H.3.10 Czy marksizm zawsze wspierał ideę rad pracowniczych?

Jednym z najbardziej rozpowszechnionych mitów związanych z marksizmem jest myśl, że marksizm konsekwentnie dążył do rozbicia obecnego (burżuazyjnego) państwa i zastąpienia go ‘państwem robotniczym’ opartym na stworzonych podczas rewolucji organizacjach klasy robotniczej.

Mit ten jest czasami wyrażany przez tych, którzy powinni wiedzieć lepiej (tj. marksistów). Według Johna Reesa (z Brytyjskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej) jest to „kamień węgielny rewolucyjnej teorii”, że „sowieci są lepszą formą demokracji, ponieważ jednoczą władzę polityczną i gospodarczą”. Ten „kamień węgielny” najwyraźniej istnieje „od czasów pism Marksa na temat Komuny Paryskiej”. [“In Defence of October”, s. 3-82, International Socialism, nr. 52, s. 25] W rzeczywistości nic nie może być dalej od prawdy, jak bez wątpienia dowodzą pisma Marksa na temat Komuny Paryskiej.

Komuna paryska, jak sam Marks zauważył, była „uformowana z radców miejskich, wybranych w wyborach powszechnych w różnych okręgach miejskich”. [Selected Works, s. 287] Jak wyraźnie zaznaczył Marks, na pewno nie opierała się ona na delegatach z miejsc pracy i dlatego nie mogła ujednolicić władzy politycznej i gospodarczej. Stwierdzenie, że Komuna Paryska była sowietem to po prostu żart, podobnie jak twierdzenie, że marksiści popierali sowiety jako rewolucyjne organy, które miały rozbić i zastąpić państwo od 1871 roku. W rzeczywistości marksiści nie podpisali się pod tym „kamieniem węgielnym rewolucyjnej teorii” aż do 1917 r., kiedy to Lenin argumentował, że Sowieci będą najlepszym sposobem na zapewnienie bolszewickiego rządu. To wyjaśnia, dlaczego użycie przez Lenina hasła „cała władza sowietom” i wezwanie do zniszczenia burżuazyjnego państwa przyszło jako taki szok dla jego kolegów marksistów. Niespodziewanie, biorąc pod uwagę długą spuściznę anarchistów wzywających do rozbicia państwa i ich wizję społeczeństwa socjalistycznego zbudowanego od podstaw przez rady robotnicze, wielu marksistów nazwało Lenina anarchistą! Dlatego też pomysł, że marksiści zawsze wspierali rady pracownicze, jest nieprawdziwy, a każda próba odsunięcia tego wsparcia do 1871 r. to zwykła farsa.

Nie wszyscy marksiści są tak nieświadomi swojej politycznej tradycji jak Rees. Jak przyznał jego kolega z partii Chris Harman, „rewolucja [rosyjska] w 1905 roku dała tylko najbardziej embrionalny wyraz temu, jak w rzeczywistości będzie zorganizowane państwo robotnicze. Podstawowe formy władzy robotniczej – sowieci (rady robotnicze) – nie zostały uznane. Aż do rewolucji lutowej, sowieci znaleźli się w centrum uwagi Lenina”. [Party and Class, s. 18 i s. 19] Wcześniej marksiści zajmowali stanowisko, cytując Karla Kautsky’ego z 1909 r. (który z kolei cytuje własne słowa z 1893 r. ), że demokratyczna republika „jest szczególną formą władzy, w której sam socjalizm może być realizowany”. Po rewolucji rosyjskiej dodał, że „czego ani jeden marksistowski rewolucjonista nie odrzucił, ani Róża Luksemburg, ani Klara Zetkin, ani Lenin, ani Trocki”. [The Road to Power, s. 34 i s. xlviii] Sam Lenin, nawet po tym, jak Socjaldemokracja poparła ich państwa w pierwszej wojnie światowej i przed powrotem do Rosji, nadal argumentował, że dzieło Kautsky’ego zawierało „najbardziej kompletną prezentację zadań naszych czasów” i „było najbardziej korzystne dla Niemiec Socjaldemokracji (w sensie obietnicy, którą dotrzymali), a ponadto pochodziłood pióra najwybitniejszego pisarza Drugiej Międzynarodówki […] Socjaldemokracja […] chce podboju władzy politycznej przez proletariat, dyktaturę proletariatu” [Collected Works, vol. 21, s. 94]

Nic nie wskazywało na to, że marksizm oznaczał coś innego niż przejęcie władzy w republice, jak to wyjaśnia Kautsky.

Nim pójdziemy dalej, należy podkreślić, że podsumowanie Harmana jest poprawne tylko wtedy, gdy mówimy o ruchu marksistowskim. Patrząc na szerszy ruch rewolucyjny, dwie grupy zdecydowanie uznały znaczenie sowietów jako formy władzy klasy robotniczej oraz jako ram społeczeństwa socjalistycznego. Byli to anarchiści i socjalrewolucyjni maksymaliści, „popierali poglądy, które niemal dosłownie odpowiadały programowi Lenina z kwietnia 1917 r. przekazania całej władzy sowietom. Cele rewolucyjnej skrajnej lewicy w 1905 r. Lenin połączył w swoim wezwaniu do władzy sowietów [w 1917 r.], kiedy to najwyraźniej zasymilował anarchistyczny program mający na celu zapewnienie poparcia mas dla bolszewików”. [Oskar Anweiler, The Soviets, s. 94 i s. 96]

Tak więc przed 1917 r. , kiedy Lenin twierdził, że odkrył to, co wymknęło się wszystkim poprzednim zwolennikom Marksa i Engelsa (włącznie z nim samym!), tylko anarchiści (lub ich bliscy, jak np. SR-Maksymaliści) twierdzili, że przyszłe społeczeństwo socjalistyczne będzie strukturalnie oparte na organach klasy robotniczej, które sami stworzyli w procesie walki klasowej i rewolucji. Na przykład, syndykaliści „uważali, że sowiety […] jako godne podziwu wersje bourses du travail, ale z rewolucyjną funkcją dodaną do warunków rosyjskich. Otwarte dla wszystkich pracowników lewicowych, bez względu na ich przynależność polityczną, sowiety mieli działać jako bezstronne rady pracy improwizowane oddolnie […] w celu obalenia starego reżimu”.

Anarchiści z Khleb i Voliaporównali także sowiecką sowiecką armię z 1905 r. – jako masową organizację niepartyjną – do komitetu centralnego komuny paryskiej 1871 r.” [Paul Avrich, The Russian Anarchists, s. 80-1] W 1907 r. stwierdzono, że rewolucja wymaga „proklamowania na wsiach i w miastach komun robotniczych z sołtysami zastępców robotników […] na czele”. [cytował Alexandre Skirda, Facing the Enemy, s. 77] Idee te sięgają Bakunina, więc, jak na ironię, idea wyższości rad robotniczych istniała już w czasach komuny paryskiej, ale tylko w teorii anarchistycznej.

Jeśli więc marksiści nie popierali rad pracowniczych do 1917 r. , to co według nich powinno stanowić ramy społeczeństwa socjalistycznego przed tą datą? Aby to odkryć, musimy spojrzeć do Marksa i Engelsa. Kiedy już to zrobimy, odkryjemy, że ich prace sugerują, iż ich wizja socjalistycznej transformacji opierała się zasadniczo na państwie burżuazyjnym, odpowiednio zmodyfikowanym i zdemokratyzowanym, aby zrealizować to zadanie. W ten sposób Lenin, zamiast przedstawić prawdziwy obraz marksistowskiej teorii państwa, zinterpretował różne nieścisłe i niejednoznaczne wypowiedzi Marksa i Engelsa (zwłaszcza z obrony Marksa ws. Komuny Paryskiej), aby uzasadnić swoje działania w 1917 r. Czy jego rewizja marksizmu na rzecz rad robotniczych jako środka do socjalizmu z 1917 r. jest zgodna z duchem Marksa, to kolejna sprawa, która jest oczywista. Dla Partii Socjalistycznej Wielkiej Brytanii i jej partii siostrzanych Lenin naruszył zarówno teorię, jak i ducha Marksa i podkreśla jego argumenty za wykorzystaniem powszechnych wyborów do wprowadzenia socjalizmu (w istocie ich analiza Marksa i krytyka Lenina jest zasadniczo taka sama, jak ta przedstawiona tutaj). Dla komunistów rad, którzy przyjęli ideę rad robotniczych, ale zerwali z bolszewikami w kwestii tego, czy rady czy partia mają władzę, analiza Lenina, choć częściowo błędna, jest w ogólnym duchu Marksa i podkreśla potrzebę rozbijania państwa i zastąpienia go radami robotniczymi. Najlepszy swój wyraz mają u Marksa. W obliczu Komuny Paryskiej i jej wolnościowych wpływów przyjął ją, dystansując się (przynajmniej na chwilę) od wielu swoich wcześniejszych idei.

Więc jakie było pierwotne (ortodoksyjne) stanowisko marksistowskie? Widać to na przykładzie Lenina, który pod koniec grudnia 1916 r. argumentował, że „socjaliści opowiadają się za wykorzystaniem obecnego państwa i jego instytucji w walce o emancypację klasy robotniczej, utrzymując również, że państwo powinno być wykorzystywane do konkretnej formy przejścia od kapitalizmu do socjalizmu”. Lenin zaatakował Bukharina za „błędne przypisywanie tego [anarchistycznego] poglądu socjalistom”, kiedy stwierdził, że socjaliści chcą „zlikwidować” państwo lub „wysadzić je w powietrze”. Tę „przejściową formę” nazwał dyktaturą proletariatu, „która jest również państwem” [Collected Works, vol. 23, s. 165] Innymi słowy, partia socjalistyczna dążyłaby do przejęcia władzy w ramach istniejącego państwa republikańskiego i, po wprowadzeniu do niego odpowiednich zmian, wykorzystała go do stworzenia socjalizmu.

Trudno się dziwić, że to stanowisko było ortodoksyjne, biorąc pod uwagę faktyczne komentarze zarówno Marksa, jak i Engelsa. Dla przykładu Engels argumentował w kwietniu 1883 roku, podczas gdy on i Marks widzieli „stopniowe rozwiązanie i ostateczne zniknięcie tej organizacji politycznej zwanej państwem” jako „jeden z końcowych rezultatów przyszłej rewolucji, jednocześnie[…] uważali, że […] klasa proletariacka będzie musiała najpierw posiąść zorganizowaną siłę polityczną państwa i z jej pomocą stłumić opór klasy kapitalistycznej i zreorganizować społeczeństwo”. Pomysł, że proletariat musi ‘posiadać’ istniejące państwo, staje się jasny, gdy zauważa, że anarchiści ‘odwracają sprawę’, opowiadając się za tym, że rewolucja „musi się rozpocząć od zniesienia organizacji politycznej państwa”. Dla marksistów „jedyną organizacją, którą zwycięska klasa robotnicza znajdzie gotową do użytku, jest organizacja państwowa. Może to wymagać dostosowania do nowych funkcji. Ale zniszczyć to w takim momencie, byłoby zniszczeniem jedynego organizmu, za pomocą którego klasa pracująca może wykorzystać swoją nowo zdobytą władzę”. [nasz cytat, Op. Cit., vol. 47, s. 10]

Oczywiście jedyną instytucją, którą klasa robotnicza „uważa za gotową do użycia” jest demokratyczne (tj. burżuazyjne) państwo, choć, jak podkreślił Engels, „może ono wymagać adaptacji”. We wstępie do „Wojny domowej we Francji” Marksa z 1871 r. analiza ta została powtórzona, gdy Engels stwierdził, że państwo „jest niczym innym jak maszyną do uciskania jednej klasy przez drugą” i że „jest co najwyżej złem odziedziczonym przez proletariat po jego zwycięskiej walce o władzę klasową, którego najgorsze strony zwycięski proletariat, podobnie jak Komuna, nie może uniknąć, odcinając się”. [Selected Works, s. 258]

Jeśli proletariat tworzy nowe państwo, które zastąpi państwo burżuazyjne, to jak może ono być ‘gotowe do użycia’ i ‘odziedziczone’ przez nie ‘zło’? Jeśli, jak argumentował Lenin, Marks i Engels uważali, że klasa robotnicza musi rozbić burżuazyjne państwo i zastąpić go nowym, to dlaczego miałaby „oderwać się od państwa, które właśnie ‘odziedziczyła’”?

Trzy lata później Engels jasno wyraził swoje stanowisko: „W odniesieniu do proletariatu republika różni się od monarchii tylko tym, że jest gotową formą przyszłej władzy proletariatu”. Następnie stwierdził, że francuscy socjaliści „mają przewagę nad nami w tym, że już ją mają” i ostrzegł przed ‘bezpodstawnymi’ złudzeniami, takimi jak dążenie do „powierzenia jej zadań socjalistycznych, podczas gdy jest zdominowana przez burżuazję”. [Marx and Engels, The Socialist Revolution, s. 296] Było to, co znamienne, po prostu powtórzenie argumentu Engelsa 1891 z jego krytyki projektu programu Erfurt niemieckich socjaldemokratów:

Jeśli jedno jest pewne, to jest to, że nasza partia i klasa robotnicza mogą dojść do władzy tylko w formie demokratycznej republiki. Jest to nawet specyficzna forma dyktatury proletariatu, jak pokazała już Wielka Rewolucja Francuska” [Collected Works, vol. 27, s. 227]

Najwyraźniej Engels nie mówi o ‘komunistycznej republice’ ani o czymś bliskim republice radzieckiej, co wyraża się w pracy Bakunina lub wolnościowym skrzydle Pierwszej Międzynarodówki z ich ideami ‘republiki związkowej’ lub wolnej federacji stowarzyszeń pracowniczych. Jasno i wyraźnie mówi o demokratycznej republice, o obecnym państwie (‘zło odziedziczone przez proletariat’), który ma zostać przejęty i przekształcony.

Bez zaskoczeń, kiedy Lenin cytował ten fragment w „State and Revolution”, natychmiast próbował zaciemnić jego znaczenie. O Engelsie pisał, że „powtórzył tu w szczególnie uderzającej formie podstawową ideę, która przewija się przez całą twórczość Marksa, a mianowicie, że republika demokratyczna jest najbliższym podejściem do dyktatury proletariatu”.[The Lenin Anthology, s. 360] Jednakże, oczywiście, Engels nie zrobił nic takiego. Nie mówił o formie politycznej, która „jest najbliższym podejściem” do dyktatury, lecz pisał tylko o „specyficznej formie” dyktatury, o „jedynej” formie, w której „nasza Partia” może dojść do władzy. Również Hal Draper zaprzeczył, że Engels ma na myśli to, co wyraźnie napisał, argumentując, że naprawdę chodzi mu o Komunię Paryską. „Ze względu na wyrażenie ‘wielka rewolucja francuska’”, jak twierdził Draper, „często przyjmowano założenie, że Engels miał na myśli rewolucję francuską z 1789 r. ale pomysł, że on lub ktokolwiek inny mógłby postrzegać rok 1789 (lub 1793) jako ‘dyktaturę proletariatu’ jest zbyt absurdalny, by go bawić”. [The ‘dictatorship of the proletariat’ from Marx to Lenin, s. 37fn]

Jednak w kontekście nie ma żadnych dowodów na poparcie takiego twierdzenia i co je podważa – Engels omawia historię Francji i nie wspomina o Komunie, ale wspomina o republice z lat 1792-1799 (co znamienne, Lenin nie próbuje sugerować, że Engels miał na myśli Komunę paryską lub cokolwiek innego, co zabraniałoby demokratycznej republice). Engels twierdzi dalej, że „[od 1792 do 1799 roku każdy departament francuski, każda komuna, cieszyła się pełnym samorządem na wzór amerykański, i to jest to, co my również musimy mieć. Ameryka i pierwsza Republika Francuska pokazały nam, jak zorganizować samorządność i jak poradzić sobie bez biurokracji”. Co znamienne, Engels wyraźnie mówił o potrzebie ‘programu partii republikańskiej’, komentując, że „nasi najlepsi ludzie nie mogą zostać ministrami” pod rządami cesarza i argumentując, że w ówczesnych Niemczech nie mogli oni wezwać do utworzenia republiki i musieli podnieść „żądanie koncentracji całej władzy politycznej w rękach przedstawicieli narodu”. Engels podkreślił, że „proletariat może posługiwać się tylko formą jedynej i niepodzielnej republiki” z „samorządem”, czyli „urzędnikami wybranymi w wyborach powszechnych”. [Op. Cit., s. 227-9]

Oczywiste jest, że ‘założenie’, które potępił Draper, ma więcej sensu niż jego własne czy Lenina. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy oczywiste jest, że zarówno Marks, jak i Engels postrzegali Republikę Francuską pod rządami Jakubów jako sytuację, w której proletariat sprawował władzę polityczną (chociaż, podobnie jak Marks z Komuny Paryskiej, nie używają do tego określenia terminu ‘dyktatura proletariatu’). Engels pisał o „panowaniu partii Górskiej” jako o „krótkim czasie, w którym proletariat stał u steru państwa w czasie Rewolucji Francuskiej” i „od 31 maja 1793 do 26 lipca 1794 roku […]żaden burżuj nie odważył się pokazać swojej twarzy w całej Francji”. Marks, podobnie, pisał o tym okresie jako o okresie, w którym „proletariat obala polityczne panowanie burżuazyjne”, ale ze względu na „warunki materialne” jego czyny były ‘w służbie’ rewolucji burżuazyjnej. „Krwawe działanie ludu tylko przygotowało drogę” burżuazji poprzez zniszczenie feudalizmu, do czego burżuazja nie była zdolna. [Op. Cit., vol. 6, s. 373, s. 5 i s. 319]

Najwyraźniej Engels nie uważał za „zbyt absurdalne, by się bawić”, że Republika Francuska z 1793 roku była ‘dyktaturą proletariatu’ i, jak na ironię, ‘każdy inny’ Draper okazał się Marksem! Co więcej, było to dobrze znane w kręgach marksistowskich na długo przed tym, jak Draper złożył swoje zapewnienie. Juliusz Martov (na przykład) po zacytowaniu Marksa na ten temat podsumował, że dla Marksa i Engelsa „panowanie terroru we Francji było chwilową dominacją demokratycznej drobnej burżuazji i proletariatu nad wszystkimi klasami posiadającymi, w tym nad autentyczną burżuazją”. [The State and Socialist Revolution, s. 51]

Podobnie Lenin zacytował Engelsa na temat proletariatu przejmującego ‘władzę państwową’ i nacjonalizującego środki produkcji, aktu, w którym ‘znosi się jako proletariat’ i ‘znosi państwo jako państwo’. Co ważne, to Lenin pisze, że „Engels mówi tu o proletariackiej rewolucji ‘znoszącej’ państwo burżuazyjne, podczas gdy słowa o usychaniu państwa odnoszą się do pozostałości państwa proletariackiego po rewolucji socjalistycznej”. Jednak sam Engels nie dokonuje takiego rozróżnienia i mówi wyłącznie o ‘państwie’ i „staje się ono rzeczywistym przedstawicielem całego społeczeństwa” poprzez „przejęcie środków produkcji w imieniu społeczeństwa”. Być może Lenin miał rację, a Engels naprawdę miał na myśli dwa różne państwa, ale niestety nie uczynił tego wyraźnie, pozwalając marksizmowi, by użył słów Lenina, by został poddany ‘najostrzejszemu wypaczeniu’ przez jego zwolenników, „przycięte i zredukowane […] do oportunizmu”. [Op. Cit., s. 320-2]

Następnie Engels 1887 komentuje, że w USA robotnicy „następnym krokiem w kierunku ich wybawienia” było „utworzenie politycznej partii robotniczej, z własną platformą i podbój Kapitolu i Białego Domu dla jego celu”. Ta nowa partia „jak wszystkie partie polityczne wszędzie […] aspiruje do podboju władzy politycznej”. Engels następnie omawia „bitwę wyborczą” toczącą się w Ameryce. [Marx and Engels, Collected Works, vol. 26, s. 435 i s. 437] Co istotne, 40 lat wcześniej, w 1847 r. , Engels argumentował, że rewolucja „ustanowi demokratyczną konstytucję, a przez to bezpośrednią […] dominacja proletariatu”, gdzie „proletariusze stanowią już większość ludzi”. Zauważył, że „demokratyczna konstytucja została wprowadzona” w Ameryce. [Op. Cit., vol. 6, s. 350 i s. 356] Ciągłość jest istotna, zwłaszcza że te same argumenty pojawiają się przed i po Komunistycznej Paryskiej z 1871 roku.

To nie było odosobnione stwierdzenie. Engels argumentował w tym samym tonie (i podobnie jak we wcześniejszych wypowiedziach) w odniesieniu do Wielkiej Brytanii w 1881 roku, „gdzie przemysłowa i rolnicza klasa robotnicza stanowi ogromną większość narodu, demokracja oznacza dominację klasy robotniczej, ani bardziej, ani mniej. Niech więc klasa robotnicza przygotuje się do czekającego ją zadania – rządzenia tym wielkim imperium […] A najlepszym sposobem na to jest wykorzystanie siły, która już jest w ich rękach, a która jest w ich posiadaniu […] aby wysłać do Parlamentu mężczyzn na własny rozkaz”. Na wypadek, gdyby nie było to wystarczająco jasne, ubolewał, że „wszędzie robotnik walczy o władzę polityczną, o bezpośrednią reprezentację swojej klasy w legislaturze – wszędzie z wyjątkiem w Wielkiej Brytanii”. [Op. Cit., vol. 24, s. 405] Engels twierdzi: „W każdej walce klasy z klasą następną walką jest władza polityczna; klasa rządząca broni swojej politycznej supremacji, czyli bezpiecznej większości w legislaturze; klasa niższa walczy najpierw o udział, potem o całą tę władzę, aby móc zmienić istniejące prawo zgodnie z własnymi interesami i wymaganiami. Tak więc klasa robotnicza Wielkiej Brytanii przez lata walczyła żarliwie, a nawet gwałtownie o Kartę Ludową [która domagała się powszechnych wyborów i corocznych wyborów powszechnych], która miała dać jej tę władzę polityczną”. [Op. Cit., s. 386]

1 maja 1893 r. Engels argumentował, że zadaniem brytyjskiej klasy robotniczej było nie tylko prowadzenie zmagań gospodarczych „ale przede wszystkim zdobywanie praw politycznych, parlament, poprzez klasę robotniczą zorganizowaną w niezależną partię” (co znamienne, w oryginalnym rękopisie stwierdzono ‘ale w zdobyciu parlamentu, władzę polityczną’). Następnie stwierdził, że w 1892 r. w wyborach parlamentarnych robotnicy dali „posmak ich władzy, jak do tej pory niezauważonej” [Op. Cit., vol. 27, s. 395] To, co istotne, jest zgodne z jego komentarzem z 1870 r., że w Wielkiej Brytanii „burżuazja mogła dostać tylko swojego prawdziwego przedstawiciela […] do rządu tylko poprzez rozszerzenie franczyzy, której konsekwencje położą kres wszelkim burżuazyjnym zasadom”. [Selected Works, s. 238]

Marks wydaje się postrzegać głosowanie na rząd jako równoznaczne z władzą polityczną, jako „fundamentalną sprzeczność” demokracji w kapitalizmie polegającą na tym, że klasy, „których społeczne niewolnictwo konstytucja ma utrwalać, oddają władzę polityczną w powszechne wybory”. [Collected Works, vol. 10, s. 79] Dla Engelsa w 1847 r. „demokracja ma za swoje konieczne konsekwencje polityczne rządy proletariatu”. Powszechne wybory „sprawią, że władza polityczna przejdzie z klasy średniej do klasy robotniczej” a więc „ruch demokratyczny dąży do politycznej dominacji proletariatu”. [Op. Cit., vol. 7, p. 299, s. 440 i s. 368] Jak zauważono w części H.3.9, Marks stwierdził, że zamach Bonapartego zakończył władzę polityczną burżuazji, a dla Engelsa „cała burżuazja rządziła, ale tylko przez trzy lata” w II Republice Francuskiej w latach 1848-51. Co znamienne, podczas poprzedniego reżimu Ludwika Filipa (1830-48) „bardzo mała część mieszczan rządziła królestwem”, ponieważ „zdecydowanie większa część była wykluczona z wyborów przez wysokie kwalifikacje [majątkowe]”. [Op. Cit., vol. 27, s. 297]

Wszystko to oczywiście wpisuje się w relację Marksa z Komuny Paryskiej, gdzie, jak wspomniano powyżej, Komuna „została uformowana z radnych miejskich” którzy „zostali wybrani w wyborach powszechnych w różnych okręgach miejskich” w wyborach samorządowych, które odbyły się 26 marca 1871 roku. Po głosowaniu na urząd, Komuna rozbiła odziedziczoną po niej maszynę państwową, uznając, że „klasa robotnicza nie może po prostu trzymać gotowej maszyny państwowej i władać nią dla własnych celów. Pierwszym dekretem Komuny […] było stłumienie stojącej armii i zastąpienie jej przez uzbrojonych ludzi”. W ten sposób Komuna wyobraża sobie jeden z „wszechobecnych organów” związanych ze „scentralizowaną władzą państwową” po tym, jak odziedziczyła ona państwo w drodze wyborów. [Selected Works, s. 287, s. 285] W rzeczy samej, właśnie o to chodziło, co potwierdził Engels w liście z 1884 r. wyjaśniającym, co miał na myśli Marks: „Chodzi po prostu o to, aby pokazać, że zwycięski proletariat musi najpierw przemodelować dawną biurokratyczną, administracyjną, scentralizowaną władzę państwową, zanim będzie mógł wykorzystać ją do własnych celów: podczas gdy wszyscy mieszczańscy republikanie od 1848 roku występowali przeciwko tej maszynerii tak długo, jak długo byli w opozycji, ale kiedy byli w rządzie, przejęli ją bez zmiany i wykorzystywali częściowo wbrew reakcji, ale jeszcze bardziej przeciwko proletariatowi” [Collected Works, vol. 47, s. 74]

Co ciekawe, w drugim zarysie Civil War in France Marks użył słów prawie identycznych z późniejszymi wyjaśnieniami Engelsa: „Ale proletariat nie może, jak to czyniły klasy rządzące i ich różne rywalizujące frakcje w kolejnych godzinach swojego triumfu, po prostu trzymać się istniejącego ciała państwowego i władać tą gotową agencją dla własnych celów. Pierwszym warunkiem sprawowania władzy politycznej jest przekształcenie jej maszyn pracy i zniszczenie jej jako instrumentu władzy klasowej”. [nasz cytat, Collected Works, vol. 22, s. 533]

Oczywiście prawdą jest, że Marks w swojej obronie Komuny wyraził opinię, że nowa ‘Konstytucja Wspólnoty’ miała stać się „rzeczywistością poprzez zniszczenie władzy państwowej” ale od razu argumentuje, że „jedynie represyjne organy starej władzy państwowej miały zostać amputowane”, a „jej uzasadnione funkcje miały zostać z niej usunięte” i „przywrócone odpowiedzialnym ciałom społeczeństwa”. [Selected Works, s. 288-9] Odpowiada to argumentom Engelsa o usunięciu z państwa aspektów odziedziczonych przez proletariat i oznacza ‘zniszczenie’ machiny państwowej (jej aspektów biurokratyczno-militarnych), a nie samej republiki.

Innymi słowy, Lenin miał rację, stwierdzając, że „idea Marksa polega na tym, że klasa robotnicza musi się rozpaść, rozbić ‘gotową maszynę państwową’, a nie ograniczać się tylko do jej trzymania”. Nigdy nie zaprzeczali temu tacy myśliciele jak Karol Kautsky, podkreślali raczej, że dla Marksa i Engelsa powszechne wybory były środkiem do przejęcia władzy politycznej (przynajmniej w republice), a gwałtowna rewolucja była środkiem do stworzenia republiki i obrony jej przed próbami przywrócenia starego porządku. Jak ujął to Engels w 1886 r., Marks wyciągnął „wniosek, że przynajmniej w Europie Anglia jest jedynym krajem, w którym nieuchronna rewolucja społeczna może dokonać się całkowicie pokojowymi i legalnymi środkami. Z pewnością nigdy nie zapomniał dodać, że prawie nie spodziewał się, że angielskie klasy rządzące podporządkują się tej pokojowej i prawnej rewolucji bez ‘pro-niewolniczej rebelii’”. [“Preface to the English edition” u Marksa, Capital, vol. 1, s. 113] Tak więc Kautsky podkreślił, że likwidacja stałej armii jest „absolutnie konieczna, jeśli państwo ma być w stanie przeprowadzić znaczące reformy społeczne”, gdy partia proletariatu jest w stanie „kontrolować ustawodawstwo”. Oznaczałoby to „najpełniejszą demokrację, system milicyjny” po tym, jak, powtórzywszy Manifest Komunistyczny, „podbój demokracji” został osiągnięty. [The Road to Power, s. 69, s. 70 i s. 72] Zasadniczo Lenin wykorzystywał wówczas pomyłkę między rozbiciem państwa a rozbiciem machiny państwowej po uzyskaniu przez partię robotniczą większości w demokratycznej republice. Innymi słowy, Lenin mylił się twierdząc, że „ta lekcja […] została nie tylko całkowicie zignorowana, ale i pozytywnie zniekształcona przez dominującą interpretację marksizmu wg Kautsky’ego”. Jak udowodniliśmy_łyśmy „fałszywe przekonanie, że powszechne wybory ‘w obecnym państwie’ są rzeczywiście zdolne do ujawnienia woli większości ludzi pracy i zapewnienia jej realizacji” nie zostało wymyślone przez ‘burżuazyjnych demokratów’ ani ‘socjalistów szowinistów i oportunistów’. Można ją odnaleźć wielokrotnie w pracach samego Engelsa i Marksa, a więc „idealnie jasna, zwięzła i konkretna wypowiedź Engelsa jest zniekształcana na każdym kroku” nie tylko „na każdym kroku w propagandzie i wzburzaniu ‘oficjalnych’ (tj. oportunistycznych) partii socjalistycznych”, ale także przez samego Engelsa! [Op. Cit., s. 336 i s. 319-20]

Co znamienne, Marks opowiada w 1852 r., jak „władza wykonawcza z jej ogromną biurokratyczną i wojskową organizacją, z jej szeroką i genialną machiną państwową […] powstał w czasach monarchii absolutnej, z rozpadem systemu feudalnego, który przyspieszył”. Po 1848 roku, „w walce z rewolucją, republika parlamentarna została zmuszona do wzmocnienia, wraz z represjami, zasobów i centralizacji władzy rządowej. Wszystkie rewolucje udoskonaliły tę maszynę, zamiast ją rozbić. Partie, które z kolei walczyły o dominację, uważały posiadanie tego ogromnego gmachu państwowego za główny łup zwycięzcy. Jednakw czasach monarchii absolutnej, w czasie pierwszej rewolucji, pod rządami Napoleona, biurokracja była tylko sposobem na przygotowanie klasowych rządów burżuazji. W czasach restytucji, pod rządami Ludwika Filipa, pod rządami republiki parlamentarnej, był to instrument klasy rządzącej, bez względu na to, jak bardzo dążył do własnej władzy. Pod drugim Bonaparte wydaje się, że państwo stało się całkowicie niezależne”. [Selected Works, s. 169-70]

Analiza ta jest powtarzana w The Civil War in France, z wyjątkiem wyrażenia ‘władza państwowa’, które jest używane jako odpowiednik ‘machiny państwowej’. Ponownie przedstawia się maszynę/potęgę państwa jako powstałą przed republiką: „Scentralizowana władza państwowa, z jej wszechobecnymi organami stałej armii, policji, biurokracji, duchowieństwa i sądownictwa […] pochodzi z czasów absolutnej monarchii”. Ponownie, „burżuazyjni republikanie […] przejęli władzę państwową” i wykorzystali ją do represjonowania klasy robotniczej. Ponownie Marks wezwał do ‘zniszczenia władzy państwowej’ i zauważył, że Komuna zniosła zawodową armię, uprzywilejowaną rolę duchownych itd. Sama egzystencja Komuny zakładała „nieistnienie monarchii, która przynajmniej w Europie jest normalnym obciążeniem i nieodzownym płaszczem władzy klasowej. Zapewniło to republice podstawy prawdziwie demokratycznych instytucji” [Op. Cit. s. 285, s. 286, s. 288 i s. 290]

Oczywiście to, co musiała rozbić rewolucja socjalistyczna, istniało zanim powstało państwo republikańskie i było dziedzictwem rządów przedmiejskich (nawet jeśli burżuazja wykorzystywała je do własnych celów). Sposób, w jaki maszyna ta miała zostać rozbita, pozostawiono nieokreślony, ale biorąc pod uwagę, że nie była tożsama z argumentacją ‘republiki parlamentarnej’, Marks nie może być traktowany jako dowód na to, że państwo demokratyczne musiało zostać rozbite lub zniszczone, a nie zajęte w drodze wyborów powszechnych (i odpowiednio zreformowane, poprzez ‘rozbicie’ ‘machiny państwowej’, a także włączenie w to odwołanie przedstawicieli i połączenie zadań administracyjnych i legislacyjnych w ich ręce). Najwyraźniej próba zrównania ‘republiki parlamentarnej’ z ‘maszynerią państwową’, podjęta przez Lenina, nie może być poparta na koncie Marksa. W najlepszym razie można by argumentować, że jest to duch analizy Marksa, być może uaktualniający ją. Jednak nie było to stanowisko Lenina (utrzymywał on, że socjaldemokracja ukryła czytelne wezwanie Marksa do obalenia burżuazyjnej demokracji).

Nie dziwi więc, że Lenin nie omawia licznych cytatów Marksa i Engelsa w tej sprawie, które wyraźnie zaprzeczają jego tezie. Nie wspominając już o tym, że w 1871 roku, kilka miesięcy po Komunie, Marks argumentował, że w Wielkiej Brytanii „droga do pokazania [tj. zamanifestowania] władzy politycznej jest otwarta dla klasy robotniczej. Powstanie byłoby szaleństwem, gdzie pokojowa agitacja szybciej i pewniej wykonałaby pracę” [Collected Works, vol. 22, s. 602] W następnym roku zasugerował, że Ameryka może do niej dołączyć, ponieważ „robotnicy mogą osiągnąć swoje cele pokojowymi środkami” [Op. Cit., vol. 23, s. 255] Jeśli Marks doszedł do wniosku, że państwo kapitalistyczne musi zostać zniszczone, a nie schwytane i zmodernizowane, to szybko zmienił zdanie! W rzeczywistości, podczas samej Komuny, w kwietniu 1871 roku, Marks napisał do swojego przyjaciela Ludwiga Kugelmana: „jeśli spojrzysz na ostatni rozdział mojego Eighteenth Brumaire, przekonasz się, że mówię, iż następną próbą francuskiej rewolucji nie będzie już, jak wcześniej, przeniesienie biurokratycznej machiny wojskowej z jednej strony na drugą, ale przełamanie jej, a to jest niezbędne dla każdej prawdziwej rewolucji ludowej na kontynencie. I to jest to, co nasi heroiczni patryjni [sic!] towarzysze w Paryżu próbują”. [Op. Cit., vol. 44, s. 131] Jak wspomniano powyżej, Marks wyraźnie zauważył, że biurokratyczna machina wojskowa wyprzedziła republikę i w rzeczywistości została przez nią odziedziczona.

Lenin zauważył, że Marks „ogranicza swoje wnioski do kontynentu” w kwestii rozbicia machiny państwowej, ale nie wymienia oczywistego czynnika, że Wielka Brytania zbliżyła się do wyborów powszechnych, dlaczego tak się stało (dlatego też Lenin nie zauważył, że Engels w 1891 r. dodał ‘demokratyczne republiki jak Francja’ do listy państw, w których ‘stare społeczeństwo może pokojowo ewoluować w nowe’ [Op. Cit., vol. 27, s. 226]). W 1917 roku Lenin twierdził, że ‘to ograniczenie’ jest ‘już nieważne’, ponieważ zarówno Wielka Brytania, jak i Ameryka „całkowicie zatopiły się w ogólnoeuropejskim brudnym, krwawym mordzie biurokratyczno-wojskowych instytucji”. [Op. Cit., s. 336-7] Następnie powtórzył to twierdzenie w swojej polemice przeciwko Karlowi Kautskiemu, stwierdzając, że pojęcia o reformie państwa są obecnie nieaktualne z powodu ‘istnienia militaryzmu i biurokracji’, które „nie istniały w Wielkiej Brytanii i Ameryce” w latach siedemdziesiątych XIX wieku. Wskazał, że „najbardziej demokratyczna i republikańska burżuazja w Ameryce […] radzić sobie ze strajkującymi pracownikami” jako kolejny dowód swojego stanowiska. [Collected Works, vol. 28, s. 238 i s. 244] Nie ma to jednak wpływu na kwestię, czy uniwersalne wybory mogłyby zostać wykorzystane w celu rozbijania tej maszyny stanu, czy też nie. Podobnie Lenin nie przyznał się do brutalnego stłumienia strajków w latach 70. i 80. XIX wieku w Ameryce (takich jak wielki przewrót w 1877 r. czy zmiażdżenie ruchu na rzecz 8-godzinnego dnia pracy po zamieszkach policji Haymarket w 1886 r.). Jak słusznie argumentował Martov: „Teoretyczna możliwość [pokojowej reformy] nie ujawniła się w rzeczywistości. Ale sam fakt, że przyznał się do takiej możliwości, wyraźnie pokazuje nam opinię Marksa, nie pozostawiając miejsca na arbitralną interpretację. Co Marks nazwał ‘zniszczeniem maszyny państwowej’ było zniszczeniem aparatu wojskowego i biurokratycznego, który burżuazyjna demokracja odziedziczyła po monarchii i udoskonaliła w procesie utrwalania rządów klasy burżuazyjnej. W rozumowaniu Marksa nie ma nic, co sugerowałoby nawet zniszczenie organizacji państwowej jako takiej i zastąpienie państwa w okresie rewolucji, czyli w okresie dyktatury proletariatu, więzią społeczną ukształtowaną na zasadzie sprzecznej z zasadą państwa. Marks i Engels przewidzieli takie zastąpienie dopiero po zakończeniu procesu ‘stopniowego zanikania’ państwa i wszystkich funkcji przymusu społecznego. Przewidywali oni, że ten zanik państwa i funkcje przymusu społecznego będą wynikiem długotrwałego istnienia reżimu socjalistycznego”. [Op. Cit., s. 31]

Należy również pamiętać, że komentarze Marksa na temat rozbicia machiny państwowej zostały poczynione w odpowiedzi na wydarzenia we Francji, reżimu, który Marks i Engels nie postrzegali jako czysto burżuazyjny. Marks w swojej relacji o Komunie zauważa, że we Francji „szczególne okoliczności historyczne uniemożliwiły klasyczny rozwój […] burżuazyjnej formy rządu”.[Selected Works, s. 289] Dla Engelsa, Proudhon „myli francuski rząd biurokratyczny z normalnym państwem burżuazji, która rządzi zarówno sobą, jak i proletariatem”. [Collected Works, vol. 11, s. 548] W latach siedemdziesiątych XIX wieku Marks uważał Holandię, Wielką Brytanię i USA za „prawdziwie kapitalistyczne państwo” [Op. Cit., vol. 24, s. 499] Co istotne, to właśnie w tych państwach Marks stwierdził wcześniej, że może dojść do pokojowej rewolucji: „Wiemy, że instytucje, zwyczaje i tradycje w różnych krajach muszą być brane pod uwagę; i nie zaprzeczamy istnieniu krajów takich jak Ameryka, Anglia, i gdybym lepiej znał wasze instytucje, mógłbym dodać Holandię, gdzie pracownicy mogą osiągnąć swoje cele pokojowymi środkami. Skoro to prawda, musimy przyznać, że w większości krajów na kontynencie to właśnie siła musi być dźwignią naszej rewolucji; to siła, do której trzeba będzie się na jakiś czas odwołać, aby ustanowić rządy robotników” [Op. Cit., vol. 23, s. 255]

Co ciekawe, w 1886 r. Engels rozszerzył swoją działalność na spekulacje Marksa w odniesieniu do Holandii i potwierdził to. Holandia, jak również „pozostałość samorządu lokalnego i prowincjonalnego” miała również „brak prawdziwej biurokracji w sensie francuskim czy pruskim”, ponieważ tylko w Europie Zachodniej nie miała „monarchii absolutnej” pomiędzy XVI a XVIII wiekiem. Oznaczało to, że „trzeba będzie dokonać tylko kilku zmian, aby ustanowić ten wolny samorząd przez pracujących [ludzi], który z konieczności będzie naszym najlepszym narzędziem w organizacji sposobu produkcji”. [Op. Cit., vol. 47, s. 397-8] Niewielu argumentuje, że rozbicie państwa i zastąpienie go nowym robotniczym naprawdę stanowiłoby ‘kilka zmian’! Stanowisko Engelsa pasuje jednak do przekonania, że „maszyna państwowa” do rozbicia jest spuścizną absolutnej monarchii, a nie strukturą państwową burżuazyjnej republiki demokratycznej. Pokazuje ona również charakter rewolucji marksistowskiej w republice, w „prawdziwie kapitalistycznym państwie” typu Marksa i Engelsa, które ma być wynikiem pierwszego etapu każdej rewolty.

Źródłem rekonstrukcji przez Lenina marksistowskiej teorii państwa, która jako taka była szokiem dla tak wielu marksistów, jest natura Komuny Paryskiej. W końcu głównym wpływem „politycznej wizji” Komuny był anarchizm. „Szorstki szkic organizacji narodowej, na której rozwój Komuna nie miała czasu”, który Marx chwali, ale nie cytuje, został napisany przez zwolennika Proudhona.[Selected Works, s. 288] Wyraził on wyraźnie federalistyczną i ‘oddolną’ strukturę organizacyjną. Wyraźnie oznaczało to ‘zniszczenie władzy państwowej’, a nie dążenie do jej ‘odziedziczenia’. Opierając się na tej wolnościowej rewolcie, nie jest zaskoczeniem, że obrona Marksa przybrała wolnościowy obrót. Jak zauważył Bakunin, który twierdził, że jego „ogólny efekt był tak uderzający, że sami marksiści, którzy widzieli, jak ich pomysły zdrewidowało powstanie, zostali zmuszeni uderzenia się w pierś. Poszli dalej i ogłosili, że jego program i cel są ich, według najprostszej logiki […] To była naprawdę farsowna mistyfikacja, ale chcieli to zrobić, bojąc się, że zostaną wyprzedzeni i pozostawieni w tyle na fali uczuć, które powstały na całym świecie”. [Michael Bakunin: Selected Writings, s. 261]

Charakter The Civil War in France i okoliczności, w jakich została ona napisana, wyjaśniają dlaczego. Marks, publicznie sprzeciwiając się przedtem wszelkim buntom, poparł Komunę po jej rozpoczęciu. Jego esej jest przede wszystkim kawałkiem propagandowym w jej obronie i w zasadzie relacjonuje to, co Komuna faktycznie zrobiła i czego się domagała. W ten sposób, oprócz tego, że przedstawiamy wizję Konstytucji Komuny jako federacji gmin, Marks zauważa, również bez komentarza, że Komuna zarządziła „poddanie się związkom robotników, z rezerwą na odszkodowania, wszystkich zamkniętych warsztatów i fabryk”. [Op. Cit., s. 294] Podczas gdy Engels sugerował niekiedy, że może to być możliwa polityka rządu socjalistycznego, można powiedzieć, że niewielu marksistów uważa ocenianie przez Marksa tego konkretnego aspektu Komuny za kluczowy aspekt jego ideologii. Jak donosi relacja Marksa na temat faktów w Komunie nie mogła ona odzwierciedlać idei wolnościowych, które były tak silne zarówno w niej, jak i we francuskich sekcjach Międzynarodówki – idei, którym poświęcił wiele czasu i energii, aby się przeciwstawić. Co więcej, biorąc pod uwagę szaleństwo nadużyć, na jakie narazili się komunardzi, było mało prawdopodobne, aby Marks przyczynił się do tej reakcji, będąc zbyt krytycznym. Podobnie, biorąc pod uwagę to, jak pozytywnie Komuna została przyjęta przez klasę robotniczą i środowiska radykalne, Marks chciałby uzyskać z niej maksymalne korzyści zarówno dla międzynarodowej, jak i własnej ideologii i wpływów. Zapewniłoby to również uciszenie krytyki Marksa, zwłaszcza że pisał on w imieniu organizacji, która nie była marksistowska i obejmowała różne tendencje socjalistyczne.

Oznacza to, że aby w pełni zrozumieć Marksa i Engelsa, musimy przyjrzeć się wszystkim ich pismom, przed i po Komunie Paryskiej. Znamienne jest zatem, że zaraz po Komunistycznym Marksie stwierdzono, że pracownicy mogą osiągnąć socjalizm, wykorzystując istniejące demokratyczne państwa i że ruch robotniczy powinien uczestniczyć w działaniach politycznych i wysyłać pracowników do Parlamentu. W propozycjach tych nie ma wzmianki o federacji komuny i odzwierciedlają one idee, które on i Engels wyrażali od lat czterdziestych XIX wieku. Dziesięć lat po Komunie Marks stwierdził, że było to „tylko powstanie jednego miasta w wyjątkowych okolicznościach”. [Collected Works, vol. 46, s. 66] Podobnie, zaledwie 3 lata po Komunie, Engels argumentował, że kluczową sprawą w Wielkiej Brytanii jest „stworzenie na nowo silnej partii robotniczej z konkretnym programem, a najlepszym programem politycznym, jakiego mogliby sobie życzyć, jest Karta Ludowa”.[Op. Cit., vol. 23, s. 614] Komuna nie została wspomniana i, co istotne, Marks zdefiniował wcześniej ten program w 1855 r. jako „zwiększenie i rozszerzenie wszechmocy Parlamentu poprzez podniesienie go do władzy publicznej. Oni nie rozbijają parlamentaryzmu, ale podnoszą go do wyższej władzy”. [Op. Cit., vol. 14, s. 243]

Obrona Komuny przez Marksa nie powinna oznaczać ignorowania całego korpusu jego i Engelsa, a wniosek Marksa, że „machina państwowa” musi zostać rozbita w udanej rewolucji, nie powinien być uważany za sprzeczny z jego uwagami na temat wykorzystania istniejącej demokratycznej republiki. Sugeruje to jednak, że doniesienia Marksa o inspirowanych przez Proudhona ideach Komuny nie mogą być brane pod uwagę jako ostateczne uwzględnienie jego idei dotyczących transformacji społecznej.

Znaczący jest fakt, że Marks nie wspomniał nic o zniesieniu istniejącego państwa i zastąpieniu go nowym w swoim wkładzie do „Programu Francuskiej Partii Robotniczej” w 1880 roku. Stwierdzono w nim, że „zbiorowe przywłaszczenie” środków produkcji „może nastąpić jedynie w wyniku rewolucyjnej akcji klasy producentów – proletariatu – zorganizowanej w niezależnej partii politycznej”. Byłoby to „realizowane za pomocą wszelkich środków, jakimi dysponuje proletariat, włącznie z wyborami powszechnymi, które w ten sposób zostaną przekształcone z instrumentu oszustwa, jakim był do tej pory, w instrument emancypacji”. [Op. Cit., vol. 24, s. 340] Nie ma mowy o obaleniu istniejącego państwa i zastąpieniu go nowym państwem, a raczej oczywisty wniosek, który należy wyciągnąć, to fakt, że powszechne wybory były narzędziem, za pomocą którego robotnicy mogli osiągnąć socjalizm. Pasuje to jednak do powtarzających się uwag Marksa, że powszechne wybory były odpowiednikiem władzy politycznej dla klasy robotniczej, w której proletariat stanowił większość ludności. Albo, w rzeczy samej, Engels wiele podobnych uwag. Wyjaśnia to powtarzającą się sugestię Marksa, że istnieją takie kraje jak Ameryka i Wielka Brytania, „gdzie robotnicy mogą osiągnąć swoje cele za pomocą pokojowych środków”. Stąd też Engels: „Można sobie wyobrazić, że stare społeczeństwo może spokojnie wyrosnąć na nowe w krajach, w których cała władza skupia się w przedstawicielach ludu, gdzie można konstytucyjnie robić, co się chce, gdy tylko większość ludzi udzieli poparcia; w republikach demokratycznych, takich jak Francja i Ameryka, w monarchiach, takich jak Anglia, gdzie dynastia jest bezsilna wbrew woli ludu. Ale w Niemczech, gdzie rząd jest praktycznie wszechmocny, a Reichstag i inne organy przedstawicielskie są bez rzeczywistej władzy, aby głosić podobnie w Niemczech […] jest zaakceptowanie liścia figowego absolutyzmu i związanie się z nim”. [Op. Cit., vol. 27, s. 226]

To, co znamienne, powtarza komentarze Marksa w niepublikowanym artykule z 1878 r. na temat debat w Reichstagu na temat praw antysocjalistycznych, gdzie częściowo sugerował, że „jeśli w Anglii […] lub Stanach Zjednoczonych, klasa robotnicza miała uzyskać większość w parlamencie lub Kongresie, mogliby przy pomocy legalnych środków, pozbyć się takich praw i instytucji, które utrudniałyby ich rozwój […] Jednakże ruch ‘pokojowy’ może zostać przekształcony w ‘siłowy’ poprzez opór ze strony osób zainteresowanych przywróceniem poprzedniego stanu rzeczy; jeśli […] są stłumione siłą, to jest jak buntownicy przeciwko ‘legalnej’ sile”. [Op. Cit., vol. 24, s. 248] Niestety, nigdy jej nie ukończył i nie opublikował, ale jest ona zgodna z wieloma jego publicznymi wypowiedziami na ten temat.

Marks wykluczył również kraje europejskiego kontynentu (z ewentualnym wyjątkiem Holandii) z jego propozycji pokojowych reform. W krajach tych przypuszczalnie pierwszym etapem rewolucji byłoby, jak podkreślono w Manifeście Komunistycznym, stworzenie w pełni demokratycznej republiki (‘zwyciężyć w walce o demokrację’ – patrz sekcja H.1.1). Jak ujął to Engels, „pierwszym i bezpośrednim rezultatem rewolucji w odniesieniu do formy może i musi być nic innego jak burżuazyjna republika. Ale to będzie tu tylko krótki okres przejściowy […] Burżuazyjna republika pozwoli nam przekonać wielkie masy robotników do rewolucyjnego socjalizmu […] Tylko dzięki nim może się udać”. Proletariat może używać tylko formy jedynej i niepodzielnej republiki, ponieważ jest „jedyną formą polityczną, w której walka między proletariatem a burżuazją może zostać zakończona”. [Marx and Engels, The Socialist Revolution, s. 265, s. 283 i s. 294] Jak podsumował: „Marks i ja przez czterdzieści lat powtarzaliśmy ad nauseam, że dla nas demokratyczna republika jest jedyną formą polityczną, w której walka między klasą robotniczą a kapitalistyczną może być najpierw powszechna, a następnie doprowadzić do decydującego zwycięstwa proletariatu”. [Collected Works, vol. 27, s. 271]

To właśnie z tych powodów ortodoksyjny marksizm do 1917 roku zajmował stanowisko, że rewolucja socjalistyczna zostanie rozpoczęta poprzez zajęcie istniejącego państwa (zwykle przy urnie wyborczej, lub poprzez powstanie, jeśli nie było to możliwe). Martov w swojej dyskusji o ‘odkryciu’ przez Lenina ‘prawdziwej’ marksistowskiej teorii państwa (w State and Revolution) podkreślił, że idea, iż państwo powinno być rozbijane przez robotników, którzy wówczas „przeszczepialiby do struktury społeczeństwa formy własnych organizacji bojowych”, była ideą wolnościową, obcą Marksowi i Engelsowi. Przyznając, że „w naszych czasach ludzie pracujący biorą na siebie ‘ideę sowietów’ po tym, jak poznali ich jako organizacje bojowe powstałe w procesie walki klasowej na ostrym, rewolucyjnym etapie”, zdystansował Marksa i Engelsa dość skutecznie do takiej pozycji. [Op. Cit., s. 42] Jako taki wnosi ważny wkład w marksizm i przedstawia niezbędny kontrargument do twierdzeń Lenina (w którym to momencie jesteśmy pewni, że dziewięciu na dziesięciu leninistów odrzuci nasz argument, niezależnie od tego, jak dobrze wyjaśnia on pozorne sprzeczności w Marksie i Engelsie, czy jak wiele dowodów można przedstawić na jego poparcie!).

Nie należy mylić tego stanowiska z całkowicie reformatorskim stanowiskiem, jak stało się w przypadku socjaldemokracji. Marks i Engels dobrze wiedzieli, że do stworzenia i obrony republiki potrzebna będzie rewolucja. Engels, na przykład, zauważył „jak całkowicie błędne jest przekonanie, że republika, i to nie tylko republika, ale i społeczeństwo komunistyczne, może być ustanowione w przytulny, pokojowy sposób”. Tak więc do stworzenia republiki potrzebna była gwałtowna rewolucja – Marks i Engels byli przecież rewolucjonistami. W jednej z republik obaj uznali, że powstanie będzie konieczne do obrony demokratycznego rządu przed próbami utrzymania pozycji ekonomicznej przez klasę kapitalistyczną. Uniwersalne wybory były, cytując Engelsa, „wspaniałą bronią”, która, choć „wolniejsza i bardziej nudna niż wezwanie do rewolucji”, była „dziesięć razy bardziej pewna i co jeszcze lepsze, wskazuje z najdoskonalszą dokładnością dzień, w którym należy wezwać do rewolucji zbrojnej”.Było tak dlatego, że „nawet dziesięć do jednego, że powszechne wybory, inteligentnie wykorzystane przez robotników, doprowadzą władców do obalenia legalności, to znaczy postawią nas w najkorzystniejszej pozycji do dokonania rewolucji. Wielkim błędem”, twierdził Engels, było „myślenie, że rewolucja jest czymś, co można zrobić z dnia na dzień. W rzeczywistości jest to proces rozwoju mas, który trwa kilka lat nawet w warunkach przyspieszających ten proces”. Tak było w przypadku, „jako rewolucyjny, każdy środek prowadzący do celu jest odpowiedni, w tym najbardziej gwałtowny i najbardziej pacyficzny”. [Marx and Engels, The Socialist Revolution, s. 283, s. 189, s. 265 i s. 274] Jednak z biegiem czasu, w miarę rozprzestrzeniania się partii socjaldemokratycznych i wyborów powszechnych, nacisk zmienił się z powstania (gwałtowne obalenie burżuazji z Manifestu) na ostatnie stwierdzenie Engelsa, że „warunki walki zasadniczo się zmieniły. Bunt w starym stylu, walki uliczne z barykadami […] był w znacznym stopniu przestarzały”. [Selected Works, s. 45 i s. 653-4]

Oczywiście, ani Marks, ani Engels (w przeciwieństwie do Bakunina, znacząco) nie widzieli wzrostu reformizmu, który zazwyczaj czynił zbędnym potrzebę ‘obalenia legalności’ klasy rządzącej. Nie widzieli też w tej kwestii wpływu władzy gospodarczej na kontrolowanie partii pracowniczych po objęciu stanowiska. Oczywiście, zbrojne zamachy stanu miały na celu obalenie nawet nieco reformatorskich rządów, ale dzięki wykorzystaniu ‘działań politycznych’ klasa robotnicza nie była w stanie ‘dokonać rewolucji’ w odpowiedzi. Oczywiście nie to, że były one wymagane w większości republik, ponieważ wykorzystanie metod marksistowskich spowodowało, że wiele radykalnych partii stało się tak reformatorskich, że kapitaliści mogą z łatwością tolerować objęcie przez nie urzędu lub wykorzystywać naciski gospodarcze i biurokratyczne do ich kontrolowania.

Daleko od sporów, jak sugerował Lenin, nt. zniszczenie państwa kapitalistycznego, Marks i Engels konsekwentnie opowiadali się za stosowaniem uniwersalnych wyborów w celu uzyskania kontroli nad państwem, które następnie zostałyby wykorzystane do rozbicia lub rozbicia ‘maszyny państwowej’. Rewolucja byłaby potrzebna do stworzenia republiki i obrony jej przed reakcją, ale kluczem było wykorzystanie działań politycznych do przejęcia władzy politycznej w demokratycznym państwie. Najbliżej Marksa lub Engelsa do adwokatury rad robotniczych było w 1850 roku, kiedy to Marks zaproponował robotnikom niemieckim, by obok ‘nowych oficjalnych rządów’ stworzyli swoje własne, rewolucyjne rządy robotnicze. Mogą one mieć dwie formy, albo ‘komitetów komun i rad miejskich’, albo ‘klubów pracowniczych lub komitetów pracowniczych’. Nie ma żadnej wzmianki o tym, jak byłyby one zorganizowane, ale ich celem byłoby nadzorowanie i grożenie oficjalnym rządom „przez władze wspierane przez całą masę pracowników”. Te kluby byłyby ‘scentralizowane’. Ponadto, „kandydaci na pracowników [powinni] stawiać się obok burżuazyjno-demokratycznych kandydatów aby ‘zachować niezależność’ (Chociaż ta niezależność oznaczała udział w instytucjach burżuazyjnych, tak że „żądania robotników muszą być wszędzie regulowane przez ustępstwa i środki demokratów”). [The Marx-Engels Reader, s. 507, s. 508 i s. 510] Podczas gdy te ‘komitety pracownicze’ mogły teoretycznie być wybierane z miejsca pracy, Marks nie wspominał o tej możliwości (mowa o ‘radach miejskich’ sugeruje, że taka możliwość była mu obca). Należy również zauważyć, że Marks był echem Proudhona, który rok wcześniej twierdził, że kluby „muszą być zorganizowane. Organizacja społeczeństw popularnych była podstawą demokracji, kamieniem węgielnym porządku republikańskiego”. [No Gods, No Masters, vol. 1, s. 48]

Tak więc, podobnie jak w przypadku sowietów, nawet idea klubów robotniczych jako sposobu zapewnienia masowego uczestnictwa została po raz pierwszy podjęta przez anarchistów (choć oczywiście zainspirowana samoorganizacją klasy robotniczej w czasie rewolucji francuskiej 1848 roku).

Dla wielu to wszystko może wydawać się nieco akademickie. Czy to ma znaczenie? W końcu większość marksistów podpisuje się dziś pod pewnym zróżnicowaniem stanowiska Lenina, a więc w niektórych aspektach to, co Marks i Engels naprawdę uważali za nieistotne. Rzeczywiście, jest możliwe, że Marks w obliczu rad robotniczych, tak jak był w Komunie, przyjąłby je (być może nie, ponieważ był lekceważący wobec podobnych idei wyrażonych w wolnościowym skrzydle Pierwszej Międzynarodówki). Mienszewicy użyli przecież argumentów Marksa z lat pięćdziesiątych XIX w., by wesprzeć swoją działalność w sowietach w 1905 r. (podczas gdy bolszewicy wyrażali wrogość zarówno wobec polityki, jak i wobec sowietów) i oczywiście nie ma w nich nic, co mogłoby wykluczyć takie stanowisko. Ważne jest to, że pomysł, iż marksiści zawsze podpisywali się pod ideą, że rewolucja społeczna opierałaby się na własnych organizacjach bojowych robotników (czy to związkowych, sowieckich czy innych), jest stosunkowo nowy dla ideologii. Jeśli, jak twierdzi John Rees, „rewolucja socjalistyczna musi przeciwstawić Sowietów parlamentowi […] Właśnie dlatego, że potrzebuje organu łączącego władzę gospodarczą – władzę do strajku i przejęcia kontroli nad miejscami pracy – z powstańczą walką o władzę polityczną” i „zniszczeniem starego państwa”, ironią losu jest to, że to Bakunin, a nie Marks, opowiadał się za takim stanowiskiem. [Op. Cit., s. 25] Biorąc to pod uwagę, szok, który spotkał się z argumentami Lenina w 1917 r., może być łatwo zrozumiały.

Zamiast zakorzenić się w marksistowskiej wizji rewolucji, jak to ma miejsce w anarchizmie przynajmniej od lat sześćdziesiątych XIX wieku, rady robotnicze odgrywały, pomijając retorykę, rolę liścia figowego dla władzy partyjnej (wolnościowy marksizm jest tu godnym uwagi wyjątkiem). Zostały one przyjęte przez jego leninowskie skrzydło wyłącznie jako środek zapewnienia władzy partyjnej. Zamiast postrzegać je jako najważniejszy zysk z rewolucji, ponieważ pozwalają na masowe uczestnictwo, rady pracowników były postrzegane i wykorzystywane po prostu jako środek, za pomocą którego partia może przejąć władzę. Po osiągnięciu tego celu sowieci mogą zostać zepchnięci na margines i zignorowani bez wpływu na ‘proletariacki’ charakter rewolucji w oczach partii: „Podczas gdy prawdą jest, że Lenin uznał różne funkcje i demokratyczną rację bytu zarówno dla sowietów, jak i dla jego partii, w ostatniej analizie to właśnie partia była ważniejsza od sowieckiej. Innymi słowy, partia była ostatnim składowiskiem suwerenności klasy robotniczej. W związku z tym nie wydaje się, aby Lenin zastanawiał się nad upadkiem sowietów po 1918 r. lub był szczególnie zaniepokojony tym faktem.” [Samuel Farber, Before Stalinism, s. 212]

Perspektywa ta wynika z braku zainteresowania Marksa i Engelsa, wyrażonego w formach, jakie przybrałaby rewolucja proletariacka, czego przykładem są komentarze Engelsa o konieczności ‘odchudzania’ aspektów państwa ‘odziedziczonych’ przez klasę robotniczą. Brakuje idei, że organizacje, które ludzie tworzą w swojej walce o wolność, mogą pomóc w określeniu wyniku rewolucji. Jasna jest raczej koncepcja, że każdą strukturę można zawłaszczyć i (po odpowiedniej modyfikacji) wykorzystać do odbudowy społeczeństwa. Wynika to nie tylko z wadliwej marksistowskiej teorii państwa, którą omawiamy w sekcji H.3.7. Jeśli, jak twierdzili Marks i Engels, państwo jest po prostu instrumentem reguły klasowej, wówczas bezproblemowe staje się wykorzystanie istniejącego państwa republikańskiego lub stworzenie nowej formy państwa wraz z reprezentatywnymi strukturami. Co więcej, perspektywa marksistowska nie może powstrzymać się od odebrania znaczenia organizacjom masowej klasy pracującej, koniecznej do odbudowy społeczeństwa w socjalistyczny sposób i umieszczenia go w grupie która ‘odziedziczy’ państwo i ‘odetnie’ jego negatywne aspekty, a mianowicie partię i przywódców, którzy nim kierują i nowe ‘państwo robotnicze’.

Ta koncentracja na partii stała się za czasów Lenina (i bolszewików w ogóle) czysto instrumentalną perspektywą dla rad pracowniczych i innych organizacji. Przydawały się one wyłącznie w zakresie, w jakim pozwalały na przejęcie władzy przez partię bolszewicką (rzeczywiście Lenin stale utożsamiał władzę robotniczą i radziecką z władzą bolszewicką i, jak zauważył Martin Buber, dla Lenina “Cała władza Sowietom!” ostatecznie oznaczała“Cała władza poprzez Sowiety”). Można zatem wnioskować że jego książka State and Revolution była sposobem na wykorzystanie Marksa i Engelsa do wsparcia jego nowej, odnalezionej idei sowieckiej jako podstawy do stworzenia bolszewickiego rządu, a nie zasadniczej obrony rad robotniczych jako ram rewolucji socjalistycznej. Omówimy tę kwestię w następnej sekcji.

H.3.9 Czy państwo jest pośrednikiem władzy ekonomicznej?

Jak omówiliśmy_łyśmy w sekcji H.3.7, marksistowska teoria państwa myli empiryczną analizę państwa z metafizyczną. Engels jest świadomy, że państwo rozwijało się w celu zapewnienia władzy klasom mniejszościowym i, jak przystało na jego zadanie, rozwinęło specyficzne cechy charakterystyczne dla pełnienia tej roli, ale podniósł również koncepcję, że państwo („z reguły”) jest „państwem najpotężniejszej, ekonomicznie dominującej klasy” i „za pośrednictwem państwa, staje się również klasą dominującą politycznie”. Tak więc państwo te może być uważane, w istocie, za „nic innego jak maszyna do uciskania jednej klasy przez drugą”. „Na pewnym etapie rozwoju gospodarczego”, podkreślił Engels „które z konieczności wiązało się z podziałem społeczeństwa na klasy, państwo stało się koniecznością z powodu tego podziału”. [Selected Works, s. 577-8, s. 579 i s. 258] Dla Lenina była to „podstawowa idea marksizmu w kwestii historycznej roli i znaczenia państwa”, a mianowicie, że „państwo jest organem władzy klasowej, organem ucisku jednej klasy przez drugą”. [Essential Works of Lenin, s. 273 i s. 274]

Wyraźnie widać, że państwo jest po prostu instrumentem, bez szczególnych interesów własnych. Jeśli tak jest, korzystanie z państwa przez proletariat jest bezproblemowe (a więc zmieszanie samoorganizacji klasy pracującej z państwem, o którym mówiliśmy w różnych punktach powyżej, nie ma znaczenia). Argument ten może prowadzić do uproszczonych wniosków, np. gdy w „państwie robotniczym” władzę sprawuje „rewolucyjny” rząd, nie musimy się martwić o nadużycia władzy, ani nawet o swobody obywatelskie (takie stanowisko było powszechne np. w szeregach bolszewickich podczas rosyjskiej wojny domowej). Znajduje się on również w samym sercu wypaczeń Trockiego w odniesieniu do stalinizmu, odmawiając postrzegania państwowej biurokracji jako nowej klasy rządzącej tylko dlatego, że państwo z definicji nie mogło odgrywać takiej roli.

Dla anarchistów to stanowisko jest fundamentalną słabością marksizmu, znakiem, że główny nurt pozycji marksistowskiej w znacznym stopniu źle rozumie naturę państwa i potrzeby rewolucji społecznej. Musimy jednak podkreślić, że anarchiści_stki zgadzają się, że państwo zasadniczo służy interesom klas dominujących gospodarczo. Bakunin, na przykład, argumentował, że państwo „jest władzą, dominacją i siłą, zorganizowaną przez właścicieli nieruchomości i tzw. klasy oświecone przeciwko masom”. Widział on rewolucję społeczną jako niszczącą kapitalizm i państwo jednocześnie, to znaczy „obalającą dominację państwa i klas uprzywilejowanych, które ono wyłącznie reprezentuje”. [The Basic Bakunin, s. 140] Jednak anarchiści nie sprowadzają naszej analizy i zrozumienia państwa do tego uproszczonego poziomu marksistowskiego. Zdając sobie sprawę, że państwo jest środkiem zapewniającym dominację elity gospodarczej, o czym mówiliśmy w części B.2.5, anarchiści uznają, że machina państwowa ma również własne interesy. Państwo, dla anarchistów, jest przekazaniem władzy w ręce niewielu. Stwarza to, ze swej natury, uprzywilejowaną pozycję dla tych, którzy znajdują się na szczycie hierarchii: „Rząd, czyli grupa ludzi, którym powierzono tworzenie praw i którzy są upoważnieni do korzystania ze zbiorowej siły, aby zobowiązać każdą jednostkę do ich przestrzegania, jest już klasą uprzywilejowaną i odciętą od ludzi. Jak każdy ustanowiony organ będzie instynktownie starał się rozszerzyć swoje uprawnienia, być poza kontrolą publiczną, narzucać własną politykę i nadawać priorytet swoim szczególnym interesom. Będąc w uprzywilejowanej pozycji, rząd jest już w sprzeczności z ludem, którego siłą dysponuje”. [Malatesta, Anarchy, s. 36]

Reżim bolszewicki podczas rewolucji w Rosji udowodnił słuszność tej analizy. Bolszewicy przejęli władzę w imieniu sowietów, ale wkrótce zmarginalizowali ją, zagarnęli i rozwiązali, by utrzymać się u władzy, narzucając jednocześnie wizję socjalizmu (właściwie kapitalizmu państwowego) sprzeczną z powszechnymi aspiracjami.

Dlaczego tak jest, nie jest trudne do odkrycia. Biorąc pod uwagę, że państwo jest wysoce scentralizowaną, odgórną strukturą, nie jest zaskoczeniem, że wokół siebie rozwija uprzywilejowaną klasę, biurokrację, wokół niej. Nierówność władzy sugerowana przez państwo jest źródłem przywilejów i ucisku niezależnego od własności i klasy ekonomicznej. Osoby kierujące instytucjami państwowymi miałyby za zadanie chronić (i rozszerzać) swój obszar działania, dbając o to, by wybierać osoby, które podzielają ich poglądy i którym mogą przekazać swoje stanowiska. Kontrolując przepływ informacji, personelu i zasobów, członkowie wyższych sfer państwa mogą zapewnić sobie i swoim własnym przetrwanie i dobrobyt. W związku z tym politycy, którzy zostali wybrani, znajdują się w niekorzystnej sytuacji. Państwo jest stałym zbiorem instytucji, które mają ugruntowane struktury władzy i interesy. Politycy przychodzą i odchodzą, podczas gdy władza w państwie leży w jego instytucjach ze względu na ich trwałość. Należy oczekiwać, że takie instytucje będą miały swoje własne interesy i będą je realizować, kiedy tylko będą mogły.

Nie zmieniłoby się to zasadniczo w nowym „państwie robotniczym”, które, jak wszystkie państwa, opiera się na przekazaniu i centralizacji władzy w kilku rękach. Każdy ‘rząd pracowniczy’ potrzebowałby nowego aparatu do egzekwowania swoich praw i dekretów. Potrzebne byłyby skuteczne środki gromadzenia i zestawiania informacji. W ten sposób stworzyłoby to „zupełnie nową drabinę administracyjną, aby rozszerzyć jej rządy i uczynić innych posłusznymi”. Podczas gdy rewolucja społeczna potrzebuje masowej partycypacji, państwo ogranicza inicjatywę do tych nielicznych, którzy są u władzy i „niemożliwe będzie opracowanie przez jedną lub nawet kilka jednostek wymaganych form społecznych”, które „mogą być jedynie zbiorową pracą mas […] Jakakolwiek władza zewnętrzna będzie jedynie przeszkodą, utrudnieniem w pracy organicznej, która musi być wykonana; nie będzie ona lepsza od źródła niezgody i nienawiści”. [Kropotkin, Words of a Rebel, s. 169 i s. 176-7]

Zamiast ‘zanikać’, każde „państwo robotnicze” miałoby tendencję do rozwoju administracji i w ten sposób rząd tworzy wokół siebie klasę biurokratów, których pozycja różni się od reszty społeczeństwa. Odnosi się to również do produkcji. Nie będąc w stanie zarządzać wszystkim, państwo musiałoby ponownie wprowadzić zarządzanie hierarchiczne, aby zapewnić realizację swoich zamówień i wydobycie odpowiedniej nadwyżki z pracowników w celu zaspokojenia potrzeb maszyny państwowej. Tworząc silną ekonomicznie klasę, na której może polegać, aby zdyscyplinować siłę roboczą, po prostu odtworzyłby na nowo kapitalizm w postaci „kapitalizmu państwowego” (tak właśnie stało się w czasie rewolucji rosyjskiej). Aby wyegzekwować swoją wolę od ludzi, których rzekomo reprezentuje, wymagane i wkrótce utworzone zostałyby wyspecjalizowane organy uzbrojonych ludzi (policja, wojsko). Tego wszystkiego należy się spodziewać, ponieważ socjalizm państwowy „powierza nielicznym zarządzanie życiem społecznym i [tak] prowadzi do wyzysku i ucisku mas przez nielicznych”. [Malatesta, Op. Cit., s. 47]

Ten proces wymaga czasu. Jednak tendencja do wymykania się rządu spod kontroli społecznej i tworzenia wokół niego uprzywilejowanych i potężnych instytucji jest widoczna we wszystkich rewolucjach, w tym w Komuny Paryskiej i Rewolucji Rosyjskiej. W tym pierwszym przypadku Rada Komuny była „w dużej mierze ignorowana […] po ustanowieniu. Powstanie, faktyczne zarządzanie sprawami miasta i wreszcie walka z Wersalem, były podejmowane głównie przez popularne kluby, komitety czuwania dzielnicowego i bataliony Gwardii Narodowej. Gdyby Komuna Paryska (Rada Miejska) przetrwała, jest bardzo wątpliwe, czy mogłaby uniknąć konfliktu z tymi luźnymi formacjami ulicznymi i milicyjnymi. Rzeczywiście, pod koniec kwietnia, około sześć tygodni po powstaniu, Komuna utworzyła ‘wszechmocny’ Komitet Bezpieczeństwa Publicznego, organ odkupiony wspomnieniami dyktatury i terroru Jakobińskiego który stłumił nie tylko prawicę w Wielkiej Rewolucji [francuskiej] sto lat wcześniej, ale także lewicę”. [Murray Bookchin, Post-Scarcity Anarchism, s. 90] Mniejszość członków rady (głównie ci aktywni na arenie międzynarodowej) stwierdziła, że „Komuna Paryska oddała swój autorytet dyktaturze” i „ukrywała się za dyktaturą, której wyborcy nie upoważnili nas do jej przyjęcia lub uznania”. [The Paris Commune of 1871: The View from the Left, Eugene Schulkind (ed.), s. 187] Komuna została zmiażdżona, zanim ten proces mógł się w pełni rozwinąć, ale przesłanki pozostały (choć niewątpliwie przeszkadzałaby w tym lokalna skala zaangażowanych instytucji). Jak omawiamy w sekcji H.6 podobny proces ‘rewolucyjnej’ władzy wymykającej się spod kontroli społecznej miał miejsce od samego początku rewolucji rosyjskiej. Fakt, że bolszewicki reżim trwał dłużej i był bardziej scentralizowany (i obejmował większy obszar), zapewnił pełny rozwój tego procesu, a ‘rewolucyjny’ rząd stworzył wokół siebie instytucje (biurokrację), które ostatecznie poddały polityków i liderów partii wpływom, a następnie dominacji.

Krótko mówiąc, wizja państwa jako instrumentu władzy klasowej zasłania jego zwolennikom niebezpieczeństwa związane z nierównością polityczną w zakresie władzy, niebezpieczeństwa związane z nadaniem małej grupie ludzi władzy nad wszystkimi innymi. Państwo ma pewne właściwości, ponieważ jest państwem i jedną z nich jest tworzenie wokół niego klasy biurokratycznej ze względu na jego scentralizowany, hierarchiczny charakter. W kapitalizmie biurokracja państwowa jest (na ogół) pod kontrolą klasy kapitalistycznej. Jednakże uogólnianie tego konkretnego przypadku jest błędem, ponieważ biurokracja państwowa jest klasą samą w sobie – a zatem próby zniesienia klas bez zniesienia państwa są skazane na niepowodzenie: „Państwo zawsze było spadkobiercą jakiejś uprzywilejowanej klasy: klasy świętych, szlachty, burżuazji – i wreszcie, gdy wszystkie inne klasy się wyczerpały, na scenę wchodzi klasa biurokracji i wtedy państwo upada, lub podnosi się, jeśli się chce, do pozycji maszyny” [Bakunin, The Political Philosophy of Bakunin, s. 208]

Tak więc państwo nie może być po prostu uznane za instrument rządów przez klasy ekonomiczne. Może to być całkiem skuteczna siła pasożytnicza sama w sobie, jak sugerują zarówno dowody antropologiczne jak i historyczne. Pierwsza z nich podnosi możliwość, że państwo powstało przed klasami ekonomicznymi i że jego korzenie tkwią w nierównościach władzy (tj. hierarchii) w społeczeństwie, a nie w nierównościach bogactwa. To ostatnie wskazuje na przykłady społeczeństw, w których państwo nie było w rzeczywistości instrumentem władzy klasowej (ekonomicznej), ale raczej realizowało swój własny interes.

Jeśli chodzi o antropologię, Michael Taylor podsumowuje, że „dowody nie dają [marksistowskiej] propozycji [że wzrost klas ekonomicznych spowodował powstanie państwa] dużego poparcia. Wiele dowodów, które zostały przedstawione na jego poparcie, wskazuje jedynie na to, że państwa pierwotne, niedługo po ich powstaniu, były rozwarstwieniem gospodarczym. Ale jest to oczywiście spójne również z jednoczesnym wzrostem […] rozwarstwienia politycznego i ekonomicznego lub z uprzednim rozwojem państwa – tzn. rozwarstwienia politycznego – i tworzeniem rozwarstwienia ekonomicznego przez klasę rządzącą”. [Community, Anarchy and Liberty, s. 132] Cytuje Elmana Service’a: „We wszystkich archaicznych cywilizacjach i znanych historycznie wodzach i prymitywnych państwach ‘rozwarstwienie’ pochodziło[…] głównie z dwóch klas, zarządzających i rządzonych – warstw politycznych, a nie warstw własnościowych” [cytował Taylor, Op. Cit., s. 133]

Taylor argumentuje, że „osłabienie wspólnoty i rozwój rażących nierówności są towarzyszącymi im i konsekwencjami formacji państwowej”. Wskazuje on na „zarodek formacji państwowej” znajdujący się w nieformalnych hierarchiach społecznych, które istnieją w społeczeństwach plemiennych. [Op. Cit., s. 133 i s. 134] Tak więc państwo nie jest początkowo produktem klas ekonomicznych, ale raczej niezależnego rozwoju opartego na nierównościach władzy społecznej. Harold Barclay, anarchista, który badał dowody antropologiczne w tej sprawie, zgadza się: „W teorii marksistowskiej władza pochodzi przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, z kontroli środków produkcji i dystrybucji bogactwa, to znaczy z czynników ekonomicznych. Oczywiste jest jednak, że władza wywodząca się z wiedzy – i zazwyczaj wiedza w stylu ‘religijnym’ – jest często bardzo znacząca, przynajmniej w dynamice społecznej małych społeczeństw […] Czynniki ekonomiczne nie są jedynym źródłem energii. Rzeczywiście, widzimy to również we współczesnym społeczeństwie, gdzie kapitalistyczny właściciel nie ma całkowitej władzy. Dowodzą nim raczej technicy i inni specjaliści, nie ze względu na swoje bogactwo ekonomiczne, ale ze względu na swoją wiedzę”. [cytował Alan Carter, Marx: A Radical Critique, s. 191]

Jeśli, jak podsumowuje Bookchin, „hierarchie poprzedzają klasy”, to próba użycia hierarchicznej struktury, takiej jak państwo, aby je zlikwidować jest po prostu myśleniem życzeniowym. Jeśli chodzi o nowsze dzieje ludzkości, to istnieją liczne przykłady państwa, które nie jest instrumentem (ekonomicznego) panowania klasy. Raczej państwo było klasą rządzącą. Podczas gdy najbardziej oczywistym przykładem są reżimy stalinowskie, w których państwowa biurokracja rządziła państwową gospodarką kapitalistyczną, było wiele innych, jak zauważył Murray Bookchin:“Każde państwo niekoniecznie jest zinstytucjonalizowanym systemem przemocy w interesie konkretnej klasy rządzącej, jak chciałby nam wierzyć marksizm. Istnieje wiele przykładów państw, które były ‘klasą rządzącą’ i których własne interesy istniały zupełnie poza – nawet w antagonizmie – uprzywilejowanymi, przypuszczalnie ‘rządzącymi’ klasami w danym społeczeństwie. Starożytny świat daje świadectwo wyraźnie kapitalistycznym klasom, często bardzo uprzywilejowanym i wyzyskującym, które zostały zdławione przez państwo, przez nie ograniczone, a ostatecznie przez nie pożarte – po części dlatego społeczeństwo kapitalistyczne nigdy nie wyłoniło się ze świata starożytnego. Państwo nie ‘reprezentowało’ również innych interesów klasowych, takich jak szlachta ziemska, kupcy, rzemieślnicy i tym podobne. Ptolemejskie państwo w hellenistycznym Egipcie było interesem własnym i ‘reprezentowało’ jedynie swój własny interes. Tak samo jest z Aztekami i Inkami, dopóki nie zostały zgromione przez hiszpańskich najeźdźców. Za czasów cesarza Domicjana państwo rzymskie stało się głównym ‘interesem’ imperium, zastępując interesy nawet arystokracji ziemskiej, która miała taki prymat w społeczeństwie śródziemnomorskim […]Państwa bliskowschodnie, takie jak egipskie, babilońskie i perskie, były praktycznie rozszerzonymi gospodarstwami domowymi poszczególnych monarchów […] Faraonowie, królowie i cesarze nominalnie posiadali tę ziemię (często wspólnie z kapłaństwem) w zaufaniu bóstw, które albo były wcielone w monarchę, albo były przez niego reprezentowane. Imperia królów azjatyckich i północnoafrykańskich były ‘gospodarstwami domowymi’, a ludność była postrzegana jako ‘słudzy pałacu’ […] Te ‘państwa’ w rzeczywistości nie były jedynie motorem eksploatacji lub kontroli w interesie uprzywilejowanej ‘klasy’ […] Państwo egipskie było bardzo realne, ale nie ‘reprezentowało’ niczego poza sobą. [Remaking Society, s. 67-8]

Bakunin wskazał na Serbię turecką, gdzie dominujące ekonomicznie klasy „nawet nie istnieją – istnieje tylko klasa biurokratyczna. W ten sposób serbskie państwo zmiażdży serbski naród tylko po to, by umożliwić serbskim biurokratom grubsze życie”. [Statism and Anarchy, s. 54] Leninista Tony Cliff, próbując udowodnić, że stalinowska Rosja była państwowym kapitalistą, a jej biurokracja klasą rządzącą, wskazał na różne społeczeństwa, które „miały głębokie zróżnicowanie klasowe, oparte nie na własności prywatnej, ale na własności państwowej. Takie systemy istniały w faraońskim Egipcie, muzułmańskim Egipcie, Iraku, Persji i Indiach”. Bardziej szczegółowo omawia przykład arabskiego feudalizmu, w którym „pan feudalny nie posiadał stałej domeny, lecz należał do klasy, która zbiorowo kontrolowała ziemię i miała prawo do odpowiedniej dzierżawy”. Była to „własność ziemi przez państwo”, a nie przez jednostki. [State Capitalism in Russia, s. 316-8] W związku z tym pomysł, że państwo jest po prostu instrumentem reguły klasowej, wydaje się nie do przyjęcia. Jak twierdził Gaston Leval, „państwo, ze swej natury, ma tendencję do prowadzenia własnego życia”. [cytował Sam Dolgoff, A Critique of Marxism, s. 10]

Dorozumiana teoria państwa Marksa – teoria, która redukując władzę polityczną do realizacji interesów dominujących klas ekonomicznych, wyklucza wszelką troskę o potencjalnie autorytarne i opresyjne skutki autorytarnych i scentralizowanych metod rewolucyjnych […] Niebezpieczeństwo to (czyli odrzucenie uzasadnionych obaw dotyczących władzy politycznej) jest ukryte w głównych cechach podejścia Marksa do polityki” [Alan Carter, Op. Cit., s. 219] Aby podsumować wnioski: „Skupiając zbyt wiele uwagi na strukturze gospodarczej społeczeństwa i nie poświęcając wystarczającej uwagi problemom władzy politycznej, Marks pozostawił po sobie dziedzictwo, którego lepiej byłoby nie dziedziczyć. Postrzegana potrzeba autorytarnej i scentralizowanej organizacji rewolucyjnej jest usankcjonowana przez teorię Marksa, ponieważ jego teoretyczne podporządkowanie władzy politycznej klasom ekonomicznym najwyraźniej czyni postrewolucyjną władzę polityczną bezproblemową”. [Op. Cit., s. 231]

Do stalinizmu przyczyniło się wiele czynników, w tym wadliwa teoria państwa marksistowskiego. Podkreślając, że socjalizm oznaczał nacjonalizację własności, doprowadził do zarządzania państwem, które z kolei wywłaszczyło klasę robotniczą, gdyż do jego prowadzenia potrzebna była ogromna biurokracja kierownicza. Co więcej, marksizm ukrywał tę nową klasę rządzącą, ponieważ twierdził, że państwo ‘reprezentuje’ klasę ekonomiczną i nie ma własnych interesów. Stąd zupełna niezdolność Trockiego do zrozumienia stalinizmu i jego obłąkanej formuły, że proletariat pozostał klasą rządzącą pod rządami Stalina (lub, w tym wypadku, pod jego i Lenina)!

Jednak marksizm to coś więcej niż dominująca teoria państwa. Biorąc pod uwagę ślepotę ortodoksyjnego marksizmu na tę kwestię, wydaje się ironią losu, że jedna z osób za nią odpowiedzialnych również dostarcza anarchistom dowodów na poparcie naszego argumentu, że państwo nie jest tylko narzędziem rządzenia klasą, ale raczej ma swoje własne interesy. Engels argumentuje, że proletariat, „aby nie stracić ponownie swojej jedynej właśnie zdobytej przewagi”, musiałby „zabezpieczyć się przed własnymi zastępcami i urzędnikami, ogłaszając ich wszystkich, bez wyjątku, w każdej chwili do odwołania”. [Selected Works, s. 257] Gdyby jednak państwo było po prostu instrumentem klasowym, takie środki ostrożności nie byłyby konieczne. Komentarze Engelsa pokazują świadomość, że państwo może mieć własne interesy, że nie jest po prostu maszyną rządzącą klasą.

Zdając sobie sprawę z oczywistej sprzeczności, Engels argumentował, że państwo „jest z reguły państwem najpotężniejszej, ekonomicznie dominującej klasy, która za pośrednictwem państwa staje się klasą dominującą politycznie […] W drodze wyjątku zdarzają się jednak okresy, w których walczące klasy balansują między sobą tak blisko, że władza państwowa, jako pozorny mediator, uzyskuje na razie pewien stopień niezależności od obu”. Zwrócił uwagę na „monarchię absolutną XVII i XVIII wieku”, która utrzymywała równowagę pomiędzy szlachtą i mieszczaństwem przeciwko sobie, a także na „bonapartyzm Pierwszego, a jeszcze bardziej Drugiego Cesarstwa Francuskiego”. Należy zauważyć, że gdzie indziej Engels dokładniej określił, jak długo państwo było w rzeczywistości kontrolowane przez burżuazję, a mianowicie przez dwa lata: „We Francji, gdzie burżuazja jako taka, jako klasa w całości, sprawowała władzę tylko przez dwa lata, 1849 i 1850, pod rządami republiki, mogła kontynuować swoją społeczną egzystencję tylko poprzez zrzeczenie się władzy politycznej na rzecz Ludwika Bonaparte i wojska”. [Op. Cit., s. 577-8 i s. 238] Tak więc, jeśli chodzi o historię Francji, Engels argumentował, że ‘w drodze wyjątku’ było ponad 250 lat, XVII i XVIII wieku, a większość XIX wieku to okres dwóch lat! Nawet jeśli jesteśmy hojni i twierdzimy, że rewolucja 1830 roku oddała do władzy politycznej jedną część burżuazji (kapitał finansowy), to i tak pozostaje nam ponad 200 stuletnia ‘niezależność’ państwa od klas! Biorąc to pod uwagę, słuszne byłoby zasugerowanie, że ‘wyjątkiem’ powinno być to, kiedy jest to instrument reguły klasowej, a nie kiedy nie jest!

To nie był odosobniony przypadek. W Prusach „burżuazja ma większość w Izbie […] Ale gdzie jest ich władza nad państwem? masa burżuazji […] nie chce rządzić”. [Op. Cit., s. 236-7]I tak w Niemczech istnieje „obok podstawowego stanu dawnej monarchii absolutnej – równowaga między arystokracją ziemiańską a mieszczańską – podstawowy stan współczesnego Bonapartyzmu – równowaga między mieszczańską a proletariacką”. Oznaczało to, że „zarówno w starej monarchii absolutnej, jak i we współczesnej monarchii bonapartystów prawdziwa władza państwowa leży w rękach specjalnej kasty oficerów armii i urzędników państwowych”, a więc „niezależność tego przypadku, który zdaje się zajmować pozycję na zewnątrz i niejako ponad społeczeństwem, daje państwu pozory niezależności w stosunku do społeczeństwa”. Nie powstrzymało to jednak Engelsa przed twierdzeniem, że „państwo jest niczym innym, jak zorganizowaną zbiorową władzą klas wyzyskiwaczy, właścicieli i kapitalistów wobec klas wyzyskiwanych, chłopów i robotników. Czego poszczególni kapitaliści […] nie chcą, ich państwo też nie chce”. [Collected Works, vol. 23, s. 363 i s. 362]

Tak więc, według Engelsa, władza wykonawcza państwa, podobnie jak samo państwo, może stać się niezależna od klas, jeśli przeciwne klasy będą zrównoważone. Ta analiza, na co należy zwrócić uwagę, stanowiła poprawę w stosunku do najwcześniejszych twierdzeń Marksa i Engelsa na temat państwa. W latach czterdziestych XIX wieku był to przypadek „niepodległości państwa, która obecnie występuje tylko w tych krajach, w których posiadłości nie rozwinęły się jeszcze całkowicie w klasy […] gdzie w konsekwencji żadna część populacji nie może osiągnąć dominacji nad innymi”. [Op. Cit., vol. 5, s. 90] Dla Engelsa „od momentu, w którym administracja państwowa i władza ustawodawcza znajdują się pod kontrolą burżuazji, niezależność biurokracji przestaje istnieć”. [Op. Cit., vol. 6, s. 88] Musiało to więc być zaskoczeniem dla Marksa i Engelsa, gdy państwo i jego biurokracja okazały się niezależne we Francji pod rządami Napoleona III.

Mówiąc o tym, należy zauważyć, że początkowo dla Marksa, w czasach Bonapartyzmu „władza państwowa nie jest zawieszona w powietrzu. Bonaparte reprezentuje klasę, najliczniejszą w społeczeństwie francuskim klasę, drobnych chłopów”. Bonaparte „który rozpędził burżuazyjny parlament jest wybrańcem chłopów”. Jednakże klasa ta jest „niezdolna do egzekwowania swoich interesów klasowych we własnym imieniu […] Nie mogą reprezentować siebie, muszą być reprezentowane. Ich przedstawiciel musi jednocześnie występować jako ich pan, jako władza nad nimi, jako nieograniczona władza rządowa […] Polityczne wpływy małych gospodarstw chłopskich znajdują zatem swój ostateczny wyraz w władzy wykonawczej, która podporządkowuje sobie społeczeństwo”. Jednak sam Marks przyznaje, że reżim ten doświadczył „powstań chłopskich w połowie Francji”, zorganizował „naloty na chłopów przez wojsko” oraz „masowe więzienie i transport chłopów”. Dziwna to forma rządów klasowych, gdy reprezentowana klasa jest uciskana przez reżim! Bądźcie pewni, że „Dynastia Bonaparte nie reprezentuje rewolucjonistów, ale konserwatywnych chłopów”. Następnie Marks, bez komentarza, ogłosił Bonaparte „przedstawicielem lumpenproletariatu, do którego on sam, jego otoczenie, jego rząd i jego armia należą“. [Selected Works, s. 170, s. 171 i s. 176]

Można by powiedzieć, że analiza Marksa jest nieco dezorientująca i wydaje się być doraźnym wyjaśnieniem faktu, że w nowoczesnym społeczeństwie państwo zdawało się być niezależne od klasy dominującej gospodarczo. Jeśli jednak reżim systematycznie uciska daną klasę, to można dojść do wniosku, że w żaden sposób nie reprezentuje ona tej klasy. Władza Bonapartego nie spoczywała na chłopach. Był to raczej, podobnie jak faszyzm, środek, dzięki któremu burżuazja mogła przełamać władzę klasy robotniczej i zabezpieczyć swoją pozycję klasową przed ewentualną rewolucją społeczną. Jak twierdził Bakunin, był to „despotyczny system imperialny”, który burżuazja „sama założyła ze strachu przed rewolucją społeczną”. [The Basic Bakunin, s. 63] Tak więc zniesienie panowania burżuazyjnego było bardziej widoczne niż realne: „Gdy tylko ludzie poważnie potraktowali równość i wolność, burżuazja […] wycofała się w reakcję […] Zaczęli od stłumienia powszechnych wyborów […] Strach przed rewolucją społeczną […] rzucił tą upadłą klasę […] w ramiona dyktatury Napoleona III […] Nie powinniśmy myśleć, że burżuazyjni Panowie byli zbyt niewygodni […] Ci, którzy odnosili się szczerze i wyłącznie do wielkiej troski burżuazji, do wyzysku ludu […] byli dobrze chronieni i mocno wspierani […] Wszystko poszło dobrze, zgodnie z pragnieniami burżuazji” [Op. Cit., s. 62-3]

Nieco ironicznie więc, kluczowym przykładem używanym przez marksistów dla ‘niepodległości’ państwa nie jest coś takiego. Bonapartyzm nie stanowił ‘równowagi’ między proletariatem a burżuazją, lecz najbardziej nagą formę rządów państwowych, konieczną w obliczu buntu klasy robotniczej. Był to reżim kontrrewolucyjny, który odzwierciedlał porażkę klasy pracującej, a nie ‘równowagę’ między nią a klasą kapitalistyczną.

Zamieszanie Marksa wynikało z jego przekonania, że dla burżuazji republika parlamentarna „była nieuchronnym warunkiem ich wspólnego panowania, jedyną formą państwa, w którym ich ogólny interes klasowy podlegał sobie jednocześnie zarówno roszczeniom ich poszczególnych frakcji, jak i wszystkich pozostałych grup społecznych”. Zniesienie republiki, zastąpienie rządu, było dla niego końcem politycznych rządów burżuazji, ponieważ twierdził, że „burżuazja przemysłowa brawami pochwala zamach stanu z 2 grudnia, zagładę parlamentu, upadek własnych rządów, dyktaturę Bonapartego”. Powtórzył tę identyfikację: „Przejęcie reżimu parlamentarnego i rządów burżuazyjnych. Zwycięstwo Bonapartego” [Selected Works, s. 151-2, s. 164-5 i s. 166] Władza polityczna została zrównana z tym, która partia dzierżyła władzę, a więc, logicznie rzecz biorąc, powszechne wybory były „odpowiednikiem władzy politycznej dla klasy robotniczej […] gdzie proletariat stanowi znaczną większość populacji”. Jego ‘nieuniknionym skutkiem’ byłaby „polityczna przewaga klasy robotniczej”. [Collected Works, vol. 11, s. 335-6] Było to oczywiście po prostu błędne (w obu przypadkach), z czego on sam zdał sobie sprawę dwie dekady później.

W 1871 roku argumentował, że „władza państwowa coraz bardziej przybiera charakter narodowej władzy kapitału nad pracą, siły publicznej zorganizowanej na rzecz zniewolenia społecznego, motoru klasowego despotyzmu”. Oznaczało to, że „w obliczu groźby przewrotu proletariatu [burżuazja] wykorzystała teraz bezlitośnie i ostentacyjnie tę władzę państwową jako narodowy silnik wojenny kapitału przeciwko pracy”, a tym samym „była zobowiązana nie tylko do inwestowania władzy wykonawczej w stale zwiększane uprawnienia represyjne, ale jednocześnie do pozbycia się własnej twierdzy parlamentarnej […] wszystkich swoich własnych środków obrony przeciwko władzy wykonawczej. Kierownik, w osobie Ludwika Bonaparte’a, okazał je”. Marks przyznał, że reżim ten jedynie „wyznawał, że bazuje na chłopach”, podczas gdy „[w rzeczywistości] była to jedyna możliwa forma rządów w czasie, gdy burżuazja już straciła, a klasa robotnicza jeszcze nie nabyła umiejętności rządzenia narodem”. Jednakże, „burżuazyjne społeczeństwo, uwolnione od politycznych trosk, osiągnęło nieoczekiwany nawet samemu sobie rozwój” [Selected Works, s. 285, s. 286, s. 286-7 i s. 287]

Jednak kapitaliści często dobrze sobie radzą w reżimach, które tłumią podstawowe wolności klasy robotniczej, a więc burżuazja pozostała klasą rządzącą, a państwo pozostało jej organem. Innymi słowy, nie ma ‘równowagi’ między klasami w Bonapartyzmie, nawet jeśli reżim polityczny nie podlega kontroli wyborczej burżuazji i ma większą niezależność, aby realizować własny program.

Nie jest to jedyne potwierdzenie anarchistycznej krytyki marksistowskiej teorii państwa, którą można znaleźć w samym marksizmie. Marks, niekiedy, przyznawał również, że państwo nie jest instrumentem reguły klasy (ekonomicznej). „Azjatycki tryb produkcji”, w którym „nie ma prywatnych właścicieli ziemskich”, a raczej „państwo […] które konfrontuje” chłopów „bezpośrednio jako jednocześnie właściciel ziemski i suwerenny, czynsz i podatki pokrywają się […] Tutaj państwo jest najwyższym gospodarzem. Suwerenność jest tu majątkiem ziemskim skoncentrowanym w skali krajowej”.[Capital, vol. 3, s. 927] Tak więc „państwo jest rzeczywistym właścicielem” w „systemie azjatyckim” [Collected Works, vol. 12, s. 215] Innymi słowy, klasa rządząca mogłaby być państwową biurokracją, a więc być niezależna od klas ekonomicznych. Niestety analiza ta pozostała żałośnie niedopracowana i z tych kilku uwag nie wyciągnięto żadnych wniosków, być może zaskakujących, ponieważ podważa ona twierdzenie, że państwo jest jedynie instrumentem klasy dominującej gospodarczo. Oczywiście ma ona również zastosowanie do państwowego socjalizmu i można dojść do pewnych wniosków, które sugerowałyby, jak ostrzegał Bakunin, że będzie to nowa forma rządów klasowych.

Biurokrację państwową jako klasę rządzącą można zaobserwować w Rosji Sowieckiej (i innych tzw. reżimach ‘socjalistycznych’ takich jak Chiny i Kuba). Jak ujął to wolnościowy socjalista Ante Ciliga, „sposób, w jaki Lenin zorganizował przemysł, przekazał go w całości w ręce biurokracji”, a więc robotnicy „stali się ponownie siłą roboczą w fabrykach innych ludzi”. Z socjalizmu pozostało w Rosji nie więcej niż słowo. [The Russian Enigma, s. 280 i s. 286]

Kapitalizm stał się kapitalizmem państwowym pod rządami Lenina i Trockiego, a więc państwo, zgodnie z przewidywaniami i obawami Bakunina, stało się nową klasą rządzącą w czasach marksizmu (więcej na ten temat w rozdziale H.3.14).

Pomieszanie marksistowskiej teorii państwa sprawiło, że Trocki na przykład nie uznał oczywistości, a mianowicie, że stalinowska biurokracja państwowa była klasą rządzącą. Była to raczej ‘nowa kasta rządząca’, czyli ‘warstwa rządząca’. Przyznając, na pewnym etapie, że „przeniesienie fabryk do państwa zmieniło sytuację robotników tylko prawnie” Trocki zignorował oczywisty wniosek, że pozostawiło to klasę robotniczą jako klasę wyzyskiwaną pod (nową) formą kapitalizmu, by stwierdzić, że ‘natura’ Rosji stalinowskiej była państwem proletariackim’ z powodu jej ‘nacjonalizacji’ środków życia (które „stanowią podstawę radzieckiej struktury społecznej”). Przyznał, że „sowiecka biurokracja politycznie wywłaszczyła proletariat”, ale uczyniła to „w celu obrony podbojów społecznych rewolucji październikowej własnymi metodami”. Nie zastanawiał się zbyt głęboko nad implikacjami przyznania, że „środki produkcji należą do państwa. Lecz państwo, by tak rzecnależy’ do biurokracji” [The Revolution Betrayed, s. 93, s. 136, s. 228, s. 235 i s. 236] Jeśli tak jest, to tylko ideologia może powstrzymać oczywisty wniosek, że państwowa biurokracja była klasą rządzącą. Ale to właśnie z tym motał się Trocki, który tak się wyraził: „W żadnym innym reżimie biurokracja nigdy nie osiągnęła takiego stopnia niezależności od klasy dominującej […] to coś więcej niż biurokracja. Jest to w pełnym tego słowa znaczeniu jedyna uprzywilejowana i dowodząca warstwa w sowieckim społeczeństwie”.[Op. Cit., s. 235]

Przez to Trocki sugerował, że klasa robotnicza była ‘klasą dominującą’ w czasach stalinizmu! W rzeczywistości biurokracja „nadal zachowuje własność państwa tylko w takim stopniu, w jakim obawia się proletariatu”, a jednocześnie „stała się panem [społeczeństwa]” i „państwo radzieckie nabrało totalitarno-biurokratycznego charakteru”! Ten nonsens jest zrozumiały, biorąc pod uwagę niechęć do wyciągnięcia oczywistego wniosku z faktu, że biurokracja została „zmuszona do obrony własności państwowej jako źródła władzy i dochodów. W tym aspekcie swojej działalności nadal pozostaje bronią proletariackiej dyktatury” [Op. Cit., s. 112, s. 107, s. 238 i s. 236] Dowodząc znacjonalizowaną własnością, biurokracja, podobnie jak prywatni kapitaliści, mogła wykorzystywać pracę klasy robotniczej i tak też było. To, że właścicielem środków produkcji jest państwo, nie przeszkodziło być temu formą systemu klasowego.

Nonsensem jest po prostu twierdzenie, jak to zrobił Trocki, że „anatomia społeczeństwa jest zdeterminowana przez jego stosunki gospodarcze. Dopóki formy własności stworzone przez rewolucję październikową nie zostaną obalone, proletariat pozostanie klasą rządzącą”. [Writings of Leon Trotsky 1933-34, s. 125] Jak proletariat mógłby być ‘klasą rządzącą’ gdyby był pod butem totalitarnej dyktatury? Państwowa własność była właśnie środkiem, za pomocą którego biurokracja egzekwowała swoją kontrolę nad produkcją, a więc źródłem jej władzy gospodarczej i przywilejów. Dla stwierdzenia oczywistości, jeśli klasa pracująca nie kontroluje własności, którą rzekomo posiada, to robi to ktoś inny. Generowana w ten sposób relacja ekonomiczna jest relacją hierarchiczną, w której klasa pracująca jest klasą uciskaną.

Co ważne, Trocki walczył z tymi swoimi zwolennikami, którzy wyciągnęli takie same wnioski, jak anarchiści i wolnościowi marksiści, podczas gdy on i Lenin dzierżyli władzę. Być może ta ideologiczna ślepota jest zrozumiała, biorąc pod uwagę przede wszystkim kluczową rolę Trockiego w tworzeniu biurokracji. Tak więc Trocki krytykował, jeśli w sposób zagmatwany, reżim stalinowski za jego „niesprawiedliwość, ucisk, zróżnicowaną konsumpcję i tak dalej, nawet jeśli wspierał ich, gdy sam był w elitarnym gronie”. [Neil C. Fernandez, Capitalism and Class Struggle in the USSR, s. 180]). Następnie pojawia się niezręczny wniosek, że jeśli biurokracja była klasą rządzącą pod rządami Stalina, to Rosja była również państwowym kapitalizmem pod rządami Lenina, a rewolucje Trockiego były identyczne w obu przypadkach (ten oczywisty wniosek prześladuje tych, którzy, jak brytyjski SWP, utrzymują, że stalinizm był państwowym kapitalizmem, a nie bolszewizmem – patrz sekcja H.3.13). Wystarczy powiedzieć, że jeśli samo państwo może być „klasą dominującą ekonomicznie”, to państwo nie może być zwykłym instrumentem klasy ekonomicznej.

Ponadto Engels przedstawił kolejną analizę państwa, która sugerowała, że powstało ono zanim pojawiły się klasy ekonomiczne. W 1886 roku napisał o tym, jak społeczeństwo „tworzy dla siebie organ ochrony wspólnych interesów przed atakami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Ten organ jest władzą państwową. Ledwo co powstał, organ ten staje się niezależny wobec społeczeństwa: i rzeczywiście, im bardziej staje się on organem danej klasy, tym bardziej bezpośrednio wymusza on jej zwierzchnictwo. Społeczeństwo”, jak argumentował cztery lata później, „daje początek pewnej wspólnej funkcji, z której nie może zrezygnować. Osoby wyznaczone do tego celu tworzą nową gałąź podziału pracy w społeczeństwie. Tworzy dla nich szczególne interesy, odrębne także od interesów tych, którzy ich upoważnili; uniezależniają się od tych ostatnich i – państwo jest w byciu”. [Op. Cit., s. 617 i s. 685-6] W tym schemacie na pierwszym miejscu stawia się niezależność państwa, a następnie zdobywa je rosnąca klasa ekonomiczna.

Niezależnie od tego, kiedy i w jaki sposób powstaje państwo, kluczową sprawą jest to, że Engels uznał, iż państwo jest „obdarzone względną niezależnością”. Ta „nowa, niezależna władza, nie będąc prostym wyrazem klas ekonomicznych i ich interesów, a jedynie podążając głównie za ruchem produkcji, reaguje z kolei na warunki i przebieg produkcji poprzez swoją wrodzoną, względną niezależność – to znaczy relatywną niezależność raz przekazaną jej i stopniowo rozwijaną. Jest to interakcja dwóch nierównych sił: z jednej strony ruchu gospodarczego, z drugiej – nowej władzy politycznej, która dąży do jak największej niezależności, a która po ustanowieniu jest obdarzona własnym ruchem”. Istniały trzy rodzaje „reakcji władzy państwowej na rozwój gospodarczy”. Państwo może działać „w tym samym kierunku” i wtedy jest „szybsze” lub może „przeciwstawić się” mu i „może wyrządzić duże szkody w rozwoju gospodarczym”. Wreszcie, może „zapobiec rozwojowi gospodarczemu w pewnym zakresie i nakazać inne kierunki”. Na koniec stwierdził „dlaczego walczymy o polityczną dyktaturę proletariatu, skoro władza polityczna jest gospodarczo bezsilna? Siła (to znaczy władza państwowa) jest również potęgą gospodarczą!” [Op. Cit., s. 686 i s. 689]

I odwrotnie, anarchiści odpowiadają, po co walczyć o ‘dyktaturę polityczną proletariatu’, skoro wiadomo, że państwo może stać się ‘odrębne’ od klas, które reprezentuje? Zwłaszcza, gdy zwiększa się jej potencjał niezależności poprzez jeszcze większą centralizację i nadanie jej uprawnień gospodarczych, które uzupełnią jej uprawnienia polityczne!

Tak więc marksistowska teoria państwa jest to instrument reguły klasowej – z wyjątkiem sytuacji, gdy tak nie jest. Jego początki leżą w narastaniu antagonizmów klasowych – z wyjątkiem sytuacji, gdy tak nie jest. Powstaje po rozpadzie społeczeństwa na klasy – chyba, że nie. Oznacza to oczywiście, że państwo nie jest tylko narzędziem rządzącym klasą, a co za tym idzie, potwierdza się krytyka anarchistyczna. Wyjaśnia to, dlaczego analiza „Azjatyckiego sposobu produkcji” jest tak żałośnie słabo rozwinięta u Marksa i Engelsa, a także w zdezorientowanej i sprzecznej próbie zrozumienia Bonapartyzmu.

Podsumowując, jeśli państwo może stać się ‘niezależne’ od klas ekonomicznych lub nawet istnieć bez klasy dominującej ekonomicznie, oznacza to, że nie jest zwykłą maszyną, nie jest jedynie ‘instrumentem’ reguły klasowej. Implikuje to anarchistyczny argument, że państwo ma własne interesy, generowane przez jego podstawowe cechy, a zatem nie może być wykorzystywane przez klasę większościową w ramach walki o wyzwolenie, jest słuszny. Mówiąc wprost, anarchiści_stki od dawna „zda sobie sprawę – obawiają się – że każda struktura państwowa, socjalistyczna lub oparta na wyborach powszechnych, ma pewną niezależność od społeczeństwa, a więc może służyć interesom tych, którzy znajdują się w instytucjach państwowych, a nie ludzi jako całości czy proletariatu”. [Brian Morris, Bakunin: The Philosophy of Freedom, s. 134] Tak więc „państwo z pewnością ma swoje własne interesy […] działa w celu ich ochrony […] i chroni interesy burżuazji, gdy interesy te zbiegają się z jej własnymi, jak to zwykle bywa”. [Carter, Op. Cit., s. 226]

Jak twierdzi Mark Leier, marksizm „zwykle – poza walką z anarchistami – twierdził, że państwo ma pewną ‘względną autonomię’ i nie jest bezpośrednim, prostym odruchem danego systemu gospodarczego”. [Bakunin: The Constructive Passion, s. 275] Powód, dla którego bardziej wyrafinowana marksistowska analiza państwa zostaje zapomniana, jeśli chodzi o atakowanie anarchizmu, powinien być oczywisty – podważa ona zarówno marksistowską krytykę anarchizmu, jak i własną teorię państwa. Jak na ironię, argumenty i ostrzeżenia o ‘niepodległości’ państwa przez marksistów sugerują, że państwo ma swoje własne interesy i nie może być postrzegane jedynie jako instrument władzy klasowej. Sugerują oni, że prawidłowa jest anarchistyczna analiza państwa, a mianowicie, że każda struktura oparta na delegowanej władzy, centralizacji i hierarchii musi mieć nieuchronnie uprzywilejowaną klasę, której pozycja pozwala jej nie tylko na wykorzystywanie i uciskanie reszty społeczeństwa, ale także na skuteczną ucieczkę od powszechnej kontroli i odpowiedzialności. To nie jest przypadek. Państwo jest zorganizowane w taki sposób, aby egzekwować rządy mniejszości i wykluczyć większość.

H.3.8 Co jest nie tak z leninowską teorią państwa?

Jak omówiono w ostatniej części, istnieje sprzeczność w sercu marksistowskiej teorii państwa. Z jednej strony uznaje, że państwo, z historycznego punktu widzenia, zawsze było instrumentem rządów mniejszości i jest tak skonstruowane. Z drugiej strony twierdzi, że można mieć państwo (‘dyktaturę proletariatu’), które wykracza poza tę historyczną rzeczywistość, aby wyrazić abstrakcyjną istotę państwa jako „narzędzia klasy rządzącej”. Oznacza to, że marksiści zazwyczaj mylą dwie bardzo różne koncepcje, a mianowicie państwo (struktura oparta na centralizacji i delegowaniu władzy) oraz powszechne samozarządzanie i samoorganizację wymagane do stworzenia i obrony społeczeństwa socjalistycznego.

To pomieszanie dwóch zasadniczo różnych koncepcji okazało się katastrofalne w momencie wybuchu rewolucji rosyjskiej. Myląc władzę partyjną z władzą klasy robotniczej, bolszewicy dążyli do stworzenia „państwa robotniczego”, w którym ich partia byłaby u władzy (patrz sekcja H.3.3). Ponieważ państwo było instrumentem władzy klasowej, nie miało znaczenia, czy nowe „państwo robotnicze” było scentralizowane, zhierarchizowane i odgórne jak stare, ponieważ struktura państwa była uważana za nieistotną dla oceny jego roli w społeczeństwie. Tak więc, podczas gdy Lenin zdawał się obiecywać radykalną demokrację, w której klasa robotnicza będzie bezpośrednio zarządzać własnymi sprawami w swoim State and Revolution, w praktyce wdrożył ‘dyktaturę proletariatu’, która w rzeczywistości była „organizacją awangardy uciśnionych jako klasa rządząca”. [Essential Works of Lenin, s. 337] Innymi słowy, partia awangardowa na stanowisku głowy państwa, rządząca w imieniu klasy robotniczej, co z kolei oznaczało, że nowe ‘państwo robotnicze’ było zasadniczo państwem w zwykłym znaczeniu tego słowa. To szybko doprowadziło do dyktatury nad proletariatem, a nie jego dyktaturą (jak przewidział Bakunin). Rozwój ten nie był zaskoczeniem dla anarchistów, którzy od dawna twierdzili, że państwo jest instrumentem rządów mniejszości i nie można zmienić jego charakteru. Wykorzystanie państwa do wpływania na zmiany społeczne jest niemożliwe, tylko dlatego, że nie jest ono przeznaczone do takiego zadania. Jak argumentowaliśmy w sekcji B.2, państwo opiera się na centralizacji władzy w celu wyraźnego zapewnienia rządów mniejszości i z tego powodu musi zostać zniesione podczas rewolucji społecznej.

Jak podsumował Wolin, istnieje „wyraźna, niedająca się pogodzić sprzeczność pomiędzy samą istotą władzy państwowo-socjalistycznej (jeśli zatriumfuje) a istotą prawdziwego procesu rewolucji społecznej”. Wynikało to z faktu, że „podstawą państwowego socjalizmu i delegowanej władzy jest wyraźne nieuznawanie [zasad] rewolucji społecznej. Charakterystyczne cechy ideologii i praktyki socjalistycznej […] nie należą do przyszłości, ale są w całości częścią burżuazyjnej przeszłości […] Po zastosowaniu tego modelu, prawdziwe zasady rewolucji zostają śmiertelnie porzucone. Następnie nieuchronnie następuje odrodzenie się, pod inną nazwą, wyzysku mas pracujących, ze wszystkimi jego konsekwencjami”. Tak więc „przedni marsz mas rewolucyjnych w kierunku prawdziwej emancypacji, w kierunku tworzenia nowych form życia społecznego, jest niezgodny z samą zasadą władzy państwowej […] autorytarna zasada i rewolucyjna zasada są diametralnie sprzeczne i wzajemnie się wykluczają”. [The Unknown Revolution, s. 247 i s. 248]

Jak na ironię, teoretyczne lekcje, które Leniniści wyciągnęli z doświadczeń rewolucji rosyjskiej, potwierdzają anarchistyczną analizę, że struktura państwa istnieje po to, by ułatwiać rządy mniejszości oraz marginalizować i pozbawiać większość władzy w celu osiągnięcia tej władzy. Widać to po znaczącej rewizji stanowiska marksistowskiego, która nastąpiła po tym, jak partia bolszewicka stała się partią rządzącą. Krótko mówiąc, po 1917 r. czołowi przedstawiciele leninizmu podkreślali, że władza państwowa nie jest zobowiązana do tłumienia oporu przez byłą klasę rządzącą jako taką, ale w rzeczywistości jest to również konieczne przez podziały w ramach klasy robotniczej. Innymi słowy, władza państwowa była potrzebna, ponieważ klasa robotnicza nie była w stanie rządzić sama sobą i dlatego wymagała ugrupowania (partii) ponad nią, aby zapewnić sukces rewolucji i pokonać wszelkie ‘wahania’ w samych masach.

Podczas gdy omawialiśmy_łyśmy to stanowisko w sekcji H.1.2, a więc do pewnego stopnia będziemy się powtarzać, warto ponownie podsumować argumenty przedstawione w celu uzasadnienia tej rewizji. Potwierdzają one bowiem to, co anarchiści_stki zawsze twierdzili_ły, a mianowicie, że państwo jest instrumentem rządów mniejszości, a nie takim, dzięki któremu ludzie z klasy robotniczej mogą bezpośrednio zarządzać swoimi sprawami. Jak jasno wynika z cytatów czołowych leninistów, to właśnie ta cecha państwa rekomenduje go do sprawowania władzy partyjnej (czyli mniejszościowej). Sprzeczność leżąca u podstaw marksistowskiej teorii państwa, na którą wskazaliśmy_łyśmy w punkcie H.3.7, została rozwiązana w leninizmie. Wspiera państwo właśnie dlatego, że jest ono „władzą publiczną odrębną od masy ludzi”, a nie instrumentem samozarządzania społeczeństwem przez klasę robotniczą.

Nie trzeba dodawać, że jego zwolennicy wskazują na pozornie demokratyczne, a nawet wolnościowo brzmiące w 1917 roku dzieło Lenina The State and Revolution, gdyby zapytać o leninistyczną teorię państwa. Jak pokazała nasza dyskusja w rozdziale H.1.7, pomysły wyrażone w jego pracy rzadko, jeśli w ogóle, były stosowane w praktyce przez bolszewików. Co więcej, zostało to napisane przed przejęciem władzy. Aby przekonać się o słuszności jego argumentacji, musimy porównać ją z opiniami jego i jego bolszewickich przywódców po „sukcesie” rewolucji. Jakie wnioski wyciągnęli oni z własnych doświadczeń i jak te lekcje odnosiły się do State and Revolution?

Zmianę tę widać na przykładzie Trockiego, który dość wyraźnie argumentował, że „proletariat może przejąć władzę tylko poprzez swoją awangardę” i że „konieczność sprawowania władzy państwowej wynika z niewystarczającego poziomu kulturowego mas i ich heterogeniczności”. Tylko przy „wsparciu awangardy przez klasę” może nastąpić „podbój władzy” i to właśnie w „tym sensie proletariacka rewolucja i dyktatura są dziełem całej klasy, ale tylko pod przewodnictwem awangardy”. Tak więc, zamiast klasy robotniczej jako całości przejmującej władzę, to „awangarda” przejmuje władzę – „partia rewolucyjna, nawet po przejęciu władzy […] nie jest w żadnym wypadku suwerennym władcą społeczeństwa”. Tak więc władza państwowa jest wymagana do rządzenia masami, które nie mogą same sprawować władzy. Jak ujął to Trocki, „ci, którzy proponują dyktaturze partyjnej abstrakcję Sowietów, powinni zrozumieć, że tylko dzięki bolszewickiemu przywództwu Sowieci byli w stanie wydobyć się z błota reformizmu i osiągnąć państwową formę proletariatu”. [Writings 1936-37, s. 490, s. 488 i s. 495]

Logicznie rzecz biorąc, stawia to jednak partię w uprzywilejowanej pozycji. Więc co się stanie, jeśli klasa robotnicza przestanie wspierać awangardę? Kto ma pierwszeństwo? Niespodziewanie, zarówno w teorii, jak i w praktyce, oczekuje się, że partia będzie rządzić masami. Ta myśl, że władza państwowa była potrzebna ze względu na ograniczenia w klasie robotniczej, została powtórzona kilka lat później, w 1939 roku. Co więcej, całe uzasadnienie dyktatury partyjnej wywodzi się z podstawowego uzasadnienia demokracji, a mianowicie, że każdy rząd powinien odzwierciedlać zmieniające się opinie mas: „Te same masy w różnym czasie inspirują się różnymi nastrojami i celami. Właśnie z tego powodu scentralizowana organizacja awangardy jest niezbędna. Tylko partia, posiadająca zdobyty autorytet, jest w stanie przezwyciężyć wahania samych mas […] jeśli dyktatura proletariatu w ogóle coś znaczy, to znaczy, że awangarda proletariatu jest uzbrojona w zasoby państwa w celu odparcia niebezpieczeństw, w tym również tych, które pochodzą z zacofanych warstw samego proletariatu”. [“The Moralists and Sycophants against Marxism”, s. 53-66, Their Morals and Ours, s. 59]

Nie trzeba dodawać, że z definicji każdy jest ‘zacofany’ w porównaniu z ‘awangardą proletariatu’. Ponadto, ponieważ to właśnie ta ‘awangarda’ jest ‘uzbrojona w zasoby państwa’, a nie proletariat jako całość, pozostaje nam jeden oczywisty wniosek, a mianowicie dyktatura partyjna, a nie demokracja klasy robotniczej. Nie jest jasne na ile stanowisko Trockiego jest zgodne z ideą klasy pracującej jako „klasa rządzącej”. Jednakże dobrze wpisuje się w anarchistyczną analizę państwa jako instrumentu mającego na celu zapewnienie rządów mniejszości.

W ten sposób istnieje możliwość dyktatury partyjnej w przypadku zaniku poparcia społecznego. Co jest, istotnie, dokładnie tym, co się stało, gdy Lenin i Trocki byli u władzy. W rzeczywistości te argumenty opierały się na innych, równie elitarnych stwierdzeniach, które Trocki wyraził, gdy dzierżył władzę. Na przykład w 1920 r. argumentował, że o ile bolszewicy „niejednokrotnie byli oskarżani o zastąpienie dyktatury Sowietów dyktaturą partii”, to w rzeczywistości „można powiedzieć z pełną sprawiedliwością, że dyktatura Sowietów stała się możliwa jedynie dzięki dyktaturze partii”. To, co było oczywiste, było jego argumentem siedemnaście lat później. „W tym ‘zastępstwie’ władzy partii władzą klasy robotniczej” dodał Trocki, „nie ma nic przypadkowego, a w rzeczywistości nie ma żadnego zastępstwa. Komuniści wyrażają podstawowe interesy klasy robotniczej”. [Terrorism and Communism, s. 109] Na początku 1921 roku ponownie opowiedział się za dyktaturą partyjną na X Kongresie Partii: „Opozycja Robotnicza wyszła z niebezpiecznymi hasłami, tworząc fetysz demokratycznych zasad! Stawiają oni prawo robotników do wybierania przedstawicieli ponad partią, tak jakby partia nie miała prawa domagać się swojej dyktatury, nawet jeśli dyktatura ta chwilowo zderzała się z przemijającymi nastrojami demokracji robotniczej. Konieczne jest stworzenie wśród nas świadomości rewolucyjnego prawa pierworodnego partii, która jest zobowiązana do utrzymania swojej dyktatury, bez względu na chwilowe wahania nawet w klasach robotniczych. Ta świadomość jest dla nas niezbędnym elementem. Dyktatura nie opiera się w każdej chwili na formalnej zasadzie demokracji robotniczej. [cytował Samuel Farber, Before Stalinism, s. 209]

Podobieństwa z jego argumentami z 1939 roku są oczywiste. Nie dziwi więc, że utrzymał tę pozycję w ciągu ostatnich lat. Stwierdził w 1922 roku, że „utrzymujemy dyktaturę naszej partii!” [The First Five Years of the Communist International, vol. 2, s. 255] W następnym roku przekonał się, że „jeśli istnieje jedna kwestia, która w zasadzie nie tylko nie wymaga rewizji, ale nie tyle, co przyznania się do myśli o rewizji, to jest to kwestia dyktatury partii”. Podkreślił, że „organizacja jest partią rządzącą” i że „pozwolenie na jakiekolwiek zmiany w tej dziedzinie” oznacza „zakwestionowanie wszystkich osiągnięć rewolucji i jej przyszłości”. Wskazał na losy tych, którzy zakwestionowali stanowisko partii: „Ten, kto podejmie próbę przejęcia wiodącej roli partii, zostanie, mam nadzieję, jednogłośnie zrzucony przez nas wszystkich po drugiej stronie barykady”. [Leon Trotsky Speaks, s. 158 i s. 160]

Do 1927 r. , kiedy Trocki był w trakcie ‘zrzucania’ na ‘drugą stronę barykady’ przez rządzącą biurokrację, nadal opowiadał się za „nietykalną dla każdego bolszewika zasadą leninistyczną, że dyktatura proletariatu jest i może być realizowana tylko poprzez dyktaturę partii”. Podkreślał, że „dyktatura proletariatu [sic!] żąda jako swego rdzenia jednej proletariackiej partii” [The Challenge of the Left Opposition (1926-7), s. 395 i s. 441] Jak zauważyliśmy w części H.1.2, dziesięć lat później, nadal wyraźnie opowiadał się za „rewolucyjną dyktaturą partii proletariackiej”.

Tak więc, dla Trockiego w ciągu dwudziestu lat, „dyktatura proletariatu” była zasadniczo „dyktaturą partii”. Podczas gdy klasie robotniczej można pozwolić na pewien poziom demokracji, to rządy partii były wielokrotnie traktowane priorytetowo. O ile partia może zostać oddana do władzy przez masową rewolucję, o tyle po jej zakończeniu utrzymałaby swoją pozycję i odrzuciła próby zastąpienia jej przez klasę robotniczą jako „chwiejną” lub „chwiejącą się” ze względu na „niewystarczający poziom kulturowy mas i ich heterogeniczność”. Innymi słowy, dyktatura partyjna miała chronić ludzi klasy robotniczej przed nimi samymi, ich skłonnością do zmiany zdania na podstawie zmieniających się okoliczności, oceną wyników wcześniejszych decyzji, debat pomiędzy różnymi ideami i stanowiskami politycznymi, podejmowania własnych decyzji, odrzucania tego, co leży w ich najlepszym interesie (określonym przez partię) itd. W ten sposób podstawowe przesłanki demokracji (a mianowicie, że odzwierciedla ona zmieniającą się wolę wyborców, ich niejako „przemijające nastroje”) są wykorzystywane do uzasadnienia dyktatury partyjnej!

Znaczenie władzy partyjnej nad klasą robotniczą nie ograniczało się do Trockiego. Została ona uznana za obowiązującą przez wszystkich czołowych bolszewików, a co więcej, szybko stała się główną ideologią bolszewicką. Na przykład w marcu 1923 roku Komitet Centralny Partii Komunistycznej wydał oświadczenie z okazji 25. rocznicy powstania Partii Bolszewickiej. Oświadczenie to podsumowuje wnioski wyciągnięte z rosyjskiej rewolucji. Jest w nim mowa, że „partia bolszewików okazała się zdolna bez lęku wyróżnić się na tle wahań w obrębie własnej klasy, wahań, które przy najmniejszej słabości w awangardzie, mogły zamienić się w bezprecedensową porażkę proletariatu”. Wahania są oczywiście wyrażane przez demokrację pracowniczą. Nic dziwnego, że oświadczenie to odrzuca: „Dyktatura klasy robotniczej znajduje swój wyraz w dyktaturze partii”. [“To the Workers of the USSR” u G. Zinovieva, History of the Bolshevik Party, s. 213 i s. 214]

Trocki i inni czołowi bolszewicy podążali po prostu za Leninem, który pod koniec 1920 r. przyznał, że choć „dyktatura proletariatu” była „nieunikniona” w „przejściu do socjalizmu”, to „nie jest prowadzona przez organizację, która przyjmuje wszystkich robotników przemysłowych”. Powód „jest podany w tezach II Kongresu Międzynarodówki Komunistycznej na temat roli partii politycznych” (więcej na ten temat w dalszej części). Oznacza to, że „Partia, powiedzmy, wchłania awangardę proletariatu, a ta awangarda sprawuje dyktaturę proletariatu”. Było to wymagane, ponieważ „we wszystkich krajach kapitalistycznych […] proletariat jest nadal tak podzielony, tak zdegradowany i tak zniszczony częściowo”, że „może być uformowany tylko przez awangardę […] Dyktatura proletariatu nie może być formowana przez masową organizację proletariacką” [Collected Works, vol. 32, s. 20 i s. 21] Dla Lenina, „rewolucyjny przymus musi być zastosowany w stosunku do chwiejących się i niestabilnych elementów wśród samych mas”. [Op. Cit., vol. 42, s. 170] Nie trzeba dodawać, że Lenin nie wspomniał o tym aspekcie swojego systemu w The State and Revolution (niepowodzenie zwykle powtarzane przez jego zwolenników). Jest to jednak uderzające potwierdzenie komentarzy Bakunina: „państwo nie może być pewne własnego zachowania bez sił zbrojnych, które broniłyby go przed własnymi wewnętrznymi wrogami, przed niezadowoleniem własnego narodu”. [Michael Bakunin: Selected Writings, s. 265]

Patrząc na lekcje, jakie liderzy leninizmu wyciągnęli z doświadczeń rewolucji rosyjskiej, musimy przyznać, że leninowskie „państwo robotnicze nie będzie w rzeczywistości ‘nowym’ rodzajem państwa, ‘półpaństwem’, czy też, cytując Lenina, ‘nowym państwem’, które nie jest już państwem we właściwym tego słowa znaczeniu”. Jeśli, jak argumentował Lenin na początku 1917 r. , państwo „we właściwym znaczeniu tego słowa jest dominacją nad ludem przez kontyngenty uzbrojonych ciałodłączonychod ludu”, to bolszewizm u władzy szybko dostrzega potrzebę istnienia państwa „we właściwym znaczeniu”. [Op. Cit., vol. 24, s. 85] Choć państwo „we właściwym sensie” istniało od początku rządów bolszewickich, to jednak dopiero od początku 1919 r. (najpóźniej) przywódcy bolszewicy otwarcie dostosowali to, co mówili, do tego, co robili. Tylko będąc „państwem we właściwym znaczeniu”, partia bolszewicka mogła rządzić i sprawować „dyktaturę partii” nad „chwiejącą się” klasą robotniczą.

Kiedy więc Lenin stwierdził, że „marksizm różni się od anarchizmu tym, że uznaje potrzebę istnienia państwa dla celów przejścia do socjalizmu”, możemy się z tym zgodzić. [Op. Cit., vol. 24, s. 85] O ile „marksizm” ma na celu, cytując Lenina, „wziąć władzę państwową w swoje ręce”, stać się „partią rządzącą” i uważa, że jednym z jego kluczowych zadań dla „naszej partii jest przejęcie władzy politycznej” i „administrowanie” państwem, to możemy śmiało powiedzieć, że państwo, którego potrzebują, jest państwem „we właściwym sensie”, opartym na centralizacji i przekazaniu władzy w ręce kilku osób (szczegóły w naszym omówieniu Leninizmu jako „socjalizmu odgórnego” w rozdziale H.3.3).

To odtworzenie państwa „we właściwym sensie” nie nastąpiło przez przypadek ani po prostu z powodu „woli władzy” przywódców bolszewizmu. W ramach każdej struktury państwowej (nawet tzw. „półpaństwa”) występują raczej silne naciski instytucjonalne, aby zmienić ją z powrotem w państwo „właściwe”. Omówimy to bardziej szczegółowo w sekcji H.3.9. Nie należy jednak ignorować faktu, że wiele z korzeni bolszewickiej tyranii znajduje się w sprzecznościach marksistowskiej teorii państwa. Jak zauważono w ostatniej części, dla Engelsa przejęcie władzy przez partię oznaczało, że klasa robotnicza była u władzy. Tradycja leninowska opiera się na tym zamieszaniu między władzą partyjną a klasową. Jest oczywiste, że „dyktatura proletariatu” jest w rzeczywistości rządzona przez partię. Słowami Lenina: „Engels mówi o rządzie, który jest wymagany do dominacji klasy […] Stosowany do proletariatu, oznacza zatem rząd, który jest potrzebny do dominacji proletariatu, czyli dyktatury proletariatu do wywołania rewolucji socjalistycznej”. [Op. Cit., vol. 8, s. 279]

Wskazano również na rolę klasy robotniczej w tym państwie, ponieważ „tylko rewolucyjna dyktatura wspierana przez zdecydowaną większość ludzi może być w ogóle trwała”. [Op. Cit., s. 291] Innymi słowy „rząd rewolucyjny” ma władzę, a nie klasa robotnicza, w której imieniu rządzi. W 1921 r. wyraził się jasno: „Aby rządzić, potrzebna jest armia stalowych, rewolucyjnych komunistów. Mamy ją, i nazywają ją Partią. Partia jest liderem, awangardą proletariatu, który rządzi bezpośrednio”. Dla Lenina, „tak długo jak my, Komitet Centralny Partii i cała Partia, będziemy kierować sprawami, to znaczy rządzić nigdy – nie możemy – zrezygnować z […] przeprowadzek, przeniesień, spotkań, zwolnień itp. pracowników, urzędników i członków partii z góry. [Op. Cit., vol. 32, s. 62, s. 98 i s. 99] Zaskakująco, uprawnienia te były wykorzystywane przez Lenina, a następnie Stalina, do niszczenia opozycji (choć ten ostatni stosował środki przymusu w ramach partii, które Lenin stosował tylko wobec niepartyjnych przeciwników).

Tyle o „władzy robotniczej, socjalizmie oddolnym” i innej takiej retoryce.

Ta wizja „socjalizmu” zakorzenionego we władzy partyjnej nad klasą robotniczą była podstawą rezolucji Międzynarodówki Komunistycznej w sprawie roli partii. Przedmiotowa rezolucja jest zatem ważna i warta omówienia. Twierdzi ona, że Partia Komunistyczna „jest częścią klasy robotniczej”, czyli jej „najbardziej zaawansowanej, najbardziej świadomej klasowo, a więc najbardziej rewolucyjnej części. Od klasy robotniczej jako całości odróżnia ją to, że pojmuje całą historyczną drogę klasy robotniczej w całości i na każdym jej zakręcie stara się bronić nie interesów poszczególnych grup lub zawodów, ale interesów klasy robotniczej jako całości”. [Proceedings and Documents of the Second Congress 1920, vol. 1, s. 191] W odpowiedzi można jednak argumentować, że oznacza to po prostu ‘interesy partii’, ponieważ tylko ona może zrozumieć, czym właściwie są „interesy klasy pracującej jako całości”. W ten sposób mamy możliwość zastąpienia swojej woli przez wolę klasy robotniczej po prostu przez to, co Leniniści nazywają „nierównomiernym rozwojem” klasy robotniczej. Jak twierdzi Alan Carter, te „koncepcje rewolucyjnej organizacji utrzymują polityczną i ideologiczną dominację poprzez zachowanie ról nadzorczych i pojęć uprzywilejowanego dostępu do wiedzy […] termin ‘świadomość klasowa’ jest stosowany w celu ułatwienia takiej dominacji nad pracownikami. To nie to, o czym myślą robotnicy, ale to, o czym myślą przywódcy partii, że powinni myśleć, stanowi rewolucyjną świadomość przypisywaną robotnikom”. Ideologiczna podstawa nowej struktury klasowej została stworzona jako „leninowska rewolucyjna praxis […] przenoszona do instytucji porewolucyjnych”. [Marx: A Radical Critique, s. 175]

W rezolucji podkreślono, że przed rewolucją partia „obejmie […] tylko mniejszość pracowników”. Nawet po „przejęciu władzy”, nadal nie będzie „w stanie zjednoczyć ich wszystkich w swoich szeregach organizacyjnie”. Dopiero po „ostatecznej klęsce porządku burżuazyjnego wszyscy lub prawie wszyscy pracownicy zaczną się do niego przyłączać”. W ten sposób partia ta stanowi mniejszość klasy pracującej. Następnie stwierdza się, że „walka klasowa jest walką polityczną. Walka ta, która nieuchronnie przeradza się w wojnę domową, ma na celu zdobycie władzy politycznej. Władza polityczna nie może być przejmowana, organizowana i kierowana inaczej niż przez jakąś partię polityczną”. [Op. Cit., s. 192, s. 193] A ponieważ partia jest „częścią” klasy robotniczej, która nie może „zjednoczyć” wszystkich robotników „w swoje szeregi”, oznacza to, że władza polityczna może być „przejęta, zorganizowana i kierowana” tylko przez mniejszość.

Mamy więc rządy mniejszości, w których partia (lub bardziej poprawnie jej przywódcy) sprawuje władzę polityczną. Pomysł, że partia „musi rozpłynąć się w radach, że rady mogą zastąpić partię komunistyczną” jest „zasadniczo błędny i reakcyjny”. Dzieje się tak dlatego, że aby „umożliwić sowietom wypełnianie ich historycznych zadań, musi istnieć […] silna partia komunistyczna, która nie tylko ‘przystosowuje się’ do sowietów, ale jest w stanie zmusić ich do wyrzeczenia się ‘przystosowania’ do burżuazji. [Op. Cit., s. 196] Tak więc zamiast sprawować władzę nad radami robotniczymi, ich rola polega po prostu na umożliwieniu Partii Komunistycznej przejęcia władzy politycznej.

Jak zaznaczyliśmy_łyśmy w części H.3.4, założenie leżące u podstaw tej rezolucji zostało jasno przedstawione przez Zinovieva podczas jego przemówienia wprowadzającego na posiedzeniu kongresowym, które ostatecznie uzgodniło rezolucję: dyktaturą partii była dyktatura proletariatu. Nic dziwnego, że Bertrand Russell, po powrocie z Rosji Lenina w 1920 roku, napisał że: „Przyjaciele Rosji tutaj [w Wielkiej Brytanii] myślą o dyktaturze proletariatu jako o nowej formie rządu przedstawicielskiego, w którym tylko pracujący mężczyźni i kobiety mają głosy, a okręgi wyborcze są częściowo zawodowe, a nie geograficzne. Uważają oni, że ‘proletariat’ oznacza ‘proletariat’, ale ‘dyktatura’ nie do końca oznacza ‘dyktaturę’. To jest przeciwieństwo prawdy. Kiedy rosyjski komunista mówi o dyktaturze, myśli dosłownie, ale kiedy mówi o proletariacie, myśli w rozumieniu Pickwickim. Ma na myśli ‘klasowo świadomą’ część proletariatu, czyli Partię Komunistyczną. W jego skład nie wchodzą osoby proletariackie (takie jak Lenin i Tchicherin), które mają właściwe opinie, a on wyklucza takich pracowników, którzy nie mają właściwych opinii, których klasyfikuje jako lachociągi burżuazji” [The Practice and Theory of Bolshevism, s. 26-27]

Co istotne, Russell wskazał, podobnie jak Lenin, na rezolucję Komiternu w sprawie roli partii komunistycznej. Ponadto zwrócił uwagę na powód, dla którego ta partyjna dyktatura była wymagana: „Żaden możliwy system wolnych wyborów nie dałby większości komunistom, ani w mieście, ani w kraju”. [Op. Cit., s. 40-1]

Zwolennicy bolszewizmu nie są też nieśmiali w powtarzaniu swoich elitarnych wniosków. Założyciel i lider brytyjskiego SWP, Tony Cliff, na przykład, wykazał brak zaangażowania w demokrację klasy robotniczej, gdy stwierdził, że „rzeczywisty poziom demokracji, a także centralizmu [podczas rewolucji] zależy od trzech podstawowych czynników: 1. siła proletariatu; 2. materialną i kulturową spuściznę pozostawioną jej przez stary reżim; oraz 3. siłę kapitalistycznego oporu. Realny poziom demokracji musi być wprost proporcjonalny do dwóch pierwszych czynników, a odwrotnie proporcjonalny do trzeciego. Kapitan oceanicznego liniowca może pozwolić na grę w piłkę nożną na swoim statku; na małej tratwie w burzliwym morzu poziom tolerancji jest znacznie niższy”. [Lenin, vol. 3, s. 179] To, że Cliff porównuje demokrację klasy robotniczej do piłki nożnej mówi wszystko. Zamiast postrzegać to jako główny zysk rewolucji, zdegradowuje go do poziomu gry, która może, ale nie musi być ‘tolerowana’! I musimy spekulować, kim byłby paternalistyczny ‘kapitan’ kierujący statkiem państwa?

Zastępując ujawniające się analogie Cliffa otrzymujemy następujące zdanie: „Partia rządząca państwem robotniczym może pozwolić na demokrację, gdy klasa kapitalistyczna nie stawia oporu; gdy stawia silny opór, poziom tolerancji jest znacznie niższy”. Tak więc demokracja będzie ‘tolerowana’ w niezwykle mało prawdopodobnej sytuacji, w której klasa kapitalistyczna nie będzie się opierać rewolucji! Że partia nie ma prawa ‘tolerować’ demokracji lub nie jest nawet zabawiana przez Cliffa, jej prawo do negowania podstawowych praw klasy robotniczej jest traktowane jako dane. Oczywiste jest, że kluczowym czynnikiem jest to, że partia jest u władzy. Może ‘tolerować’ demokrację, ale ostatecznie jego analogia pokazuje, że bolszewizm traktuje ją jako dodatek, którego (brak) istnienie w żaden sposób nie determinuje charakteru ‘państwa robotniczego’ (chyba że oczywiście analizuje reżim Stalina, a nie Lenina, wtedy nabiera on krytycznego znaczenia!). Być może więc do trójki Cliffa możemy dodać jeszcze jeden ‘podstawowy czynnik’: a mianowicie „4. siła wsparcia klasy robotniczej dla partii”. Realny poziom demokracji musi być wprost proporcjonalny do tego czynnika, jak to wyraźnie stwierdzili bolszewicy. Tak długo, jak robotnicy głosują na partię, tak długo demokracja jest wspaniała. Jeśli tego nie zrobią, to ich ‘chwiejące się’ i ‘przemijające nastroje’ nie mogą być ‘tolerowane’, a demokracja zostaje zastąpiona przez dyktaturę partii. Co nie jest żadną demokracją.

Oczywiście, jeśli więc, jak argumentował Engels, „zasadniczą cechą państwa jest władza publiczna odrębna od masy ludzi”, to reżim postulowany przez bolszewizm nie jest „półpaństwem”, ale w rzeczywistości normalnym państwem. Trocki i Lenin równie jasno stwierdzają, że państwo to istnieje po to, by zapewnić, by „masa ludu” nie uczestniczyła w władzy publicznej, którą sprawuje mniejszość/partia (lub, bardziej poprawnie, przywódcy partii). Jednym z kluczowych celów tego nowego państwa jest wyparcie ‘wstecznych’ lub ‘chwiejących się’ sekcji klasy pracującej (choć z definicji wszystkie sekcje klasy pracującej są ‘wsteczne’ w stosunku do ‘awangardy’). Stąd potrzeba „władzy publicznej odrębnej od ludu” (jak pokazuje tłumienie fali strajkowej i Kronsztadu w 1921 r. , elitarne wojska są zawsze potrzebne, by powstrzymać armię przed stanięciem po stronie swoich współpracowników). I jak dowodzą komentarze Trockiego po tym, jak został odsunięty od władzy, ta perspektywa nie została uznana za produkt ‘wyjątkowych okoliczności’. Uważano ją raczej za podstawową lekcję rewolucji, stanowisko, które miało zastosowanie do wszystkich przyszłych rewolucji. Lenin i inni czołowi bolszewicy zgodzili się w tym względzie.

Ironia (i tragedia) tego wszystkiego nie powinna zostać zamieciona w kąt. W swojej rozprawie przeciwko anarchizmowi z 1905 roku Stalin zaprzeczył, że marksiści dążyli do dyktatury partyjnej. Podkreślił, że istnieje „dyktatura mniejszości, dyktatura małej grupy […] która jest skierowana przeciwko ludziom […] Marksiści są wrogami takiej dyktatury i walczą z nią o wiele bardziej uparcie i ofiarnie niż nasi hałaśliwi Anarchiści”. Praktyka bolszewizmu i wynikające z niej ideologiczne zmiany łatwo obalają twierdzenia Stalina. Praktyka bolszewicka pokazała, że jego twierdzenie, iż „na czele dyktatury proletariackiej większości […] stoją masy” jest w ostrej sprzeczności z bolszewickim poparciem dla „rewolucyjnych” rządów. Albo masz (używając stalinowskiego wyrażenia) „dyktaturę ulic, mas, dyktaturę skierowaną przeciwko wszystkim ciemiężcom”, albo masz władzę partyjną zamiast ulicy i mas. [Collected Works, vol. 1, s. 371-2] Podstawową wadą leninizmu jest to, że myli te dwie opcje i w ten sposób stwarza podstawę dla wyniku przepowiadanego przez anarchistów i zaprzeczanego przez Stalina.

Podczas gdy anarchiści_stki doskonale zdają sobie sprawę z konieczności obrony rewolucji (patrz część H.2.1), nie popełniamy błędu utożsamiania jej z państwem. Ostatecznie państwo nie może być wykorzystywane jako narzędzie wyzwolenia – nie jest dla niego przeznaczone. Nawiasem mówiąc, właśnie dlatego nie dyskutowaliśmy o wpływie rosyjskiej wojny domowej na rozwój ideologii bolszewickiej. Mówiąc wprost, ‘państwo robotnicze’ jest proponowane przez Leninistów jako środek do obrony rewolucji. Więc nie można winić tego oddźwięku (kontrrewolucja i wojna domowa), za jego ‘zwyrodnienie’. Jeśli ‘państwo robotnicze’ nie może poradzić sobie z tym, po co jego zwolennicy twierdzą, że istnieje, to czas poszukać alternatywy i wyrzucić tę koncepcję do kosza na śmieci.

Podsumowując, bolszewizm opiera się na istotnej rewizji marksistowskiej teorii państwa. Podczas gdy Marks i Engels z trudem podkreślali odpowiedzialność swojego nowego państwa przed ludnością pod jego władzą, Leninizm uczynił cnotę z faktu, że państwo ewoluowało, aby wykluczyć to masowe uczestnictwo w celu zapewnienia rządów mniejszości. Leninizm uczynił wyraźnym, aby umożliwić partii przezwyciężenie ‘chwiejności’ klasy robotniczej, tej samej klasy, którą twierdzi, że jest ‘klasą rządzącą’ w czasach socjalizmu! W ten sposób tradycja leninistyczna wykorzystała zagmatwany charakter państwowej teorii tradycyjnego marksizmu. Leninistyczna teoria państwa jest wadliwa tylko dlatego, że opiera się na tworzeniu „państwa we właściwym znaczeniu tego słowa”, z władzą publiczną odrębną od masy ludzi.

Była to główna lekcja wyciągnięta przez czołowych bolszewików (w tym Lenina i Trockiego) z rewolucji rosyjskiej i ma swoje korzenie w powszechnym marksistowskim błędzie mylenia władzy partyjnej z władzą klasy robotniczej. Kiedy więc leniniści wskazują na State and Revolution Lenina jako ostateczną leninistyczną teorię państwa, anarchiści po prostu wskazują na lekcje, jakie sam Lenin wyciągnął z faktycznego przeprowadzenia rewolucji. Kiedy już to zrobimy, można dostrzec, zrozumieć i zwalczyć śliski grunt do leninowskiego rozwiązania sprzeczności odziedziczonych po marksistowskiej teorii państwa.

H.3.7 Co jest nie tak z marksistowską teorią państwa?

Dla anarchistów pomysł, że państwo (dowolne) może być wykorzystane do celów socjalistycznych, jest po prostu śmieszny. Wynika to z charakteru państwa jako instrumentu rządzącego klasą mniejszości. Jako takie wyklucza ono masowe uczestnictwo wymagane dla socjalizmu i stworzyłoby nową formę społeczeństwa klasowego.

Jak omówiliśmy w części B.2, państwo jest określone przez pewne cechy (przede wszystkim centralizację władzy w rękach nielicznych). Tak więc, dla anarchistów, „słowo ‘państwo’ […] powinno być zarezerwowane dla tych społeczeństw, które mają system hierarchiczny i centralizację” [Piotr Kropotkin, Ethics, s. 317] Te cechy definiująca państwo nie powstały przez przypadek. Jak argumentował Kropotkin w swojej klasycznej historii państwa, „instytucja społeczna nie może nadawać się do wszystkich pożądanych celów, ponieważ, jak w przypadku każdego organu, [państwo] rozwijało się zgodnie z pełnioną funkcją, w określonym kierunku i nie we wszystkich możliwych kierunkach”. Oznacza to, że „widząc państwo takim, jakim było w historii i jakim jest w istocie dzisiaj”, anarchiści „dochodzą do wniosku, że za zniesieniem państwa”. W ten sposób państwo „rozwinęło się w historii społeczeństw ludzkich, aby nie dopuścić do bezpośredniego zrzeszania się mężczyzn [i kobiet] w kajdany rozwoju lokalnej i indywidualnej inicjatywy, aby zniszczyć istniejące wolności, aby nie dopuścić do ich nowego rozkwitu – wszystko po to, aby podporządkować masy woli mniejszości”. [The State: Its Historic Role, s. 56]

Jeśli więc państwo, jak podkreślił Kropotkin, jest zdefiniowane przez „istnienie władzy usytuowanej nad społeczeństwem, ale także koncentracji terytorialnej, jak również koncentracji w rękach kilku z wielu funkcji w życiu społeczeństw”, to taka struktura nie wyewoluowała przypadkowo. Dlatego też „piramidalna organizacja będąca istotą państwa” po prostu „nie może nadawać się do funkcji przeciwstawnej do tej, dla której została stworzona w toku historii”, takiej jak oddolny udział społeczny wymagany przez rewolucję społeczną i socjalizm. [Op. Cit., s. 10, s. 59 i s. 56] Bazując na tej ewolucyjnej analizie państwa, Kropotkin, jak wszyscy anarchiści, wyciągnął wniosek, „że organizacja państwowa, będąc siłą, do której uciekały się mniejszości w celu ustanowienia i zorganizowania swojej władzy nad masami, nie może być siłą, która będzie służyć do zniszczenia tych przywilejów”. [Evolution and Environment, s. 82]

Nie oznacza to, że anarchiści odrzucają różnice między typami państw, uważają, że państwo nie zmieniło się w czasie, ani nie chcą widzieć, że różne państwa istnieją po to, by bronić różnych mniejszości rządzących. Daleko nam do tego. Anarchiści_stki argumentują, że „każda ekonomiczna faza ma odpowiadającą jej fazę polityczną i niemożliwe byłoby naruszenie własności prywatnej, gdyby nie znaleziono jednocześnie nowego sposobu życia politycznego. Społeczeństwo oparte na pańszczyźnie”, wyjaśnia Kropotkin, „jest zgodne z absolutną monarchią; społeczeństwo oparte na systemie płac, a wyzysk mas przez kapitalistów znajduje polityczny wyraz w parlamentaryzmie”. Państwo jako takie zmienia się i ewoluuje, ale jego podstawowa funkcja (obrońca praw mniejszości) i struktura (przekazanie władzy w ręce nielicznych) pozostaje. Oznacza to, że „wolne społeczeństwo odzyskujące wspólne dziedzictwo musi szukać, w wolnych grupach i wolnych federacjach grup, nowej organizacji, w harmonii z nową ekonomiczną fazą historii”. [The Conquest of Bread, s. 54]

Jak w przypadku każdej struktury społecznej, państwo ewoluowało, aby zapewnić wypełnianie swojej funkcji. Innymi słowy, państwo jest scentralizowane, ponieważ jest instrumentem dominacji i ucisku mniejszości. O ile system społeczny opiera się na decentralizacji władzy, popularnym samozarządzaniu, masowym uczestnictwie i wolnej federacji od dołu do góry, to nie jest to państwo. Jeżeli jednak system społeczny charakteryzuje się przekazaniem uprawnień i centralizacją, to jest to państwo i nie może być w związku z tym instrumentem wyzwolenia społecznego. Raczej stanie się, powoli, ale z pewnością, „niezależnie od tytułu, jaki przyjmie i od pochodzenia i organizacji” tym, czym państwo było zawsze, instrumentem „uciskania i eksploatowania mas, obrony ciemiężców i wyzyskiwaczy”. [Malatesta, Anarchy, s. 23] Z oczywistych powodów anarchiści opowiadają się za zniszczeniem państwa przez wolną federację samozarządzanych komun i rad robotniczych (patrz sekcja H.1.4 w celu dalszej dyskusji).

To wyjaśnia, dlaczego anarchiści odrzucają marksistowską definicję i teorię państwa. Dla marksistów, „państwo jest niczym innym jak maszyną do uciskania jednej klasy przez drugą”. O ile prawdą jest, że historycznie jest to „państwo najpotężniejszej, dominującej ekonomicznie klasy, która staje się również klasą dominującą politycznie, a przez to zdobywa środki do powstrzymywania i eksploatowania uciskanej klasy”, to jednak nie zawsze musi tak być. Państwo jest „w najlepszym razie złem odziedziczonym przez proletariat po jego zwycięskiej walce o władzę klasową”, chociaż „nie może uniknąć konieczności jak najszybszego oderwania się” od niego „aż do czasu, gdy pokolenie wychowane w nowych, wolnych warunkach społecznych będzie w stanie zrzucić całe zaszłości państwa na śmietnik”. To nowe państwo, często nazywane „dyktaturą proletariatu”, powoli „zanika” (lub „wymiera”) w miarę jak znikają klasy, a państwo „w końcu […] staje się prawdziwym przedstawicielem całego społeczeństwa” i w ten sposób „staje się niepotrzebne”. Engels dwoi się i troi, by odróżnić tę taktykę od taktyki anarchistów, którzy żądają „zniesienia państwa od ręki”. [Selected Works, s. 258, s. 577-8, s. 528 i s. 424]

Dla anarchistów, ten argument ma głębokie wady. Mówiąc wprost, w przeciwieństwie do anarchistycznej, nie jest to empiryczna teoria państwa. Uważamy raczej taką teorię zmieszaną z metafizyczną, nieempiryczną, ahistoryczną definicją, która opiera się nie na tym, czym jest państwo, ale raczej na tym, czym mogłoby być. Tak więc argument, że państwo „nie jest niczym innym jak maszyną do uciskania jednej klasy przez drugą” próbuje wyciągnąć na wierzch abstrakcyjną istotę państwa, a nie uziemić to, czym jest ono na empirycznych dowodach i analizach. Ta perspektywa, jak twierdzą anarchiści, po prostu myli dwie bardzo różne rzeczy, a mianowicie państwo i powszechną organizację społeczną, z potencjalnie katastrofalnymi skutkami. Nazywając powszechną samoorganizację wymaganą przez rewolucję społeczną tą samą nazwą, co zhierarchizowany i scentralizowany organ skonstruowany i rozbudowywany w celu zapewnienia rządów mniejszości, łatwo jest pomylić władzę ludową z władzą partyjną, pomylić rządy przedstawicieli klasy robotniczej z samozarządzaniem rewolucją i społeczeństwem.

Rzeczywiście, czasami Marks wydawał się sugerować, że każda forma organizacji społecznej jest państwem. W pewnym momencie skarżył się, że francuscy mutualiści twierdzili, że „wszystko ma być podzielone na małe ‘grupy’ lub ‘komuny’, które z kolei tworzą ‘stowarzyszenie’, ale nie państwo”.[Collected Works, vol. 42, s. 287] Bez zaskoczeń więc, że Kropotkin odnotował „niemiecką szkołę, która lubi mylić państwo ze społeczeństwem”. To było „zamieszanie” ze strony tych, „którzy nie mogą zwizualizować społeczeństwa bez koncentracji państwa”. Ale to „jest przeoczenie faktu, że człowiek żył w społeczeństwach przez tysiące lat, zanim usłyszano o państwie” i że „życie wspólne” zostało „zniszczone przez państwo”. Tak więc „duża liczba ludzi żyła w komunach i wolnych federacjach” i nie były to państwa ponieważ państwo „jest tylko jedną z form przyjętych przez społeczeństwo w historii. Dlaczego więc nie ma rozróżnienia między tym, co jest stałe, a tym, co przypadkowe?”. [The State: Its Historic Role, s. 9-10]

Jak omówiliśmy_łyśmy w części H.2.1, anarchistyczny sprzeciw wobec idei „dyktatury proletariatu” nie powinien być mylony z ideą, że anarchiści_stki nie uważają, że należy bronić rewolucji społecznej. Nasz sprzeciw wobec tej koncepcji opiera się raczej na zamieszaniu, które nieuchronnie pojawia się, gdy mieszamy analizę naukową z koncepcjami metafizycznymi. Opracowując ahistoryczną definicję państwa, Engels pomógł zapewnić, że „dyktatura proletariatu” stanie się „dyktaturą nad proletariatem”, sugerując, że centralizację i przekazanie władzy w ręce nielicznych można uznać za wyraz władzy ludowej.

Żeby wyjaśnić dlaczego, trzeba przestudiować prace samego Engelsa. Engels, w swojej słynnej pracy Origin of the Family, Private Property and the State, określił państwo w następujący sposób: „Państwo […] w żadnym wypadku nie zmusza społeczeństwa do władzy […] Jest to raczej produkt społeczeństwa na pewnym etapie rozwoju; jest to przyznanie się […] że podzieliła się na nie dające się pogodzić antagonizmy […] Aby te antagonizmy i klasy o sprzecznych interesach ekonomicznych nie konsumowały siebie i społeczeństwa w bezowocnej walce, konieczne stało się posiadanie władzy pozornie stojącej ponad społeczeństwem, która złagodziłaby konflikt […] ta władza, powstała ze społeczeństwa, ale stawiając się ponad nim i coraz bardziej się od niego alienując, jest państwem”. [Selected Writings, s. 576]

Państwo ma dwie cechy wyróżniające, po pierwsze (i najmniej ważne) „dzieli swoich poddanych według terytorium”. Drugim „jest ustanowienie władzy publicznej, która nie pokrywa się już bezpośrednio z ludnością organizującą się jako siła zbrojna. Ta szczególna władza publiczna jest konieczna, ponieważ samodziałowa organizacja zbrojna ludności stała się niemożliwa od czasu podziału na klasy […] Ta władza publiczna istnieje w każdym państwie; składa się nie tylko z uzbrojonych ciał, ale także z adiunktów materialnych, więzień i wszelkiego rodzaju instytucji przymusu”. Tak więc „istotną cechą państwa jest władza publiczna różniąca się od masy ludzi”. [Op. Cit., s. 576-7 i s. 535-6]

W tym, marksistowskie stanowisko jest zgodne z anarchistycznym. Engels omówił rozwój wielu starożytnych społeczeństw, aby udowodnić swój punkt widzenia. Mówiąc o społeczeństwie greckim, argumentował, że opiera się ono na zgromadzeniu ludowym, które jest „suwerenne” i mające radę. Ten system społeczny nie był państwem, ponieważ „kiedy każdy dorosły człowiek z plemienia był wojownikiem, nie było jeszcze żadnej władzy publicznej oddzielonej od ludzi, którzy mogliby się przeciwstawić. Prymitywna demokracja była nadal w pełnym rozkwicie, i to musi pozostać punktem wyjścia w ocenie władzy i statusu rady”. Dyskutując o podziale tego społeczeństwa na klasy, argumentował, że wymaga to „instytucji, która utrwaliłaby nie tylko nowo powstały podział klasowy społeczeństwa, ale także prawo klasy posiadaczy do eksploatacji klasy nieposiadającej i panowanie klasy pierwszej nad drugą”. Bez zaskoczeń „ta instytucja przybyła. Wynaleziono państwo”. Pierwotne wspólnotowe organy społeczeństwa zostały „wyparte przez prawdziwe władze rządowe”, a obrona społeczeństwa (faktyczne ‘ciała zbrojne’) została „przejęta przez zbrojną ‘władzę publiczną’ w służbie tej władzy, a więc również skierowaną przeciwko ludziom”. Wraz z powstaniem państwa, rada komun została „przekształcona w senat”. [Op. Cit., s. 525-6, s. 528 i s. 525]

Tak więc państwo powstaje konkretnie po to, by wykluczyć samorząd ludowy, zastępując go zasadą mniejszości prowadzoną poprzez scentralizowaną, hierarchiczną strukturę odgórną („rząd […] jest naturalnym protektorem kapitalizmu i innych wyzyskiwaczy pracy ludowej[Bakunin, Michael Bakunin: Selected Writings, s. 239]).

Ten motyw pojawia się państwa jest w bezpośredniej sprzeczności z argumentem Engelsa, że państwo jest po prostu instrumentem reguły klasowej. Aby „dyktatura proletariatu” była państwem, musiałaby stanowić władzę nad społeczeństwem, różnić się od ludzi uzbrojonych, a więc być „władzą publiczną odrębną od masy ludzi”. Jednak Marks i Engels dwoją się i troją, by podkreślić, że „dyktatura proletariatu” nie będzie takim reżimem. Jak jednak możesz mieć coś (a mianowicie „władzę publiczną odrębną od masy ludzi”), co uważasz za „istotną cechę” państwa, której brakuje w instytucji, którą nazywasz tą samą nazwą? To trochę jak nazywanie ssaka „nowym rodzajem gada”, mimo że ten pierwszy nie jest zimnokrwisty, co uważasz za „zasadniczą cechę” tego drugiego!

Ta sprzeczność pomaga wyjaśnić komentarz Engelsa, że „zaproponowałby on zatem zastąpienie państwa wszędzie przez Gemeinwesen (wspólnoty), stare dobre niemieckie słowo, które bardzo dobrze oddaje znaczenie francuskiego słowa ‘commune’”. Stwierdza on nawet, że Komuna Paryska „nie była państwem we właściwym znaczeniu tego słowa”. Komentarz ten nie oznacza jednak, że Engels starał się usunąć wszelkie możliwe zamieszanie w tej sprawie, ponieważ wciąż mówił o „państwie” jako „tylko instytucji przejściowej, która jest wykorzystywana w walce, w rewolucji, do powstrzymywania swoich przeciwników siłą […] dopóki proletariat nadal używa państwa, nie używa go w interesie wolności, ale po to, by powstrzymać swoich przeciwników, a kiedy tylko będzie można mówić o wolności, państwo jako takie przestaje istnieć”. [Op. Cit., s. 335] Tak więc państwo nadal by istniało, a co więcej, nie jest utożsamiane z klasą robotniczą jako całością („samodziałająca zbrojna organizacja ludności”), lecz jest instytucją odrębną od „ciał zbrojnych”, którą proletariat wykorzystuje do miażdżenia swoich wrogów.

(Na marginesie musimy podkreślić, że stwierdzenie, iż ‘mówienie o wolności’ staje się możliwe dopiero po tym, jak państwo i klasy przestają istnieć, jest poważnym błędem teoretycznym. Po pierwsze, oznacza to mówienie o ‘wolności’ w sposób abstrakcyjny, ignorując rzeczywistość klasową i hierarchiczną społeczeństwa. Oczywiste jest, że w społeczeństwie klasowym ludzie pracujący mają swoją wolność ograniczoną przez państwo, pracę najemną i inne formy hierarchii społecznej. Celem rewolucji społecznej jest zdobycie wolności przez klasę robotniczą poprzez obalenie hierarchicznych rządów. Wolność klasy pracującej, z definicji, oznacza powstrzymanie wszelkich prób ograniczania tej wolności przez jej przeciwników. To oczywiste, że nie jest to ‘ograniczenie’ wolności niedoszłych szefów, aby oprzeć się ich próbom narzucenia swoich rządów! W związku z tym Engels nie rozważał rewolucji z perspektywy klasy robotniczej – patrz rozdział H.4.7, aby zapoznać się z innym przykładem tej wady. Ponadto jego uwagi zostały wykorzystane do uzasadnienia ograniczenia wolności klasy robotniczej, władzy i praw politycznych przez partie marksistowskie po przejęciu przez nie władzy. „Jakąkolwiek władzę zyska państwo”, słusznie argumentował Bookchin, „zawsze robi to kosztem władzy ludu. I odwrotnie, jakąkolwiek władzę ludzie zyskują, zawsze zdobywają kosztem państwa. Prawomocna władza państwowa, w efekcie, to oddanie władzy ludu” [Remaking Society, s. 160])

Gdzie indziej mamy Engelsa, który twierdzi, że „charakterystyczną cechą byłego państwa” jest to, że podczas gdy społeczeństwo „stworzyło swoje własne organy, aby dbać o swoje szczególne interesy”, z biegiem czasu „te organy, na których czele stała władza państwowa, przekształciły się ze sług społecznych w panów społeczeństwa”. [Op. Cit., s. 257] Ignorując oczywistą sprzeczność z jego wcześniejszymi twierdzeniami, że państwo i organy wspólnotowe były czymś innym, przy czym te pierwsze niszczyły te drugie, po raz kolejny uderza nas koncepcją państwa jako instytucji ponad społeczeństwem. Jeśli więc społeczeństwo postrewolucyjne naznaczone przez „państwo” rozpadające się na społeczeństwo, oddane pod jego kontrolę, to nie jest ono państwem. Nazywanie go „nową i prawdziwie demokratyczną” formą „władzy państwowej” nie ma większego sensu niż nazywanie samochodu ‘nową’ formą roweru. W związku z tym, kiedy Engels argumentuje, że Komuna Paryska „nie jest już państwem we właściwym znaczeniu tego słowa” lub że kiedy proletariat przejmuje władzę polityczną, to „likwiduje państwo jako państwo”, możemy mieć prawo zapytać, czym ono jest, państwem czy nie państwem. [Op. Cit., s. 335 i s. 424] Nie może to być jedno i drugie, nie może to być „władza publiczna odrębna od masy ludzi” i „samorządna zbrojna organizacja ludności”. Jeśli jest to drugie, to nie ma tego, co Engels uważał za „zasadniczą cechę państwa” i nie może być uważane za takie. Jeżeli jest to pierwsze, to każde twierdzenie, że taki reżim jest regułą klasy pracującej, jest automatycznie unieważniane. Jako że Engels wyśmiewał anarchistów za dążenie do rewolucji „bez rządu tymczasowego i przy całkowitym braku jakiegokolwiek państwa lub instytucji państwowej, które miałyby zostać zniszczone”, możemy śmiało powiedzieć, że to właśnie to pierwsze. [Marx, Engels and Lenin, Anarchism and Anarcho-Syndicalism, s. 156]

Biorąc pod uwagę, że „prymitywna demokracja”, jak zauważył Engels, broniła się przed swoimi przeciwnikami bez takiej instytucji pokazuje, że zrównanie obrony wolności klasy robotniczej z państwem jest nie tylko niepotrzebne, ale po prostu prowadzi do zamieszania. Z tego powodu anarchiści nie mylą niezbędnego zadania obrony i organizacji rewolucji społecznej z tworzeniem państwa. Tak więc problem marksizmu polega na tym, że empiryczna definicja państwa zderza się z metafizyczną, rzeczywista z jego marksistowską istotą. Jak argumentował włoski anarchista Camillo Berneri: „Proletariat’ który przejmuje państwo, dając mu całkowitą własność środków produkcji i niszcząc się jako proletariat, a państwo ‘jako państwo’, jest metafizyczną fantazją, polityczną hipostazą społecznych abstrakcji”. [“The Abolition and Extinction of the State,” s. 50-1, Cienfuegos Press Anarchist Review, nr. 4, s. 50]

To nie jest kwestia akademicka; jak wyjaśniamy w następnej części, to zamieszanie zostało wykorzystane do uzasadnienia władzy partyjnej nad proletariatem. Tak więc, jak twierdził Berneri, marksiści „nie proponują zbrojnego podboju komuny przez cały proletariat, ale proponują podbój państwa przez partię, która wyobraża sobie, że reprezentuje proletariat. Anarchiści zezwalają na korzystanie z bezpośredniej władzy przez proletariat, ale rozumieją, że organ tej władzy ma być utworzony przez cały korpus systemów administracji komunistycznej – organizacje zbiorowe [tj. związki zawodowe], instytucje komunalne, zarówno regionalne, jak i krajowe – swobodnie tworzone na zewnątrz i w opozycji do wszelkiego politycznego monopolu partii i dążące do minimalnej centralizacji administracyjnej”. Tak więc „Anarchiści pragną zniszczyć klasy poprzez rewolucję społeczną, która wraz z klasami eliminuje państwo”. [“Dictatorship of the Proletariat and State Socialism”, s. 51-2, Op. Cit., s. 52] Anarchiści są przeciwni państwu, ponieważ nie jest ono neutralne, nie może służyć naszym interesom. Struktury państwa są konieczne tylko wtedy, gdy mniejszość dąży do panowania nad większością. Twierdzimy, że klasa robotnicza może tworzyć własne struktury, zorganizowane i biegnące od dołu do góry, aby zapewnić sprawne prowadzenie codziennego życia.

Myląc dwie radykalnie różne rzeczy, marksizm zapewnia, że władza ludowa jest konsumowana i niszczona przez państwo, przez nową elitę rządzącą. Mówiąc słowami Murraya Bookchina: „Marks, w swojej analizie Komuny Paryskiej z 1871 roku, uczynił radykalnej teorii społecznej znaczną krzywdę. Połączenie przez Komunę polityki delegowanej z realizacją polityki przez jej własnych administratorów, co jest cechą charakterystyczną Komuny, którą celebrował Marks, jest poważną porażką tego organu. Rousseau całkiem słusznie podkreślił, że władza ludowa nie może być delegowana bez jej zniszczenia. Albo jest w pełni umocowane zgromadzenie ludowe, albo władza należy do państwa. [“Theses on Libertarian Municipalism”, s. 9-22, The Anarchist Papers, Dimitrios Roussopoulos (ed.), s. 14]

Jeżeli władza należy do państwa, to państwo jest podmiotem publicznym, odrębnym od ludności, a zatem nie jest instrumentem władzy klasy robotniczej. Raczej, jako instytucja mająca na celu zapewnienie rządów mniejszości, zapewniłaby sobie pozycję w społeczeństwie i stała się albo samą klasą rządzącą, albo stworzyła nową klasę, która byłaby jej instrumentem. Jak omawiamy w części H.3.9, państwo nie może być uważane za neutralny instrument rządów klasy ekonomicznej, ma ono specyficzne interesy same w sobie, które mogą i oznaczają, że może ono odgrywać opresyjną i wyzyskującą rolę w społeczeństwie niezależnie od klasy dominującej ekonomicznie.

Co prowadzi nas do sedna sprawy, czy to „nowe” państwo będzie w rzeczywistości niepodobne do żadnego innego państwa, które kiedykolwiek istniało. O ile to „nowe” państwo opiera się na powszechnym samozarządzaniu i samoorganizacji, anarchiści_stki twierdzą, że takiej organizacji nie można nazwać państwem, ponieważ nie opiera się ona na władzy delegatów. „Dopóki”, jak podkreślił Bookchin „instytucje władzy składały się z uzbrojonych robotników i chłopów w odróżnieniu od profesjonalnej biurokracji, policji, wojska i kabały polityków i sędziów, nie były one państwem [] Te instytucje, w rzeczywistości składały się z rewolucyjnego uzbrojonego ludu […] nie jest profesjonalnym aparatem, który mógłby być uważany za państwo w jakimkolwiek sensownym znaczeniu tego terminu”. [“Looking Back at Spain,” s. 53-96, The Radical Papers, Dimitrios I. Roussopoulos (ed.), s. 86] Dlatego też Bakunin chciał podkreślić, że „organizacja federalna, oddolna, zrzeszająca stowarzyszenia, grupy, komuny, powiaty, a w końcu regiony i narody” nie może być uważana za tożsamą z „państwami scentralizowanymi” i jest „sprzeczna z ich istotą”. [Statism and Anarchy, s. 13]

Kiedy więc Lenin argumentował w State and Revolution, że w „dyktaturze proletariatu organem represji jest odtąd większość ludności, a nie mniejszość” i że „ponieważ większość narodu sama tłumi swoich ciemiężców, ‘specjalna siła’ do tłumienia [burżuazji] nie jest już potrzebna”, myli dwie zasadniczo różne rzeczy. Jak wyjaśnił Engels, taki system społeczny „prymitywnej demokracji” nie jest państwem. Kiedy jednak Lenin argumentował, że „im więcej funkcji władzy państwowej spoczywa na ludziach w ogóle, tym mniejsza jest potrzeba istnienia tej władzy”, bezgranicznie twierdził, że w rzeczywistości będzie istniała „władza publiczna odrębna od masy ludzi”, a więc państwo w normalnym znaczeniu tego słowa oparte na władzy delegowanej, „siły specjalne” odrębne od uzbrojonego narodu i tak dalej.[Essential Works of Lenin, s. 301]

Historia dowodzi, że taki reżim nie „usychał”. Maszyna państwowa nie reprezentuje (w istocie nie może) interesów klas robotniczych ze względu na swoją scentralizowaną, hierarchiczną i elitarną naturę – wszystko, co może zrobić, to reprezentować interesy rządzącej partii, jej własne biurokratyczne potrzeby i przywileje oraz powoli, ale na pewno, odsunąć się od powszechnej kontroli. To właśnie dlatego, jak stale podkreślają anarchiści, państwo opiera się na przekazaniu władzy, na hierarchii i centralizacji. Państwo jest zorganizowane w taki sposób, aby ułatwić rządy mniejszości poprzez wykluczenie masy ludzi z udziału w procesach decyzyjnych w społeczeństwie. Gdyby masy faktycznie bezpośrednio zarządzały społeczeństwem, nie byłoby możliwe, aby dominowała w nim klasa mniejszościowa. Stąd potrzeba państwa. Co wskazuje na centralny błąd marksistowskiej teorii państwa, a mianowicie twierdzenie, że rządy proletariatu będą prowadzone przez strukturę, państwo, która ma na celu wykluczenie powszechnego uczestnictwa, którego taka koncepcja wymaga!

Inaczej mówiąc, „władza polityczna” (państwo) to po prostu władza mniejszości do egzekwowania swojej woli. Oznacza to, że rewolucja społeczna, której celem jest stworzenie socjalizmu, nie może wykorzystywać go do realizacji swoich celów. Przecież jeśli państwo (tj. „władza polityczna”) zostało stworzone do dalszych rządów mniejszości (w czym zgadzają się marksiści i anarchiści), to z pewnością funkcja ta przesądziła o tym, jak rozwinął się organ, który ją wykonuje. Dlatego oczekujemy, że organy i funkcje będą powiązane i niemożliwe do rozdzielenia. Kiedy więc Marks argumentował, że podbój władzy politycznej stał się wielkim obowiązkiem klasy robotniczej, ponieważ właściciele ziemscy i kapitaliści zawsze wykorzystują swoje przywileje polityczne, by bronić swoich monopoli gospodarczych i niewolniczej pracy, wyciągnął błędny wniosek.

Opierając się na historycznym (a więc ewolucyjnym) rozumieniu państwa, anarchiści doszli do wniosku, że nie należy przejmować władzy politycznej (którą może sprawować tylko mniejszość w ramach jakiegokolwiek państwa), ale raczej ją niszczyć, rozdzielać władzę w rękach klasy robotniczej, większości. Kładąc kres reżimowi potężnych, niszcząc ich instrument władzy, władza, która została skoncentrowana w ich rękach, automatycznie wpada z powrotem w ręce społeczeństwa. Tak więc władza klasy robotniczej może być konsekwentna tylko wtedy, gdy „władza polityczna” zostanie zburzona i zastąpiona przez władzę społeczną klasy robotniczej opartą na jej własnych organizacjach klasowych (takich jak komitety fabryczne, rady pracowników, związki zawodowe, zgromadzenia sąsiedzkie itd.) Jak ujął to Murray Bookchin: „Hasło ‘Władza dla ludzi’ może być wprowadzone w życie tylko wtedy, gdy władza sprawowana przez elity społeczne zostanie rozdzielona między ludzi. Każda osoba może wtedy przejąć kontrolę nad swoim codziennym życiem. Jeśli ‘władza dla ludu’ oznacza nic innego jak władzę dla ‘przywódców’ ludu, to lud pozostaje niezróżnicowaną, zmanipulowaną masą, tak samo bezsilną po rewolucji jak przedtem”. [Post-Scarcity Anarchism, s. XI]

W praktyce oznacza to, że każda ważna rewolucja społeczna musi zniszczyć państwo, a nie zastępować je inną. Jest tak dlatego, że aby być państwem, każda struktura państwowa musi opierać się na przekazanych uprawnieniach, hierarchii i centralizacji („każde państwo, nawet najbardziej republikańskie i najbardziej demokratyczne […] jest w istocie tylko maszyną rządzącą masami z góry” i „jeśli istnieje państwo, musi istnieć dominacja, a więc niewolnictwo; państwo bez niewolnictwa, jawnego lub ukrytego, jest nie do pomyślenia – i dlatego jesteśmy wrogami państwa.” [Bakunin, The Political Philosophy of Bakunin, s. 211 i s. 287]). W przypadku przekazania uprawnień do klasy pracującej, państwo nie istnieje, ponieważ jego „podstawowa cecha” (wybieralnej władzy) jest nieobecna. To, co jest, to nowa forma „prymitywnej demokracji”, która istniała przed powstaniem państwa. Podczas gdy ta nowa, nowoczesna forma samozarządzania będzie musiała bronić się przed tymi, którzy chcą odtworzyć władzę mniejszości, nie oznacza to, że stanie się ona państwem. Wszakże plemiona o „prymitywnej demokracji” musiały bronić się przed swoimi przeciwnikami i to samo w sobie nie oznaczało, że społeczności te miały państwo (patrz podrozdział H.2.1). Zatem obrona rewolucji, jak stale podkreślają anarchiści_stki, nie jest równoznaczna z państwem, ponieważ nie uwzględnia kluczowej kwestii, a mianowicie tego, kto ma władzę w systemie – masy czy ich przywódcy.

Ta sprawa jest sfałszowana przez Marksa. Kiedy Bakunin, w Statism and Anarchy, zadał pytanie: „Czy cały proletariat stanie na czele rządu?”, Marks argumentował w odpowiedzi: „Czy w związku zawodowym, na przykład, cały związek stanowi komitet wykonawczy? Czy zniknie cały podział pracy w fabryce, a także różne funkcje z niego wynikające? A czy wszyscy będą na górze w systemie Bakunina zbudowanym od dołu do góry? W rzeczywistości nie będzie dołu. Czy wszyscy członkowie komuny będą również zajmować się wspólnymi sprawami regionu? W takim przypadku nie będzie różnicy między komuną a regionem. Niemcy [mówi Bakunin] liczą prawie 40 milionów. Czy, na przykład, całe 40 milionów będzie członkami rządu? Na pewno, bo sprawa zaczyna się od samorządu komuny”. [Marx, Engels and Lenin, Anarchism and Anarcho-Syndicalism, s. 150-1]

Jak argumentuje Alan Carter, „mogło się wydawać, że Marks [ponad] sto lat temu był zadowalającym argumentatorem, ale dziś już niekoniecznie. W raczkowaniu związków zawodowych, co jest wszystkim, o czym Marks wiedział, możliwość rozłamu kierownictwa związku zawodowego od zwykłych członków nie wydawała mu się prawdopodobnym skutkiem, mamy jednak za sobą długą historię przywódców związkowych ‘sprzedawających się’ i nie mających kontaktu ze swoimi członkami. Czas zręcznie pokazał, że odrzucenie obaw Bakunina na podstawie praktyki urzędników związkowych stanowi żałosne samozadowolenie z władzy i przywilejów – samozadowolenie, które zrodziło wiele owoców w postaci obecnych partii marksistowskich i społeczeństw ‘komunistycznych’ […] jego spór z Bakuninem pokazuje dość wyraźnie, że Marks nie podkreślał ciągłej kontroli nad rewolucją przez masę ludzi, jako warunku wstępnego dla transcendencji wszystkich istotnych antagonizmów społecznych”. [Marx: A Radical Critique, s. 217-8] Nieanarchiści również zauważyli ubóstwo odpowiedzi Marksa. Na przykład, jak mówi David W. Lovell, „jako całość, komentarze Marksa omijały tę kwestię. Bakunin wyraźnie zmaga się z problemami okresu przejściowego Marksa, w szczególności z problemem przywództwa, podczas gdy Marks odmawia omówienia politycznej formy tego, co musi być (przynajmniej częściowo) klasową władzą proletariatu”. [From Marx to Lenin, s. 64]

Jak omówiliśmy w rozdziale H.3.1, „Przemówienie Marksa do Ligi Komunistycznej”, z jego naciskiem na „najbardziej zdeterminowaną centralizację władzy w rękach władzy państwowej” oraz na „drogę działalności rewolucyjnej […] może postępować tylko z pełną siłą z centrum”, sugeruje, że obawy Bakunina były słuszne, a odpowiedź Marksa po prostu nieadekwatna. [Marx-Engels Reader, s. 509] Mówiąc prościej, jeśli, jak argumentował Engels, „zasadniczą cechą państwa jest władza publiczna odrębna od masy ludzi”, to argument Marksa z 1850 r. (i innych podobnych) wyraźnie odnosi się do państwa w zwykłym znaczeniu tego słowa, które to musi być „odrębne” od masy ludności, aby zapewnić, że masy nie będą mogły ingerować w swoją własną rewolucję. Nie było to oczywiście pragnienie Marksa i Engelsa, ale rezultat ten wynika z ich teorii państwa i jego podstawowych wad. Wady te najlepiej widać po wielokrotnym twierdzeniu, że kapitalistyczne państwo demokratyczne może zostać uchwycone w wyborach powszechnych i wykorzystane do wprowadzenia socjalizmu (zob. część H.3.10), ale dotyczy to również koncepcji tworzenia nowych państw w oparciu o centralizację władzy preferowaną przez elity rządzące od początku istnienia społeczeństwa klasowego. Jak podkreślił Kropotkin, „nie sprawia, że instytucja historyczna podąża w kierunku, na który się wskazuje – to znaczy w kierunku przeciwnym do tego, który przejęła na przestrzeni wieków”. Spodziewać się tego byłoby „smutnym i tragicznym błędem” tylko dlatego, że „stara maszyna, stara organizacja, powoli rozwijała się w historii, aby zmiażdżyć wolność, zmiażdżyć jednostkę, ustanowić ucisk na podstawie prawnej, stworzyć monopolistów, sprowadzić umysły na manowce przyzwyczajając je do poddaństwa”. [The State: Its Historic Role, s. 57-8] Rewolucja społeczna potrzebuje nowych, niepaństwowych form organizacji społecznej, aby odnieść sukces:“Nadanie pełnego zakresu socjalizmowi oznacza przebudowę od góry do dołu społeczeństwa zdominowanego przez wąski indywidualizm handlarzy. Nie jest to, jak to czasami mówili ci, którzy oddają się metafizycznej puszystości, tylko kwestia dania pracownikowi ‘całkowitego produktu jego pracy’ jest to kwestia całkowitego przeobrażenia wszystkich relacji […] Na każdej ulicy, w każdej wiosce, w każdej grupie mężczyzn zgromadzonych wokół fabryki lub na odcinku linii kolejowej należy rozbudzić ducha twórczego, konstruktywnego i organizacyjnego, aby odbudować życie – w fabryce, we wsi, w sklepie, w produkcji i dystrybucji materiałów. Wszystkie relacje między jednostkami a wielkimi skupiskami ludności muszą być od samego początku, od momentu zmiany istniejącej organizacji handlowej lub administracyjnej.I oczekują, że to ogromne zadanie, wymagające swobodnego wyrażania powszechnego geniuszu, zostanie zrealizowane w ramach Państwa i piramidalnej organizacji, która jest istotą Państwa! Oczekują, że państwo […] aby stać się dźwignią dla osiągnięcia tej ogromnej transformacji. Chcą kierować odnową społeczeństwa za pomocą dekretów i większości wyborczych […] To niedorzeczne!” [Kropotkin, Op. Cit., s. 58-9]

Ostatecznie chodzi oczywiście o kwestię władzy. Czy „komitet wykonawczy” posiada podstawową władzę decyzyjną w społeczeństwie, czy też władza ta leży w zgromadzeniach masowych, na których zbudowane jest federalne społeczeństwo socjalistyczne? Jeśli to pierwsze, to mamy do czynienia z rządzeniem przez kilku liderów partyjnych i nieuchronną biurokracją społeczeństwa i państwa w przyjętym tego słowa znaczeniu. Jeśli to drugie, to mamy podstawową strukturę wolnego i równego społeczeństwa oraz nową organizację popularnego samozarządzania, która eliminuje istnienie władzy publicznej ponad społeczeństwem. To nie jest zabawa słowami. Oznacza to kluczową kwestię transformacji społecznej, kwestię, którą marksizm ma tendencję ignorować lub mylić sprawy podczas dyskusji. Bookchin wyjaśnił, o co chodzi: „Dla niektórych neomarksistów, którzy postrzegają centralizację i decentralizację jedynie jako różnicę w stopniu, słowo ‘centralizacja’ może być jedynie kłopotliwym sposobem na określenie środków koordynacji decyzji podejmowanych przez organy zdecentralizowane. Warto zauważyć, że Marks bardzo pomylił to rozróżnienie, chwaląc Komunię Paryską jako ‘organ pracujący, a nie parlamentarny, wykonawczy i ustawodawczy jednocześnie’. W rzeczywistości konsolidacja funkcji ‘wykonawczych i legislacyjnych’ w jednym organie miała charakter regresywny. Określiła ona po prostu proces tworzenia polityki, funkcję, która słusznie powinna należeć do osób zgromadzonych, z techniczną realizacją tej polityki, funkcję, która powinna być pozostawiona organom ściśle administracyjnym podlegającym rotacji, odwołaniu, ograniczeniom kadrowym […] W związku z tym połączenie kształtowania polityki z administracją sprawiło, że instytucjonalny nacisk klasycznego [marksistowskiego] socjalizmu został położony na organy scentralizowane, w rzeczy samej, poprzez ironiczny zwrot wydarzeń historycznych, nadając przywilej formułowania polityki na ‘wyższych organach’ socjalistycznych hierarchii i ich realizacji właśnie na bardziej powszechnych ‘komitetach rewolucyjnych’ poniżej”. [Toward an Ecological Society, s. 215-6]

Poprzez mylenie koordynacji z państwem (tj. z przekazaniem władzy) marksizm otwiera drzwi szeroko otwarte na „dyktaturę proletariatu” będącego państwem „we właściwym sensie”. W rzeczywistości, nie tylko marksizm otwiera te drzwi, ale nawet zaprasza państwo „we właściwym sensie”! Z wypowiedzi Engelsa wynika, że tak jak „każda partia polityczna stara się ustanowić swoje rządy w państwie, tak niemiecka Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza stara się ustanowić swoje rządy, rządy klasy robotniczej”.[Collected Works, vol. 23, s. 372] Myląc rządy partii „w państwie” z „rządami klasy robotniczej”, Engels mylą władzę partii z władzą ludową. Aby partia mogła „ustanowić swoją regułę” należy utrzymać państwo w normalnym sensie (tj. strukturę opartą na przekazaniu uprawnień). „Dyktatura proletariatu” jako taka oznacza przekazanie władzy przez proletariat w ręce partii, a to oznacza „władzę publiczną oderwaną od masy narodu”, a więc władzę mniejszości. Ten aspekt marksizmu, jak argumentujemy w następnym rozdziale, rozwijał się pod rządami bolszewików i stał się „dyktaturą partii” (tj. dyktaturą nad proletariatem):“Ponieważ Marks energicznie sprzeciwił się wysiłkom Bakunina, by rewolucjoniści wykorzystywali wyłącznie środki wolnościowe i decentralizacyjne w celu ułatwienia rewolucji pozostającej w rękach masy robotniczej, musi on zaakceptować uczciwą miarę winy za autorytarny wynik rewolucji rosyjskiej […]Bakunin nie był zadowolony z zaufania, jakim obdarzyli przywódców rewolucyjnych, by wyzwolić uciśnionych […] Uciskany lud musiał uświadomić sobie, że jedynym zabezpieczeniem przed zastąpieniem jednej struktury represyjnej inną jest celowe utrzymanie kontroli nad rewolucją przez całą klasę robotniczą, a nie naiwnie ufać jej jakiejś awangardzie”. [Alan Carter, Marx: A Radical Critique, s. 218-9]

Z tego właśnie powodu anarchiści są niezwykle krytyczni wobec marksistowskich idei rewolucji społecznej. Jak twierdzi Alan Carter: „To nie jest argument przeciwko rewolucji, ale przeciwko ‘rewolucyjnej’ praxis zatrudniającej władzę centralną. Należy argumentować, że każda rewolucja musi pozostać w rękach masy ludzi i że muszą oni być świadomi niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą dopuszczenie do tego, by w trakcie rewolucji władza wpadła w ręce mniejszości. Ukryte w teorii marksistowskiej […] jest cichym przyzwoleniem na nierówności polityczne w trakcie i po rewolucyjnej praxis. Tylko wtedy, gdy taka nierówność zostanie otwarcie i szeroko odrzucona, może być jakakolwiek nadzieja na wolnościową rewolucję komunistyczną. Lekcja, którą należy wyciągnąć, jest taka, że musimy przeciwstawić się nie rewolucyjnej praktyce, ale autorytarnej ‘rewolucyjnej’ praktyce. Taka autorytarna praktyka utrzyma się w kręgach rewolucyjnych tak długo, jak długo marksistowska teoria państwa i odpowiadająca jej teoria władzy pozostaną w nich ponad krytyką.” [Op. Cit., s. 231]

Podsumowując, marksistowska teoria państwa jest po prostu ahistoryczna i postuluje pewien rodzaj państwowej ‘istoty’, która istnieje niezależnie od stanów rzeczywistych i ich roli w społeczeństwie. Mylenie organu wymaganego przez klasę mniejszościową do wykonania i utrzymania swojej reguły z tym wymaganym przez klasę większościową do zarządzania społeczeństwem polega na popełnieniu teoretycznego błędu o dużej skali. Otwiera to drzwi do idei władzy partyjnej, a nawet dyktatury partyjnej. W związku z tym idee Marksa i Engelsa są dezorientujące w kwestii państwa. Ich komentarze wahają się między anarchistyczną definicją państwa (opartą, jak jest, na uogólnieniach z przykładów historycznych) a definicją ahistoryczną (opartą nie na przykładzie historycznym, lecz na analizie ponadhistorycznej). Próba połączenia tego, co metafizyczne z naukowym, autorytarne z wolnościowym, mogła pozostawić ich zwolennikom jedynie zdezorientowaną spuściznę i to właśnie znajdujemy.

Od czasu śmierci ojców założycieli marksizmu, ich zwolennicy rozeszli się na dwa obozy. Większość przyjęła metafizyczną i autorytarną koncepcję państwa i ogłosiła swoje poparcie dla „państwa robotniczego”. Jest to reprezentowane przez socjaldemokrację i jej radykalny odgałęzienie, leninizm. Jak omawiamy w następnym rozdziale, szkoła ta wykorzystała marksistowską koncepcję państwa, aby umożliwić rządzenie klasą robotniczą przez „rewolucyjną” partię. Mniejszość ta staje się coraz bardziej i wyraźnie antypaństwowa, uznając, że dziedzictwo marksistowskie jest sprzeczne i że dla proletariatu, aby bezpośrednio zarządzać społeczeństwem, nie może być władzy nad nimi. Do tego obozu należą wolnościowi marksiści rady komunistycznej, sytuacjoniści i inne szkoły myślenia bliskie anarchizmowi.

H.3.6 Czy marksizm to jedyna polityka rewolucyjna która się sprawdziła?

Niektórzy marksiści odrzucą nasze argumenty, a anarchizm – od ręki. To dlatego, że anarchizm nie doprowadził do „udanej” rewolucji, a marksizm tak. Twierdzą, że fakt, że w całej historii nie było nigdy poważnego ruchu anarchistycznego, a tym bardziej udanej rewolucji anarchistycznej, dowodzi, że marksizm działa. Dla niektórych marksistów, praktyka określa ważność. To, czy coś jest prawdziwe, czy nie, nie jest rozstrzygane intelektualnie w publikacjach i debatach, ale w rzeczywistości.

Dla anarchistów takie argumenty pokazują po prostu ideologiczną naturę większości form marksizmu. Faktem jest oczywiście, że odbyło się wiele rewolucji anarchistycznych, które, choć ostatecznie zostały pokonane, pokazują słuszność teorii anarchistycznej (te w Hiszpanii i na Ukrainie są najbardziej znaczące). Co więcej, na całym świecie istnieją poważne ruchy anarchistyczne o charakterze rewolucyjnym, w większości przygniecione przez represje państwowe (zazwyczaj faszystowskie lub komunistyczne). Nie jest to jednak najważniejsza kwestia, jaką jest los tych „udanych” ruchów i rewolucji marksistowskich. Fakt, że nigdy nie doszło do „marksistowskiej” rewolucji, która nie stała się dyktaturą partyjną, świadczy o konieczności krytykowania marksizmu.

Tak więc, biorąc pod uwagę, że marksiści twierdzą, że marksizm jest rewolucyjną teorią polityczną klasy robotniczej, jego rzeczywiste osiągnięcia są przerażające. W końcu, podczas gdy wiele partii marksistowskich brało udział w rewolucjach, a nawet przejęło władzę, efektem netto ich „sukcesu” były społeczeństwa mające niewielki lub żaden związek z socjalizmem. Skutkiem netto tych rewolucji było raczej zdyskredytowanie socjalizmu poprzez powiązanie go z państwami jednopartyjnymi, które przewodniczą kapitalistycznym gospodarkom państwowym.

Również rola marksizmu w ruchu robotniczym jest mniej niż udana. Patrząc na pierwszy ruch marksistowski, socjaldemokrację, zakończył się on reformizmem, zdradzając idee socjalistyczne poprzez (prawie zawsze) wspieranie własnego państwa podczas I wojny światowej i posuwając się aż do zdławienia rewolucji niemieckiej i zdradzenia włoskich okupacji fabrycznych w 1920 roku. Rzeczywiście, Trocki stwierdził, że partia bolszewicka była „jedyną rewolucyjną” sekcją Drugiej Międzynarodówki, co jest cholernym oskarżeniem o marksizm. [Stalin, vol. 1, s. 248] Tak samo cholerny jest fakt, że ani Lenin ani Trocki nie zauważyli tego przed 1914 rokiem! W rzeczywistości Lenin chwalił „podstawy taktyki parlamentarnej” niemieckiej i międzynarodowej socjaldemokracji, wyrażając opinię, że były one „jednocześnie nieustępliwe w kwestiach zasad i zawsze ukierunkowane na osiągnięcie ostatecznego celu” w nekrologu Augusta Bebela z 1913 roku! [Collected Works, vol. 19, s. 298] Dla tych, którzy mają takie skłonności, można się rozerwać, porównując świecące prognozy Engelsa dla tych partii i ich faktycznego wykonania (w przypadku Hiszpanii i Włoch jego komentarze wydają się szczególnie ironiczne).

Jeśli chodzi o sam bolszewizm, jedyną „rewolucyjną” partię na świecie, uniknęła ona losu swoich siostrzanych partii tylko dlatego, że nie było mowy o stosowaniu taktyk socjaldemokratycznych w instytucjach burżuazyjnych, ponieważ nie istniały one w carskiej Rosji. Ponadto efektem netto przejęcia władzy była najpierw dyktatura partyjna i kapitalizm państwowy pod rządami Lenina, następnie ich nasilenie pod rządami Stalina i stworzenie szeregu sekt trockistowskich, które poświęciły znaczną ilość czasu na usprawiedliwianie i racjonalizację ideologii i działań bolszewików, które przyczyniły się do powstania stalinizmu. Biorąc pod uwagę losy bolszewizmu u władzy, Bookchin po prostu stwierdził co oczywiste: „Żadna z autorytarnych technik zmian nie zapewniła udanych ‘paradygmatów’, chyba że jesteśmy gotowi zignorować surowy fakt, że rosyjskie, chińskie i kubańskie ‘rewolucje’ były masowymi kontrrewolucjami, które trawią całe nasze stulecie”. [The Ecology of Freedom, s. 446]

Oczywiste jest, że kluczowym mitem marksizmu jest pomysł, że był to udany ruch. W rzeczywistości jego porażki były konsekwentne i niszczycielskie, co sugeruje, że nadszedł czas na ponowną ocenę całej ideologii i przyjęcie rewolucyjnej teorii, jaką jest anarchizm. Rzeczywiście, nie byłoby przesadą twierdzić, że każdy ‘sukces’ marksizmu w rzeczywistości udowodnił, że anarchistyczna krytyka marksizmu była właściwa. Tak więc, jak przewidział Bakunin, partie socjaldemokratyczne stały się reformatorami, a ‘dyktatura proletariatu’ stała się ‘dyktaturą nad proletariatem’. Z takimi ‘zwycięstwami’ jak te, marksizm nie potrzebuje porażek! Tak więc Bookchin mówi:

Teoria, która jest tak łatwo ‘wulgaryzowana’, ‘zdradzana’ lub, co bardziej złowieszcze, zinstytucjonalizowana w władzę biurokratyczną przez prawie wszystkich jej zwolenników, może być taką, która nadaje się do takich ‘wulgaryzmów’, ‘zdrady’ i form biurokratycznych jako normalny warunek jej istnienia. To, co może wydawać się ‘wulgaryzmami’, ‘zdradami’ i biurokratycznymi przejawami jej doktrynalnych zasad w gorącym świetle sporów doktrynalnych, może okazać się spełnieniem jej zasad w zimnym świetle rozwoju historycznego”. [Toward an Ecological Society, s. 196]

Stąd przytłaczająca potrzeba krytycznej oceny idei marksistowskich i historii (jak np. rewolucja rosyjska – patrz rozdział H.6). Jeśli nie będziemy uczciwie dyskutować i oceniać wszystkich aspektów rewolucyjnych idei, nigdy nie będziemy w stanie zbudować pozytywnego i konstruktywnego ruchu rewolucyjnego. Poszukując korzeni problemów marksizmu, możemy wzbogacić anarchizm, unikając ewentualnych pułapek oraz rozpoznając i opierając się na jego mocnych stronach (np. tam, gdzie anarchiści zidentyfikowali w marksizmie, choć niekompletnie, problemy, które niosą ze sobą rewolucyjne idee, praktykę i transformację).

Jeśli tak się stanie, anarchiści są pewni, że marksiści twierdzący, że marksizm jest rewolucyjną teorią, zostaną zdemaskowani za bezpodstawną retorykę, za którą są.

H.3.5 Czy przywłaszczenie sobie anarchistycznych idei zmieniło marksizm?

Jak widać w każdym podejściu do historii socjalizmu, marksiści (z różnych szkół) przywłaszczyli sobie kluczowe idee anarchistyczne i (często) przedstawiają je tak, jakby marksiści najpierw o nich pomyśleli.

Na przykład, jak omawiamy w części H.3.10, to anarchiści najpierw podnieśli pomysł rozbicia burżuazyjnego państwa i zastąpienia go walczącymi organizacjami klasy robotniczej (takimi jak związki zawodowe, rady pracownicze itp.). Dopiero w 1917 roku, kilkadziesiąt lat po tym, jak anarchiści po raz pierwszy podnieśli tę ideę, marksiści zaczęli się z nią spierać, ale oczywiście z pewną dozą przekory. Podczas gdy anarchiści oznaczali, że organizacje klasy robotniczej będą podstawą wolnego społeczeństwa, Lenin uważał te organy za najlepszy sposób na osiągnięcie władzy partii bolszewickiej.

Podobnie z wyzwoleńczym pomysłem „mniejszości bojówek”. Wśród anarchistów i syndykalistów rozumiano przez to grupy robotników, którzy poprzez swoje bezpośrednie działanie dawali przykład, który ich współpracownicy mogli naśladować (np. prowadząc strajki czy pikiety, aby zachęcić innych robotników do przyłączenia się do nich). Ta „walcząca mniejszość” byłaby na czele walki społecznej i pokazałaby, na przykładzie praktyki i dyskusji, że ich pomysły i taktyka są właściwe. Po rewolucji rosyjskiej 1917 r. bolszewicy argumentowali, że idea ta jest podobna do ich koncepcji awangardowej partii. Zignorowali dwie kluczowe różnice. Po pierwsze, że wyzwoleńcza „wojownicza mniejszość” nie dążyła do przejęcia władzy w imieniu klasy robotniczej, ale raczej zachęcała ją, dając jej przykład, do kierowania własnymi zmaganiami i sprawami (a ostatecznie – społeczeństwem). Po drugie, że „awangardowe partie” są zorganizowane w sposób hierarchiczny, obcy duchowi anarchizmu. Podczas gdy zarówno podejście „mniejszości bojowej” jak i „awangardowej” opiera się na docenieniu nierównomiernego rozwoju idei w obrębie klasy robotniczej, awangardowość przekształca to w uzasadnienie partyjnego panowania nad klasą robotniczą przez tak zwaną mniejszość „zaawansowaną” (pełne omówienie znajduje się w rozdziale H.5). Inne pojęcia, takie jak „kontrola robotników”, działania bezpośrednie i tak dalej, spotkały się z podobnym losem.

Klasycznym przykładem tego zawłaszczania idei anarchistycznych do marksizmu jest strajk generalny. W 1905 r. w Rosji niemal miała miejsce rewolucja, w której kluczową rolę odegrał strajk generalny. Niespodziewanie, jako anarchiści opowiadający się za strajkiem generalnym od lat 70. XIX wieku, uznaliśmy te wydarzenia za uderzające potwierdzenie naszych długoletnich pomysłów na rewolucyjne zmiany. Marksiści mieli trudniejsze zadanie, ponieważ takie pomysły były obce dla głównego nurtu socjaldemokracji. Jednak w obliczu sukcesu i siły strajku generalnego w praktyce, bardziej radykalni marksiści, jak Róża Luksemburg, musieli włączyć go do swojej polityki.

A jednak stanęli przed problemem. Strajk generalny był nierozerwalnie związany z takimi rzeczami jak anarchizm i syndykalizm. Czyż sam Engels nie ogłosił nonsensu strajku generalnego w swojej diatrybie „Bakuniniści w pracy”? Czy jego słowa nie zostały powtórzone ad infinitum przeciwko anarchistom (i radykalnym socjalistom), którzy kwestionowali mądrość taktyki socjaldemokratycznej, jej reformatorską i biurokratyczną bezwładność? Marksistowscy radykałowie wiedzieli, że Engels zostanie ponownie przytoczony przez biurokratów i reformatorów z ruchu socjaldemokratycznego do rzucania zimnej wody na wszelkie próby dostosowania marksistowskiej polityki do ekonomicznej potęgi mas, wyrażonej w masowych strajkach. Socjaldemokratyczna hierarchia po prostu odrzuciłaby ich jako „anarchistów”. Oznaczało to, że Luksemburg stanęła przed problemem udowodnienia, że Engels miał rację, nawet jeśli się mylił.

Zrobiła to w pomysłowy sposób. Podobnie jak sam Engels, zniekształciła ona po prostu to, co anarchiści myśleli o strajku generalnym, aby uczynić go możliwym do zaakceptowania przez socjaldemokrację. Jej argument był prosty. Tak, Engels miał rację, odrzucając ideę „strajku generalnego” anarchistów w latach siedemdziesiątych XIX wieku. Ale dziś, trzydzieści lat później, socjaldemokraci powinni poprzeć strajk generalny (lub strajk masowy, jak ona to nazywała), ponieważ koncepcje były inne. Anarchistyczny „strajk generalny” był utopijny. Marksistowski „masowy strajk” był praktyczny.

Aby dowiedzieć się dlaczego, musimy zobaczyć, co Engels argumentował w latach 70. XIX wieku. Engels, wyśmiewał anarchistów („bakuninistów”) za myślenie, że „strajk generalny jest dźwignią, za pomocą której rozpoczyna się rewolucja społeczna”. Oskarża ich o wyobrażenie sobie, że „pewnego poranka, wszyscy robotnicy we wszystkich gałęziach przemysłu danego kraju, a nawet całego świata, zaprzestaną pracy, zmuszając w ten sposób pokornie do poddania się w ciągu najwyżej czterech tygodni, albo do zaatakowania robotników, którzy mieliby wtedy prawo do obrony i wykorzystania okazji do obalenia całego starego społeczeństwa”. Stwierdził, że na kongresie anarchistycznego Aliansu Demokracji Socjalistycznej w Genewie, który odbył się 1 września 1873 roku, „powszechnie uznano, że do realizacji strategii strajku generalnego potrzebna jest doskonała organizacja klasy robotniczej i duże fundusze”. Zauważył, że jest w tym „zgrzyt”, ponieważ żaden rząd nie stanie z boku i „nie pozwoli, aby organizacja lub fundusze pracowników osiągnęły taki poziom”. Co więcej, rewolucja miałaby miejsce na długo przed utworzeniem „takiej idealnej organizacji”, a gdyby tak było, „nie byłoby potrzeby wykorzystywania okrężnej drogi do strajku generalnego”. [Collected Works, vol. 23, s. 584-5]

Róża Luksemburg powtórzyła argumenty Engelsa w swoim eseju „The Mass Strike, the Political Party and the Trade Unions”, aby pokazać, że jej poparcie dla strajku generalnego nie było w żaden sposób sprzeczne z marksizmem.[Rosa Luxemburg Speaks, s. 153-218] Jej „masowy strajk” różnił się od anarchistycznego „strajku generalnego”, wyśmiewanego przez Engelsa, ponieważ był to proces dynamiczny i nie mógł być postrzegany jako jeden akt, jedno odosobnione działanie, które obala burżuazję. Przecież masowy strajk do codziennej walki klasowej w społeczeństwie, prowadzi do bezpośredniej konfrontacji z państwem kapitalistycznym, a więc był nierozłącznie związany z rewolucją.

Jedyny problem w tym wszystkim polega na tym, że anarchiści nie spierali się tak naprawdę z twierdzeniem Engelsa i Luksemburg. Najwyraźniej, jak zaznaczyliśmy w sekcji H.2.8, Bakunin postrzegał strajk generalny jako dynamiczny proces, który nie byłby wyznaczony na konkretną datę i nie wymagał wcześniejszej organizacji wszystkich pracowników. Pomysły Bakunina są całkowicie sprzeczne z twierdzeniami Engelsa co do anarchistycznych pomysłów na strajk generalny (w rzeczywistości odzwierciedlają one to, co faktycznie wydarzyło się w 1905 roku).

Ale co z „Bakuninistami”? Ponownie, podejście Engelsa pozostawia wiele do życzenia. Zamiast kongresu genewskiego z września 1873 roku, jak twierdził, będącego (rozwiązanym) Aliansem Demokracji Socjalistycznej, było w rzeczywistości spotkanie nie-Marksistowskich federacji Pierwszej Międzynarodówki. W przeciwieństwie do Engelsa, anarchiści nie postrzegali strajku generalnego jako wymagającego od wszystkich pracowników doskonałej organizacji, a następnie biernego składania broni „pewnego pięknego poranka”. Belgijscy wolnościowcy, którzy zaproponowali ten pomysł na kongresie, postrzegali go jako taktykę, która mogłaby zmobilizować robotników do rewolucji, jako „sposób na wyprowadzenie ruchu na ulicę i poprowadzenie robotników na barykady”. Co więcej, wiodący anarchista James Guillaume wyraźnie odrzucił pomysł, że musi „wybuchać wszędzie o wyznaczonej godzinie i dniu” z głośnym „Nie!”. Podkreślił, że „nie muszą nawet poruszać tej kwestii i przypuszczać, że tak może być. Takie przypuszczenie może prowadzić do śmiertelnych błędów. Rewolucja musi być zaraźliwa”. [cytowała Caroline Cahm, Kropotkin and the Rise of Revolutionary Anarchism 1872-1886, s. 223 i s. 224]

W innej relacji z tego spotkania zauważono, że sposób, w jaki miał się rozpocząć strajk generalny, został „pozostawiony bez odpowiedzi”, a Guillaume „uznał, że dla anarchistów niemożliwe jest po prostu ustalenie godziny rozpoczęcia strajku generalnego”. Inny anarchista „nie wierzył, że strajk jest wystarczającym środkiem do wygrania rewolucji społecznej”, ale mógł „stworzyć warunki dla sukcesu zbrojnego powstania”. Tylko jeden delegat, niezależnie od twierdzeń Engelsa, uważał, że „domaga się najwyższej organizacji klasy robotniczej”, a gdyby tak było, „wtedy strajk generalny nie byłby konieczny”. Był to delegat z reformatorskich brytyjskich związków zawodowych i „zaatakował” strajk generalny jako „absurdalną i niepraktyczną propozycję”. [Phil H. Goodstein, The Theory of the General Strike, s. 43-5]

Być może dlatego Engels nie zacytował ani jednego anarchisty, gdy opowiadał o swoim stanowisku w tej sprawie? Nie trzeba dodawać, że leniniści do dziś papugują twierdzenia Engelsa. Fakty są nieco inne. Oczywiste jest, że anarchistyczna strategia obalenia burżuazji jednym wielkim strajkiem generalnym ustalonym na konkretną datę istnieje tylko w głowach marksistów, nigdzie indziej. Po usunięciu zniekształceń wzniesionych przez Engelsa i powtórzonych przez Luksemburg, widzimy, że rewolucja 1905 roku i „historyczna dialektyka” nie potwierdziły, jak twierdzi Luksemburg, Engelsa i nie obaliły anarchizmu. Wręcz przeciwnie, ponieważ strajki generalne w Rosji dość ściśle odpowiadały anarchistycznym wyobrażeniom o tym, jak wyglądałby strajk generalny. Nic więc dziwnego, że Kropotkin argumentował, że strajk generalny z 1905 r. „pokazał”, że łacińscy robotnicy, którzy opowiadali się za strajkiem generalnym „jako bronią, której nie można się oprzeć w rękach robotników za narzucenie swojej woli”, mieli „rację” [Selected Writings on Anarchism and Revolution, s. 288]

W przeciwieństwie do Luksemburg, „ojczyzna Bakunina nie była „miejscem pochówku nauk [anarchistycznych]”. [Op. Cit., s. 157] Jak twierdził Nicholas Walter, podczas gdy liczba rzeczywistych anarchistów była niewielka, „rewolucja 1905 roku była obiektywnie rewolucją anarchistyczną. Bunty wojskowe, powstania chłopskie i strajki robotnicze (zakończone strajkiem generalnym), doprowadziły do powstania rad żołnierzy i robotników […] i komun chłopskich, a także początek wywłaszczeń agrarnych i przemysłowych – wszystko to zgodnie z sugestiami pisarzy anarchistycznych od czasów Bakunina” [The Anarchist Past and Other Essays, s. 122] Prawdziwe pytanie brzmi, kiedy marksiści zorientują się, że cytowanie Engelsa nie czyni słusznym?

Ponadto, nie stając się powstaniem, jak podkreślali anarchiści, granice strajku generalnego zostały ujawnione w 1905 roku. W przeciwieństwie do niektórych syndykalistów z przełomu XIX i XX wieku, to ograniczenie było rozumiane przez najwcześniejszych anarchistów. W związku z tym postrzegali strajk generalny jako początek rewolucji, a nie jako samą rewolucję. Tak więc, dla wszystkich leninowskich relacji z rewolucji 1905 roku twierdzących, że jest to ich ideologia, fakty sugerują, że to anarchizm, a nie marksizm, co zostało potwierdzone. Luksemburg się myliła. Ojczyzna Bakunina stanowiła niezrównany przykład tego, jak dokonać rewolucji właśnie dlatego, że zastosowała (i potwierdziła) anarchistyczne idee dotyczące strajku generalnego (i, należy dodać, rad robotniczych). Marksiści (którzy wcześniej zacytowali Engelsa zachęcając do odrzucenia takich rzeczy) uznali, że odrzucenie na rzecz ich dogmatu pozostaje aktualne. Luksemburg, jak zauważył Bookchin, „rażąco przeinaczyła anarchistyczny nacisk na strajk generalny po rewolucji w Rosji w 1905 roku, aby uczynić go możliwym do zaakceptowania przez socjaldemokrację”. (Dodał, że Lenin „miał się zaangażować w to samo przeinaczenie w kwestii kontroli ludowej w State and Revolution.) [Towards an Ecological Society, s. 227]

Więc podczas gdy marksiści przywłaszczyli sobie pewne pojęcia anarchistyczne, nie oznacza to automatycznie, że oznaczają one dokładnie to samo. Raczej, jak pokazuje historia, za podobnie brzmiącą retoryką mogą kryć się radykalnie różne koncepcje. Jak argumentował Murray Bookchin, wiele marksistowskich tendencji „przywiązuje w zasadzie obce idee do usychających ram konceptualnych marksizmu – nie po to, by powiedzieć coś nowego, ale by zachować coś starego z ideologicznym formaldehydem – ze szkodą dla jakiegokolwiek wzrostu intelektualnego, któremu te różnice mają sprzyjać. Jest to mistyfikacja w najgorszym wydaniu, ponieważ nie tylko niszczy ona idee, ale również zdolność umysłu do radzenia sobie z nimi. Jeśli dzieło Marksa można dostosować do naszych czasów, to będzie ono traktowane jako nieoceniona część rozwoju idei, a nie jako pastisz, który jest uzasadniony jako ‘metoda’ lub stale ‘aktualizowany’ przez koncepcje pochodzące z obcej strefy idei”.[Op. Cit., s. 242]

To nie jest jakiś akademicki pogląd. Konsekwencje przywłaszczania sobie przez marksistów takich „obcych idei” (lub, bardziej poprawnie, retoryki związanej z tymi ideami) miały negatywny wpływ na rzeczywiste ruchy rewolucyjne. Na przykład definicja „kontroli robotniczej” Lenina była radykalnie inna niż obecna w ruchu komitetów fabrycznych podczas Rewolucji Rosyjskiej (co miało więcej wspólnego z anarchistycznym i syndykalistycznym użyciem tego terminu). Podobieństwa w retoryce pozwoliły ruchowi komitetu fabrycznego przejąć władzę nad bolszewikami. Po objęciu władzy stanowisko Lenina zostało wprowadzone w życie, podczas gdy stanowisko komitetów fabrycznych zostało zignorowane. Ostatecznie, pozycja Lenina była kluczowym czynnikiem w tworzeniu państwowego kapitalizmu, a nie socjalizmu w Rosji (więcej szczegółów w rozdziale H.3.14).

Nie przeszkadza to oczywiście współczesnym leninistom przywłaszczać sobie pojęcie kontroli robotniczej „bez mrugnięcia okiem. Chcąc wykorzystać zamieszanie, które obecnie szaleje w tym ruchu, ludzie ci mówią o ‘kontroli robotników’ tak, jakby a) mieli na myśli to, co politycznie niewyszukane oznacza (tzn. że ludzie pracujący powinni sami decydować o podstawowych sprawach związanych z produkcją) i b) jakby – i doktryna leninowska, której rzekomo się trzymają – zawsze popierała tego rodzaju postulaty, lub jakby leninizm zawsze widział w kontroli robotników powszechnie obowiązujący fundament nowego porządku społecznego, a nie tylko slogan, który ma być używany do celów manipulacyjnych w konkretnych i bardzo ograniczonych kontekstach historycznych”. [Maurice Brinton, The Bolsheviks and Workers’ Control, s. IV] To zderzenie popularnej idei kontroli robotniczej z leninowską było kluczową przyczyną niepowodzenia rewolucji rosyjskiej właśnie dlatego, że po objęciu władzy ta ostatnia została narzucona.

Zatem fakt, że leniniści przywłaszczyli sobie idee i postulaty wolnościowe (i klasy pracującej), nie oznacza w rzeczywistości, że dążymy do tego samego (jak to omówiliśmy w rozdziale H.3.1, daleko nam do tego). Użycie anarchistycznej/popularnej retoryki i sloganów niewiele znaczy i musimy przyjrzeć się treści proponowanych pomysłów. Biorąc pod uwagę spuściznę zawłaszczania wolnościowej terminologii w celu popularyzacji autorytarnych partii i jej późniejszego odrzucenia na rzecz autorytarnej polityki, gdy partia ta dojdzie do władzy, anarchiści mają silne podstawy, by z dużą dozą rezerwy przyjmować leninowskie roszczenia!

Tak samo z przykładami rzeczywistych obrotów. Jak zauważył Martin Buber, podczas gdy „Lenin chwali Marksa za to, że ‘jeszcze w 1852 r. nie postawił konkretnego pytania o to, co powinno być ustawione w miejsce maszyn państwowych po ich zniesieniu”, Lenin twierdził, że „tylko Komuna Paryska nauczyła Marksa tego”. Jednakże, jak słusznie zauważył Buber, Komuna Paryska „była urzeczywistnieniem myśli ludzi, którzy postawili to pytanie bardzo konkretnie […] Historyczne doświadczenie Komuny stało się możliwe tylko dlatego, że w sercach zapalonych rewolucjonistów żył obraz zdecentralizowanego, bardzo ‘zdewastowanego’ społeczeństwa, który to obraz podjęli się przełożyć na rzeczywistość. Duchowi ojcowie Komuny mieli taki ideał dążący do decentralizacji, którego Marks i Engels nie mieli, a przywódcy rewolucji 1871 roku próbowali, choć z niewystarczającymi uprawnieniami, rozpocząć realizację tej idei w samym środku rewolucji” [Paths in Utopia, s. 103-4] Tak więc, o ile Komuna Paryska i inne bunty klasy robotniczej są chwalone, o tyle ich oczywiste elementy anarchistyczne (które zwykle były często przewidywane przez myślicieli anarchistycznych) nie są wymieniane. To powoduje pewne dziwne dychotomie. Na przykład, wizja rewolucji Bakunina opiera się na federacji rad robotniczych, wyprzedzając marksistowskie poparcie dla takich ciał o dziesiątki lat, jednak marksiści twierdzą, że idee Bakunina nie mają nas czego nauczyć. Albo też Komuny Paryskiej chwalonej przez marksistów jako pierwsza ‘dyktatura proletariatu’, gdy wdraża ona federalizm, delegatów poddaje się mandatom i przywołuje wizję socjalizmu zrzeszeń, podczas gdy anarchizm określa się mianem ‘drobnomieszczańskiego’, mimo że idee te można odnaleźć w pracach Proudhona i Bakunina, które poprzedziły rewoltę 1871 roku!

Z tego możemy wyciągnąć dwa fakty. Po pierwsze, anarchizm z powodzeniem przewidział pewne aspekty rewolucji klasy robotniczej. Anarchista K. J. Kenafick stwierdził oczywistość argumentując, że jakiekolwiek „porównanie wykaże, że program określony [przez Komunię Paryską] jest […] system federalizmu, za którym Bakunin opowiadał się od lat, a który po raz pierwszy ogłosił Proudhon. Proudhoniści […] wywierali znaczne wpływy w Komunie. Ta ‘forma polityczna’ nie została więc w końcu odkryta; została odkryta wiele lat temu; a teraz udowodniono jej słuszność już samym faktem, że w czasie kryzysu pracownicy paryscy przyjęli ją niemal automatycznie, pod presją okoliczności, a nie w wyniku teorii, jako formę najbardziej odpowiednią do wyrażania aspiracji klasy robotniczej”. [Michael Bakunin and Karl Marx, s. 212-3] Zamiast być w jakiś sposób obcym klasie pracującej i jej walce o wolność, anarchizm w rzeczywistości opiera się na walce klasowej. Oznacza to, że nie powinno być zaskoczeniem, gdy idee anarchizmu są rozwijane i stosowane przez walczących, ponieważ te idee są tylko uogólnieniami wywodzącymi się z przeszłych walk klas robotniczych! Jeśli idee anarchistyczne są stosowane spontanicznie przez walczących, to dlatego, że sami wyciągają podobne wnioski z własnych doświadczeń.

Innym faktem jest to, że o ile główny nurt marksizmu często zawłaszcza sobie pewne aspekty teorii i praktyki wolnościowej, to czyni to wybiórczo i umieszcza je w autorytarnym kontekście, który podważa ich wolnościowy charakter. W ten sposób anarchistyczne poparcie dla rad robotniczych przekształca się przez leninistów w środek zapewniający władzę partyjną (tj. władzę państwową), a nie władzę klasy robotniczej lub samozarządzanie (tj. brak władzy). Podobnie, anarchistyczne poparcie dla przewodzenia przez przykład przekształca się w poparcie dla rządów partyjnych (i często dyktatorskich). Ostatecznie praktyka głównego nurtu marksizmu pokazuje, że idee wolnościowe nie mogą być selektywnie przeszczepiane na autorytarną ideologię i należy się spodziewać ich rozkwitu.

Co znamienne, ci marksiści, którzy uczciwie stosują idee anarchistyczne, są zazwyczaj określani przez swoich ortodoksyjnych towarzyszy jako „anarchiści”. Jako przykład marksistów przywłaszczających sobie szczerze idee wolnościowe, możemy wskazać na radę komunistyczną i nurty w ramach autonomicznego marksizmu. Radni komuniści zerwali z bolszewikami w kwestii tego, czy partia będzie sprawować władzę, czy też rady robotnicze. Nie trzeba dodawać, że Lenin nazwał ich „anarchistycznym odchyleniem”. Prądy w ramach autonomicznego marksizmu zbudowały radę na komunistycznej tradycji, podkreślając znaczenie skupienia analizy na walce klas robotniczych jako kluczowej dynamice w społeczeństwie kapitalistycznym.

W ten sposób są one sprzeczne z głównym nurtem marksistowskiej ortodoksji i przyjmują perspektywę wolnościową. Jak twierdził wolnościowy socjalista Cornelius Castoriadis, „teoria ekonomiczna objaśniona [przez Marksa] w ‘Kapitale’ opiera się na postulacie, że kapitalizm zdołał całkowicie i skutecznie przekształcić robotnika – który jawi się tam jedynie jako siła robocza – w towar; dlatego też wartość użytkowa siły roboczej – korzystanie z niej przez kapitalistów – jest, jak w przypadku każdego towaru, całkowicie zdeterminowana przez korzystanie, ponieważ jej wartość giełdowa – płaca – jest zdeterminowana wyłącznie przez prawa rynku […] Ten postulat jest konieczny, aby istniała ‘nauka o ekonomii’ zgodnie z fizyczno-matematycznym modelem Marksa, po którym następuje […] Zaprzecza on jednak najistotniejszemu faktowi kapitalizmu, a mianowicie temu, że wartość użytkowa i wartość wymiany siły roboczej są obiektywnie nieokreślone; są one zdeterminowane raczej przez walkę między pracą a kapitałem zarówno w produkcji, jak i w społeczeństwie. Oto ostateczny korzeń ‘obiektywnych’ sprzeczności kapitalizmu […] Paradoks polega na tym, że Marks, ‘wynalazca’ walki klasowej, napisał monumentalne dzieło o zjawiskach zdeterminowanych przez tę walkę, w którym sama walka była całkowicie nieobecna.[Political and Social Writings, vol. 2, s. 202-3] Castoriadis objaśnił słabości wizji Marksa w swoim “Modern Capitalism and Revolution.” [Op. Cit., s. 226-343]

Odrzucając to dziedzictwo, na którym opiera się główny nurt marksizmu i podkreślając rolę walki klasowej, marksizm autonomiczny zdecydowanie zrywa z głównym nurtem marksistowskim i przyjmuje stanowisko związane wcześniej z anarchistami i innymi wolnościowymi socjalistami. Kluczowa rola walki klasowej w unieważnieniu wszystkich deterministycznych „praw” gospodarczych została wyrażona przez francuskich syndykalistów na początku XX wieku. To spostrzeżenie wyprzedziło prace Castoriadisa i rozwój marksizmu autonomicznego o ponad 50 lat i jest warte długiego cytatu: „Kamień węgielny socjalizmu […] proklamuje, że co do zasady, średnia płaca nie będzie wyższa niż ta, której pracownik ściśle wymaga do przeżycia. I powiedziano: ‘Ta liczba jest dyktowana wyłącznie przez presję kapitalistyczną, a to może nawet zepchnąć ją poniżej minimum niezbędnego do utrzymania człowieka pracującego. […] Jedyną zasadą w odniesieniu do poziomu płac jest duża lub niewielka podaż siły roboczej […]Na dowód nieugiętego działania tego prawa płac dokonano porównań między pracownikiem a towarem: jeśli na rynku jest przesyt ziemniaków, to są one tanie; jeśli są rzadkie, to ceny rosną[…] Tak samo jest z człowiekiem pracującym, powiedziano: jego zarobki wahają się w zależności od obfitej podaży lub braku siły roboczej!Nie zabrano głosu przeciwko nieugiętym argumentom tego absurdalnego rozumowania: tak więc prawo płac może być uznane za słuszne […] tak długo, jak długo pracujący mężczyzna [lub kobieta] jest zadowolony z tego, że jest towarem! Tak długo, jak długo, jak worek ziemniaków, pozostaje bierna i obojętna i wytrzymuje wahania rynku […] Tak długo, jak wygina plecy i znosi wszystkie przytyki szefów […] prawo płacy uzyskuje.Ale sprawy przybierają inny obrót w momencie, w którym błysk świadomości porusza tego robotnika-ziemniaka do życia. Kiedy zamiast skazać się na bezwładność, brak kręgosłupu moralnego, rezygnację i bierność, robotnik budzi się do swojej wartości jako człowiek, a duch buntu obmywa go: kiedy rusza sam siebie, energiczny, rozmyślny i aktywny […] gdy blok pracy ożyje, i sam rusza […] wtedy, śmieszna równowaga prawa płac zostaje zachwiana” [Emile Pouget, Direct Action, s. 9-10]

I rzeczywiście, Marks porównał pracownika do towaru, stwierdzając, że siła robocza „jest towarem, ani więcej, ani mniej niż cukier. Pierwsza jest mierzona przez zegar, druga przez skalę” [Selected Works, s. 72] Jednak, jak twierdził Castoridias, w przeciwieństwie do cukru, wydobycie wartości użytkowej siły roboczej „nie jest operacją techniczną; jest to proces gorzkiej walki, w którym przez połowę czasu, co by rzec, kapitaliści okazują się przegranymi”. [Op. Cit., s. 248] Fakt, który Pouget podkreślił w swojej krytyce głównego nurtu socjalistycznego:“Na rynku pracy pojawił się nowy czynnik: wola pracownika! Ten czynnik, nieistotny przy ustalaniu ceny buszelu ziemniaków, ma wpływ na ustalanie płac; jego wpływ może być duży lub mały, zależnie od stopnia natężenia siły roboczej, która jest wynikiem zgody pojedynczych woli bijących zgodnie – ale niezależnie od tego, czy jest silna, czy słaba, nie można temu zaprzeczyć.Tak więc spójność robotników wyczuwa siłę kapitalistyczną, która jest w stanie przeciwstawić się jej. Nierówność między dwoma przeciwnikami – której nie można zaprzeczyć, gdy wyzyskiwacz konfrontowany jest tylko przez człowieka pracującego na własną rękę – zostaje wyrównana proporcjonalnie do stopnia spójności osiągniętego przez blok robotniczy. Odtąd opór proletariacki, czy to utajony, czy ostry, jest zjawiskiem codziennym: spory między pracą a kapitałem nabierają tempa. Pracujący nie zawsze wychodzą zwycięsko z tych częściowych walk: jednak nawet po pokonaniu robotnicy walczący nadal odnoszą pewne korzyści: ich opór hamuje presję ze strony pracodawców i często zmusza pracodawcę do spełnienia niektórych postawionych żądań”. [Op. Cit., s. 10]

Najlepsze nurty autonomicznego marksizmu podzielają ten anarchistyczny nacisk na siłę ludu pracującego do przekształcania społeczeństwa i wpływu na funkcjonowanie kapitalizmu. Nic dziwnego, że większość autonomicznych marksistów odrzuca ideę partii awangardowej i zamiast tego, podobnie jak komuniści rad, podkreślają potrzebę autonomicznej samoorganizacji i aktywności klasy robotniczej (stąd nazwa!). Zgadzają się z Pougetem, gdy argumentował, że akcja bezpośrednia „oznacza wyzwolenie dla mas ludzkości”, „stawia na epokę cudów – cudów z Nieba, cudów od państwa – i, w przeciwieństwie do nadziei pokładanych w „opatrzności (bez względu na to, czym one są), ogłasza, że będzie działać zgodnie z maksymą: zbawienie leży w nas samych![Op. Cit., s. 3] Dlatego opierają się na anarchistycznych ideach i retoryce (dla wielu, niewątpliwie nieświadomie) i wyciągają anarchistyczne wnioski. Można to zobaczyć w pracach wiodącego amerykańskiego autonomicznego marksisty Harry’ego Cleavera. Jego znakomity esej „Kropotkin, Self-Valorisation and the Crisis of Marxism jest zdecydowanie najlepszym marksistowskim opisem idei Kropotkina i pokazuje podobieństwa między komunistycznym anarchizmem a autonomicznym marksizmem. [Anarchist Studies, vol.2 , nr. 2, s. 119-36] Oba, jak zauważa, podzielają „powszechne postrzeganie i współczucie dla siły pracowników do samodzielnego działania” bez względu na „istotne różnice” w innych kwestiach. [Reading Capital Politically, s. 15]

W związku z tym powiązania między najlepszymi marksistami a anarchizmem mogą być znaczne. Oznacza to, że niektórzy marksiści przyjęli wiele anarchistycznych idei i stworzyli wersję marksizmu, która ma zasadniczo charakter wolnościowy. Niestety, takie formy marksizmu zawsze stanowiły w nim prąd mniejszości. W większości przypadków przywłaszczenie anarchistycznych idei przez marksistów było po prostu próbą uczynienia głównego nurtu autorytarnego marksizmem bardziej atrakcyjnym, a o takich zapożyczeniach szybko zapominano po przejęciu władzy.

Dlatego zawłaszczania retoryki i etykiet nie należy mylić z podobieństwem celów i pomysłów. Lista grup, które wykorzystały nieodpowiednie etykiety do powiązania swoich pomysłów z innymi, bardziej atrakcyjnymi, jest długa. Liczy się treść. Jeśli wolnościowe pomysły są wznoszone, pojawia się pytanie, czy są one wykorzystywane po prostu w celu uzyskania wpływów, czy też symbolizują zmianę od serca. Jak argumentował Bookchin: „Ostatecznie trzeba będzie wytyczyć linię, która z definicji wyklucza każdy projekt, który może przechylić decentralizację na stronę centralizacji, bezpośrednią demokrację na stronę przedstawicielskiej władzy, instytucje wolnościowe na stronę biurokracji i spontaniczność na stronę autorytetu. Taka linia, podobnie jak bariera fizyczna, musi nieodwołalnie oddzielić wolnościową strefę teorii i praktyki od hybryd socjalizmów, które mają tendencję do jej degenerowania. Strefa ta musi opierać swoje antyautorytarne, utopijne i rewolucyjne zobowiązania na uznaniu samej siebie, w skrócie, na sposobie, w jaki się określa […] przyznanie się do dominacji oznacza przekroczenie linii oddzielającej strefę wolnościową od socjalizmu [państwowego]”. [Op. Cit., s. 223-4]

Dopóki nie wiemy dokładnie, do czego dążymy, jak się tam dostać i kim są nasi prawdziwi sojusznicy, otrzymamy paskudną niespodziankę, gdy nasi samozwańczy „sojusznicy” przejmą władzę. Jako taka, każda próba zawłaszczenia anarchistycznej retoryki w autorytarną ideologię po prostu się nie powiedzie i stanie się jedynie maską przesłaniającą rzeczywiste cele danej partii. Jak pokazuje historia.

H.3.4 Czy anarchiści nie cytują marksistów wybiórczo?

Nie, daleko nam do tego. O ile nie da się przytoczyć wszystkiego, co mówi jednostka lub ideologia, o tyle możliwe jest podsumowanie tych aspektów teorii, które wpłynęły na jej rozwój w praktyce. W związku z tym każda relacja jest w pewnym sensie „selektywna”, powstaje pytanie, czy prowadzi to do krytyki zakorzenionej w ideologii i jej praktyce, czy też przedstawia obraz sprzeczny z obydwoma. Jak ujął to Maurice Brinton we wstępie do swojej klasycznej relacji o kontroli robotniczej w rewolucji rosyjskiej: „Zostaną również wzniesione inne oskarżenia. Cytaty Lenina i Trockiego pozostaną, ale zostaną uznane za selektywne’i że ‘inne rzeczy też’ zostały powiedziane. Znowu przyznajemy się do winy. Ale chcielibyśmy podkreślić, że jest wystarczająco dużo hagiografów w handlu, których ‘obiektywność’[…] jest tylko przykrywką dla wyrafinowanej apologetyki […] Bardziej stosowne wydaje się zatem przytoczenie tych wypowiedzi przywódców bolszewickich z 1917 r. , które pomogły określić ewolucję Rosji [w kierunku stalinizmu], niż tych innych wypowiedzi, które, podobnie jak przemówienia majowe przywódców Partii Pracy, miały na zawsze pozostać w sferze retoryki”.[The Bolsheviks and Workers’ Control, s. XV]

Stąd potrzeba omówienia wszystkich aspektów marksizmu, a nie przyjmowania tego, co jego zwolennicy lubią za to uznawać. W tym względzie zgadzamy się z samym Marksem, który twierdził, że nie możemy oceniać ludzi po tym, co mówią o sobie, ale raczej po tym, co robią. Niestety, podczas gdy wielu samozwańczych marksistów (jak Trocki) może cytować te komentarze, w mniejszym stopniu stosuje je do własnej ideologii lub działań (ponownie, jak Trocki).

Widać to po niemal rytualnym sposobie, w jaki wielu marksistów odpowiada na anarchistyczną (lub inną) krytykę swoich idei. Kiedy narzekają, że anarchiści „wybiórczo” cytują czołowych zwolenników marksizmu, zazwyczaj nie potrafią wskazać ludziom jakichś dokumentów, które wybrali jako bardziej „reprezentatywne” dla ich tradycji. Leniniści zazwyczaj wskazują na State and Revolution Lenina jako przykład, czego Lenin „naprawdę” chciał. Na to anarchiści_stki odpowiadają, jak omówiliśmy_łyśmy to w sekcji H.1.7, wskazując, że wiele z tego, co uchodzi za „marksizm” w State and Revolution jest anarchistyczne i, co równie ważne, nie zostało zastosowane w praktyce. To wyjaśnia pozorną sprzeczność. Leniniści wskazują na rewolucję rosyjską jako dowód na demokratyczny charakter ich polityki. Anarchiści wskazują na to jako na dowód autorytarnego charakteru Leninizmu. Obie strony mogą to zrobić, ponieważ istnieje zasadnicza różnica między bolszewizmem przed przejęciem władzy a potem. Podczas gdy Leniniści proszą o osądzanie ich po swoim manifeście, anarchiści mówią, że osądzają ich po ich zapisie!

Mówiąc wprost, marksiści cytują wybiórczo z własnej tradycji, ignorując te jej aspekty, które byłyby nieprzemawiające do potencjalnych rekrutów. Choć liderzy mogą wiedzieć, że ich tradycja ma wstydliwe sekrety, starają się, aby nikt inny się nie dowiedział. Co oczywiście wyjaśnia ich wrogość do anarchistów, którzy to robią! Że istnieje głęboka przepaść między aspektami retoryki marksistowskiej a jej praktyką i że nawet jej retoryka nie jest spójna, co teraz udowodnimy. W ten sposób możemy pokazać, że anarchiści nie cytują marksizmu „selektywnie”.

Jako przykład możemy wskazać czołowego bolszewika Grigorija Zinovieva. W 1920 r. jako szef Międzynarodówki Komunistycznej napisał list do Industrial Workers of the World, rewolucyjnego związku zawodowego, w którym stwierdził, że „Rosyjska Republika Radziecka […] jest najbardziej scentralizowanym rządem, jaki istnieje. Jest to również najbardziej demokratyczny rząd w historii. Ponieważ wszystkie organy rządowe są w stałym kontakcie z masami roboczymi i stale wrażliwe na ich wolę”. W tym samym roku wyjaśnił na Drugim Kongresie Międzynarodówki Komunistycznej, że „ludzie tacy jak Kautsky przychodzą i mówią, że w Rosji nie ma dyktatury klasy robotniczej, ale dyktatura partii. Uważają, że to są pomyje na nas. Wcale nie! Mamy dyktaturę klasy robotniczej i właśnie dlatego mamy również dyktaturę Partii Komunistycznej. Dyktatura Partii Komunistycznej jest tylko funkcją, atrybutem, wyrazem dyktatury klasy robotniczej […] Dyktatura proletariatu jest jednocześnie dyktaturą Partii Komunistycznej”. [Proceedings and Documents of the Second Congress 1920, vol. 2, s. 928 i s. 151-2]

Zbędnym wydaje się zaznaczanie, że drugi cytat jest tym dokładnym, odpowiadającym rzeczywistości bolszewickiej Rosji. Nie jest zatem „selektywne” cytowanie tego drugiego, a nie pierwszego, gdyż wyraża ono raczej rzeczywistość bolszewizmu niż jego retorykę.

Ta dwoistość i rozbieżność między praktyką a retoryką wysuwa się na pierwszy plan, gdy Trockiści dyskutują o stalinizmie i próbują przeciwstawić mu tradycję leninowską. Na przykład Chris Harman z brytyjskiego SWP twierdzi, że „całe doświadczenie ruchu robotniczego na arenie międzynarodowej uczy, że tylko regularne wybory, w połączeniu z prawem do wycofania się ze spotkań pracowników szeregowych, mogą uczynić delegatów odpowiedzialnych przed tymi, którzy ich wybierają”. [Bureaucracy and Revolution in Eastern Europe, s. 238-9] Co istotne, Harman nie wspomina, że zarówno Lenin, jak i Trocki odrzucili to doświadczenie, gdy byli już u władzy. Jak omawiamy w rozdziale H.3.8, leninizm przyszedł nie tylko po to, by praktykować, ale także by teoretycznie argumentować za tym, by władza państwowa wyraźnie wyeliminowała taką kontrolę od dołu. Jak pogodzić z tym liczne wypowiedzi czołowych leninistów (w tym Lenina i Trockiego) na temat konieczności dyktatury partyjnej?

Na tym oczywiście nie kończy się ironia. Harman słusznie zauważa, że w czasach stalinizmu „biurokracja charakteryzuje się, podobnie jak prywatna klasa kapitalistyczna na Zachodzie, kontrolą nad środkami produkcji” [Op. Cit., s. 147] Nie zauważa jednak, że to Lenin na początku 1918 roku wychował, a następnie wdrożył taką „kontrolę” w postaci „jednoosobowego zarządzania”. Jak to ujął: „Posłuszeństwo, niekwestionowane posłuszeństwo przy tym, podczas pracy nad jednoosobowymi decyzjami sowieckich dyrektorów, dyktatorów wybranych lub powołanych przez sowieckie instytucje, powierzonych dyktatorskiej władzy” [Collected Works, vol. 27, s. 316] Nie odnotowanie tego związku między Leninem a stalinowską biurokracją w tej kwestii jest cytowaniem „selektywnie”.

Sprzeczności piętrzą się w górę. Harman twierdzi, że „ludzie, którzy poważnie wierzą, że robotnicy u szczytu rewolucji potrzebują straży policyjnej, aby powstrzymać ich przed oddaniem swoich fabryk kapitalistom, z pewnością nie mają prawdziwej wiary w możliwości socjalistycznej przyszłości”. [Op. Cit., s. 144] Nie przeszkadza mu to jednak w wychwalaniu reżimu Lenina i Trockiego i stawianiu go ze stalinizmem, mimo że to właśnie robili bolszewicy od 1918 roku! Rzeczywiście, ta tyranijna praktyka odegrała rolę w sprowokowaniu strajków w Piotrogradzie, które poprzedziły rewoltę w Kronstadzie w 1921 r. , kiedy to „robotnicy chcieli wycofania z fabryk specjalnych oddziałów uzbrojonych bolszewików, pełniących funkcję czysto policyjną”. [Paul Avrich, Kronstadt 1921, s. 42] Równie dziwne wydaje się, że Harman potępia stalinowskie tłumienie węgierskiej rewolucji na rzecz demokracji robotniczej i prawdziwego socjalizmu, podczas gdy dla tych samych celów broni bolszewickiego tłumienia rewolty w Kronstadzie. Podobnie, gdy Harman argumentuje, że jeśli przez „partię polityczną” rozumie się „zwykłą partię, w której kilku przywódców wydaje rozkazy, a masy tylko posłusznie przestrzegają […] to na pewno takie organizacje nie dodały nic do węgierskiej rewolucji”. Jednak, jak omawiamy w części H.5, taka partia była dokładnie tym, za czym opowiadał się i stosował w praktyce leninizm. Mówiąc wprost, bolszewicy nigdy nie byli partią „opowiadającą się za tym, by rady przejęły władzę”. [Op. Cit., s. 186 i s. 187] Jak wielokrotnie podkreślał Lenin, jego celem było przejęcie władzy przez partię bolszewicką za pośrednictwem rad (patrz punkt H.3.11). Po objęciu władzy rady zostały szybko zmarginalizowane i stały się czymś więcej niż przykryciem dla rządów partyjnych.

To zamieszanie pomiędzy tym, co zostało obiecane, a tym, co zostało zrobione, jest wspólną cechą leninizmu. Na przykład Feliks Morrow napisał to, co zwykle uważa się za ostateczne trockistowskie dzieło o Rewolucji Hiszpańskiej (omawiamy w dodatku „Marksiści i hiszpański anarchizm”, jak jest ono głęboko wadliwe). Morrow stwierdził, że „zasadniczymi punktami programu rewolucyjnego są wszelka władza klasy robotniczej i demokratycznych organów robotników, chłopów i bojowników, jako wyraz władzy robotniczej”.[Revolution and Counter-Revolution in Spain, s. 133] Jak można to pogodzić, powiedzmy, z opinią Trockiego sprzed dziesięciu lat, że „z nami dyktatura partii (dość fałszywie zakwestionowana przez Stalina) jest wyrazem socjalistycznej dyktatury proletariatu [... ]Dyktatura partii jest częścią rewolucji socjalistycznej?” [Leon Trotsky on China, s. 251] Albo z wielokrotnym wezwaniem Lenina i Trockiego do przejęcia władzy i ćwiczeń? Czy też ich zdaniem organizacja obejmująca cały proletariat nie może bezpośrednio korzystać z proletariackiej dyktatury? Jak klasa robotnicza może „mieć całą władzę”, jeśli władzę sprawują nie organizacje masowe, ale awangardowa partia? W szczególności, jak zauważamy w rozdziale H.1.2, kiedy dyktatura partyjna znajduje się w centrum ideologii leninowskiej.

Biorąc to wszystko pod uwagę, kto cytuje kogo „wybiórczo”? Marksiści, którzy ignorują to, co robili bolszewicy u władzy i wielokrotnie wskazują na The State and Revolution Lenina, czy anarchiści, którzy łączą to, co robili, z tym, co mówili poza tym świętym tekstem? Biorąc pod uwagę te całkowicie sprzeczne dziedzictwo, anarchiści_stki czują się uprawnieni_nione do zadawania pytań: „Czy prawdziwy leninista wstanie?”. Co to ma być, demokracja ludowa czy rządy partii? Jeśli spojrzymy na bolszewicką praktykę, odpowiedź jest taka, jak twierdzą anarchiści_stki. Jak na ironię, tacy jak Lenin i Trocki zgodzili się, włączając konieczność władzy partyjnej do swojej ideologii jako kluczową lekcję rosyjskiej rewolucji. W związku z tym anarchiści_stki nie sądzą, że cytują leninizm „wybiórczo”, kiedy twierdzą, że opiera się on na władzy partyjnej, a nie na samozarządzaniu klasą robotniczą. To, że leniniści często publicznie zaprzeczają temu aspektowi własnej ideologii, a w najlepszym razie starają się go zracjonalizować i uzasadnić, sugeruje, że gdy przychodzi pchać się do przodu (jak to ma miejsce w każdej rewolucji), będą podejmować te same decyzje i działać w ten sam sposób.

Ponadto istnieje kwestia, którą można by nazwać „kontekstem społecznym”. Marksiści często oskarżają anarchistów o nieumieszczanie cytatów i działań, powiedzmy, bolszewików w okolicznościach, które je wytworzyły. Oznacza to, że bolszewicki autorytaryzm można wytłumaczyć wyłącznie w kategoriach ogromnych problemów, z jakimi się borykają (tj. rygory wojny domowej, załamanie gospodarcze i chaos w Rosji itd.) Ponieważ omawiamy to pytanie w sekcji H.6, podsumujemy po prostu odpowiedź anarchistyczną, zauważając, że argument ten ma trzy główne problemy z tym związane. Po pierwsze, kwestia, że bolszewicki autorytaryzm rozpoczął się przed rozpoczęciem wojny domowej, a co więcej, nasilił się po jej zakończeniu. W związku z tym nie można winić za to wojny domowej. Drugi problem polega po prostu na tym, że Lenin stale podkreślał, że wojna domowa i chaos gospodarczy były nieuniknione podczas rewolucji. Jeśli polityka leninowska nie może poradzić sobie z nieuniknionym, to należy ich unikać. Podobnie, jeśli leniniści obwiniają to, co wiedzą, że jest nieuchronne dla degeneracji rewolucji bolszewickiej, to sugerowałoby to, że ich rozumienie tego, co wiąże się z rewolucją, jest głęboko błędne. Ostatni problem polega po prostu na tym, że bolszewicy nie dbali o to. Jak zauważa Samuel Farber, „nie ma dowodów wskazujących na to, że Lenin lub którykolwiek z głównych przywódców bolszewickich opłakiwał utratę kontroli nad robotnikami lub demokracji w sowietach, lub przynajmniej określił te straty mianem odwrotu, jak ogłosił Lenin wraz z zastąpieniem komunizmu wojennego przez NEP w 1921 roku. W rzeczywistości […] jest zupełnie odwrotnie” [Before Stalinism, s. 44] Stąd kontynuacja (w istocie intensyfikacja) bolszewickiego autorytaryzmu po zwycięstwie w wojnie domowej. Biorąc to pod uwagę, znaczące jest, że wiele z podanych powyżej cytatów z Trockiego pochodzi z końca lat trzydziestych. Twierdzenie, że „kontekst społeczny” wyjaśnia politykę i działania bolszewików wydaje się zatem niewiarygodne.

Ostatecznie, wydaje się ironią, że marksiści oskarżają anarchistów o cytowanie „selektywne”. Przecież, jak udowodniono w sekcji H.2, to jest dokładnie to, co marksiści robią z anarchizmem! Podsumowując, anarchiści nie cytują „wybiórczo” z dzieł i praktyki marksizmu, lecz podsumowują te tendencje, które – jak twierdzimy – przyczyniają się do jego ciągłego niepowodzenia w praktyce jako teorii rewolucyjnej. Co więcej, sami marksiści są pod tym względem równie „selektywni” co anarchiści. Po pierwsze, jeśli chodzi o teorię i praktykę anarchistów, a po drugie, jeśli chodzi o ich własną.

H.3.3 Czy leninizm to „socjalizm oddolny”?

Jak omówiono w ostatniej sekcji, Marks i Engels pozostawili swoim zwolennikom dwuznaczną spuściznę. Z jednej strony, w ich polityce pojawiają się elementy „socjalizmu oddolnego” (najbardziej wyraźnie w komentarzach Marksa na temat wolnościowego wpływu na Komunię Paryską). Z drugiej strony, w ich twórczości pojawiają się wyraźnie centralistyczne i etatystyczne motywy.

Z tej spuścizny leninizm wziął tematy etatystyczne. To wyjaśnia, dlaczego anarchiści uważają, że idea leninizmu jako „socjalizmu oddolnego” jest niewiarygodna. Krótko mówiąc, rzeczywiste komentarze i działania Lenina i jego zwolenników pokazują, że nie mieli żadnego oddania dla „socjalizmu oddolnego”. Jak wskażemy, Lenin wielokrotnie odcinał się od idei polityki „oddolnej”, uznając ją (całkiem słusznie) za ideę anarchistyczną. Podkreślał natomiast znaczenie polityki, która w jakiś sposób łączyła działanie „z góry” i „z dołu”. Dla tych leninistów, którzy utrzymują, że ich tradycja jest „socjalizmem oddolnym” (w istocie jedynym „realnym” socjalizmem „oddolnym”), jest to poważny problem i, co zaskakujące, generalnie nie wspominają o nim.

Więc jakie było stanowisko Lenina w sprawie „oddolności”? W 1904 r. , podczas debaty nad podziałem na bolszewików i mienszewików, Lenin stwierdził, że argument „biurokracja przeciw demokracji jest w rzeczywistości centralizmem przeciw autonomii; jest to organizacyjna zasada rewolucyjnej socjaldemokracji w przeciwieństwie do organizacyjnej zasady oportunistycznej socjaldemokracji. Ta ostatnia stara się postępować od dołu do góry, a zatem, jeśli to możliwe […] stoi na straży autonomii i ‘demokracji’, doprowadzonej (przez nadgorliwych) do punktu anarchizmu. Ten pierwszy stara się postępować od góry w dół.[Collected Works, vol. 7, s. 396-7] Tak więc to nie-bolszewickie (‘oportunistyczne’) skrzydło marksizmu opiera się na „organizacyjnej zasadzie od dołu do góry”, a nie na tradycji bolszewickiej (jak zauważamy w rozdziale H.5.5, Lenin odrzucił również ‘prymitywną demokrację’ zgromadzeń masowych jako podstawę ruchów robotniczych i rewolucyjnych). Co więcej, ta wizja partii biegnącej z góry na dół została zapisana w bolszewickim ideale „demokratycznego centralizmu”. Jak możesz mieć „socjalizm od dołu”, kiedy twoja „zasada organizacyjna” jest „od góry do dołu” nie jest wyjaśniona przez leninowskich zwolenników „socjalizmu od dołu”.

Lenin powtórzył ten argument w swojej dyskusji na temat właściwej taktyki, którą należy zastosować w czasie zbliżającej się rewolucji 1905 roku. Kpił z mienszewików tylko dlatego, że chcieli „presji oddolnej”, która była „presją obywateli na rewolucyjny rząd”. Zamiast tego argumentował za „presją […] zarówno z góry, jak i z dołu”, gdzie „nacisk z góry” był „naciskiem rewolucyjnego rządu na obywateli”. Zauważa on, że Engels „docenił znaczenie działania z góry” i że dostrzegł potrzebę „wykorzystania rewolucyjnej władzy rządowej”. Lenin podsumował swoje stanowisko (które uważał za zgodne z ortodoksyjnym marksizmem) stwierdzając: „Ograniczenie, w zasadzie, rewolucyjnego działania do nacisku od dołu i wyrzeczenie się nacisku także od góry jest anarchizmem”. [Op. Cit., vol. 8, s. 474, s. 478, s. 480 i s. 481] Wydaje się, że było to wówczas wspólne bolszewickie stanowisko, a Stalin podkreślał w tym samym roku, że „działanie tylko ‘od dołu’ było zasadą anarchistyczną, która rzeczywiście jest zasadniczo sprzeczna z taktyką socjaldemokratyczną” [Collected Works, vol. 1, s. 149]

To właśnie w tym kontekście „powyżej i poniżej”, w którym musimy umieścić komentarze Lenina z 1917 roku, socjalizm był „demokracją oddolną, bez policji, bez stałej armii, dobrowolnym obowiązkiem społecznym milicji utworzonej z powszechnie uzbrojonego ludu”. [Op. Cit., vol. 24, s. 170] Biorąc pod uwagę, że Lenin odrzucił ideę „wyłącznej oddolności” jako zasadę anarchistyczną (którą zresztą jest), musimy pamiętać, że ta „demokracja od dołu” była zawsze umieszczana w kontekście bolszewickiego rządu. Lenin zawsze podkreślał, że „Bolszewicy muszą przejąć władzę”. Bolszewicy „mogą i muszą wziąć władzę państwową w swoje ręce”. Podniósł kwestię „czy bolszewicy odważą się samodzielnie przejąć pełną władzę państwową?” i odpowiedział na to: „Miałem już okazję […] by odpowiedzieć na to pytanie twierdząco”. Co więcej, „partia polityczna […] nie miałby prawa istnieć, byłby niegodny nazwy partii […] gdyby odmówiła przejęcia władzy, gdy nadarzyła się okazja” [Op. Cit., vol. 26, s. 19 i s. 90] Leninowska „demokracja oddolna” zawsze oznaczała rząd przedstawicielski, a nie władzę ludową czy samozarządzanie. Rola klasy pracującej była rolą wyborców i dlatego pierwszym zadaniem bolszewików było „przekonanie większości ludzi, że jej program i taktyka są prawidłowe”. Drugim zadaniem, „które stanęło przed naszą partią, było zdobycie władzy politycznej”. Trzecim zadaniem było dla „Partii Bolszewickiej było administrować Rosją”, być „partią rządzącą”. [Op. Cit., vol. 27, s. 241-2] Tak więc bolszewicka moc została zrównana z mocą klasy robotniczej.

Pod koniec 1917 r. podkreślił tę wizję bolszewickiej „demokracji oddolnej”, argumentując, że od „rewolucji 1905 r. Rosja jest rządzona przez 130 tys. właścicieli ziemskich […] Ale mówi się nam, że 240,000 członków partii bolszewickiej nie będzie w stanie rządzić Rosją, rządzić nią w interesie biednych”. Zrównał nawet rządy partii z rządami klasy, zauważając, że „proletariacka władza rewolucyjna i bolszewicka władza są teraz jedną i tą samą rzeczą”. Przyznał, że proletariat nie może sam sobą rządzić, ponieważ „wie, że niewykwalifikowany robotnik lub kucharz nie może od razu podjąć pracy w administracji państwowej […] Żądamy, aby szkolenie w tej dziedzinie było pracą […] prowadzoną przez klasowych robotników i żołnierzy. Świadomi klasowo pracownicy muszą przewodzić, ale do pracy administracyjnej mogą wciągnąć ogromną masę pracujących i uciskanych ludzi”. Tak więc demokratycznie brzmiąca retoryka w rzeczywistości ukrywała fakt, że partia rządziłaby (tj. miała władzę), a ludzie pracujący po prostu administrowaliby środkami, za pomocą których jej decyzje byłyby realizowane. Lenin wskazał również, że po objęciu władzy bolszewicy „będą w pełni i bez zastrzeżeń opowiadać się za silną władzą państwową i centralizmem”. [Op. Cit., vol. 26, s. 111, s. 179, s. 113, s. 114 i s. 116]

Najwyraźniej, stanowisko Lenina się nie zmieniło. Celem rewolucji był po prostu rząd bolszewicki, który, jeśli miał być skuteczny, musiał mieć prawdziwą władzę w społeczeństwie. Socjalizm byłby więc realizowany od góry, przez „silne” i scentralizowane władze „klasowych robotników”, którzy „prowadziliby”, a więc partia ta „rządziłaby” Rosją, w „interesie” mas. Zamiast rządzić sobą, podlegaliby „władzy bolszewików”. Podczas gdy ostatecznie masy „pracujące” brałyby udział w administrowaniu decyzjami państwowymi, ich rola byłaby taka sama jak w kapitalizmie, ponieważ – musimy zauważyć – istnieje różnica między tworzeniem polityki a jej realizacją, między „pracą administracji” a rządzeniem, różnica ta jest ukryta przez Lenina. W rzeczywistości, nazwa tego eseju wyraźnie pokazuje, kto miałby kontrolować pod Leninem: „Czy bolszewicy mogą zachować władzę państwową?”.

Jak zauważył jeden z ekspertów, bolszewicy dokonali „rozróżnienia między wykonywaniem polityki a jej tworzeniem. ‘Szerokie masy’ miały być wykonawcami dekretów państwowych, a nie twórcami prawa”. Jednak „twierdząc, że wciągają ‘wszystkich ludzi’ do administracji [państwowej], bolszewicy twierdzili również, że zapewniają większy stopień demokracji niż państwo parlamentarne”. [Frederick I. Kaplan, Bolshevik Ideology and the Ethics of Soviet Labor, s. 212] Różnica jest ważna. Ante Ciliga, więzień polityczny pod rządami Stalina, zauważył kiedyś, że tajna policja „lubiła się chwalić pochodzeniem swoich popleczników z klasy robotniczej”. Zacytował on współwięźnia i byłego carskiego skazańca, który ripostował: „Mylisz się, jeśli wierzysz, że za czasów cara zwerbowano ochotników spośród książąt, a katów spośród książąt!”. [The Russian Enigma, s. 255-6]

Wszystko to wyjaśnia słynna ulotka adresowana do pracowników Piotrogrodu zaraz po rewolucji październikowej, informująca ich, że „rewolucja zwyciężyła”. Robotnicy zostali wezwani, by „pokazać […] największą stanowczość i wytrzymałość, aby ułatwić realizację wszystkich celów nowego rządu ludowego”. Zostali poproszeni o „natychmiastowe zaprzestanie wszelkich ekonomicznych i politycznych strajków, o podjęcie pracy i wykonywanie jej w idealnym porządku […] wszyscy na swoich miejscach” jako „najlepszy sposób na wsparcie nowego rządu sowieckiego poprzez wykonywanie swojej pracy.

[cytował John Read, Ten Days that Shook the World, s. 341-2]

Co pachnie znacznie bardziej „socjalizmem z góry” niż „socjalizmem z dołu”!

Konsekwencje stanowiska Lenina stały się wyraźniejsze po przejęciu władzy przez bolszewików. Była to ściśle określona sytuacja „rewolucyjnego” rządu sprawującego władzę „z góry” na tej samej klasie, którą rzekomo reprezentował. Jak wyjaśnił Lenin przed swoją policją polityczną, Czeką, w 1920 roku:

Bez rewolucyjnego przymusu skierowanego przeciwko jawnym wrogom robotników i chłopów, nie da się przełamać oporu tych wyzyskiwaczy. Z drugiej strony, przymus rewolucyjny będzie musiał być zastosowany wobec chwiejących się i niestabilnych elementów wśród samych mas”. [Op. Cit., vol. 42, s. 170]

Można by twierdzić, że stanowisko to zostało wymuszone na Leninie przez problemy bolszewików w wojnie domowej, ale taki argument jest wadliwy. To z dwóch głównych powodów. Po pierwsze, według samego Lenina wojna domowa była nieunikniona i dlatego, co nie jest zaskoczeniem, Lenin uznał jego uwagi za godne powszechnego przyswojenia. Po drugie, stanowisko to dobrze wpisuje się w ideę nacisku „z góry” wywieranego przez „rewolucyjny” rząd na masy (i nie ma nic wspólnego z jakimś „socjalizmem od dołu”). Rzeczywiście, „chwiejące się” i „niestabilne” elementy to tylko kolejny sposób na określenie „presji oddolnej”, prób podejmowanych przez poddanych „rewolucyjnemu” rządowi, aby wpłynąć na jego politykę. Jak zauważyliśmy w rozdziale H.1.2, to właśnie w tym okresie (1919 i 1920) bolszewicy otwarcie argumentowali, że „dyktatura proletariatu” jest w rzeczywistości „dyktaturą partii” (patrz rozdział H.3.8 o tym, jak bolszewicy modyfikowali marksistowską teorię państwa zgodnie z nią). Komentarze Lenina nie są wynikiem problemów, z jakimi borykała się wówczas Rosja, lecz po prostu odzwierciedlają rozwój niektórych aspektów jego ideologii, gdy jego partia sprawowała władzę (jak wyraźnie zaznaczamy w rozdziale H.6.2, ideologia partii rządzącej i idee mas są również czynnikami w historii).

Aby pokazać, że komentarze Lenina nie były spowodowane okolicznościami towarzyszącymi, możemy zwrócić się do jego niesławnej pracy Left-Wing Communism. W tym traktacie z 1920 r. , napisanym na potrzeby II Kongresu Międzynarodówki Komunistycznej, Lenin zmieszał z błotem tych marksistów, którzy opowiadali się za bezpośrednią władzą klasy robotniczej przeciwko idei rządów partyjnych (tj. różnych rady komunistów w całej Europie). Zauważyliśmy już w części H.1.2, że Lenin argumentował w tej pracy, że było to „śmiesznie absurdalne i głupie” wobec „ogólnego kontrastu między dyktaturą mas a dyktaturą przywódców”. [The Lenin Anthology, s. 568] Tutaj podajemy jego opis „odgórnej” natury bolszewickiej władzy:“W dzisiejszej Rosji związek między przywódcami, partią, klasą i masami […] są konkretnie następujące: dyktatura jest sprawowana przez proletariat zorganizowany w Sowietach i prowadzona przez Partię Komunistyczną […] Partia, która organizuje doroczne kongresy […] jest kierowana przez Komitet Centralny składający się z dziewiętnastu członków wybranych na kongresie, podczas gdy obecne prace w Moskwie muszą być prowadzone przez [dwa] jeszcze mniejsze organy […] które są wybierane na sesjach plenarnych Komitetu Centralnego, pięciu członków Komitetu Centralnego do każdego biura. To, jak się wydaje, jest pełnoprawną ‘oligarchią’. Żadna ważna kwestia polityczna ani organizacyjna nie jest rozstrzygana przez żadną instytucję państwową w naszej republice [sic!]. bez wytycznych Komitetu Centralnego Partii.W swojej pracy partia opiera się bezpośrednio na związkach zawodowych, które […] mają ponad cztery miliony członków i formalnie nie są partią. Faktycznie, wszystkie organy kierujące zdecydowanej większości związków zawodowych […] składają się z komunistów, i wykonują wszystkie dyrektywy partii. Tak więc […] mamy formalnie niekomunistyczny […] bardzo potężny aparat proletariacki, za pomocą którego Partia jest ściśle powiązana z klasą i masami, i za pomocą którego, pod kierownictwem Partii, sprawowana jest klasowa dyktatura klasy” .[Op. Cit., s. 571-2]

Był to „ogólny mechanizm proletariackiej władzy państwowej postrzegany ‘z góry’, z punktu widzenia praktycznej realizacji dyktatury”, a więc „cała ta gadanina o ‘odgórności’ lub ‘oddolności’, o ‘dyktaturze przywódców’ lub ‘dyktaturze mas’” jest „śmiesznym i dziecinnym nonsensem”. [Op. Cit., s. 573] Lenin oczywiście nie przejmował się postrzeganiem „proletariackiej” władzy państwowej „od dołu” z punktu widzenia proletariatu. Gdyby tak było, być może opowiedziałby o licznych strajkach i protestach, które Czeka złamała w stanie wojennym, o manipulowaniu okręgami wyborczymi i rozwiązywaniu sowietów, narzucaniu „jednoosobowego kierownictwa” robotnikom w produkcji, przekształcaniu związków zawodowych w agentów państwa/partii i eliminowaniu wolności klasy robotniczej przez władzę partyjną? Co sugeruje, że istnieją fundamentalne różnice, przynajmniej dla mas, pomiędzy „odgórnością” i „oddolnością”.

Na samym kongresie Kominternu Zinoviev ogłosił, że „dyktatura proletariatu jest jednocześnie dyktaturą partii komunistycznej”. [Proceedings and Documents of the Second Congress 1920, vol. 1, s. 152] Trocki uniwersalizował również argument Lenina, gdy rozważał ważne decyzje rewolucji i kto miałby je podjąć w odpowiedzi na delegata hiszpańskiego związku anarchosyndykalistów – CNT: „Kto decyduje o tej kwestii [a innym się podoba]? Mamy Radę Komisarzy Ludowych, ale musi ona być poddana pewnemu nadzorowi. Czyjemu? Klasy robotniczej jako amorficznej, chaotycznej masie? Nie. Komitet Centralny strony zostaje zwołany w celu omówienia […] i zdecydować […] Kto rozwiąże te kwestie w Hiszpanii? Komunistyczna Partia Hiszpanii.” [Op. Cit., s. 174]

Jak widać, Trocki wyciągał ogólne wnioski z rewolucji rosyjskiej dla międzynarodowego ruchu rewolucyjnego. Nie trzeba dodawać, że nadal twierdził, że „klasa robotnicza, reprezentowana i kierowana przez partię komunistyczną, [była] u władzy” mimo że była „amorficzną, chaotyczną masą”, która nie podejmowała żadnych decyzji w ważnych kwestiach dotyczących rewolucji!

Nawiasem mówiąc, jego i Lenina komentarze z 1920 r. obalają późniejsze twierdzenie Trockiego, że „tylko po zdobyciu władzy, zakończeniu wojny domowej i ustanowieniu stabilnego reżimu” kiedy „Komitet Centralny stopniowo zaczyna koncentrować kierownictwo działalności sowieckiej w swoich rękach. Wtedy przyszła kolej na Stalina” [Stalin, vol. 1, s. 328] O ile to z pewnością „zdobycie władzy” przez bolszewików doprowadziło do marginalizacji sowietów, o tyle po wojnie domowej tego wydarzenia nie można pominąć, tak jak chciałby tego Trocki (zwłaszcza, że Trocki przyznał, iż w 1917 roku „po ośmiu miesiącach bezwładności i chaosu demokratycznego przyszła dyktatura bolszewicka” [Op. Cit., vol. 2, s. 242]). Musimy zauważyć, że Trocki argumentował za „obiektywną koniecznością rewolucyjnej dyktatury partii proletariackiej” już w latach trzydziestych XX wieku (patrz część H.1.2).

Oczywiście, twierdzenie, że leninizm (i jego różne odnogi jak Trockizm) jest „socjalizmem oddolnym” nie sposób traktować poważnie. Jak wykazano powyżej, tradycja lenistowska jest wyraźnie przeciwna idei „wyłącznej oddolności” przy czym Lenin wyraźnie stwierdził, że „anarchistyczne stanowisko” było dla „działań wyłącznie oddolnych”, a nie „oddolnych i odgórnych”, co było stanowiskiem marksizmu. [Collected Works, vol. 9, s. 77] Po objęciu władzy Lenin i bolszewicy zrealizowali tę wizję „od dołu i z góry”, z wysoce zaskakującym skutkiem, że „z góry” szybko wyparli „oddolność” (co zostało odrzucone jako „podkopujące” masy). Tego należało się spodziewać, aby rząd mógł egzekwować swoje prawa, musi mieć władzę nad swoimi obywatelami, a więc socjalizm „z góry” jest koniecznym efektem ubocznym teorii leninowskiej.

Jak na ironię, argument Lenina w State and Revolution wraca, by go nawiedzać. W pracy tej argumentował, że „dyktatura proletariatu” oznacza „demokrację dla narodu”, która „nakłada szereg ograniczeń na wolność ciemiężców, wyzyskiwaczy, kapitalistów”. Muszą one zostać zmiażdżone „aby uwolnić ludzkość od niewolnictwa płacowego; ich opór musi zostać złamany siłą; oczywiste jest, że tam, gdzie są tłumione, jest również przemoc, nie ma wolności, nie ma demokracji.” [Essential Works of Lenin, s. 337-8] Jeśli sama klasa robotnicza jest poddawana „tłumieniu”, to wyraźnie widać, że dla tej klasy nie ma „żadnej wolności, żadnej demokracji” – a ludzie „nie poczują się lepiej, jeśli kij, którym są bici, będzie oznaczony jako kij ludzi”. [Bakunin, Bakunin on Anarchism, s. 338]

Kiedy więc leniniści argumentują, że opowiadają się za „zasadami socjalizmu oddolnego” i stwierdzają, że oznacza to bezpośrednią i demokratyczną kontrolę nad społeczeństwem przez klasę robotniczą, wówczas, oczywiście, są niezbyt uczciwi. Patrząc na tradycję, z której się wywodzą, oczywisty wniosek, do którego należy dojść, jest taki, że leninizm nie opiera się na „oddolnym socjalizmie” w sensie samozarządzania społeczeństwem przez klasę robotniczą (tj. jedynym warunkiem, kiedy większość może „rządzić”, a decyzje naprawdę płyną oddolnie w górę). W najlepszym razie podpisują się pod wyraźnie burżuazyjną wizją „demokracji” jako większości wyznaczającej (i próbującej kontrolować) swoich władców.

W najgorszym razie bronią polityki, która wyeliminowała nawet tę formę demokracji na rzecz dyktatury partyjnej i „jednoosobowego zarządzania” uzbrojonego w „dyktatorskie” uprawnienia w przemyśle (większość członków takich partii nie wie, jak bolszewicy manipulowali okręgami wyborczymi i rozwiązywali sowietów, aby utrzymać władzę, podnieśli dyktaturę partii do ideologicznego truizmu i z całego serca opowiadali się raczej za „jednoosobowym zarządzaniem” niż robotniczym samozarządzaniem produkcją). Jak omawiamy w sekcji H.5, to ostatnie stanowisko łatwo wynika z podstawowych założeń awangardy, na których opiera się leninizm.

Więc, Lenin, Trocki i tak dalej po prostu nie mogą być uważani za wyrazicieli „socjalizmu oddolnego”. Każdy, kto wysuwa takie twierdzenie, jest albo niezaznajomiony z rzeczywistymi ideami i praktyką bolszewizmu, albo stara się oszukiwać. Dla anarchistów „socjalizm oddolny” może być tylko inną nazwą, jak socjalizm wolnościowy, dla anarchizmu (jak, jak na ironię, przyznał Lenin). Nie oznacza to, że „socjalizm oddolny”, podobnie jak „socjalizm wolnościowy”, jest identyczny z anarchizmem, oznacza to po prostu, że marksiści wolnościowi i inni socjaliści są znacznie bliżej anarchizmu niż główny nurt marksizmu.

H.3.2 Czy marksizm to „socjalizm oddolny”?

Niektórzy marksiści, tacy jak International Socialist Tendency, lubią przedstawiać swoją tradycję jako „socjalizm oddolny”. Pod hasłem „socjalizm oddolny” umieszczają oni idee Marksa, Engelsa, Lenina i Trockiego, argumentując, że oni i tylko oni kontynuowali ten prawdziwy, ideał socjalizmu (esej Hal Drapera „Dwie dusze socjalizmu” wydaje się być pierwszym, który z tym polemizował). Kontrastują oni to pojęcie socjalizmu „oddolnym” z „socjalizmem odgórnym”, w którym umieszczają socjalizm reformarmistyczny (socjaldemokracja, laburzystów, itp.), socjalizm elitarny (Lassalle i inni, którzy chcieli, aby wykształceni i liberalni członkowie klasy średniej wyzwolili klasę robotniczą) oraz stalinizm (biurokratyczna dyktatura nad klasą robotniczą). Anarchizm, argumentują, powinien być umieszczony w tym ostatnim obozie, przy czym Proudhon i Bakunin pokazują, że anarchistyczny libertarianizm jest „mitem”.

Dla tych, którzy stoją na straży tej idei, „socjalizm oddolny” jest po prostu samowyzwalaniem się klasy robotniczej własnym wysiłkiem. Dla uszu anarchistów twierdzenie, że marksizm (a w szczególności leninizm) jest socjalizmem „oddolnym” brzmi paradoksalnie, wręcz śmiesznie. Dzieje się tak dlatego, że anarchiści od Proudhona wykorzystują wizerunek socjalizmu tworzonego od dołu do góry. Robią to o wiele dłużej niż marksiści. W ten sposób „socjalizm oddolny” po prostu podsumowuje anarchistyczny ideał!

Tak więc w 1846 r. Proudhona twierdzi, że socjalizm „wyrasta i rośnie od dołu”, a kilka lat później jak „od dołu czyli od ludu […] inicjatywą mas. Każda poważna i trwała rewolucja” była „tworzona od dołu, przez ludzi. Rewolucja z góry” była „czystym rządalizmem, zaprzeczeniem zbiorowej aktywności, powszechnej spontaniczności” i jest „uciskiem woli tych, którzy są poniżej”. Środkiem tej rewolucji „od dołu” byłyby federacje stowarzyszeń klasy robotniczej zarówno kredytowych (banki spółdzielcze), jak i produkcyjnych (stowarzyszenia lub spółdzielnie robotnicze) oraz federacje komun (demokratycznie zorganizowane społeczności). Zawsze uważał, że „proletariat musi się wyemancypować bez pomocy rządu”, a więc „rewolucyjna siła[…] jest w tobie. Ludzie sami, działając na siebie bez pośrednika, mogą osiągnąć rewolucję gospodarczą […] Tylko ludzie mogą uratować cywilizację i awansować ludzkość!”. W ten sposób kapitalizm zostałby przekształcony przez działania samych pracowników. „Problem stowarzyszania”, jak twierdził, „polega na organizowaniu[…] producentów, a przez to podporządkowanie kapitału i władzy podporządkowującej. Taka jest wojna wolności przeciwko władzy, wojna producenta przeciwko nieprodukującemu; wojna równości przeciwko przywilejom […] Trzeba znaleźć połączenie rolnictwa i przemysłu, dzięki któremu władza, dziś władca społeczeństwa, stanie się jego niewolnikiem”. Ostatecznie, „każda rewolucja, aby była skuteczna, musi być spontaniczna i emanować nie z głów władz, ale z jelit ludu [] Jedynym związkiem między rządem a pracą jest to, że praca, organizując się, ma za zadanie uchylić rząd”. [Property is Theft!, s. 205, s. 398, s. 26-7, s. 306, s. 336, s. 225 i s. 26]

Podobnie, Bakunin widział anarchistyczną rewolucję jako nadchodzącą „z dołu”. Jak to ujął, „wolność może być stworzona tylko przez wolność, przez powstanie wszystkich ludzi i dobrowolne organizowanie robotników od dołu do góry”. [Statism and Anarchy, s. 179] Gdzie indziej pisał, że „rewolucja ludowa” będzie „tworzyć własną organizację od dołu do góry i od obwodu do wewnątrz, zgodnie z zasadą wolności, a nie od góry do dołu i od środka na zewnątrz, jak na drodze władzy” [Michael Bakunin: Selected Writings, s. 170] Jego wizja rewolucji oraz rewolucyjnej samoorganizacji i budowy oddolnej była głównym aspektem jego anarchistycznych idei i wielokrotnie opowiadał się za „wolną organizacją życia ludzi zgodnie z ich potrzebami – nie od góry do dołu, jak to mamy w państwie, ale od dołu do góry, organizacją stworzoną przez samych ludzi […] Wolny związek stowarzyszeń pracowników rolnych i zakładowych, komun, regionów i narodów”. Podkreślił, że „polityka rewolucji społecznej” to „zniesienie państwa” i „gospodarcza, całkowicie wolna organizacja ludu, organizacja oddolna, poprzez federację”. [The Political Philosophy of Bakunin, s. 297-8]

Podczas gdy Proudhon chciał zrewolucjonizować społeczeństwo, odrzucił rewolucyjne środki do tego celu (tj. walkę zbiorową, strajki, powstanie, itp.) Bakunin był rewolucjonistą w tym, powszechnym, znaczeniu tego słowa. Dzielił jednak z Proudhonem ideę socjalizmu tworzonego przez samą klasę robotniczą. Jak to ujął, w „rewolucji społecznej, która we wszystkim jest diametralnie sprzeczna z rewolucją polityczną, działania jednostek prawie wcale się nie liczą, podczas gdy spontaniczne działanie mas jest wszystkim”. Wszystko, co jednostki mogą zrobić, to wyjaśnić, propagować i wypracować idee odpowiadające powszechnemu instynktowi, a co więcej, przyczynić się do nieustannych wysiłków na rzecz rewolucyjnej organizacji naturalnej władzy mas – ale nic poza tym; resztę mogą i powinni zrobić sami ludzie […] rewolucję można przeprowadzić i doprowadzić do jej pełnego rozwoju tylko poprzez spontaniczne i ciągłe masowe działania grup i stowarzyszeń ludzi. [Op. Cit., s. 298-9]

Dlatego też pojęcie „socjalizmu oddolnego” jest pojęciem wyraźnie anarchistycznym, występującym w dziełach Proudhona i Bakunina i powtarzanym przez anarchistów od zawsze. W związku z tym, aby usłyszeć marksistów, ta oczywiście anarchistyczna terminologia i obrazowanie jawi się wielu anarchistom jako oportunizm i próba pokrycia autorytarnej rzeczywistości głównego nurtu marksizmu anarchistyczną retoryką. Co więcej, próba sugerowania, że anarchizm jest częścią elitarnego „socjalizmu z góry” szkoły opiera się na niewiele więcej niż wybiórczym cytowaniu Proudhona i Bakunina (także z czasów przedanarchistycznych Bakunina), aby przedstawić obraz ich idei wyraźnie sprzecznych z rzeczywistością. Istnieją jednak „wolnościowe” odmiany marksizmu, które są bliskie anarchizmowi. Czy to oznacza, że u Marksa i Engelsa nie ma żadnych elementów „socjalizmu od dołu”?

Jeśli spojrzymy na Marksa, otrzymamy sprzeczne wrażenia. Z jednej strony argumentował, że wolność „polega na przekształcaniu państwa z organu nałożonego na społeczeństwo w organ całkowicie mu podporządkowany”. Łącząc to z jego komentarzami na temat Komuny Paryskiej (zob. jego „Wojna domowa we Francji”), można powiedzieć, że w twórczości Marksa istnieją wyraźne elementy „socjalizmu oddolnego.” Z drugiej strony, często podkreśla on potrzebę ścisłej centralizacji władzy. Na przykład w 1850 r. argumentował, że robotnicy muszą „dążyć nie tylko do jednej i niepodzielnej republiki niemieckiej, ale także w ramach tej republiki do najbardziej zdecydowanej centralizacji władzy w rękach władzy państwowej”. To dlatego, że „droga rewolucyjnej działalności” może „przebiegać tylko od środka”. Oznaczało to, że robotnicy muszą sprzeciwiać się „federacyjnej republice” planowanej przez demokratów i „nie mogą dać się zwieść demokratycznej rozmowie o wolności dla społeczności, samorządzie, itd.”. Ta centralizacja władzy była niezbędna do przezwyciężenia lokalnej autonomii, która pozwoliłaby „każdej wiosce, każdemu miastu i każdej prowincji” postawić „nową przeszkodę na drodze” rewolucji z powodu „lokalnego i prowincjonalnego uporu”. Dziesiątki lat później Marks odrzucił wizję Bakunina o „wolnej organizacji mas robotniczych od dołu do góry” określając jako „bzdury”. [Marx-Engels Reader, s. 537, s. 509 i s. 547]

Mamy więc sprzeczność. Argumentując, że państwo musi być podporządkowane społeczeństwu, mamy główną władzę, która narzuca swoją wolę „lokalnemu i prowincjonalnemu uporowi”. Implikuje to wizję rewolucji, w której centrum (w istocie „władza państwowa”) wymusza na ludności swoją wolę, co (z konieczności) oznacza, że władza centralna jest „nałożona na społeczeństwo”, a nie „podporządkowana” mu. Biorąc pod uwagę odrzucenie przez niego idei organizacji oddolnych, nie możemy twierdzić, że miał on na myśli jedynie koordynację inicjatyw lokalnych. Uderza nas raczej „odgórny” obraz rewolucji, który przedstawia Marks. Rzeczywiście, jego argumentacja z 1850 r. sugeruje, że opowiadał się za centralizmem nie tylko po to, by nie dopuścić do tego, by masy stworzyły przeszkody dla rewolucyjnej działalności „centrum”, ale także po to, by nie ingerowały we własne wyzwolenie.

Patrząc na Engelsa, odkrywamy, że pisze on, iż „gdy tylko nasza partia znajdzie się w posiadaniu władzy politycznej, musi po prostu wywłaszczyć wielkich właścicieli ziemskich, tak jak producenci w przemyśle […] W ten sposób przywróceni do wspólnoty mają zostać przez nas przekształceniw robotników wiejskich, którzy już je uprawiają i mają być zorganizowani w spółdzielnie”. Stwierdza on nawet, że wywłaszczenie to może być „zrekompensowane”, w zależności od „okoliczności, w jakich uzyskamy władzę, a szczególnie od postawy tej szlachty”. [Selected Writings, s. 638-9] Mamy więc partię przejmującą władzę, potem wywłaszczającą środki do życia robotnikom i w końcu „oddającą” im je. Choć wpisuje się to w ogólny schemat Manifestu Komunistycznego, nie można powiedzieć, że jest to „socjalizm oddolny”, który może oznaczać jedynie bezpośrednie wywłaszczenie środków produkcji przez samych pracowników, organizujących się w wolne stowarzyszenia produkcyjne, aby to zrobić.

Można argumentować, że Marks i Engels nie wykluczyli takiego rozwiązania kwestii społecznej. Na przykład, Engels twierdził, że „nie chodzi o to, czy proletariat, jeśli chodzi o władzę, po prostu przejmie na siłę narzędzia produkcji, surowce i środki utrzymania”, czy też „wykupią własność w ratach rozłożonych na długi okres czasu”. Próba przewidzenia tego „dla wszystkich przypadków byłaby utopią”. [Collected Works, vol. 23, s. 386] Engels zakłada jednak, że rewolucja polityczna (proletariat „przejmujący władzę”) poprzedza rewolucję społeczną (zajęcie środków produkcji). Toteż możemy założyć, że to „rewolucyjny” rząd przejmuje (lub wykupuje) pracowników, a nie zbuntowani pracownicy.

Tę wizję rewolucji jako partii dochodzącej do władzy można dostrzec w ostrzeżeniu Engelsa, że „gorszą rzeczą, jaka może spotkać lidera partii ekstremistycznej, jest zmuszenie do przejęcia władzy w czasie, gdy ruch nie jest jeszcze dojrzały do dominacji klasy, którą reprezentuje i do środków, jakie ta dominacja zakłada” [Op. Cit., vol. 10, s. 469] Nie trzeba dodawać, że taka wizja jest trudna do zrównania z „socjalizmem oddolnym”, który zakłada aktywny udział klasy pracującej w bezpośrednim zarządzaniu społeczeństwem oddolnie. Jeśli przywódcy „przejmują władzę”, to stają się prawdziwą władzą i nie pozostają już klasą, którą twierdzą, że „reprezentują”. Równie dziwne wydaje się, że socjalizm można utożsamiać z wizją, która postuluje „dominację” klasy osiągniętą poprzez fakt, że lider „reprezentuje” ją. Czy rzeczywiście można powiedzieć, że klasa robotnicza jest klasą rządzącą, jeśli jej rola w społeczeństwie polega na wyborze tych, którzy sprawują władzę w jej imieniu (tj. wybieraniu przedstawicieli)? Bakunin całkiem słusznie odpowiedział przecząco. Chociaż demokracja przedstawicielska może być akceptowalna w celu zapewnienia burżuazyjnych rządów, nie można zakładać, że może zostać wykorzystana do stworzenia społeczeństwa socjalistycznego. Została zaprojektowana w celu obrony społeczeństwa klasowego, a jego scentralizowany i odgórny charakter odzwierciedla tę rolę.

Co więcej, Marks i Engels argumentowali w The Holy Family że „problemem nie jest to, co ten czy tamten proletariusz, czy nawet cały proletariat uważa obecnie za swój cel. Pytanie brzmi, czym jest proletariat i do czego w konsekwencji będzie zmuszony” [zacytował Murray Bookchin, The Spanish Anarchists, s. 280] Bookchin argumentował:

Te i inne podobne sformułowania w pismach Marksa miały stanowić przesłankę do potwierdzenia autorytetu partii marksistowskich i ich zbrojnych oddziałów nad proletariatem, a nawet przeciwko niemu. Domagając się głębszego i bardziej świadomego zrozumienia sytuacji niż ‘nawet cały proletariat w danym momencie’, partie marksistowskie dążyły do rozwiązania takich rewolucyjnych form organizacji proletariackiej, jak komitety fabryczne, a ostatecznie do całkowitego zreformowania proletariatu zgodnie z liniami ustalonymi przez kierownictwo partii”. [Op. Cit., s. 289]

Wyraża się więc ideologiczna podstawa „socjalizmu z góry”, który odrzuca to, czego członkowie klasy robotniczej rzeczywiście chcą lub pragną w danym momencie (stanowisko, które Trocki na przykład wyraźnie przedstawiał). Kilka lat później argumentowali w Manifeście Komunistycznym, że „część burżuazji przechodzi do proletariatu, a w szczególności część burżuazyjnych ideologów, którzy podnieśli się do poziomu zrozumienia teoretycznego ruchu historycznego jako całości”. Zauważyli oni również, że komuniści są „najbardziej zaawansowaną i zdecydowaną sekcją partii robotniczych” i „mają nad wielką masą proletariatu przewagę jasnego zrozumienia linii marszu, warunków i ogólnych wyników ruchu proletariackiego”. Daje to uprzywilejowane miejsce partii (szczególnie „burżuazyjnym ideologom”, którzy do niej przystępują), uprzywilejowane miejsce, którego ich zwolennicy nie mieli problemu nadużywać na rzecz władzy partyjnej i hierarchicznego przywództwa z góry. Jak omawiamy w rozdziale H.5, Lenin wyrażał właśnie ortodoksyjną socjaldemokratyczną (tj. marksistowską) politykę, kiedy twierdził, że świadomość socjalistyczna została stworzona przez mieszczańskich intelektualistów i wprowadzona do klasy robotniczej z zewnątrz. Przeciwko temu należy zauważyć, że w Manifeście stwierdza się, że ruch proletariacki był „świadomym siebie, niezależnym ruchem ogromnej większości, w interesie ogromnej większości” (chociaż, jak omówiono w rozdziale H.1.1, kiedy pisali o tym, proletariat był mniejszością we wszystkich krajach poza Wielką Brytanią). [Selected Works, s. 44, s. 46 i s. 45]

Patrząc na taktykę postulowaną przez Marksa i Engelsa, widzimy silne poparcie dla „akcji politycznej” w sensie udziału w wyborach. To poparcie niewątpliwie wynika z komentarzy Engelsa, że powszechne wybory „w Anglii mającej dwie trzecie mieszkańców proletariuszy przemysłowych, czyli wyłączne rządy polityczne klasy robotniczej ze wszystkimi rewolucyjnymi zmianami w warunkach społecznych, które są od niej nieodłączne”. [Collected Works, vol. 10, s. 298] Marks, podobnie, wielokrotnie kłócił się w identyczny sposób. Dla przykładu, w 1855 roku stwierdził, że „powszechne wybory […] zakłada przejęcie władzy politycznej jako sposobu na zaspokojenie [robotniczych] potrzeb socjalnych”, a w Wielkiej Brytanii „rewolucja jest bezpośrednią treścią powszechnych wyborów”. [Op. Cit., vol. 11, pp. 335-6] Jak jednak cała klasa, proletariat zorganizowany jako „ruch”, mogła w takim systemie korzystać ze swojej władzy? Podczas gdy zatomizowane głosowanie w celu nominowania przedstawicieli (którzy w rzeczywistości posiadali faktyczną władzę w społeczeństwie) może być więcej niż wystarczające, aby zapewnić burżuazję, tj. mniejszości władzę, czy może być ono wykorzystane dla władzy klasy robotniczej, tj. większości?

Wydaje się to wysoce nieprawdopodobne, ponieważ takie instytucje mają za zadanie oddać kształtowanie polityki w ręce przedstawicieli i zostały utworzone wyraźnie w celu wykluczenia masowego udziału w celu zapewnienia kontroli burżuazyjnej (patrz sekcja B.2.5). Nie stanowią one (w istocie nie mogą) „proletariatu zorganizowanego jako klasa rządząca”. Jeśli polityka publiczna, w odróżnieniu od działalności administracyjnej, nie jest prowadzona przez samych ludzi, w federacjach samozarządzanych zgromadzeń, to ruch zdecydowanej większości nie istnieje, nie może istnieć. Aby ludzie zdobyli prawdziwą władzę nad swoim życiem i społeczeństwem, muszą stworzyć instytucje zorganizowane i prowadzić, jak stale podkreślał Bakunin, od dołu. Wymagałoby to od nich samodzielnego, bezpośredniego zarządzania własnymi sprawami, społecznościami i miejscami pracy oraz, w celu koordynacji, upoważniania zgromadzeń federalnych odwoływalnych i podlegających ścisłej kontroli delegatów, którzy będą wykonywać swoje decyzje. Tylko w tym sensie klasa większościowa, zwłaszcza zaangażowana w likwidację wszystkich klas, może zorganizować się jako klasa zarządzająca społeczeństwem.

Taktyka Marksa i Engelsa stoi w sprzeczności z jakąkolwiek ideą „socjalizmu oddolnego”. Wprawdzie słusznie, popierając strajki i inne formy akcji bezpośrednich klasy robotniczej (choć Engels znacznie zaprzeczył strajkowi generalnemu), jednak umieścił to poparcie w ramach ogólnej strategii politycznej, która podkreślała formy wyborcze i reprezentacyjne. Jest to jednak forma walki, która naprawdę może być prowadzona tylko przez przywódców. Rola mas jest niewielka, rola wyborców. Walka toczy się na szczycie, w parlamencie, gdzie znajdują się należycie wybrani przywódcy. Jak argumentował Luigi Galleani, ta forma działania wiązała się z „oddaniem władzy przez wszystkich komuś, delegatowi, przedstawicielowi, jednostce lub grupie”. Oznaczało to, że zamiast anarchistycznej taktyki „bezpośredniego nacisku mas na klasy rządzące”, Partia Socjalistyczna „zastąpiłaby reprezentację i sztywną dyscyplinę przez socjalistów parlamentarnych”, co nieuchronnie doprowadziło do „przyjęcia klasowej współpracy na arenie ustawodawczej, bez której wszelkie reformy pozostałyby próżną nadzieją”. Doprowadziłoby to również do tego, że socjaliści potrzebowaliby „organizacji autorytarnych”, czyli takich, które są scentralizowane i zdyscyplinowane odgórnie. [The End of Anarchism?, s. 14, s. 12 i s. 14] Efektem końcowym było rozpowszechnienie poglądu, że reformy (w rzeczy samej, rewolucja) będą dziełem przywódców działających w imieniu mas, których rolą będzie rola wyborców i zwolenników, a nie aktywnych uczestników walki (zob. rozdział J.2 dyskusji na temat bezpośredniego działania i powodów, dla których anarchiści odrzucają wybory).

Do lat 90. XIX w. odgórny i zasadniczo reformatorski charakter tej taktyki odcisnął swoje piętno zarówno w polityce Engelsa, jak i w praktycznej działalności partii socjaldemokratycznych. Wprowadzenie Engelsa do The Class Struggles in France wskazywało, jak dalece marksizm rozwinął się i niewątpliwie wpłynął na powstanie socjaldemokracji jako siły wyborczej, podkreślało użycie urny wyborczej jako idealnego, jeśli nie jedynego, sposobu przejęcia władzy przez partię. Zauważył, że „rewolucjoniści”, „obalający” „kwitną znacznie lepiej na legalnych metodach niż na nielegalnych metodach i obalaniu”, a burżuazja „płacze rozpaczliwie […] legalizm to śmierć” i „o wiele bardziej obawiała się legalizmu niż nielegalnych działań partii robotniczej, wyników wyborów niż rebelii”. Argumentował, że konieczne jest „nie usuwanie tej codziennie rosnącej siły uderzeniowej [partyjnych wyborców] w awangardowych potyczkach, ale utrzymanie jej w stanie nienaruszonym do decydującego dnia”. [Selected Writings, s. 656, s. 650 i s. 655]

Skutkiem tego byłoby po prostu utrzymanie walki klasowej w granicach ustalonych przez liderów partii, a więc położenie nacisku na działania i decyzje tych, którzy są na szczycie, a nie na walkę i decyzje masy ludzi z klasy robotniczej. Jak zauważyliśmy_łyśmy w części H.1.1, kiedy po śmierci Engelsa partia została ogarnięta kontrowersją „rewizjonizmu”, był to zasadniczo konflikt między tymi, którzy chcieli, aby retoryka partii odzwierciedlała jej taktykę reformistyczną, a tymi, którzy szukali iluzji radykalnych słów, aby przykryć praktykę reformistyczną. Decyzja kierownictwa partii o poparciu swojego państwa w pierwszej wojnie światowej po prostu udowodniła, że radykalne słowa nie są w stanie pokonać taktyki reformistycznej.

Nie trzeba dodawać, że z tego sprzecznego spadku marksiści mieli dwa sposoby postępowania. Albo stają się wyraźnie antypaństwowi (i w ten sposób zbliżają się do anarchizmu), albo stają się wyraźnie zwolennikami władzy partyjnej i państwowej, a więc z konieczności „rewolucji z góry”. Radni komuniści i inni wolnościowi marksiści poszli pierwszą drogą, bolszewicy i ich zwolennicy drugą. W następnej sekcji mówimy, że Lenin wyraźnie odrzucił pogląd, że marksizm postępuje „tylko od dołu”, stwierdzając, że jest to zasada anarchistyczna. Nie był też nieśmiały w utożsamianiu siły partii z siłą klasy robotniczej. Rzeczywiście, ta wizja socjalizmu jako zaangażowania władzy partyjnej nie była obca głównemu nurtowi socjaldemokracji, od którego oddzielił się leninizm. Czołowy lewicowy mienszewik Martov argumentował następująco:

W walce klasowej, która weszła w fazę wojny domowej, na pewno nadejdą czasy, kiedy awangarda klasy rewolucyjnej, reprezentującej interesy szerokich mas, ale wyprzedzającej je w świadomości politycznej, będzie zmuszona do sprawowania władzy państwowej za pomocą dyktatury mniejszości rewolucyjnej. Tylko krótkowzroczny i doktrynalny punkt widzenia mógłby odrzucić tę perspektywę jako taką. Prawdziwe pytanie brzmi, czy ta dyktatura, nieunikniona na pewnym etapie jakiejkolwiek rewolucji, jest sprawowana w taki sposób, by się skonsolidować i stworzyć system instytucji umożliwiający jej trwałe funkcjonowanie, czy też przeciwnie, jest ona jak najszybciej zastępowana przez zorganizowaną inicjatywę i autonomię klasy lub klas rewolucyjnych jako całości. Druga z tych metod to metody rewolucyjnych marksistów, którzy z tego powodu stylizują się na socjaldemokratów; pierwsza to metody komunistów” [The Mensheviks in the Russian Revolution, Abraham Ascher (ed.), s. 119]

Tego wszystkiego należy się spodziewać, biorąc pod uwagę wątłość marksistowskiej teorii państwa. Jak omawiamy w rozdziale H.3.7, marksiści zawsze mieli historyczne spojrzenie na państwo, uważając je za czysto klasowy instrument, a nie za to, czym jest, za instrument klasowej zasady mniejszości. Dla anarchistów, „Państwo jest rządem mniejszościowym, od góry do dołu, dla ogromnej liczby ludzi”. To automatycznie oznacza, że socjalizm, jak Marks, który dąży do socjalistycznego rządu i państwa robotniczego, automatycznie staje się, wbrew życzeniom jego najlepszych działaczy, „socjalizmem z góry”. Jak twierdził Bakunin, marksiści są „czcicielami władzy państwowej, a z konieczności także prorokami dyscypliny politycznej i społecznej oraz orędownikami porządku ustanowionymi od góry do dołu, zawsze w imię powszechnych wyborów i suwerenności mas, dla których ratują honor i przywilej posłuszeństwa przywódcom, wybranym panom”. [Michael Bakunin: Selected Writings, s. 265 i s. 237-8]

Z tego powodu anarchiści od Bakunina argumentowali za oddolną federacją rad pracowniczych jako podstawą rewolucji i sposobem zarządzania społeczeństwem po zniesieniu kapitalizmu i państwa. Jeśli te organy samorządu pracowniczego zostaną kooptowane w strukturę państwową (jak to miało miejsce w Rosji), to ich władza zostanie przekazana do rzeczywistej władzy w każdym państwie – do rządu i jego biurokracji. Państwo jest przekazaniem władzy – jako takie oznacza, że idea „państwa robotniczego” wyrażająca „władzę robotniczą” jest logiczną niemożliwością. Jeśli robotnicy kierują społeczeństwem, to władza spoczywa w ich rękach. Jeśli jakieś państwo istnieje, to władza spoczywa w rękach garstki ludzi na górze, a nie w rękach wszystkich. Państwo zostało zaprojektowane z myślą o rządach mniejszości. Żadne państwo nie może być organem klasy robotniczej (tj. większości) samozarządzającym się ze względu na jego podstawowy charakter, strukturę i konstrukcję.

Tak więc, o ile w pracach Marksa i Engelsa istnieją elementy „socjalizmu od dołu”, to są one umieszczone w wyraźnie scentralizowanym i autorytarnym kontekście, który je podważa. Jak podsumowuje John Clark, „w kontekście konsekwentnego popierania przez Marksa programów centralistycznych oraz roli, jaką programy te odgrywają w jego teorii rozwoju społecznego, próba skonstruowania wolnościowego marksizmu poprzez odwołanie się do własnych propozycji Marksa dotyczących zmian społecznych wydaje się stwarzać trudności nie do pokonania”. [Op. Cit., s. 93]

H.3.1 Czy anarchiści i marksiści chcą dokładnie tego samego?

Ostatecznie, największym mitem marksizmu jest myśl, że anarchiści i większość marksistów chce tego samego. Rzeczywiście, można by argumentować, że to anarchistyczna krytyka marksizmu sprawiła, że podkreśla ona podobieństwo celów długoterminowych do anarchizmu. „Nasze polemiki z [marksistami]” twierdził Bakunin „zmusiły ich do uznania, że wolność lub anarchia – czyli oddolna organizacja pracowników – jest ostatecznym celem rozwoju społecznego”. Podkreślił, że środki do tego pozornie podobnego celu są różne. Marksiści „mówią, że jarzmo państwowe, dyktatura, jest niezbędnym środkiem przejściowym do osiągnięcia całkowitego wyzwolenia narodu: anarchia, czyli wolność, jest celem, a państwo, czyli dyktatura, jest środkiem […] Odpowiadamy, że żadna dyktatura nie może mieć innego celu niż utrwalenie siebie samej, i że może ona tworzyć i pielęgnować tylko niewolnictwo w ludziach, którzy je znoszą. Wolność może być stworzona tylko przez wolność, przez powstanie wszystkich ludzi i dobrowolną organizację pracowników od dołu do góry”. [Statism and Anarchy, s. 179]

W związku z tym powszechnie uważa się za oczywiste, że cele zarówno marksistów, jak i anarchistów są takie same, po prostu nie zgadzamy się co do środków. Jednakże, w ramach tego ogólnego porozumienia w sprawie ostatecznego celu (społeczeństwo bezklasowe i bezpaństwowe), szczegóły dotyczące takiego społeczeństwa są nieco inne. Być może należy się tego spodziewać, zważywszy na różnice w środkach. Jak wynika z argumentacji Bakunina, anarchiści podkreślają jedność środków i celów, że używane środki wpływają na osiągnięty cel. Ta jedność między środkami a celami jest dobrze wyrażona przez Martina Bubera: „Nie można w naturze rzeczy oczekiwać, że małe drzewo, które zostało przekształcone w klub, wypuści liście” [Paths in Utopia, s. 127] Podsumowując, nie możemy oczekiwać, że dotrzemy do celu, jeśli wybierzemy drogę w przeciwnym kierunku. W związku z tym zgoda dotycząca wyniku końcowego może nie być tak bliska, jak często się to sobie wyobraża.

Kiedy więc mówi się, że anarchiści i państwowi socjaliści chcą tego samego, należy pamiętać o tym, co następuje. Po pierwsze, istnieją kluczowe różnice w kwestii obecnej taktyki. Po drugie, pojawia się pytanie o bezpośrednie cele rewolucji. Po trzecie, istnieją długofalowe cele takiej rewolucji. Te trzy aspekty tworzą spójną całość, a każdy z nich logicznie wynika z ostatniego. Jak pokażemy, anarchistyczna i marksistowska wizja każdego aspektu jest wyraźnie inna, co sugeruje, że krótko-, średnio- i długoterminowe cele każdej teorii są w rzeczywistości inne. Omówimy każdy aspekt po kolei.

Po pierwsze, pojawia się pytanie o naturę ruchu rewolucyjnego. Tutaj anarchiści i większość marksistów ma wyraźnie przeciwstawne poglądy. Ci pierwsi twierdzą, że zarówno organizacja rewolucyjna (tj. federacja anarchistyczna), jak i szerszy ruch zawodowy powinny być zorganizowane zgodnie z inspirującą nas wizją społeczeństwa. Oznacza to, że powinna to być federacja samozarządzanych grup oparta na bezpośrednim uczestnictwie jej członków w procesie podejmowania decyzji. Władza jest zatem zdecentralizowana i nie ma podziału na tych, którzy podejmują decyzje, i tych, którzy je wykonują. Odrzucamy ideę działania innych osób w naszym imieniu lub w imieniu ludzi i wzywamy do bezpośredniego działania i solidarności, opartej na samoorganizacji klasy pracującej, samozarządzaniu i autonomii. Dlatego anarchiści stosują swoje pomysły w walce z obecnym systemem, argumentując, że to, co jest „skuteczne” z pozycji hierarchicznej lub klasowej, jest głęboko nieskuteczne z rewolucyjnej perspektywy.

Marksiści się nie zgadzają. Większość marksistów to także leniniści. Argumentują oni, że musimy stworzyć partię „awangardową” opartą na zasadach „demokratycznego centralizmu” wraz ze zinstytucjonalizowanym i hierarchicznym przywództwem. Twierdzą oni, że sposób, w jaki się dziś organizujemy, jest niezależny od rodzaju społeczeństwa, do którego dążymy i że partia powinna dążyć do tego, aby stać się uznanym liderem klasy pracującej. Każda rzecz, którą robią, jest podporządkowana temu celowi, co oznacza, że żadna walka nie jest postrzegana jako cel sam w sobie, ale raczej jako sposób na zdobycie członkostwa i wpływów dla partii, dopóki nie zdobędzie ona wystarczającego poparcia, by przejąć władzę. Ponieważ jest to kluczowy punkt sporny pomiędzy anarchistami i leninistami, omawiamy to szczegółowo w rozdziale H.5 i związanych z nim rozdziałach, a więc nie robimy tego tutaj.

Oczywiście, w krótkiej perspektywie czasowej nie można powiedzieć, że anarchiści i leniniści chcą tego samego. Podczas gdy my dążymy do ruchu rewolucyjnego opartego na zasadach wolnościowych (tj. rewolucyjnych), leniniści szukają partii opartej na wyraźnie burżuazyjnych zasadach centralizacji, delegowania władzy i reprezentowania demokracji bezpośredniej. Obie strony oczywiście twierdzą, że tylko ich system organizacji jest skuteczny i efektywny (patrz rozdział H.5.8 dotyczący dyskusji, dlaczego anarchiści twierdzą, że model leninowski nie jest skuteczny z rewolucyjnej perspektywy). Perspektywa anarchistyczna polega na postrzeganiu rewolucyjnej organizacji jako części klasy pracującej, zachęcającej i pomagającej tym, którzy walczą o kultywowanie idei, które czerpią z własnych doświadczeń, a jej rolą jest zapewnienie wiodącej roli, a nie nowego zestawu liderów do naśladowania (więcej na ten temat patrz w sekcji J.3.6). Perspektywa leninowska polega na postrzeganiu partii rewolucyjnej jako przywódcy klasy robotniczej, wprowadzającej świadomość socjalistyczną do klasy, która nie może sama się wygenerować (patrz rozdział H.5.1).

Biorąc pod uwagę leninowskie preferencje dla centralizacji i roli przywódczej organizacji hierarchicznej, nie będzie zaskoczeniem, że ich wyobrażenia na temat charakteru społeczeństwa postrewolucyjnego wyraźnie różnią się od poglądów anarchistów. Podczas gdy leniniści mają tendencję do zaprzeczania, że anarchiści mają jasne wyobrażenie o tym, co zostanie natychmiast stworzone przez rewolucję (patrz część H.1.4), my mamy konkretne wyobrażenia o tym, jakie społeczeństwo zostanie natychmiast stworzone przez rewolucję. Wizja ta prawie pod każdym względem różni się od tej proponowanej przez większość marksistów.

Jest też kwestia państwa. Anarchiści, co nie jest zaskoczeniem, starają się je zniszczyć. Mówiąc wprost, podczas gdy anarchiści chcą społeczeństwa bezpaństwowców i bezklasowego i opowiadają się za odpowiednimi do tego celu środkami, większość marksistów twierdzi, że aby dotrzeć do społeczeństwa bezpaństwowego, potrzebujemy nowego państwa „robotniczego”, a ponadto państwa, w którym będzie rządzić ich partia. Trocki, pisząc w 1906 roku, wyraził się jasno: „Każda partia polityczna zasługująca na tę nazwę ma na celu przejęcie władzy rządowej i tym samym oddanie państwa w służbę klasie, której interesy reprezentuje”. [cytował Israel Getzler, Marxist Revolutionaries and the Dilemma of Power, s. 105] Wpisuje się to w powtarzające się równanie Marksa i Engelsa dotyczące wyborów powszechnych z władzą polityczną lub polityczną supremacją klasy robotniczej. Innymi słowy, „władza polityczna” oznacza po prostu zdolność do nominowania rządu (patrz rozdział H.3.10).

Podczas gdy marksiści lubią przedstawiać ten nowy rząd jako „dyktaturę proletariatu”, anarchiści twierdzą, że w rzeczywistości będzie to dyktatura nad proletariatem. To dlatego, że jeśli klasa robotnicza jest klasą rządzącą (jak twierdzą marksiści), anarchiści twierdzą, że niby jak można przekazać swoją władzę rządowi i tak to zostawić? Albo klasa robotnicza bezpośrednio zarządza własnymi sprawami (a więc i społeczeństwem), albo rząd. Każde państwo jest po prostu rządzone przez kilku, a więc jest niezgodne z socjalizmem (omawiamy tę kwestię w rozdziale H.3.7). Oczywistym tego następstwem jest to, że marksizm dąży do władzy partyjnej, a nie do bezpośredniego zarządzania społeczeństwem przez klasę robotniczą (jak omawiamy w rozdziale H.3.8, tradycja leninowska jest w tej kwestii bardzo widoczna).

Następnie pojawia się pytanie o elementy składowe socjalizmu. Po raz kolejny istnieje wyraźna różnica między anarchizmem a marksizmem. Anarchiści zawsze twierdzili, że podstawą socjalizmu są organizacje klasy robotniczej, tworzone w walce z kapitalizmem i państwem. Dotyczy to zarówno społecznej, jak i ekonomicznej struktury społeczeństwa postrewolucyjnego. Dla większości form marksizmu dominuje radykalnie inny obraz. Jak omawiamy w rozdziale H.3.10, marksiści osiągnęli podobną wizję struktury politycznej socjalizmu dopiero w 1917 r., kiedy Lenin poparł sowiety jako ramy swojego państwa robotniczego. Jednak, jak dowodzimy w rozdziale H.3.11, robił to tylko w celach instrumentalnych, a mianowicie jako najlepszy sposób zapewnienia bolszewikom siły. Jeśli sowieci zderzyli się z partią, to właśnie ta druga miała pierwszeństwo. Niespodziewanie bolszewicki mainstream dość szybko przeszedł od „cała władza do Sowietów” do „dyktatury partii”. Tak więc, w przeciwieństwie do anarchizmu, większość form marksizmu zmierza do władzy partyjnej, „rewolucyjnego” rządu ponad organami samorządu klasy robotniczej.

Z ekonomicznego punktu widzenia istnieją również wyraźne różnice. Anarchiści konsekwentnie utrzymywali, że pracownicy „powinni być prawdziwymi menedżerami przemysłu”. [Peter Kropotkin, Fields, Factories and Workshops Tomorrow, s. 157] . Aby to osiągnąć, z czasem zwróciliśmy uwagę na różne organizacje, takie jak komitety fabryczne i związki zawodowe. Jak szczegółowo omawiamy w części H.3.12, Lenin natomiast postrzegał socjalizm jako budowany na podstawie struktur i technik (w tym zarządzania) rozwiniętych w ramach kapitalizmu. Zamiast postrzegać socjalizm jako budowany wokół nowych organizacji klasy robotniczej, Lenin widział w nim rozwój organizacji kapitalistycznych. „Leninistyczna droga do socjalizmu”, zauważa jeden z ekspertów od Lenina, „zdecydowanie przebiegła przez teren monopolistycznego kapitalizmu. Według Lenina, nie zniósłby on ani swojej zaawansowanej bazy technologicznej, ani zinstytucjonalizowanych środków alokacji zasobów czy strukturyzacji przemysłu […] Zinstytucjonalizowane ramy zaawansowanego kapitalizmu mogłyby, mówiąc krótko, zostać wykorzystane do realizacji konkretnie socjalistycznych celów. Miały one rzeczywiście stać się głównymi (prawie wyłącznymi) instrumentami socjalistycznej transformacji”. [Neil Harding, Leninism, s.145]

Rola pracowników w tej wizji pozostała zasadniczo niezmienienna. Zamiast żądać, podobnie jak anarchiści, robotniczego samozarządzania produkcją w 1917 r., Lenin podniósł żądanie „ogólnokrajowej, wszechogarniającej kontroli robotniczej nad kapitalistami” (i to jest ta „ważna rzecz”, a nie „konfiskata własności kapitalistów”). [The Lenin Anthology, s. 402] Po przejęciu władzy przez bolszewików organy własne pracowników (komitety fabryczne) zostały włączone do systemu kontroli państwowej, tracąc tym samym władzę, którą kiedyś posiadali w miejscu produkcji. Następnie Lenin zmodyfikował tę wizję, zastępując kapitalistów (mianowanym przez państwo) „jednoosobowym kierownictwem” nad pracownikami (patrz sekcja H.3.14). Innymi słowy, jest to forma kapitalizmu państwowego, w której robotnicy nadal byliby niewolnikami płacowymi pod rządami wyznaczonych przez państwo szefów. Niespodziewanie „kontrola” robotników nad swoimi szefami (czyli tymi, którzy mają realną władzę w produkcji) okazała się równie zawodna w produkcji jak w państwie. W tym względzie Lenin niewątpliwie poszedł w ślady Manifestu Komunistycznego, który podkreślał państwową własność środków produkcji bez słowa o samozarządzaniu produkcją przez pracowników. Jak omawiamy w rozdziale H.3.13, państwowy „socjalizm” nie może ustrzec się przed byciem „państwowym kapitalizmem” z samej swojej natury.

Nie trzeba dodawać, że jeśli chodzi o środki, niewielu anarchistów i syndykalistów to kompletni pacyfiści. Jak argumentował syndykalista Emile Pouget, „[h]istoria uczy, że uprzywilejowani nigdy nie zrzekli się swoich przywilejów, nie będąc do tego zmuszeni i zmuszeni przez swoje zbuntowane ofiary. Jest mało prawdopodobne, aby burżuazja została pobłogosławiona wyjątkową wielkością duszy i dobrowolnie zrezygnuje”, a więc „Postawienie na rozwiązania siłowe […] będzie wymagane”. [The Party Of Labour] Nie oznacza to, że wolnościowcy gloryfikują przemoc lub argumentują, że wszystkie formy przemocy są dopuszczalne (wręcz przeciwnie!), oznacza to po prostu, że do samoobrony przed brutalnymi przeciwnikami przemoc jest niestety czasami potrzebna.

Sposób, w jaki rewolucja anarchistyczna broniłaby się sama, pokazuje również kluczową różnicę między anarchizmem a marksizmem. Jak omówiliśmy w części H.2.1, anarchiści (niezależnie od twierdzeń marksistowskich) zawsze twierdzili, że rewolucja musi się bronić. Byłoby to zorganizowane w sposób federalny, oddolny, jako struktura społeczna wolnego społeczeństwa. Opierałoby się ona na dobrowolnych bojówkach klasy robotniczej. Ten model samoobrony klasy robotniczej był z powodzeniem stosowany zarówno w rewolucji hiszpańskiej, jak i ukraińskiej (odpowiednio przez CNT-FAI i Machnowców). Natomiast bolszewicka metoda obrony rewolucji była odgórną, hierarchiczną i scentralizowaną „Armią Czerwoną”. Jak pokazał przykład machnowców, „Armia Czerwona” nie była jedynym sposobem, w jaki można było bronić rewolucji rosyjskiej, choć była to jedyna droga do władzy bolszewickiej.

Tak więc, podczas gdy Anarchiści konsekwentnie argumentowali, że socjalizm musi opierać się na samozarządzaniu produkcją przez klasę robotniczą, a społeczeństwo na organizacjach klasy robotniczej, tradycja leninowska nie poparła tej wizji (choć niektóre jej wyobrażenia zawłaszczyła sobie, by zyskać poparcie społeczne). Oczywiście, jeśli chodzi o bezpośrednie skutki rewolucji, anarchiści i leniniści nie szukają tego samego. Ci pierwsi chcą wolnego społeczeństwa zorganizowanego i kierowanego oddolnie przez klasę robotniczą, opartego na samozarządzaniu produkcją przez pracowników, podczas gdy ci drudzy szukają władzy partyjnej w nowej strukturze państwowej, która przewodniczyłaby zasadniczo kapitalistycznej gospodarce państwowej.

Wreszcie, mamy kwestię celu długoterminowego. Nawet w tej wizji społeczeństwa bezklasowego i bezpaństwowego bardzo niewiele wspólnego ma anarchistyczny komunizm i marksistowski komunizm, poza podobną terminologią używaną do jego opisu. Jest to nieczytelne przez różnice w terminologii stosowanej przez obie teorie. Marks i Engels podnieśli w latach czterdziestych XIX wieku (długoterminowy) cel „stowarzyszenia, w którym wolny rozwój każdego z nich jest warunkiem wolnego rozwoju wszystkich”, zastępując w Manifeście Komunistycznym „stare mieszczańskie społeczeństwo, z jego klasami i antagonizmami klasowymi. Zanim ten „wielki związek całego narodu” stałby się możliwy, proletariat miał być „podnoszony […] do pozycji klasy rządzącej” i „cały kapitał” byłby „scentralizowany […] w rękach państwa, tj. proletariatu zorganizowanego jako klasa rządząca”. Ponieważ klasy ekonomiczne już by nie istniały, „władza publiczna straciłaby swój polityczny charakter“, ponieważ władza polityczna „jest tylko zorganizowaną władzą jednej klasy do uciskania drugiej”. [Selected Works, s. 53]

To właśnie to, środki, były przedmiotem wielu dyskusji (szczegóły w sekcji H.1.1). Nie można jednak zakładać, że cele pożądane przez marksistów i anarchistów są identyczne. Argument, że „władza publiczna” może przestać być „polityczna” (tj. państwo), jest tautologią, i to szczególnie nieprzekonywującą. Przecież jeśli „władza polityczna” jest zdefiniowana jako instrument władzy klasowej, to automatycznie wynika z tego, że społeczeństwo bezklasowe miałoby niepolityczną „władzę publiczną”, a więc byłoby bez państwa! Nie oznacza to, że „władza publiczna” nie istniałaby już jako struktura w społeczeństwie (lub, bardziej poprawnie, nad nim), a jedynie, że jej rola nie byłaby już „polityczna” (tj. jako instrument władzy klasowej). Biorąc pod uwagę, że zgodnie z Manifestem państwo miałoby scentralizować środki produkcji, kredytu i transportu, a następnie zorganizować je „zgodnie ze wspólnym planem”, wykorzystując „armie przemysłowe, zwłaszcza dla rolnictwa”, sugerowałoby to, że struktura państwa pozostałaby nawet po tym, jak jego „polityczne” aspekty musiałyby, używając słów Engelsa, „wymrzeć”.[Marx and Engels, Op. Cit., s. 52-3 i s. 424]

Z tej perspektywy różnica między anarchistycznym komunizmem a marksistowskim komunizmem jest oczywista. „Podczas gdy obydwa”, zauważa John Clark, „przewidują zniknięcie państwa, osiągnięcie społecznego zarządzania gospodarką, koniec rządów klasowych i osiągnięcie równości międzyludzkiej, by wspomnieć o kilku wspólnych celach, nadal istnieją znaczące różnice w celach. Myśl marksistowska kultywuje wizję, która zakłada wysoki rozwój technologii przy odpowiednim stopniu centralizacji instytucji społecznych, który będzie kontynuowany nawet po nadejściu rewolucji społecznej […] Wizja anarchistyczna postrzega ludzki czynnik jako niezbędny, zarówno w technikach stosowanych w produkcji, jak i w instytucjach, które powstają w wyniku nowych zrzeszeń […] Ponadto, ideał anarchistyczny ma silny element hedonistyczny, który postrzega socjalizm germański jako ascetyczny i purytański”. [The Anarchist Moment, s. 68] W ten sposób Marks przedstawia „sformułowanie, które nie wzywa do ostatecznego zniesienia państwa, ale sugeruje, że będzie ono nadal istniało (jakkolwiek inaczej jest ono rekonstruowane przez proletariat) jako ‘niepolityczne’ (tj. administracyjne) źródło władzy”. [Murray Bookchin, The Ecology of Freedom, s. 196fn]

Co więcej, jest mało prawdopodobne, aby taki scentralizowany system mógł stać się bezpaństwowy i pozbawiony klas w rzeczywistości. Jak argumentował Bakunin, w państwie marksistowskim „nie będzie uprzywilejowanej klasy. Wszyscy będą równi, nie tylko z punktu widzenia sądowego i politycznego, ale również gospodarczego. To jest obietnica w każdym razie […] Więc nie będzie już klas, ale rząd, i proszę zauważyć, niezwykle skomplikowany rząd, który nie zadowoli się rządzeniem i administrowaniem masami politycznie […] będzie również administrować nimi gospodarczo, przejmując produkcję i sprawiedliwy podział dóbr, rolnictwo, zakładanie i rozwój fabryk, organizację i kontrolę handlu, a wreszcie zastrzyk kapitału do produkcji przez jednego bankiera państwo”. Taki system byłby w rzeczywistości „panowaniem umysłu naukowego, najbardziej arystokratycznego, despotycznego, aroganckiego i pogardliwego ze wszystkich reżimów”, opartego na „nowej klasie, nowej hierarchii rzeczywistej lub fałszywej nauki, a świat byłby podzielony na dominującą, opartą na nauce mniejszość i ogromną, ignorancką większość” [Michael Bakunin: Selected Writings, s. 266]

Słowa George’a Barretta również wydają się trafne: „Nowoczesny socjalista[…] stale pracował na rzecz centralizacji, kompletnej i doskonałej organizacji i kontroli przez osoby sprawujące władzę nad ludźmi. Z drugiej strony anarchista wierzy w zniesienie tej centralnej władzy i oczekuje, że wolne społeczeństwo powstanie od dołu, poczynając od tych organizacji i wolnych umów między samymi ludźmi. Trudno zauważyć, jak poprzez stworzenie centralnej władzy, która kontroluje wszystko, możemy zrobić krok w kierunku zniesienia tej władzy”. [Objections to Anarchism, s. 348]

Rzeczywiście, dając państwu zwiększoną aktywność gospodarczą, zapewniamy, że to tak zwane „przejściowe” państwo rozwija się wraz z realizacją programu marksistowskiego. Co więcej, biorąc pod uwagę zadania gospodarcze, jakie państwo obecnie wykonuje, nie ma większego sensu twierdzić, że „uschnie” – chyba że myśli się, że scentralizowane planowanie gospodarcze, które ten reżim stwarza również „usycha”. Marks argumentował, że gdy „likwidacja klas” zostanie „osiągnięta“, wtedy „władza państwa […] znika, a funkcje rządu zostają przekształcone w proste funkcje administracyjne” [Marx, Engels and Lenin, Anarchism and Anarcho-Syndicalism, s. 76] Innymi słowy, aparat państwowy nie „usycha” lecz spełnia swoją funkcję jako instrument reguły klasowej. Jest to automatyczny rezultat wymierania samych klas w miarę nacjonalizacji własności prywatnej. Ponieważ jednak klasa jest zdefiniowana jako zakorzeniona w posiadaniu środków produkcji, dochodzimy do bezsensownej tautologii. Oczywiście, ponieważ państwo centralizuje środki produkcji we własnych rękach, wówczas (istniejące) klasy ekonomiczne przestają istnieć i w rezultacie państwo „znika”. Jednak władza i wielkość państwa jest w rzeczywistości zwiększona przez ten proces, a więc eliminacja klas ekonomicznych faktycznie zwiększa władzę i wielkość machiny państwowej.

Jak zauważa Brain Morris, „obawy Bakunina, że w czasach socjalizmu Marksa robotnicy będą nadal pracować w ramach zmechanizowanego, zhierarchizowanego systemu produkcji, bez bezpośredniej kontroli nad swoją pracą, zostały więcej niż potwierdzone przez realia bolszewickiego systemu. W ten sposób krytyka marksizmu przez Bakunina nabiera coraz większego znaczenia w dobie biurokratycznego kapitalizmu państwowego”. [Bakunin: The Philosophy of Freedom, s. 132] Tak więc „centralne zamieszanie marksistowskich teoretyków politycznych” znajduje się w dyskusji o państwie w Manifeście Komunistycznym. Jeśli klasa jest „kategorią wyłącznie gospodarczą i jeśli stare warunki produkcji zostały zmienione tak, że nie ma już prywatnej własności środków produkcji, wówczas klasy nie istnieją już z definicji, gdy są zdefiniowane w kategoriach […] własności prywatnej […] Jeżeli Marks definiuje również ‘władzę polityczną’ jako ‘zorganizowaną władzę jednej klasy [ekonomicznej] do uciskania drugiej’, to […] argument jest tylko tautologią i jest trywialnie prawdziwy”. Niestety, jak potwierdziła historia, „nie możemy stwierdzić […] jeśli jest to zwykła tautologia, że przy założeniu braku prywatnej własności środków produkcji nie będzie podziału na […] dominującą i uległą warstwę” [Alan Carter, Marx: A Radical Critique, s. 221 i s. 221-2]

Nic więc dziwnego, że anarchiści nie są przekonani, że wysoce scentralizowana struktura (jako państwo) zarządzająca życiem gospodarczym społeczeństwa może być częścią prawdziwie bezklasowego społeczeństwa. Podczas gdy klasa ekonomiczna zdefiniowana w kategoriach własności środków produkcji może nie istnieć, klasy społeczne (zdefiniowane w kategoriach nierówności władzy, autorytetu i kontroli) będą nadal istnieć tylko dlatego, że państwo ma na celu tworzenie i ochronę rządów mniejszości (patrz punkt H.3.7). Jak pokazała bolszewicka i stalinowska i Rosja, nacjonalizacja środków produkcji nie kończy podziałów klasowych. Jak argumentował Malatesta: „Kiedy F. Engels, być może dla przeciwstawienia się krytyce anarchistycznej, powiedział, że kiedy klasy znikają, państwo jako takie nie ma racji bytu i przekształca się z rządu ludzi w administrację rzeczy, bawi się jedynie słowami. Kto ma władzę nad rzeczami, ten ma władzę nad ludźmi; kto rządzi produkcją, ten rządzi również producentami; kto decyduje o konsumpcji, ten panuje nad konsumentem. Tu jest sedno; albo rzeczy są administrowane na podstawie wolnej zgody zainteresowanych stron, a to jest anarchia; albo są administrowane zgodnie z prawami ustanowionymi przez administratorów i to jest rząd, to jest państwo, i nieuchronnie również tyrania. Nie jest to kwestia dobrych intencji czy dobrej woli tego czy innego człowieka, ale nieuchronności sytuacji i tendencji, które człowiek na ogół rozwija w danych okolicznościach. [Errico Malatesta: His Life and Ideas, s. 145]

Anarchistyczna wizja przyszłego społeczeństwa nie odpowiada zatem tak bardzo państwowej wizji komunistycznej, jak ta ostatnia chciałaby to sugerować. Różnicą między nimi jest kwestia autorytetu, który nie może być niczym innym, jak tylko największą możliwą różnicą. Anarchistyczne teorie ekonomiczne i organizacyjne są zbudowane wokół antyautorytarnego rdzenia, które stanowi podstawę naszych środków i celów. Dla anarchistów leninowska wizja socjalizmu jest niewłaściwa. Lenin nieustannie podkreślał, że jego koncepcja socjalizmu i „państwowego kapitalizmu” są w zasadzie identyczne. Nawet w State and Revolution, rzekomo najbardziej wolnościowym dziele Lenina, odkrywamy tę szczególnie niesprecyzowaną i nieinspirującą wizję „socjalizmu”:

Wszyscy obywatele zostają przekształceni w płatnych pracowników państwa […] Wszyscy obywatele stają się pracownikami i pracownikami jednego państwowego ‘syndykatu’ […] Całe społeczeństwo stanie się jednym biurem i jedną fabryką z równą pracą i równym wynagrodzeniem” [Essential Works of Lenin, s. 348]

Co do którego anarchiści zwracają uwagę na Engelsa i jego komentarze na temat tyranicznego i autorytarnego charakteru nowoczesnej fabryki (o czym dyskutujemy w rozdziale H.4.4). Pomysł Lenina, by zmienić świat w jedną wielką fabrykę, nabiera niezwykle przerażającego charakteru, biorąc pod uwagę jakże uroczą wizję Engelsa dotyczącą braku wolności w miejscu pracy.

Z tych powodów anarchiści odrzucają uproszczoną marksistowską analizę nierówności zakorzenionych po prostu w klasie ekonomicznej. Taka analiza, jak pokazują komentarze Lenina i Engelsa, pokazuje, że nierówności społeczne mogą być przemycane tylnymi drzwiami proponowanego społeczeństwa bezklasowego i bezpaństwowego. Słowami Bookchina: „Podstawowym założeniem antyautorytarnego socjalizmu – a konkretnie anarchistycznego komunizmu – jest przekonanie, że hierarchia i dominacja nie mogą być podporządkowane władzy klasowej i wyzyskowi ekonomicznemu, a wręcz przeciwnie, że są one bardziej fundamentalne dla zrozumienia współczesnego projektu rewolucyjnego […] Władza człowieka nad człowiekiem od dawna poprzedza samo kształtowanie się klas i ekonomicznych sposobów ucisku społecznego […] Jest to oczywiste: nie będzie już dłużej nacisku, aby społeczeństwo bezklasowe, uwolnione od eksploatacji materialnej, było społeczeństwem wyzwolonym. Nie ma nic w przyszłości społeczeństw, co mogłoby sugerować, że biurokracja jest niekompatybilna ze społeczeństwem bezklasowym, dominacją kobiet, młodych, grup etnicznych czy nawet warstw zawodowych” [Toward an Ecological Society, pp. 208-9]

Ostatecznie, anarchiści widzą, że „istnieje sfera dominacji, która jest szersza niż sfera eksploatacji materialnej. Tragedia ruchu socjalistycznego polega na tym, że w przeszłości wykorzystywał on metody dominacji, aby spróbować ‘uwolnić’ nas od eksploatacji materialnej”. Nie trzeba dodawać, że to jest skazane na porażkę. Socjalizm „po prostu zaprzęgnie nas w świecie, który staramy się przezwyciężyć. Na porządku dziennym stoi dziś społeczeństwo niehierarchiczne, samodzielnie zarządzane i wolne od dominacji we wszystkich jej formach, a nie hierarchiczny system zasłonięty czerwoną flagą.[Bookchin, Op. Cit., s. 272 i s. 273-4]

Podsumowując, nie można powiedzieć, że anarchiści i większość marksistów chce tego samego. Podczas gdy często używają tych samych terminów, często ukrywają one radykalnie różne pojęcia. Tylko dlatego, że, powiedzmy, anarchiści i marksiści głównego nurtu mówią o „rewolucji społecznej”, „socjalizmie”, „całej władzy dla komun” i tak dalej, nie oznacza to, że mamy na myśli to samo. Przykładowo, sformułowanie „cała władza dla komun” dla anarchistów oznacza dokładnie to (tj. że rewolucja musi być bezpośrednio zarządzana przez organy klasy robotniczej). Leniniści że „całą władzę do rządu centralnego wybranego przez krajowy kongres sowietów”. Podobnie z innymi podobnymi zwrotami (co pokazuje wagę spojrzenia na szczegóły jakiejkolwiek teorii politycznej i jej historii).

Pokazaliśmy, że dyskusja nad celami jest tak samo ważna, jak dyskusja nad środkami, jak są one powiązane. Jak zauważył kiedyś Kropotkin, ci, którzy bagatelizują znaczenie omawiania „porządku rzeczy, które […] powinni wyłonić się z nadchodzącej rewolucji” za koncentracją na „rzeczach praktycznych” są mniej niż uczciwi, ponieważ „daleko od zasięgania prawdziwości takich teorii, propagują je, a wszystko, co teraz robią, jest logicznym przedłużeniem ich idei. Ostatecznie słowa ‘Nie dyskutujmy o kwestiach teoretycznych’ w rzeczywistości oznaczają: ‘Nie poddawajmy naszej teorii dyskusjom, ale pomóżcie nam w jej realizacji’”[Words of a Rebel, s. 200]

Stąd potrzeba krytycznej oceny obu celów i środków. To pokazuje słabość wspólnego argumentu, że anarchiści i lewicowcy mają pewne wspólne wizje i dlatego powinniśmy z nimi współpracować, aby osiągnąć te wspólne rzeczy. Kto wie, co się potem stanie? Jak widać, tak być nie może. Wiele aspektów anarchizmu i marksizmu znajduje się w opozycji i nie można ich uznać za podobne (na przykład to, co lenininista uważa za socjalizm, bardzo różni się od tego, co anarchista uważa za socjalizm). Jeśli uważasz, że ‘socjalizm’ jest ‘państwem robotniczym’, któremu przewodniczy ‘rewolucyjny’ rząd, to jak można to pogodzić z anarchistyczną wizją federacji samozarządzanych komun i związków robotniczych? Jak pokazuje rewolucja rosyjska, tylko uzbrojona siła ‘rewolucyjnego’ rządu miażdży anarchistyczną wizję.

Jedyną rzeczą, którą naprawdę podzielamy, jest wzajemny sprzeciw wobec istniejącego kapitalizmu. Posiadanie wspólnego wroga nie czyni kogoś przyjacielem. Dlatego anarchiści, choć są gotowi pracować nad pewnymi wzajemnymi zmaganiami, doskonale zdają sobie sprawę, że istnieją znaczne różnice zarówno pod względem środków, jak i celów. Lekcją rewolucji XX wieku jest to, że po dojściu do władzy leniniści będą represjonować anarchistów, ich obecnych sojuszników, przeciwko systemowi kapitalistycznemu. Nie dzieje się to przypadkowo, wynika to z różnic w wizji pomiędzy tymi dwoma ruchami, zarówno pod względem środków, jak i celów.

Next Page » « Previous Page