencji, które istnieją we współczesnym ruchu robotniczym”, kiedy przekonywał na II Kongresie Międzynarodówki Komunistycznej: „Trzeba przyznać, że wśród robotników rewolucyjnych coraz bardziej zanika tendencja do parlamentaryzmu. Wręcz przeciwnie, silna tendencja antyparlamentarna uwidacznia się w szeregach najbardziej zaawansowanej części proletariatu. Spójrzmy na ruch Shop Stewardów [w Wielkiej Brytanii] lub hiszpański syndykalizm […] IWW jest całkowicie antyparlamentarna […] Chcę zwrócić uwagę, że idea antyparlamentaryzmu silniej odznacza się w Niemczech […] w wyniku samej rewolucji […] Musimy spojrzeć na tę kwestię w tym świetle.” [Proceedings and Documents of the Second Congress 1920, vol. 1, s. 176-7]

Oczywiście, ta perspektywa oparcia się na ideach i taktyce generowanej przez walkę klas została odrzucona na rzecz powrotu do zasad Marksa i Engelsa oraz ich wizji tego, co stanowiło prawdziwy „proletariacki” ruch. Jeśli ta taktyka była właściwa, to dlaczego nie doprowadziła do mniej ponurych skutków? Przecież degeneracja socjaldemokracji do reformizmu sugerowałaby jego niepowodzenie i trzymanie się „rewolucji” ponad ich taktykę (jak w „rewolucyjnym parlamentaryzmie”) zmieniającą niewiele. Marksiści, podobnie jak anarchiści, mają być materialistami, a nie idealistami. Jaki był rzeczywisty rezultat strategii leninistycznych? Czy doprowadziły one do udanych rewolucji proletariackich? Nie, nic z tych rzeczy. Fala rewolucyjna osiągnęła szczyt i upadła, a same partie leninowskie bardzo łatwo i szybko stały się stalinowskie. Co istotne, obszary o dużym natężeniu anarchistycznego, syndykalistycznego lub quasi-syndykalistycznego (np. rady komunistów) ruchu robotniczego (Włochy, Hiszpania i niektóre części Niemiec) zbliżyły się do rewolucji i do połowy lat 30. ubiegłego wieku tylko Hiszpania z jej silnym ruchem anarchistycznym miała rewolucyjny ruch robotniczy. Dlatego też, zamiast reprezentować politykę „nieproletariacką” czy „sekciarską” wymuszoną na klasie robotniczej, anarchizm odzwierciedlał politykę konieczną do zbudowania rewolucyjnego ruchu robotniczego, a nie reformatorskiej partii masowej.

W związku z tym być może uda nam się w końcu położyć kres pomysłowi, że Marks przewidział całą przyszłość ruchu robotniczego i drogę, jaką musi on podążać, jak jakiś socjalistyczny Nostradamus. Równie dobrze możemy odrzucić marksistowskie twierdzenia o „nieproletariańskim” charakterze anarchizmu jako nieświadome i niewiele więcej niż próbę wciśnięcia historii do ideologicznego więzienia. Jak wspomniano powyżej, aby przedstawić taką analizę, należy manipulować rzeczywistym składem klasowym istotnych wydarzeń i ruchów społecznych. Tak jest na przykład w przypadku Komuny Paryskiej, która była w przeważającej mierze wytworem rzemieślników (tj. drobnomieszczaństwa), a nie przemysłowej klasy robotniczej, a jednak uznawana przez marksistów za przykład „dyktatury proletariatu”. Jak na ironię, wiele elementów Komuny wychwalanej przez Marksa znajduje się w pracach Proudhona i Bakunina, które poprzedzają powstanie. Podobnie pomysł, że organizacje walczące z robotnikami („sowiety”) byłyby środkiem do zniesienia państwa i ram społeczeństwa socjalistycznego, można znaleźć w dziełach Bakunina, kilkadziesiąt lat przed tym, jak Lenin w 1917 r. złożył gołosłowne deklaracje w tej sprawie. Jak na teorię rzekomo opierającą się na elementach „nieproletariackich”, anarchizm z powodzeniem przewidział wiele z idei, które marksiści – jak twierdzą – wyciągnęli z proletariackiej walki klasowej!

Tak więc, podsumowując, twierdzenia, że anarchizm jest „obcy” dla życia klasy robotniczej, że jest „nieproletariacki” lub „przetrwa przy braku silnego ruchu robotniczego” są po prostu fałszywe. Obiektywne spojrzenie na fakty szybko temu dowodzi.

—-

* Lumpen burżuazja – termin używany przede wszystkim w kontekście elit kolonialnych i neokolonialnych w Ameryce Łacińskiej, które stały się silnie uzależnione i wspierały mocarstwa neokolonialne. Jest to hybrydowy związek niemieckiego słowa Lumpen i francuskiego słowa burżuazja (za Wikipedią; przyp. tłum.)

** Gastarbeiter – określenie robotników cudzoziemskich przybywających do Republiki Federalnej Niemiec na pobyt tymczasowy w celu podjęcia pracy. (przyp. tłum.)

Leave a Reply

Your email address will not be published.